Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa
Kontakt

ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
cracovialeopolis@gmail.com

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020 | 2021 | 2022

Andrzej Chlipalski, PODRÓŻ MAŁOPOLSKICH SAMORZĄDOWCÓW

Biskup Jan Olszański, Kamieniec Podolski. Obok, od lewej: burmistrz Dukli – Zygmunt Nowak, prezydent Tychów - Aleksander Gądek, prezes Kazimierz BarczykKraków jest siedzibą Stowarzyszenia Gmin Małopolski (SGM), a prezesuje tej organizacji dawny przewodniczący krakowskiej Rady Miejskiej, Kazimierz Barczyk. On to zainicjował i zrealizował niezwykłą podróż przedstawicieli gmin – nie tylko małopolskich – na teren państwa ukraińskiego. Stu trzydziestu prezydentów, burmistrzów, wójtów, radnych i członków zarządów miejskich udało się w drugiej połowie czerwca (16–22) najpierw na Ukrainę – do Kijowa i Gródka Podolskiego, a w drodze powrotnej do Lwowa. Do samorządowców małopolskich dołączyli Ślązacy, byli też przedstawiciele Wielkopolski i Pomorza. W jednym z trzech autokarów zmieścił się też delegat krakowskiego oddziału „Wspólnoty Polskiej”, a był nim autor tej relacji. Na tamtym terenie dołączyła do grupy pani prezes Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie (FOPnU) Emilia Chmielowa ze Lwowa oraz wiceprezesi: Ludwika Niżyńska z Kijowa i Henryk Kaczurowski z Jarmoliniec (Jarmolińce leżą koło Płoskirowa i blisko Gródka Podolskiego, a tamte okolice były niegdyś zamieszkałe w większości przez Polaków. Ale i dziś jest ich tam jeszcze sporo).

W KIJOWIE
To rozległe, pięknie położone miasto jest o wiele bardziej zadbane aniżeli Lwów – tam pewnie więcej czasu poświęca się pozytywnej pracy, mniej politycznym rozróbkom. Wydaje się, że z Kijowa – wbrew geografii i wielu wiekom historii – bliżej do Europy niż z dzisiejszego nieszczęsnego Lwowa. Smutne, ale prawdziwe.
Dwudniowy pobyt w stolicy rozpoczęła wizyta delegacji w Ratuszu na Kreszczatiku, gdzie spotkano się z merem Aleksandrem Olczenko i Radą Miejską. Zarówno w tym spotkaniu, jak i następnych występował w imieniu strony polskiej przede wszystkim prezes K. Barczyk. Jego otwarte nastawienie do ukraińskich partnerów zyskało mu zaufanie i sympatię tamtej strony, postawa pełna godności zaś – uznanie naszej strony.
Kolejne rozmowy (w mniejszych grupach) przeprowadzono z I wicepremierem Ukrainy, Wasylem Durdyńcem, oraz z przedstawicielami ukraińsko-polskiej grupy międzyparlamentarnej Rady Najwyższej tamtego państwa. Celem tych wszystkich spotkań było torowanie dróg do dwustronnych porozumień na niższych szczeblach administracji – w dziedzinie gospodarki, kultury, stosunków międzyludzkich. Nie trzeba tu wszak wyjaśniać, jak daleko jest od aktów pojednania i współpracy, podpisywanych przez prezydentów państw, do praktyki
w obłastiach czy rajonach (choć zdarzają się chlubne wyjątki, ostatnio np. w Złoczowie – o tym piszemy osobno).
Ks. Władysłąw Wanags i obecny proboszcz w Gródku Podolskim, ks. Antoni AndruszczyszynZ przedstawicielami społeczności polskiej Kijowa spotkano się w lokalu FOPnU (niedawno kupionym za pieniądze ofiarowane przez „Wspólnotę Polską” – trzy niewielkie pokoje, które mało przypominają pałac na Kanoniczej w Krakowie, przekazany nieodpłatnie Instytutowi św. Włodzimierza). Przedstawiciele SGM zostawili liczne dary i upominki dla kijowskich Polaków. Dyskutowano formy pomocy ze strony gmin małopolskich dla polskich środowisk na terenie tamtego kraju.
Program pobytu w Kijowie urozmaiciła przejażdżka statkiem po Dnieprze (w dodatku uprzyjemniona występem artystycznym polskiego zespołu młodzieżowego), był z nami ambasador RP, p. Jerzy Bahr (krakowianin, i bardzo mu się podoba „Cracovia–Leopolis”). Zwiedzaliśmy miasto, sobór św. Zofii, Ławrę Pieczerską, a wieczorem malowniczy Padoł. Wzruszająca była wizyta w kościele rzymskokatolickim św. Aleksandra i spotkanie z jego proboszczem (Łotyszem, lecz dobrze mówiącym po polsku).
Na wieczornym spotkaniu przy lampce wina z udziałem deputowanych ukraińskich przedstawiciel Ambasady RP szeroko omawiał możliwości polsko-ukraińskiej współpracy gospodarczej. Podkreślał szczególnie doświadczenia, jakie polska strona może przekazać rozwijającej się z trudem ukraińskiej gospodarce.

