Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

KULTURA, NAUKA

Krakowski Zaułek
Jest w Krakowie wiele zaułków, ale jeden szczególny: ten przez duże „Z”. Tak brzmi bowiem nazwa klubu, który mieści się w pięknym lokalu na I piętrze starej kamienicy przy ulicy Poselskiej 9. Klub jest oddziałem popularnego w mieście ŚOK-u, czyli Śródmiejskiego Ośrodka Kultury, o którym pisaliśmy w numerze 2/1995. Zabrakło tam wszakże informacji, że motorem napędowym tej aktywnej instytucji jest dyrektor mgr Janusz Paluch.
Klubem „Zaułek” kieruje pani Barbara Kościk (rodem z Zamościa!). Trzeba jej przypisać duże zasługi, po pierwsze: elegancki wystrój dwóch sympatycznych sal, który tworzyła z wizją i samozaparciem. Drugą zasługą jest niezwykły ruch w tym lokalu, będącym przystanią dla wielu kulturalnych i społecznych organizacji oraz zespołów amatorskich i młodzieżowych, które w sumie tworzą ów „pierwszy stopień wtajemniczenia” w sprawach kultury Krakowa. Takie bowiem – skromne z pozoru – kluby dają podwalinę wielkiej kultury tego miasta, bo kształtują jej społeczne zaplecze.
Przykłady? Tu mają swoje „miejsce na ziemi”: Koło Młodych Poetów przy Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich, Klub „Koneserzy” – młodzież interesująca się sztuką (jej przewodnikiem jest wspaniały Jerzy Madeyski), Stowarzyszenie Plastyków Nieprofesjonalnych Ziemi Krakowskiej, Zespół Mandolinistów „Espańa”. Odbywają się różne kursy, np. sztuki dekoracji kwiatowych, prelekcje, koncerty, projekcje filmów video, a także wystawy – choćby te, związane z twórczością plastyków nieprofesjonalnych (co nie znaczy, że pośledniejszej kategorii).
Ale jest i druga ważna dziedzina, związana z życiem społecznym. Tu właśnie odbywają się nader często spotkania i imprezy organizacji środowiskowych, które urozmaicają i wzbogacają ofertę kulturalną Klubu, wnosząc do niej czynnik polskiej tradycji, coraz bardziej gubionej, choć niezwykle ważnej dla pełności obrazu naszej historii i kultury. Mam tu na myśli zarówno tradycję szlachecko-ziemiańską, jak i wschodniokresową. Tej drugiej poświęćmy nieco informacji.
Środowiska kresowe zaczęły się spotykać w „Zaułku” w 1993 roku. Od tego mniej więcej czasu odbywają się comiesięczne „Wieczory klubowe” Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, spotkania kół regionalnych: tarnopolan, stryjan, zaleszczykowian, a także Klubu Złoczowskiego. Środowiska te organizują ogólnie dostępne prelekcje, wizyty ciekawych ludzi, programy artystyczne, filmy video. Było tych imprez już kilkadziesiąt i zawsze cieszą się wielkim powodzeniem, bo dotyczą spraw mało dziś znanych. Trudno je wszystkie wyliczyć, warto jednak o kilku wspomnieć.
Było więc spotkanie ze znanym w Krakowie profesorem konserwacji na ASP Władysławem Zalewskim – wnukiem i synem właścicieli słynnej w całej Polsce cukierni z ulicy Akademickiej we Lwowie (ich ciastka były przed wojną dostarczane samolotem do Warszawy, mimo konkurencji Loursa, Bliklego czy Pomianowskiego). Słuchano wspomnień, oglądano zdjęcia i pamiątki. Wkrótce po niezwykłym koncercie „Homagium Leopoli” w Krakowie (listopad 1994 r.), wykonanym przez Capellę Cracoviensis, spotkano się z panem Stanisławem Gałońskim, dyrektorem i dyrygentem tego znanego w Europie zespołu. Były wspomnienia pana Hugona Klassy-Brunickiego (w Krakowie pamięta się jego ojca, znakomitego laryngologa) o baronowej Stelli Turnau, przedwojennej właścicielce uzdrowiska w Zaleszczykach i jej kolekcji sztuki. Pani Joanna Kobylińska opowiadała o Czarnohorze i schronisku na Połoninie Maryszewskiej, które prowadzili jej rodzice, państwo Tyscy, przyjaciele turystów i narciarzy, zamordowani w czasie II wojny światowej przez nacjonalistów UPA.
I jeszcze prelekcje na tematy historyczne – o „wielkiej” i „małej” historii. I relacje z podróży na Wschód: dyrektor Centrum Młodzieży dr Antoni Weyssenhoff opowiadał o „Dniach Krakowa” we Lwowie, p. Andrzej Chlipalski o wrażeniach z objazdu Wołynia.
Osobny cykl imprez, to wernisaże i promocje książek. Spotkano się więc z drem Tadeuszem Krzyżewskim, który wydał „Księgę Humoru Lwowskiego”. Szczególnie atrakcyjny był wieczór malarstwa i poezji pani Wandy Sykut (wiersze czytała znakomita aktorka, p. Ludwika Castori i p. Irena Małecka).
A jeszcze programy artystyczne: niedawno wystąpił zespół aktorski z „Kabaretem Staroświeckim” (wiersze Hemara ze Lwowa, Warszawy i Londynu).
I tak co tydzień można się czegoś nauczyć, wzruszyć albo pośmiać. Warto wstępować do „Zaułka”.
Stanisław Sochaniewicz

