Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

W KRAKOWIE I DALEJ

Pamiętać także o swoich
W ostatnich miesiącach media szeroko informowały o zbliżającej się 50. rocznicy i zamiarze upamiętnienia ofiar tzw. pogromu kieleckiego, sprowokowanego przez władze komunistyczne, w którym (w lipcu 1946) zamordowano 42 Żydów, a 52 odniosło rany. W rocznicę tragicznych wydarzeń odbędą się w Kielcach – przy udziale gości z Izraela – uroczyste obchody. Mówi się o prośbie o wybaczenie. Słusznie.
Za zachodnią granicą oficjalnie poruszana jest kwestia wysiedlania po II wojnie ludności niemieckiej z przyznanych Polsce ziem zachodnich i północnych, a w szczególności sposobu, w jaki przeprowadzano tę akcję, często niewłaściwego (czasem skandalicznego) zachowania się Polaków, którzy już tam wtedy dotarli. Także po tej stronie granicy zaczyna się dostrzegać „aspekt ludzki” – krzywdy, czy wręcz tragedii, jakich mogli doznać zwykli, na pewno w jakiejś części niewinni ludzie. Pisze o tym nasza prasa.
Ukraińcy zamieszkali w RP i poza nią podnoszą często sprawę tzw. Akcji „Wisła”, w wyniku której część ludnoścu ukraińskiej i łemkowskiej z obszarów środkowej Małopolski, zwłaszcza Podkarpacia, została przesiedlona do gospodarstw poniemieckich na ziemiach zachodnich i północnych, przy czym pewna grupa podejrzanych o czynne występowanie przeciw polskim władzom i polskiej ludności, była przez krótki okres przetrzymywana w obozie w Jaworznie. Obecnie Ukraińcy głośno domagają się potępienia przez Polskę tamtych wydarzeń oraz wyrównania krzywd, jakich rzeczywiście mogła doznać pewna Bogu ducha winna część wspomnianej ludności. Trzeba też zaznaczyć, że sprawa Akcji „Wisła” jest nieustannie argumentem, podnoszonym przez sporą część działaczy politycznych Państwa Ukraińskiego, szczególnie z zachodniej jego części. Niektóre kręgi działaczy w RP sprzyjają temu – przyznajmy – jednostronnemu punktowi widzenia. Mówią także o prośbie  o przebaczenie.
Mało jednak, jak dotąd, słyszy się, by władze i działacze polityczni III Rzeczypospolitej interesowali się tym, co spotkało ich rodaków na Ziemiach Wschodnich, dramatem wysiedlenia (a czasem wymuszonej ucieczki), oraz tego, co je poprzedziło. Szczególnie na terenie Wołynia i Podola, gdzie z okrucieństwem wymordowano kilkaset tysięcy Polaków, całe rodziny i wsie polskie, z dziećmi i starcami. Owszem, w czasopismach w okresie ostatnich lat sporo się na ten temat pisze, zebrano w sumie ogromną liczbę dokumentów, relacji i wspomnień, żyją jeszcze tysiące ludzi, którzy to przeżyli na własnej skórze. Natomiast czynniki oficjalne jakby o tym nie słyszały, i chyba wolą zastępcze, niby obiektywne, a w istocie jednostronne roztrząsania, zamazujące ponurą prawdę, jakie zademonstrowała Gazeta Wyborcza cyklem „Wołyń: szukanie prawdy”.
Rozumiemy: polityka, delikatne sytuacje. Pamiętajmy jednak, że takie bezprzykładne „chowanie do kieszeni” tragedii, jaka była udziałem części narodu na połowie terytorium państwa, szczególnie w dwóch ostatnich latach wojny i dwóch lat po niej, jest postrzegane jako słabość naszego państwa, słabość narodu, słabość polityków. Widać to dobrze, gdy skonfrontujemy obietnice dawane naszym przedstawicielom z późniejszą praktyką. Pogratulować.

Elżbieta Mokrzyska
 

Notatki
• Uzupełnieniem informacji, zamieszczonej w tym numerze o krakowskiej ekspozycji obrazów Jana Matejki, wypożyczonych ze Lwowa (patrz dział Kultura–Nauka), jest wiadomość z  ostatnich tygodni ub.r., o odnalezieniu przez Policję i UOP we wsi pod Rzeszowem olbrzymiego składu skradzionych dzieł sztuki. Jest tam m.in. obraz Matejki „Portret dzieci artysty”, zrabowany w 1992 r. we Lwowie. Złodzieje zastrzelili wtedy 2 osoby, a sprawa była głośna, bo tamtejsze „czynniki” posądzały stronę polską o inspirowanie takich napadów.

