Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

POLACY POLAKOM

PRZYTOMNY GŁOS
Poseł na Sejm RP, a zarazem prezes Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” Tadeusz Samborski, wygłosił w marcu br. na posiedzeniu Senatu przemówienie na temat stosunku władz RP do Polonii, a w szczególności do Polaków na Wschodzie. Mówca zwrócił uwagę m.in.:

– że wedle nowych [?] relacji mniejszość polska w państwach litewskim i ukraińskim oraz w Kazachstanie natrafia na trudności w nauczaniu swego języka i zaspokajaniu innych potrzeb narodowych,
– że w społeczeństwie polskim, obserwującym zachowanie władz sąsiednich państw wobec Polaków tam żyjących, dojrzewa pogląd o potrzebie większej konsekwencji ze strony MSZ w egzekwowaniu praw mniejszości polskiej w myśl traktatów i umów,
– że nie ma społecznej akceptacji dla polityki zagranicznej RP, w której za cenę poprawnych międzypaństwowych stosunków dyplomatyczno-politycznych przymyka się oczy na gwałcenie praw mniejszości polskiej,
– że konieczne jest powołanie odpowiedniej struktury rządowej i ciała opiniodawczo-doradczego przy prezydencie RP w sprawie Polaków za granicą,
– że media powinny zwrócić większą uwagę na tę tematykę, zwłaszcza TV „Polonia”.
Dobrze, że wreszcie usłyszeliśmy głos „z wyższych sfer” w sprawach, o których nieustannie mówimy i piszemy. Chcielibyśmy jednak zwrócić uwagę, że gdyby do proponowanego ciała przy prezydencie RP mieli wejść tacy ludzie, jak ci, o których pisał w „Dzienniku Polskim” z dn. 25 IV prof. Serczyk (patrz Kwestia godności w tym numerze CL), to może byłoby lepiej, żeby takie ciało nie powstało. Mogłoby jeszcze bardziej zaszkodzić.
Karol Odrycki
 
