Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Ks. Józef Błotnicki, CHCĘ BYĆ WODĄ, KTÓRA BY ZGASIŁA OGIEŃ NIENAWIŚCI

Ekscelencjo Najprzewielebniejszy Księże Metropolito!
W odpowiedzi na cenne pismo Waszej Ekscelencji w sprawie zamordowania śp. ks. Mikołaja Ferenca przez tak zwanych banderowców podaję co następuje:
Już od początku wojny zaznaczali Ukraińcy wielką nienawiść do Polaków. Działo się to zwłaszcza w tych miejscowościach, gdzie znajdowały się kościoły polskie, a które były solą w oku wspomnianych wrogów polskości.
Hasłem do mordowania księży w tamtych stronach, była tragiczna śmierć ks. Marcina Bosaka proboszcza w Mariampolu. Nienawiść tę spotęgowały jeszcze bardziej ukraińskie manifestacje, dokonane przy sypaniu mogił w każdej prawie wsi, przy których nie obeszło się bez mów podburzających a często wygłaszanych przez ukraińskich księży. Siedliskiem band ukraińskich w tamtejszych stronach były lasy należące do Arcybiskupstwa lwowskiego obrządku łacińskiego. Tam się zbierały bandy i tam układały i planowały dalsze mordercze działalności.
Natenczas został zamianowany administratorem w Markowej ks. Mikołaj Ferenc. Był to człowiek spokojny, a przy tym wielki ugodowiec. Sądził on, że tą polityką potrafi ułagodzić wzburzone umysły wśród Ukraińców. Nawet nie utrzymywał wiele stosunków z polskimi księżmi, raczej był częstym gościem u okolicznych księży ruskich. Kiedy mu na to zwracano uwagę, odpowiadał: Chcę być tą wodą, która by zgasiła ogień nienawiści. Jak szedł na rękę Ukraińcom najlepszym dowodem jest to, że zbierał rozmaite zioła lecznicze, kupował różne lekarstwa i dawał każdemu zgłaszającemu się choremu, a szczególnie Ukraińcom. Nie znalazł jednak uznania u tych zbirów. 16/I 1944 roku, jak grom z jasnego nieba padła wiadomość o zamordowaniu ks. Mikołaja Ferenca. Zaraz po sumie pojechałem do Markowej. Cóż się dowiedziałem? W nocy z 15 na 16 1944 r. zebrali się bandyci z Markowej i okolicznych wiosek i na dany znak strzałami karabinowymi wpadli na probostwo rzymskokatolickie. Ksiądz już spał. Wywaliwszy drzwi, weszło kilku do sypialni księdza. Kiedy ksiądz przebudziwszy się, z przerażeniem zobaczył co się dzieje, zaczął błagać: Wszystko bierzcie, tylko darujcie mi życie. Na to mordercy odpowiedzieli: Nam własne o toto żytie chodyt! Nagle jeden z siekierą w ręku rąbnął księdza tak silnie siekierą w kark, że głowę prawie całkiem odrąbał. Tymczasem inni bandyci zaczęli go rąbać siekierami po rękach i w ogóle po całym ciele. Krew tak się z niego lała, że pod łóżkiem powstało wprost jezioro krwi. Świadkiem tego mordu była jego gospodyni (Ukrainka), którą również zranili. Kiedy z trudem ubierano zamordowanego księdza musiano przywiązać mu głowę. Dokonawszy tego mordu udali się bandyci do kuchni, gdzie mieszkał jeden biedny reemigrant z Ameryki i jego również w straszny sposób zamordowali. Równocześnie inni bandyci rozbiegli się po wsi, gdzie zamordowali, o ile sobie przypominam 37 osób. Pogrzeb Księdza i nieszczęśliwych ofiar odbył się 19/I w sam dzień Jordanu. W ceremoniach żałobnych uczestniczyły tłumy ludności polskiej z okolicy. Wrażenie było straszne. W trumnach pomordowanych leżały obok korpusów poodrąbywane bądź głowy, bądź ręce lub nogi. Na pogrzeb przyjechała milicja ukraińska i żandarmeria niemiecka, która bezustannie fotografowała zwłoki śp. Księdza i pomordowanych.
W pogrzebie wzięło udział 6 następujących księży:
ks. Joniec Antoni, proboszcz z Monasterzysk
ks. Maciaszek Józef, katecheta z Monasterzysk
ks. Kania Antoni, proboszcz z Huty Nowej
ks. Oberl Józef, proboszcz ze Szwejkowa
ks. Pomaszewski, proboszcz z Zawałowa
podpisany, którzy od świtu chodzili po domach pomordowanych, gdzie pokrapiali zwłoki i sprowadzali do kościoła. W końcu wyprowadzono zwłoki Księdza. Kondukt prowadził ks. Antoni Joniec w asyście wspomnianych księży. Za trumną zmarłego Księdza niesiono zwłoki pomordowanych. Przy zwłokach w kościele odbyła się Msza św., a po odprawieniu przy trumnach „Castrum doloris” rozpoczął się pochód na cmentarz. Żadnych mów nie było, gdyż płacz osieroconych zagłuszał wszelkie wyrazy.
Może zanadto obszernie przedstawiłem cały przebieg tej tragedii, ale pragnąłbym, by Wasza Ekscelencja miał dokładny obraz tego co się działo w Markowej.
Całując pierścień Waszej Ekscelencji z najgłębszą czcią pozostaję
Ks. Józef Błotnicki
__________
Powyższy list został skierowany do Arcybiskupa lwowskiego ks. Eugeniusza Baziaka, który we wczesnych latach powojennych – przed objęciem Archidiecezji Krakowskiej w r. 1951 – rezydował w Lubaczowie.
Oryginał listu, wśród wielu innych dokumentów tamtego czasu, przechowywany jest w Archiwum Archidiecezji Lwowskiej obrz. łacińskiego w Lubaczowie.