• Warszawska Szkoła Podstawowa nr 328 obchodziła w grudniu ub. roku swoje 5-lecie pod imieniem Orląt Lwowskich. W szkole pobiera naukę ok. 1300 uczniów i pracuje ponad 90 nauczycieli.

• W lutym br. wybrano w Krakowie po raz pierwszy „Małopolanina Roku” – został nim prof. Andrzej Zoll. Wybór został dokonany w trakcie I Małopolskiego Balu Samorządowego (z kwestą i loterią), a cały dochód przeznaczono na pomoc dla Polaków z Podola.

• W dniach 17–18 lutego 1996 odbył się w Brzegu walny zjazd sprawozdawczo–wyborczy delegatów 84 oddziałów Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo–Wschodnich. Sprawozdanie z 4–letniej kadencji złożyła w imieniu ustępującego Zarządu Głównego jego prezes, dr Danuta Nespiak. Na kolejną 4-letnią kadencję wybrano nowy 25-osobowy ZG. Prezesem został dr Andrzej Kamiński, wiceprezesami dr Danuta Krupska i p. Emil Teśluk, sekretarzem generalnym inż. Danuta Śliwińska, skarbnikiem mgr Danuta Tabińska. Do ZG weszli m.in. ks. Janusz Popławski, kapelan Towarzystwa, a z Krakowa inż. Andrzej Chlipalski.

• Także Oddział Krakowski TMLiKPW ma nowy, 9-osobowy zarząd. Na walnym zebraniu sprawozdawczo-wyborczym w dniu 13 marca b.r. prezesem wybrano Andrzeja Chlipalskiego, wiceprezesami Adama Gyurkovicha i Jerzego Żuka, sekretarzem Urszulę Kogut, a skarbnikiem Jadwigę Cieślak. Do Zarządu weszli ponadto: Romana Machowska, Zdzisława Stopczyńska, Marta Walczewska i Kazimierz Pieszczyński. Kadencja trwa 4 lata.

• „Gazeta Wyborcza” nr 68/96 zamieściła artykuł pt. „Jak nie dostaliśmy Lwowa”, pióra Pawła Wrońskiego. Mowa tam o rewelacji jakoby podanej dziennikarzowi „Gazety Wyborczej” przez prof. Edwarda Prusa z Akademii Ekonomicznej w Katowicach (znanego nam jako autora kilku książek o organizacjach i zbrodniach ukraińskich z czasów II wojny światowej) na temat rzekomej oferty ze strony Gorbaczowa oddania Polsce Lwowa i Królewca, jako rekompensaty za ziemie zabrane na mocy paktu Ribbentropp–Mołotow. Prus podobno utrzymuje, że do Moskwy udała się specjalnie w tej sprawie grupa działaczy ówczesnej Unii Demokratycznej: Mazowiecki, Geremek, Kuroń i Michnik, by prosić Gorbaczowa o zaniechanie tego zamiaru. Miał to potwierdzić Prusowi Jaruzelski, ale dziennikarzowi „Gazety” zaprzeczył, by kiedykolwiek prowadził rozmowy na ten temat, uważając, że propozycja zwrotu Lwowa byłaby „awanturnictwem”.
Nie przykładamy większej wagi do tych rewelacji, nie wiedząc nawet rzeczy podstawowej: czy wyszły one od profesora Prusa, czy od „Gazety Wyborczej”.

• W związku z pobytem w Polsce i Krakowie w kwietniu tego roku Królowej Brytyjskiej warto przypomnieć rozmowę, jaką podobno miała Królowa z prof. Jerzym Kuryłowiczem, sławnym polskim językoznawcą. W Londynie odbywał się jakiś kongres językoznawczy (były to chyba lata 60.), a jego uczestnicy zostali – zgodnie ze zwyczajem przedstawieni Elżbiecie II. W trakcie prezentacji, witając się z kolejnymi osobami, Królowa zadaje od czasu do czasu zdawkowe pytania, na które stosownie do sytuacji, odpowiada się lub nie. Traf chciał, że zapytała Kuryłowicza: „Co się tu Panu najbardziej podoba?” Profesor odpalił: „szkocki akcent Waszej Królewskiej Mości”. Strzelił w dziesiątkę, bo od wieków Szkoci, podobnie jak Walijczycy czy Irlandczycy, mają pretensje do Anglików, że zdominowali ich kulturę, narzucili język. Wypowiedź Profesora szalenie się więc w Londynie spodobała i była politycznie dyskontowana.
Prof. Jerzy Kuryłowicz (1895–1978) był lwowianinem, we Lwowie wykształconym i tam rozpoczął karierę naukową. Po II wojnie był profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego.