Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa
Kontakt

ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
cracovialeopolis@gmail.com

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020 | 2021 | 2022

Barbara Czałczyńska, FELIETON JESIENNY

Z Jolą wracałyśmy zawsze razem ze szkoły. Nie dlatego, żeby nam było po drodze. Wręcz przeciwnie, obie zamiast zbliżać się do naszych domów, oddalałyśmy się od nich. Trasa naszej wędrówki prowadziła niezmiennie wzdłuż krakowskich Plant. Rozpoczynałyśmy ją pod Wawelem i tamże ją kończyłyśmy. Szłyśmy wzdłuż szacownych murów, drzew przystrojonych w jesienną purpurę, pod nasze nogi spadały brązowe kasztany, ale my tego nie zauważałyśmy. Przed naszymi oczami rozpościerał się gęsty bór nad Niemnem, u skraju którego mieszkała Jola, to ulice i place Lwowa, do którego ja chciałam powrócić. A wszystko to wspomagane romantyczną wizją poetów. Jola wsławiła się kiedyś w szkole, kiedy zapytana o to, co myśli o Krakowie, powiedziała zdziwiona: „Kraków?...” i dodała z triumfem: „Wilno! to było miasto!”
Opowiadałyśmy więc sobie o tym, co nas łączyło: a łączyła nas tęsknota za tym, co trzeba było opuścić i do czego nie dało się po prostu pojechać tak, jak jechało się do wielu innych miejsc. Bo myśmy przecież były pewne, że to rozumie się samo przez się, że „tam” wszystko było lepsze. Drzewa wspanialsze, łany zbóż piękniejsze, a owoce! ach! jakież one miały wspaniały smak!
Wokół nas przetaczała się wojna i to wszystko straszne, co ona ze sobą niosła: aresztowania, wywózki, łapanki na ulicach, rozstrzeliwanie... Myśmy snuły swoje marzenia. I wtedy w tę naszą nierzeczywistość wpadło jak kamień słowo „Jałta”. Wydawało się ono zgoła nieprawdopodobne i nieprawdziwe. I jeszcze słowa „linia Curzona”. Niespodziewanie okazało się, że gdzieś tam jakiś nie znany nam człowiek stawał w poprzek naszym marzeniom. To było coś, czego nie mogłyśmy w żaden sposób zrozumieć. Szłyśmy ociężale alejkami, które nagle okazały się być strasznie długie, i więcej milczałyśmy niż mówiły. Ale tęsknoty raz wypowiedziane nie znikają: przenoszą się wgłąb serca i tam pozostają na zawsze.
Spotykamy się z Jolą czasami. Rzadko. Milczymy. Patrzymy oczami duszy na utracone krajobrazy. A nasze marzenia snują się cieniutką nitką poprzez całe nasze życie, jak nitki babiego lata, wśród których chodziłyśmy niegdyś, wierząc mocno, że staną się one rzeczywistością.
Barbara Czałczyńska