Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Marta Gołąb, FOTOGRAFIA BYŁA JEGO MIŁOŚCIĄ

Pamięć tych, którzy go znali, zatrzymuje się na roku 1941 – roku śmierci Romana w kołymskim łagrze. Był bratem Włodzimierza. Włodzimierzowi i Alanie Puchalskim zawdzięczamy, że przechowali i ocalili jego fotograficzny dorobek. Kim był ten starszy brat, Roman Puchalski? Urzędnikiem, lekkoatletą, turystą, narciarzem, miłośnikiem gór, fotografikiem – a przede wszystkim – artystą. Mężczyzna, wyróżniający się wzrostem, siłą – i wielką łagodnością.

Urodził się 23 lutego 1906 w Mostach Wielkich koło Żółkwi. Dzieciństwo spędził w sielskiej atmosferze kresowego dworu, wśród kochających osób, otoczony zwierzętami. Umierał w samotności, w głodzie, wycieńczeniu i rozpaczy, z pewnością nie wiadomo jak – czy wskutek choroby, czy zamordowany przez pilnującego więźniów strażnika, około września 1941, w rejonie Magadanu.
Miał wiele zainteresowań, żył intensywnie. Przeprowadziwszy się z rodzicami do Lwowa, uczęszczał do I Gimnazjum. Należał do harcerstwa. W roku 1930 ukończył studia w Wyższej Szkole Handlu Zagranicznego. Pracował we Lwowie, w Towarzystwie Kredytowym Ziemskim, później w Warszawie, w Ministerstwie Komunikacji. Będąc młodym człowiekiem zasłynął jako lekkoatleta – amator. Jako miotacz, w 1929 r. zdobył tytuł mistrza Polski w pchnięciu kulą oburącz. Związany z lwowską „Pogonią” interesował się także lotnictwem, wioślarstwem i innymi dyscyplinami, przede wszystkim jednak – narciarstwem.
Narciarstwo we Lwowie to KTN, górskie wyprawy do Sławska, w Czarnohorę i dalej – w Alpy Rodniańskie. Życie w schroniskach, wstawanie przed świtem, brnięcie w śniegu przy świetle księżyca, wschody słońca na szczytach gór, wspólne zjazdy wśród ośnieżonych drzew. „Romek najczęściej jeździł na narty do schroniska KTN w Sławsku – wspominał nieżyjący już przyjaciel, prof. Tadeusz Owiński. – Wstawał bardzo wcześnie. Tak wcześnie rano, długo przed wschodem słońca, było zwykle mroźno, więc biegliśmy nie ubierając nart, aby się zagrzać. Kiedy rozgrzaliśmy się biegiem, ubieraliśmy narty i Romek starał się być przed wschodem słońca na grani. Kiedyś, już na wiosnę, przyszedł nawrót mrozu i silnego wiatru. Wybraliśmy się na Stoh. Pod wierzchołkiem był nawis i pod nawisem, w ciszy od wiatru leżał ptak wielkości szpaka, który nie mógł sforsować przelotu przez grań w tak bardzo silnym wietrze. Romek rozpiął wiatrówkę i schował pod nią ptaka. Niestety, ptak był zamarznięty na śmierć”.
20 lutego 1933 w Kotle Breskulskim wydarzyła się tragedia. W lawinie zginął Henryk Garapich, student, przyjaciel Romana. Świadkami wypadku byli Roman Puchalski i Adam Zieliński, którzy cudem uszli z życiem.
Narciarskie szlaki Romana wiodły nie tylko przez Karpaty Wschodnie – jeździł też w Tatrach i w Alpach austriackich. Był uroczym towarzyszem górskich wypraw, trochę oryginałem, bohaterem licznych anegdot. Ulubiony przez wszystkich „stryjku Puchała” na śniadanie miał zjadać bochenek chleba, popijając litrem kawy. Wspomina kolega z „Pogoni”, Wacław Mueldner: „Było w nim coś z Longinusa Podbipięty w skromności i miłości przy wielkiej sile. Nie pozwalał niczego zabijać. Mawiał: Nie dałeś jej życia, nie masz prawa odbierać”.
Wielką miłością Romana była fotografia. W rodzinnym domu pod okiem ojca, zdolnego amatora, uczył się fotografować. Odtąd Leica towarzyszyła mu zawsze – na szlakach górskich wypraw, podczas Olimpiady w Berlinie 1936 r., na stadionach „Pogoni”, na lotniskach, w plenerach rodzinnych okolic, na ulicach i w parkach Lwowa, nad Bałtykiem, w Krakowie czy na Śląsku, aż po ostatnie dni przed aresztowaniem. Wspominał prof. Owiński: „Lubił robić zdjęcia pod słońce, zwłaszcza jak z dużym okrążeniem wysłał mnie za grupkę ośnieżonych drzew i musiałem potrząsając niewidocznie drzewkami powodować pył śnieżny, który skrzył się pod słońce Romkowi do fotografii”.
Doskonale fotografował śnieg i jego fakturę. Uwiecznił liczne pejzaże górskie, letnie i zimowe, z sylwetkami narciarzy. Fotografował Lwów – dniem i nocą, po deszczu. Był świetnym portrecistą. Wykonał wiele barwnych przeźroczy (które w dobrym stanie przetrwały do dzisiaj). Najlepsze z jego zdjęć można porównać do twórczości Henri Cartier-Bressona. Miał przy tym Roman Puchalski instynktowne poczucie surrealizmu, chociaż daleki był od jakichkolwiek manifestów twórczych. We wszystkim co czynił był szczery i naturalny, był sobą.
Fot. Roman Puchalski, przed 1939 r.
To, co pozostało z jego dorobku i jest dostępne powszechnie, to pocztówki krajoznawcze, wydane w końcu lat trzydziestych przez Książnicę-Atlas, zdjęcia o tematyce krajoznawczej w czasopismach (np. w „Wierchach”), w książce Bronisława Kupca Czarnohora i in. Archiwum prywatne, uratowane przez Włodzimierza Puchalskiego, to setki negatywów, odbitki robocze i wystawowe, przeźrocza barwne.
Romana aresztowano w Nadwórnej jesienią 1939 r. Ostatni etap jego życia wiódł przypuszczalnie przez więzienie w Stanisławowie, z pewnością przez Starobielsk (w 1941 r.), aż po łagry przy tzw. „Kołymskiej trasie” i Magadan. Wspomnienia tych, którzy towarzyszyli mu w ostatnim okresie życia, pełne są niejasności i sprzecznych informacji. Dlatego proszę o kontakt wszystkich, którzy mogliby opowiedzieć o wojennych losach Romana. Każda informacja jest cenna.
Na koniec przemówi sam Roman Puchalski we fragmentach korespondencji z lat 30. do przyjaciela z „Pogoni” Włodzimierza Drużbiaka (kartki wysyłane z Warszawy i z Równego):