W GRÓDKU PODOLSKIM
Jest to miasto, w którym większość ludności stanowią Polacy (18,5 tys. na 28 tys. ogółem). Rolę gospodarza tu niezwykły ksiądz Władysław Wanags, do niedawna proboszcz tamtejszego kościoła i jego budowniczy – pierwszej świątyni od czasu rewolucji na obszarze między Bugiem a Pacyfikiem, a także dwudziestu kilku innych kościołów rzymskokatolickich zaraz za Zbruczem. Noclegi dla nas, 130 osób, przygotowano w budynku (też nowym) Seminarium Duchownego diecezji kamienieckiej (tu zlokalizowanym, z braku odpowiedniego obiektu w samym Kamieńcu Podolskim, odległym stąd o kilkadziesiąt kilometrów). Rzeszę gości sprawnie nakarmiła grupa parafianek, pracujących przy kościele, przyzwyczajonych do nieustannych wizyt rodaków w tym niezwykłym miejscu.
Ks. Wanags jest pół-Łotyszem, pół-Polakiem, doskonale mówi i odprawia msze św. po polsku. Ponieważ Gródek został przez bolszewików pozbawiony kościoła – wspaniałą świątynię na głównym placu miasta zburzono (pozostała tylko dolna część murów, którą nakryto dachem, i dziś jest to... szaszłykarnia) – ksiądz zbudował więc nowy kościół na terenie cmentarza (jest to czysto polski, rozległy cmentarz z czasów przed rewolucją), a obok wspomniany kompleks gmachów. Spotkanie z ks. Wanagsem i rozmowa z nim pozostawia wielkie wrażenie. Emanuje z niego jakaś siła, która pozwoliła mu na uporanie się z wszelkimi trudnościami i na wzniesienie od podstaw lub przywrócenie dla kultu niemal 30 kościołów. Dziś jest to już człowiek niemłody i schorowany. Oby żył i działał jak najdłużej.
Istotnym punktem programu w Gródku było zwiedzenie specjalnie przygotowanej wystawy wytworów miejscowej fabryki obrabiarek, które chciano by sprzedawać do Polski (chyba mają teraz z tym trudności), a następnie spotkanie z dyrekcją tej fabryki, umilone występem polskiego zespołu artystycznego. Jak wszędzie.
Z Gródka wykonano dwa wypady turystyczne: do Kamieńca Podolskiego i Chocimia (po drodze Okopy św. Trójcy). W katedrze kamienieckiej wysłuchano znakomitej prelekcji księdza o historii tego Grodu Rzeczypospolitej i jego katedry, spotkano się też z ks. biskupem Janem Olszańskim, tamtejszym ordynariuszem (pisaliśmy o nim w CL 3/97). Po drodze, w Słobódce Rachnowieckiej, miejscowy zespół polskiej młodzieży pod kierunkiem młodego księdza dał wzruszający koncert polskich pieśni. Samorządowym wygom łzy ciurkiem ciekły z oczu.
W drodze do Lwowa zatrzymano się w zdrojowisku koło Satanowa (to miasto, leżące nad samym Zbruczem, po jego wschodniej stronie, było także w większości zamieszkane przez Polaków, podobnie jak ta cała część ziem ukrainnych. To właśnie nimi Stalin zaludniał pustkowia Kazachstanu). Zdrój ten, położony w niezwykle malowniczym, zalesionym jarze Zbrucza, który tu przebija się przez Miodobory, do niedawna był nieznany szerszemu ogółowi – służył wyłącznie sowieckim prominentom.

WE LWOWIE
Pobyt we Lwowie rozpoczął się od spotkania w urzędzie miasta (mieszczącym się w Ratuszu), z merem Wasylem Kujbidą i jego współpracownikami. Tematyka przemówień zawsze podobna: wzajemne przedstawianie się, wymiana deklaracji o intencjach nawiązania współpracy. Dalszy ciąg rozmów, z natury swobodniejszy, miał miejsce w czasie uroczystego lunchu, wydanego przez SGM. Prezes Barczyk zaprosił także licznych przedstawicieli środowisk polskich ze Lwowa i prowincji, co dało i im i nam okazję do nawiązania wielu znajomości i kontaktów na przyszłość.
Członkowie SGM z zainteresowaniem zwiedzali miasto (o którym zapewne wiele słyszeli, ale trochę jakby w abstrakcji), jego zabytki, Cmentarz Łyczakowski i Cmentarz Orląt, a ks. Arcybiskup Marian Jaworski odprawił dla nas mszę św. w Katedrze. W niedzielę, kończącą pobyt za wschodnim kordonem, uczestnicy podróży włączyli się w obchód jubileuszu 130. rocznicy powstania (1867) we Lwowie polskiego „Sokoła” – Macierzy wszystkich polskich gniazd. Na uroczystość tę przybyło kilka autokarów gości z Krakowa, Raciborza, Niepołomic, muzycy z Dębicy i Woli Rzędzińskiej. Nastrój był wspaniały.

* * *
Co dała wizyta polskich samorządowców w miastach Ukrainy i we Lwowie? Niewątpliwie cenne jest nawiązanie kontaktów z tamtejszymi odpowiednikami na szczeblu gmin i ich organizacji – kontaktów, które na pewno zaowocują w przyszłości – ale nie mniej ważna była przyjazna atmosfera, której efekty zawsze są niewymierne. Ważnym skutkiem spotkań z Polakami może być pomoc, udzielana im przez poszczególne gminy z RP. Zarząd SGM obiecał zająć się tym zagadnieniem w sposób szczególny.
I wreszcie: stu trzydziestu działaczy samorządowych, dalekich od problemów Polaków na Wschodzie, miało okazję je poznać. Może nawet więcej: zobaczyć, że ci Rodacy mówią i czują po polsku i chcą, by ich dzieci były Polakami. Że poza dzisiejszą granicą jest taka Ziemia, gdzie toczyła się polska historia i gdzie panowała, trudna do zatarcia, polska kultura.

W podróży wzięli udział krakowscy dziennikarze: Barbara Matoga, która w „Dzienniku Polskim” opublikowała trzy duże artykuły na ten temat; Beata Bulda – artykuł w Tygodniku AWS oraz Dariusz Walusiak, którego filmy z kolejnych etapów podróży oglądaliśmy w Telewizji Krakowskiej.