 
Pomóżcie polskiemu przedszkolu we Lwowie
Starania o otwarcie polskiej grupy przedszkolnej we Lwowie podjął Zarząd Główny Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej (ZG TKPZL) jeszcze w 1990 roku. W tym okresie zaczął rozpadać się Związek Radziecki. Nowo powstające państwo ukraińskie zaczęło przeprowadzać szereg zmian postępowo-demokratycznych. Nowo powstałe stowarzyszenia polskie zaczęły organizować Polaków i wysuwać przed miejscowymi władzami swoje żądania, w tej liczbie co do oświaty.
We Lwowie, jako spadek po Związku Radzieckim, zachowały się tylko dwie polskie szkoły, w których większość przedmiotów wykładano po polsku. Dlaczego tylko większość – bo brakowało nauczycieli Polaków. Do przedmiotów obowiązkowych należał język rosyjski, a nie – ukraiński. Lata 80. były najtrudniejsze dla polskich szkół. Brakowało dzieci, początkowym klasom groziło zamknięcie, a formowano klasy nawet z 7 dzieci. Sytuacja poprawiła się diametralnie w latach 90-tych. Dziś szkoły z trudem mogą przyjąć chętnych. Wiele uczniów pochodzi z rodzin mieszanych: polsko-ukraińskich lub polsko-rosyjskich. Dzieci są dosyć słabo językowo przygotowane do szkoły. To warunkowało naglącą potrzebę zorganizowania polskich grup przedszkolnych.
Jeszcze w 1992 roku TKPZL stało o krok przed otwarciem polskiej grupy przedszkolnej we Lwowie, lecz władze oświatowe zezwoliły tylko na jedną godzinę zajęć po polsku dziennie. W czasie pozostałych 9 godzin grupa miała funkcjonować po ukraińsku. Oczywiście, rodzice i TKPZL nie zgodzili się na taki projekt „polskiej grupy”. We wrześniu 1994 r., po czteroletnich staraniach, utworzono wreszcie pierwszą polską grupę przedszkolną. Chętnych było tak dużo, że TKPZL musiało ubiegać się o otwarcie kolejnych grup: w październiku 1995 roku powstaje druga grupa, w październiku 1996 roku – trzecia grupa, a w grudniu 1996 roku – czwarta grupa. Obecnie uczęszcza do nich łącznie 90 dzieci. Nasze grupy są zlokalizowane w trzech przedszkolach ukraińskich w różnych rejonach Lwowa.
Rok 1996 był okresem bardzo trudnym dla szkolnictwa na tle postępującego kryzysu ekonomicznego na Ukrainie. W roku 1997 finansowanie budżetowe oświaty będzie jeszcze mniejsze. Coraz więcej przedszkoli jest zamykanych z powodu niemożności ich utrzymania, godziny pracy są skracane, a to stawia wychowawczynie w trudnych warunkach materialnych – ich miesięczna pensja nierzadko wynosi 30 grzywien (równowartość 16 dol. USA). Nieustannie wzrasta opłata za wyżywienie dzieci, miesięcznie stanowi to 30 grzywien – równowartość zarobków nie tylko wychowawczyń, lecz i innych kategorii pracujących.
Wszystkie cztery polskie grupy przedszkolne obejmują dzieci w wieku od 3 do 6 lat, a to utrudnia pracę wychowawczyń. Nasze grupy obsługuje pięć wychowawczyń, zamiast ośmiu. Brakuje nam Polek z odpowiednim wykształceniem pedagogicznym. Dwie z pracujących wychowawczyń uczęszczają na dodatkowe zaoczne kursy przedszkolanek. Warunki pracy są trudne: brakuje zabawek, książek, ołówków, flamastrów, farb, papieru dla rysunków. W pierwszej grupie w swoim czasie brakowało nawet łóżek do spania, a pomieszczenie było zagrzybione. Brakuje środków sanitarnych itp. Wychowawczynie i nianie bez wątpienia zasługują na ordery. Warto wymienić te nazwiska: wychowawczynie: Urszula Kubryk, Jola Szymańska, Luba Lewak, Halina Osiadacz, Anżelika Nosal; nianie: Antonina Kudrycz, Teresa Bowszyk, Oksana Rokitowska i Maria Gudelenkowa. Dzięki ich ofiarnej i bezinteresownej pracy dla dobra polskości nasze polskie grupy przedszkolne funkcjonują. Podobne ordery należą się rodzicom i dziadkom dzieci, którzy dowożą je do przedszkoli z odległych rejonów Lwowa, czasami tracąc na to 45 minut, nawet przy „sprawnym” funkcjonowaniu transportu miejskiego.
Od jesieni 1996 roku TKPZL boryka się z ciągłymi kłopotami w sprawie przedszkolnej. W połowie grudnia dwie grupy musiały zawiesić prace z powodu dotkliwego mrozu, gdyż przedszkole w sezonie zimowym było nieopalane wskutek zamknięcia kotłowni, wspólnej z bankrutującym zakładem kineskopów. Prace przy wyposażaniu osobnej kotłowni i instalacji ogrzewania trwają niestety do dnia dzisiejszego. Kolejną naszą grupę musimy przenieść do jakiegoś pobliskiego przedszkola z powodu zamknięcia dotychczasowego z przyczyn finansowych, a grupa w przedszkolu nr 48 jest często łączona z grupą ukraińską z powodu braku sympatii dyrektorki do polskiej grupy.
Przed TKPZL powstaje w końcu paląca potrzeba przeniesienia tych czterech polskich grup do jednego – polskiego przedszkola. Przy pomyślnym rozwiązaniu problemu dowozu dzieci z różnych rejonów Lwowa, TKPZL w najbliższym czasie zwróci się do władz oświatowych o przydzielenie jednego z zamykanych przedszkoli. Byłoby to pierwsze polskie przedszkole na Ukrainie. Na początku 1995 roku TKPZL otrzymało w darze z Polski autobus, który z powodu krętactwa urzędów celnych do dnia dzisiejszego nie przeszedł odprawy celnej. Gdyby udało się to przeprowadzić w roku bieżącym, to konieczne byłoby spłacenie nowo wprowadzonego, nawet na pomoc charytatywną, cła wwozowego, akcyzy i VAT-u na import w wysokości około 60% wartości autobusu. Oprócz tego autobus wymaga remontu silnika. Niestety, brakuje odpowiednich środków finansowych. Oficjalny sponsor ze strony Rządu Polskiego, Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, która ma opiekować się szkolnictwem polskim na Ukrainie, w roku 1996 na sprawy przedszkolne we Lwowie nie znalazła funduszy. Nie mamy żadnej informacji o przydzieleniu jakichkolwiek kwot na rok 1997.
Pomimo krytycznej sytuacji ekonomicznej polskich grup przedszkolnych, pomimo tego, że bywały dni, w których dzieci nie było czym w przedszkolu nakarmić, Polacy mieszkający we Lwowie – a jest nas w milionowym mieście 60–80 tysięcy – wierzą w otwarcie osobnego polskiego przedszkola. Czyżby siedem lat pracy nad jego stworzeniem miało pójść na marne? ZG TKPZL zdaje sobie sprawę z ważności problemu oraz swej odpowiedzialności przed przyszłym pokoleniem.
Odpowiedzialni za sprawy przedszkolne z ramienia ZG TKPZL:
Zbigniew Pakosz
Stanisław Maldziński
 
 
Do zapamiętania
• Z końcem kwietnia odbyło się w Krakowie – zorganizowane przez krakowski oddział „Wspólnoty Polskiej” – Forum Historyków i Nauczycieli Historii ze Wschodu. Z Małopolski Wschodniej przybył m.in. prof. Henryk Stroński z Tarnopola, a także osoby nauczające historię Polski w szkołach Lwowa, Drohobycza i Mościsk.
Tylko część z uczestników to historycy z wykształcenia. Są wśród nich nauczyciele innych przedmiotów, a nawet inżynierowie, historii ojczystej zaś nauczają z nakazu serca i konieczności – w braku fachowców. Jeden z uczestników wyznał, że historii Polski, którą teraz wykłada – sam się wyuczył, gdy usłyszał od swojego nauczyciela, że Polacy w Ziemi Lwowskiej to okupanci.