Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Maria Jordan, ZNISZCZYĆ NARÓD

Pomnik zamordowanych w r. 1941 w Czarnym Lesie k. Stanisławowa, Chcąc zniewolić, podbić jakiś naród i zrobić z niego gromadę niewolników, należy przede wszystkim uderzyć w jego serce i rozum, w intelektualne środowisko, stojące na czele danego społeczeństwa. Stara to jak świat zasada, stosowana (niestety!) z dobrym skutkiem w ciągu historii ludzkości, jakoś nigdy nie starzejąca się zasada... i zawsze dająca wyniki. Swój podbój świata również Adolf Hitler rozpoczął od zniszczenia inteligencji, początkowo nawet własnej, niemieckiej (tej będącej w opozycji) a potem kolejno w podbijanych krajach. W Polsce zagłada intelektualistów przybierała różne postacie, zapełniały się więzienia Gestapo i obozy koncentracyjne, ginęli ludzie albo poddawani wyszukanym torturom, albo masowo rozstrzeliwani, albo umierali na skutek ran, czy niszczeni chorobami, będącymi skutkiem nieludzkich prześladowań. Najbardziej znane i okrutne akcje w Polsce, mających na celu wyniszczenie i zagładę życia naukowego, duszpasterstwa i kultury to:

6 listopada 1939 – Sonderaktion Krakau, aresztowanie i wywiezienie do obozów pracowników naukowych UJ i AGH w Krakowie;

3/4 lipca 1941 – masakra profesorów Uniwersytetu im. Jana Kazimierza i Politechniki Lwowskiej we Lwowie na Wuleckich Wzgórzach*;

8–12 sierpnia 1941 – egzekucje dokonywane na polskim nauczycielstwie i innych przedstawicielach inteligencji polskiej w Stanisławowie, w Czarnym Lesie.
Na poczĄtek...

4 listopada 1939 r. została odprawiona w kościele p.w. św. Anny w Krakowie Msza św. na początek roku akademickiego Uniwersytetu Jagiellońskiego (po uzgodnieniu z władzami niemieckimi). Profesorowie, docenci UJ i AGH otrzymali następnie zaproszenie na wykład Müllera na temat stosunku III Rzeszy i niemieckiego, narodowego socjalizmu do sprawy nauki i uniwersytetu; wykład miał się odbyć w sali 56 w UJ, o godz. 12.00. Wszyscy znamy dalszy bieg wydarzeń tego dnia z prasy, radia, TV, publikacji. Ale nade wszystko najbardziej wstrząsające i żywe są wspomnienia ludzi, którzy przeszli gehennę tego ludobójstwa oraz przeżycia ich rodzin. Moje zapisy z tej „akcji” oparte są głównie na osobistych przeżyciach śp. profesora Stanisława Skowrona, kierownika Zakładu Biologii UJ, a potem AM, z którym pracowałam przez wiele lat. Zawsze z wielkim wzruszeniem opowiadał nam, asystentom, o atmosferze tego „wykładu”, na który „wykładowca” Müller przyszedł w mundurze, w hełmie i w otoczeniu gestapowców. Wszyscy zebrani w sali naukowcy (wielkie nazwiska nie tylko polskiej, ale światowej Nauki) zostali oskarżeni i skazani za rozpoczęcie roku akademickiego bez zezwolenia III Rzeszy. Przez więzienie na Montelupich, później przez Wrocław, rozpoczęli nasi naukowcy drogę męczeńską, prowadzącą wreszcie do obozów w Sachsenhausen, Mauthausen, Dachau. Ogółem aresztowano 144 osoby z UJ i 21 z AGH, zginęło w obozach ok. 16 osób, ale po opuszczeniu więzień i KL przeszło połowa ofiar zmarła z wycieńczenia, z chorób, z poniżenia, mając za sobą męczarnie: kary słupka, bicie, głód, mróz, choroby, (szczególnie biegunki, gruźlica). Na interwencję Watykanu i protestów „ukoronowanych głów” część profesorów została wypuszczona, część kolejno wysyłano do innych obozów, np. do Dachau. W Dachau, jak mawiał ze wzruszeniem prof. Skowron, przetrwanie ułatwiał naszym profesorom Sturmbanführer Paul Neumann, któremu bardzo wielu polskich uczonych zawdzięczało życie. Ostatnim uwolnionym po 2 latach był prof. Piwarski. Wszyscy znaliśmy dzieje Sonderaktion Krakau z publikacji, z opowiadań prof. Skowrona, ale z radością zawsze przyjmowaliśmy na zakończenie zwierzeń Profesora autentyczną opowieść. Chyba w 1948 profesor brał udział w konferencji biologicznej za granicą (w Londynie?), w czasie której odbywał się uroczysty raut. Przy stole sąsiadem profesora był Niemiec, specjalista w pokrewnej dziedzinie, który nawiązał z Polakiem rozmowę, pytając: – Jakie miasta niemieckie zna pan, profesorze? Nasz profesor odpowiedział natychmiast: – Niewiele, tylko trzy: Sachsenhausen, Mauthausen, Dachau. Niemiec nie odezwał się więcej!

