Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Barbara Czałczyńska, FELIETON WRZEŚNIOWY

Tamtego lata, lata roku 1939, nikt z nas, mających obecnie ...dziesiąt lat, na pewno nigdy nie zapomni. Lazurowe niebo, złote, obciążone ziarnem kłosy zbóż, urodzaj wspaniałych żniw i zapowiedź sytej zimy. To lato kończyło się właśnie, kiedy gnani strachem przed wciskającą się w głąb kraju hitlerowską nawałnicą, przybyliśmy, to znaczy mój ojciec i ja, do Chmielowej. Chmielowa. Któż teraz o niej pamięta? Na stokach jarów grzały się w słońcu winne krzewy, spośród liści wyglądały nabrzmiałe sokiem winne grona. Pokazywał nam to z dumą właściciel Chmielowej, pan Głażewski, któremu w chwili, kiedy oprowadzał nas po swoim gospodarstwie, nie powstała w głowie myśl, że za chwilę będzie musiał to wszystko opuścić. Dwór państwa Głażewskich był piękny, zasobny. Wieczorem na tarasie słuchało się śpiewających w parku ptaków i spoglądało na zanikające za horyzontem słońce. Był w tym i spokój wieczoru, i spokój rolników, zadowolonych z dobrze wykonanej pracy. W dole za dworem, potykając się o kamienne porohy, płynął Dniestr. A nieco dalej, za Dniestrem, na przeciwległym brzegu był już inny kraj: Rumunia. A dalszy ciąg?
Dalszy ciąg usłyszałam dwadzieścia lat później, kiedy władza ludowa łaskawie zezwoliła mi na zobaczenie się z ojcem, który przebywał w Anglii. Otóż właśnie – jak opowiadał ojciec – wszyscy domownicy siedzieli przy obiedzie, kiedy do dworu wpadł któryś z fornali i co sił w płucach zawołał: bolszewicy we wsi!!! Nie było czasu do stracenia: wszyscy poderwali się od stołu i na nic się nie oglądając, wskoczyli do samochodów i przejechali na drugi brzeg Dniestru. Na stole pozostał nie dojedzony obiad, srebrna zastawa i piękna porcelana. A na obiad (opowiadanie, które niezmiennie wprowadzało w stan irytacji angielską żonę ojca) były kurczęta z mizerią. Nie trzeba dodawać, że kurczęta miały wspaniałe nadzienie i były czymś przepysznym. I tak pieczone kurczęta z mizerią i srebrna zastawa, pozostawiona na stole, były czymś ostatnim, na czym mój ojciec zatrzymał swoje spojrzenie, opuszczając na zawsze Ojczyznę.
Nikt z tych, którzy przejechali wtedy Dniestr, nie zdawał sobie sprawy z tego, że za sobą pozostawia to wszystko, co stanowiło o jego dotychczasowym życiu. Chmielowa stała się ostatnim jasnym punktem w ich późniejszej, emigracyjnej tułaczce. Dziś już nie ma ani tych ludzi, którzy wtedy przejechali Dniestr, ani tej Chmielowej, którą opuścili. Wszystko zapadło w niebyt. Pozostało tylko wspomnienie, które zdolne jest przetrwać wszelkie życiowe klęski.