• Kochany Włodku! Ostatnim zrywem wyrwałem się w góry. Byliśmy w Szybenem u Dragoszów, cudny kraj, cudna pogoda. Machnęliśmy ładny kawał drogi w nocy mróz parę stopni.
• Wojsko odwaliłem kujonów – nabiłem [...]. Incognito byłem na Maryszeskiej pogoda słaba – na górze dużo śniegu niżej kwitną kwiaty i drzewa widoki wspaniałe – pusto. Na Ziel. Św. wybieram się tam znowu [...] może też tam szurniesz?
• Pustą motorówką zajechałem do Wwy i o 12 wlazłem z obrzydzeniem do pościelonego łóżka, z nie mniejszem zjadłem obiad prawidłowy z 3 dań – dopiero kolację frygnąłem po naszemu.
• O Równem zmieniłem zdanie, obskórne miasto, ani jednej ładnej baby coś okropnego kryzys.
• Nie mam żadnej zaprawy do nart w każdym razie 24 XII w nocy walę w góry.

Dziękuję serdecznie Panu Włodzimierzowi Drużbiakowi za udostępnienie mi korespondencji Romana Puchalskiego. Dziękuję wszystkim, którym zawdzięczam pomoc w odszukiwaniu materiałów, związanych z życiem Romana. Wszelkie informacje proszę kierować na adres: Marta Gołąb, 31-139 Kraków, ul. Łobzowska 57 m. 56.


MARTA GOŁĄB, ur. w Krakowie, tamże ukończyła Akademię Sztuk Pięknych. Jako artysta plastyk uprawia grafikę artystyczną, wycinankę żydowską oraz konserwację malarstwa sztalugowego, uczestniczy w wystawach indywidualnych i zbiorowych. Interesuje się historią fotografii i dawnymi technikami fotograficznymi. Opracowuje spuściznę fotograficzną Romana Puchalskiego.