Zbrodnia udoskonalona

Wybuch wojny niemiecko-sowieckiej 22 czerwca 1941 r. jest niejako tragiczną klamrą spinającą Kraków i Ziemie Południowo-Wschodnie w bolesną całość. Po wejściu armii hitlerowskiej do Lwowa natychmiast zaczęły się prześladowania Polaków i Żydów. Nie wiem, czy mam rację, nie jestem przecież historykiem, ale wyobrażam sobie, że kłopotliwe doświadczenia wyniesione z Sonderaktion Krakau nauczyły władze okupacyjne, iż likwidację inteligencji polskiej należy przeprowadzać szybciej i sprawniej, i łatwo można osiągnąć ten cel, nie dając czasu krajom neutralnym, Watykanowi, na przeprowadzanie debat i protestów w obronie naukowców.
W nocy z 3 na 4 lipca 1941 r. aresztowano 36 przedstawicieli inteligencji naukowej i kulturalnej Lwowa, głównie Polaków, pracowników Uniwersytetu im. Jana Kazimierza oraz Politechniki Lwowskiej. Rozstrzelano wówczas (często z członkami rodzin!) kwiat myśli naukowej, kultury, wspaniale rozwiniętej lwowskiej medycyny. Pamiętam z jakim przerażeniem doszły do nas, do Stanisławowa, listy ofiar masakry, dokonanej pod Lwowem na Wuleckich Wzgórzach, z których ze ściśniętym sercem odczytywano nazwiska, którym wiele ludzi zawdzięczało tak wiele! Pamiętam nazwiska: prof.prof. Greka, Pilata, Witkiewicza, Stożka, Łomnickiego, Bartla (którego tablicę pamiątkową w krużgankach Bazyliki OO Franciszkanów w Krakowie odwiedzam zawsze w okresie Dnia Zadusznego, by pomodlić się za ofiary Wzgórz Wuleckich). Zamodowany też został wówczas Tadeusz Boy-Żeleński, wybitny poeta i tłumacz, któremu zawdzięczamy wspaniałe przekłady z piśmiennictwa francuskiego. Do tej pory nie rozumiem, dlaczego mój ojciec, wychowanek UJ, polonista i łacinnik, profesor I Gimnazjum i Liceum im. Mieczysława Romanowskiego w Stanisławowie, który gorąco przeżywał tragedię profesorów krakowskich (szczególnie prof. Chrzanowskiego) znanych sobie osobiście, przerażony tragedią inteligencji lwowskiej, nie pomyślał o ratunku, dlaczego nikt z nauczycieli stanisławowskich nie ukrył się, nie uciekał!? Na to pytanie nie znam odpowiedzi a sama w tym okresie byłam za młoda, by o tym pomyśleć!