Post scriptum:
Trzeba tu dopowiedzieć o bardzo ważnej dla nas rzeczy. To właśnie z atmosfery spotkań w ŚOK-u i „Zaułku” narodził się kwartalnik CRACOVIA–LEOPOLIS. To tu właśnie „zgadali się” Barbara Kościk i Janusz Paluch oraz Andrzej Chlipalski z Towarzystwa Miłośników Lwowa (który o takim piśmie marzył od dawna). Dopomogły mądre i życzliwe osoby z Wydziału Spraw Społecznych krakowskiego Urzędu Wojewódzkiego: wicedyrektor tego wydziału mgr Stanisław Dziedzic i pani Maria Nowak-Kasprzysiak, których widzenie kultury polskiej nie kończy się na Sanie i Bugu. Śródmiejski Ośrodek Kultury wziął na siebie sporą część redagowania i wydawania, włączył się grafik-specjalista Bohdan Prądzyński, zaś efekty oceniają Czytelnicy. Podobno dobrze oceniają.
Powyższe postscriptum dedykujemy historykom.
S.S.
 

Kronika
• Wiadomość to nie najświeższa (nasz kwartalnik wtedy jeszcze nie istniał), tym niemniej warta odnotowania. Oto w r. 1993 Komisja Kultury Rady Miasta Krakowa przeznaczyła 165 milionów  zł (starych) na zakup miedzianej blachy na pokrycie dachu Kolegiaty w Żółkwi. U podstaw tej pięknej inicjatywy, zgłoszonej przez radnego dra Jerzego Petrusa było wrażenie, jakie odnieśli przedstawiciele Krakowa, oglądając ten cenny zabytek polskiej architektury i historii (nekropolia rodu Żółkiewskich), zdewastowany przez wandali XX wieku, którzy zagarnęli Ziemię Lwowską po II wojnie światowej.

• W roku 1994 przypadła 150. rocznica powstania Politechniki Lwowskiej (zał. 1844, jako Akademia Techniczna). Kontynuacją obchodów tej ważnej dla dziejów polskiej nauki i techniki rocznicy była zorganizowana we Wrocławiu we wrześniu 1995 r. konferencja naukowa pt. „Politechnika Lwowska – macierz polskich politechnik”. Historii tej znakomitej uczelni, działającej przez równe 100 lat (1844–1944, ostatnie lata w konspiracji) poświęcimy osobne omówienie, obecnie chcemy jedynie zwrócić uwagę na tom materiałów, wydany po wspomnianej konferencji, a zawierający 26 wygłoszonych tam referatów. Dotyczą one zarówno szeregu aspektów działalności PL w różnych okresach jej historii, niektórych specjalności i wybitnych profesorów, jak i życia akademickiego, udziału pracowników i studentów w I i II wojnie światowej, a w końcu dziedzictwa tej uczelni. Prof. Zbysław Popławski podchodzi do tego tematu statystycznie i ustala kolejność wedle miejsc powojennej aktywności naukowo-dydaktycznej dawnych pracowników Politechniki Lwowskiej: Wrocław (73), Kraków (71), Gliwice (63), Gdańsk (30), Warszawa (29), potem Poznań, Łódź, Lublin itd. W Krakowie lwowscy uczeni z tej dziedziny objęli stanowiska profesorskie w Politechnice, Akademii Górniczo-Hutniczej, Akademii Rolniczej, Uniwersytecie Jagiellońskim i Akademii Ekonomicznej.
Poza właściwym tomem materiałów wydano suplement, obejmujący wspomnienia dawnych pracowników i absolwentów PL o ich studiach i profesorach. Nie brak anegdot – oto jedna z nich (w skrócie):
Znakomity matematyk, współtwórca tzw. Lwowskiej Szkoły Matematycznej, prof. Włodzimierz Stożek umiał znakomicie wykreślić odręcznie na tablicy koło, a nie ukrywana duma z tego powodu była jedną z jego zabawnych słabostek. Złośliwi studenci postanowili dać mu nauczkę: zaprosili kolegę z wydziału architektury, także posiadającego tę umiejętność. Gdy prefesor w czasie wykładu jak zwykle zadał retoryczne pytanie, kto potrafi wykreślić takie dokładne koło, student ów podszedł do tablicy i jednym zamachem wyrysował okrąg. Na zapytanie zdumionego profesora kim jest, odpowiedział: kataryniarzem.

• W sierpniu ub. roku odbył się w Mrągowie I Festiwal Kultury Kresowej. Wzięło w nim udział wiele zespołów artystycznych z Ziem Wschodnich, w tym chór „Echo” i kapela „Wesoły Lwów”. Impreza stała się wielkim wydarzeniem patriotyczno-kulturalnym (niestety TV transmitowała tylko koncert finałowy), ale tegoroczny festiwal ma mieć jeszcze większy rozmach.

• We wrześniu 1995 roku występował w Olkuszu i Krakowie zespół Polskiego Teatru Ludowego ze Lwowa, z programem „Randka z Hemarem”. W Krakowie odbyły się – przy pełnych salach – dwa przedstwienia w Śródmiejskim Ośrodku Kultury i Jamie Michalikowej, gdzie po zakończeniu, właściciel lokalu, p. Kuliś, podjął zespół i zaproszonych gości kolacją.

• W październiku 1995, w sali „Sokoła” przy ul. Piłsudskiego odbył się koncert polskiego chóru „Lutnia” ze Lwowa, pod dyrekcją p. Igora Iwanowa.

• Na przełomie listopada i grudnia 1995 występował we Lwowie, Drohobyczu, Samborze i Mościskach Krakowski Chór Kameralny pod dyrekcją Stanisława Krawczyńskiego. Dano łącznie 7 koncertów polskiej muzyki religijnej, starej i nowej, poczynając od Bogurodzicy i Psalmów Mikołaja Gomółki, po Missa Brevis Romana Palestra i Mszę Dziękczynną Juliusza Łuciuka. Niestety szwankowała organizacja tourné, co na pewno zubożyło zasięg odbioru skarbów polskiej kultury muzycznej i zasmuciło wykonawców.