Zniszczyć jak najwięcej

Tymczasem w Stanisławowie „gościliśmy” armię węgierską, sprzymierzoną z hitlerowską, mającą na celu osłonę głównego natarcia Wehrmachtu na Kijów. Były to swoiste wakacje wojenne, pomiędzy dwoma okupacjami: czerwoną i brunatną. Eleganckie, (zwłaszcza po Armii Czerwonej!) pułki z orkiestrami maszerowały po ulicach miasta, w kościołach grywali nam (jak przystało na „bratanków”) polskie pieśni z „Boże coś Polskę” na czele. Tak mijał lipiec 1941 roku. Ale w początkach sierpnia Węgrzy wycofali się na Kijowszczyznę, do Stanisławowa wkroczyły Wehrmacht i Gestapo. Zaczęły się prześladowania Żydów. Adresy przedstawicieli polskiej inteligencji dostarczyły do Gestapo ukraińskie organizacje, a od 8 sierpnia 1941 r. policjanci ukraińscy zabierają ich z domów i doprowadzają do gmachu Gestapo przy ul. Bilińskiego grupami. Jak później dowiedzieliśmy się zaaresztowani przetrzymywani byli przez noc w Gestapo, bici i poniżani, a o świcie wywożono ich rozebranych, ciężarówkami do Czarnego Lasu pod Stanisławowem i tam rozstrzeliwano. Podobno na koniec „akcji” rozstrzelano także pomagających Ukraińców, i w ten sposób zapewniono „dyskrecję”. Sprawa Czarnego Lasu była zamknięta, tak przynajmniej sądzili oprawcy.**
Już po wojnie zetknęłam się z prof. J. Zielińskim, kolegą mego śp. Ojca, który zebrał i opublikował w Tygodniku Powszechnym a później w Kwartalniku Związku Nauczycielstwa Polskiego (1961 r.) niepełną, jak teraz wiemy, listę ofiar Czarnego Lasu. W 1989 r. w kolejnych numerach gazety szczecińskiej „Ziemia i Morze” Kamiński również opracował zagadnienie masakry stanisławowskiej – jego dane pokrywają się częściowo z danymi Zielińskiego. I tak: aresztowano i rozstrzelano 61 nauczycieli szkół powszechnych, 50 ze szkół średnich, 6 lekarzy, 9 inżynierów, 3 księży, 3 prawników. Przyjmuje się obecnie, że liczba ofiar w Czarnym Lesie jest większa, prawdopodobnie ok. 200 nauczycieli, a razem 300 osób.
Kilka lat temu udało się odkryć w Czarnym Lesie miejsca kaźni naszej inteligencji. Są to doły (9 miejsc), częściowo wypełnione wodą, które służyły jako wysypisko śmieci dla pobliskich wsi. Dzięki wspaniałym ludziom z „Energopolu” oraz pielgrzymom stanisławowianom z Krakowa, Wrocławia i Warszawy miejsce egzekucji uporządkowano, postawiono pomnik (dwujęzyczne tablice) oraz mniejsze, betonowe krzyże przy każdym dole. Od kilku lat tu właśnie w sierpniu, w kolejne rocznice pozostali przy życiu kapłani stanisławowscy w obecności pielgrzymujących wycieczek odprawiają Mszę św., a Stanisłowawianie składają kwiaty i znicze, jako dowód stałej pamięci Rodaków.
W każdą ostatnią niedzielę września w Katedrze Wrocławskiej odbywają się uroczystości przy tablicy poświęconej Czarnemu Lasowi. Nasze Koło Stanisławowian przy Krakowskim Oddziale Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, gromadzi się pod koniec października, a przed Dniem Zadusznym przed tablicą upamiętniającą ofiary Ziemi Stanisławowskiej, znajdującą się, dzięki wspaniałej życzliwości OO. Cystersów na Ołtarzu Pamięci Narodowej w mogilskim Opactwie. U SS Urszulanek, w wewnętrznej kaplicy w gmachu przy ul. Starowiślnej jeszcze w okresie PRL uczestniczyliśmy w poświęceniu tablicy ku czci nauczycielstwa polskiego, którzy odeszli do Domu Ojca w czasie masakry w Czarnym Lesie.
Dlaczego to piszę? Dla młodzieży jest to prawdopodobnie już prehistoria. Obecny świat interesuje się tylko (mam nadzieję, że nie wyłącznie!) bożkiem PIENIĄDZEM, kto więc powie Polsce, gdy nasze pokolenie odejdzie, że tamci ludzie z Krakowa, Lwowa i Stanisławowa (i innych miejsc kaźni) oddali życie za inne ideały, którym na imię BÓG, HONOR, OJCZYZNA!?

___________

* Pisownia „Wzgórza Wuleckie” jest zgodna z planami, publikacjami o Lwowie, można jednak spotkać się także z pisownią: Woleckie i Wóleckie.
** Być może, podobnie jak na Wuleckich Wzgórzach, policja ukraińska należała do formacji Nachtigall.


Maria Jordan, ur. 1922 w Stanisławowie, tamże ukończyła szkoły. Studia farmakologiczne i biologiczne na UJ w Krakowie. Była pracownikiem naukowym UJ i PAN w zakresie biologii oraz zoologii systematycznej i doświadczalnej, w latach 1967-88 jako docent i profesor. Napisała ok. 60 prac naukowych z zakresu kariologii zwierząt i zoologii doświadczalnej, a także cytologii i ekologii. W latach 1976-89 była redaktorem naczelnym „Folia Biologica”. Obecnie na emeryturze, pracuje społecznie w Kole Stanisławowian przy TMLiKPW w Krakowie oraz bierze udział w pracach zespołu studyjnego przy parafii św. Kazimierza.
Ojciec Marii Jordan, Aleksander, prof. gimn. w Stanisławowie, został zamordowany przez Niemców w Czarnym Lesie.