• Aktywne Ormiańskie Towarzystwo Kulturalne, mające swą siedzibę w Krakowie, a skupiające polskich Ormian, przybyłych pod Wawel przeważnie w czasie i po II wojnie ze Lwowa i Małopolski Wschodniej (głównie z Pokucia) – wydaje swój periodyk, pod prostym tytułem „Biuletyn”. Na czele rady redakcyjnej stoi pani Anna Krzysztofowicz, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, zarazem pełnomocnik rektora UJ do spraw współpracy z polskimi ośrodkami na terenach b. ZSRR.
W Biuletynie publikowane są zarówno relacje i wspomnienia, jak i opracowania naukowe, a także utwory literackie, których tematyka jest związana z historią i kulturą Ormian. Co ciekawe, materiały te dotyczą nie tylko polskiego etapu ich dziejów, etapu sięgającego wszak wielu wieków naszego współżycia na polskich ziemiach, przede wszystkim wschodnich. Redaktorzy i autorzy publikujący w Biuletynie interesują się też ich praojczyzną Armenią, ormiańską diasporą na całym świecie i współczenymi losami tego ciekawego narodu.
Niedawno ukazał się numer 4 (1995) „Biuletynu”, którego zawartość dobrze oddaje zakres zainteresowań czasopisa. Numer otwiera blok artykułów, poświęcony tzw. rzezi Ormian przez Turków w 1915 roku – w 80. rocznicę tamtych wydarzeń. Dalej znajdujemy omówienie nieistniejącego kościoła ormiańskiego w Zamościu (jednym z ważnych historycznych ośrodków Ormian polskich – poza Małopolską Wschodnią). Kolejny blok to dwa wspomnienia o „ukraińskiej hekatombie” – masakrze ludności polskiej, w tym wypadku głównie Ormian – przez nacjonalistów ukraińskich w Kutach w kwietniu 1944 r. Numer zamyka lżejsza problematyka: wspomnienie z podróży do Armenii, i na koniec temat smakowity: ormiańskie specjały, które ze znawstwem opisuje pan Klemens Jan Krzysztofowicz.
Warto przy okazji poinformować o dwóch tomikach wspomnień wydanych w ostatnich czasach: Ludwika Theodorowicza „Garść wspomnień Ormianina polskiego” (Gliwice 1989) i Anny Danilewicz „Ormianie z prawego brzegu Czeremoszu” (Kraków 1994).
Niebawem zamieścimy w naszym kwartalniku szerszy materiał na temat polskich Ormian.

• Na aukcjach organizowanych przez krakowskie antykwariaty i galerie sztuki trafiają się interesujące leopolitana. Jako wydarzenie należy potraktować wystawienie przez antykwariat „Rara Avis” w październiku ub. roku zespołu archiwaliów po znanym lwowskim architekcie Januszu Witwickim, twórcy niezwykłej „Panoramy Plastycznej Dawnego Lwowa”, w istocie m o d e l u plastycznego XVIII-wiecznego Lwowa w skali 1:20, który miał być na stałe eksponowany w lwowskiej Baszcie Prochowej. Janusz Witwicki zginął w tajemniczych okolicznościach w r. 1946 w chwili wywożenia modelu ze Lwowa do Warszawy (na co uzyskał zgodę). Wdowa jednak wywiozła 6 skrzyń, zawierających około 350 precyzyjnych modeli kościołów, kamienic i fortyfikacji starego Lwowa. Obecnie zdekompletowana, lecz sukcesywnie uzupełniana całość znajduje się we Wrocławiu.
Archiwalia, obejmujące szkicowniki Witwickiego, jego archiwum, dokumenty, związane z Panoramą, a także książkę pamiątkową zwiedzających, zakupiło Ossolineum we Wrocławiu.

• Galeria Lipert w Krakowie wystawiła na swej grudniowej aukcji przepiękną oprawę na dokumenty, na której okładce, obitej zamszem (na desce drewnianej), pośród bogatych ornamentalnych okuć z metalu i emalii, znajduje się herb Lwowa. Dzieło rzemiosła artystycznego, wykonane przez A. Gertritza na przełomie XIX/XX wieku, miało cenę wywoławczą 900/1100 zł.

• W krakowskim Arsenale (część Muzeum Czartoryskich) była czynna w grudniu ’95 i styczniu ’96 wystawa p.t. „Mitologia Malczewskiego”. Zebrano około 90 dzieł tego malarza o tematyce mitologicznej, w tym kilkanaście, wypożyczonych z bogatego ilościowo i jakościowo stanu posiadania sztuki polskiej galerii we Lwowie (przy horrendalnych podobno stawkach ubezpieczeniowych, jakich zażądali obecni „właściciele”). Miarą atrakcyjności wystawy, uznanej za „przebój sezonu” był przyjazd na jej otwarcie specjalnego pociągu z Warszawy.

• W księgarence w siedzibie PTTK przy ul. Jagiellońskiej w Krakowie można nabyć 3 mapki (reprinty) Karpat Wschodnich. Polecamy szczególnie tym, którzy nie pamiętają (lub nie wiedzą), gdzie leżą Sianki i Rozłucz albo Rafajłowa i Osmołoda, albo Krzyworównia i Dzembronia, gdzie przełęcz Legionów, Użocka lub Tatarska, skąd płyną górny Dniestr, Opór lub Łomnica.
r Bardzo ważną wystawę zorganizowały w Krakowie wspólnie Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo oraz Krakowskie Towarzystwo Fotograficzne. Jej tytuł: „Niezapomniane Zagłębia Naftowe”. Chodzi tu przede wszystkim o stolicę polskiej nafty: Borysław i kilka innych miejscowości, których nazwy weszły do historii polskiego przemysłu naftowego, czy więcej – do historii w ogóle polskiego przemysłu, który z niemałym trudem, w bólach wręcz, rodził się począwszy od ery autonomicznej w Galicji, potem w Polsce Odrodzonej.
Na wystawie, która mieściła się w gmachu „Nafty”przy ul. Lubicz (grudzień ’95 – styczeń ’96) zebrano przede wszystkim sporo fotografii (cenny zbiór, którego skompletowanie i opracowanie sponsorowało Polskie Górnictwo NiG), a także pamiątek, wypożyczonych z Muzeum Przemysłu Naftowego im. Ignacego Łukasiewicza w Bóbrce koło Krosna, i od osób prywatnych. Komisarzami byli pp. inżynier-wiertnik Krzysztof A. Fugiel i prezes KTF Władysław Klimczak, niezmordowany propagator historii, widzianej przez obiektyw fotograficzny, inicjator niezliczonych wystaw. Omawiana wystawa zbiegła się z jubileuszem 100-lecia KTF (1895–1995).
Warto przypomnieć, że i wydobycie ropy naftowej w Borysławiu przeżywa swoje stulecie. Rozpoczęto je tam na skalę przemysłową w latach 1890. Ze złożami ropy związane były złoża gazu (sławna Daszawa) oraz wosku ziemnego (Starunia, słynna ze znalezisk paleozoologicznych – o tym w jednym z następnych numerów naszego kwartalnika), wreszcie niezwykła woda mineralna ze źródła „Naftusia” w Truskawcu.
Będzie jeszcze druga część wystawy: o soli i solankach, które występowały na ogromnym obszarze Małopolski Wschodniej. Stolicą tamtejszej soli był Drohobycz, miasto o rodowodzie jagiellońskim, które od Borysławia dzieli kilkanaście kilometrów. Naprawdę, niezapomniane zagłębie.

• Dotychczasowy dziennik „Czas Krakowski”, reaktywowany po 1989 roku, a nawiązujący do swego znakomitego poprzednika z XIX w. i lat międzywojennych, stał się obecnie tygodnikiem. To, co nas w tym ciekawym czasopiśmie najbardziej interesuje, to cykl „Zapraszamy na Kresy”, pióra prof. Jana Ostrowskiego (patrz także rozmowa Stanisława Dziedzica w nieniejszym numerze). W dotychczasowych wydaniach „Czasu” omówiono zabytkowe kościoły w Buczaczu, Podhorcach, Żółkwi, Podhajcach oraz Nawarii i Hodowicy, a także zamki w Podhorcach i Jazłowcu. Z wielką satysfakcją witamy „konkurencję” dla naszego słownika geograficzno-historycznego.