Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

LISTY DO REDAKCJI

Mamy już stałych korespondentów. Oto drugi list od p. Danuty B. Łomaczewskiej z Warszawy, autorki wspaniałej antologii poezji lwowskiej i o Lwowie pt. „Serce wydarte z polskiej piersi” (Warszawa 1993), zarazem redaktorki Biblioteki Lwowskiej, której wspomniana antologia stanowi już tom X.

Szanowny Panie,
Do Warszawy dotarł numer 3/4 „Cracovia Leopolis”. Nabyłam go w księgarence Wspólnoty Polskiej spod lady, gdyż zostało tylko kilka egzemplarzy dla stałych klientów. Oczekuję na tegoroczny numer. Wiele ciekawych artykułów. Dobrze, że dajecie historię małych miejscowości. Moja propozycja: czy możecie zamieszczać notki bibliograficzne o książkach kresowych? Niewiele ich dochodzi do Warszawy, a u Was sporo się wydaje.
Z przyjemnością zobaczyłam na stronie 8 fotografię zniszczonego Pomnika Chwały mojej roboty. Byłam tego roku 1971 na Zaduszki we Lwowie i zrobiłam kilkanaście zdjęć zburzonego latem Pomnika. Potem rozesłałam do znajomych w kraju i za granicą. Wszystkie, które się ukazują z tego okresu są mojej roboty. Cieszę się, że wędrują i są wykorzystywane. Były drukowane w „Dzienniku Polskim” i „Dzienniku Żołnierza”, książkach londyńskich i pismach drugiego obiegu. Ciekawa jestem skąd Pan je zdobył? Wzruszjący jest wywiad z wnukiem p. Zarugiewiczowej. Czy można prosić o zamieszczenie fotografii Konstantego Zarugiewicza? Nigdy nie była publikowana.


Również po raz drugi pisze do nas p. Franciszek Porzycki z Prochowic Śląskich, który za naszą zachętą, snuje swoje wspomnienia z rodzinnej miejscowości:

Po wojnie nie byłem na ziemiach, z których nas wygnano. Jednak często myślę o mojej miejscowości Andrianowie i o naszym miasteczku Komarnie. Do szkoły powszechnej w Komarnie uczęszczałem już od trzeciej klasy. Była to szkoła ośmioklasowa. Przypominam sobie, że część gmachu szkolnego zajmowali chłopcy a część dziewczynki. Dyrektorem całej szkoły im. Karola Szajnochy do 1939 r. był Pan Harasymów, a żona jego jako zastępca dyrektora miała pieczę nad dziewczynkami. Pamiętam kilku nauczycieli pracujących w tej placówce. Byli to Państwo Kliszczyńscy, Pani Czajka, Pan Krzywicki, Pani Łucka (moja wychowawczyni w klasie czwartej i  do dziś posiadam świadectwo z jej podpisem) oraz Pan Bijak, fizyk, który z miejscowości Chłopy dojeżdżał. Po wkroczeniu sowietów wielu nauczycieli brakło w Komarnie i nastąpiła zmiana w obsadzie. Część budynku szkolnego zajmowanego przez dziewczynki zajęli Ukraińcy i utworzyli swoją szkołę, a w części męskiej nadal uczyli się Polacy. Do wkroczenia Niemców Komarno liczyło około 3000 Żydów, którzy zajmowali się handlem. Kilku z nich było lekarzami i adwokatami oraz apteka była w ich posiadaniu. Katolicy mieli dwa sklepy oraz sklep wielobranżowy zwany „Kółko Rolnicze”.
Do silnych moich wspomnień zaliczam uroczyste prymicje mojego stryja Benedykta Porzyckiego (kształcącego się początkowo we Lwowie a potem w Krakowie u OO Franciszkanów). Uroczystość ta rozpoczęła się Pierwszą Mszą Świętą w naszym miasteczku w pięknym kościele w Komarnie. W tym niezwykle uroczystym dniu uczestniczyło mnóstwo ludzi z okolicznych wiosek jak i z samego Komarna. Było to niezwykłe wydarzenie na tym terenie a dla mnie wielkie przeżycie. Przyjęcie uroczyste odbyło się (z zaproszonymi przez Stryja gośćmi) u nas w sadzie w Andrianowie. Brał w nim udział (w całej uroczystości) Ojciec Prowincjał Franciszkanów z Krakowa. Nie pamiętam już nazwiska. Po prymicjach stryj mój pierwszą pracę podjął w Krośnie. Po uderzeniu Niemców na bolszewików został przeniesiony do Pistynia a następnie do Kosowa Huculskiego. Potem był Sanok, Kalwaria Pacławska do 1951 r. (która dzięki Jego staraniom została odmalowana przez studenta IV roku Akademii Sztuk Pięknych z Krakowa, to znaczy Włodzia Świderskiego, byłem tam w tym czasie na wakacjach). Z Kalwarii Pacławskiej został przeniesiony do Wrocławia (tam odbudował kościół na ul. Kruczej). Po Wrocławiu była Legnica – klasztor OO. Franciszkanów a Kościół św. Jana i wszędzie pełnił funkcję gwardiana, która trwa cztery lata). Na niektórych placówkach i przez dwie kadencje piastował stanowiska gwardiana, ponieważ uważany był za dobrego gospodarza i dobrego kaznodzieję. Ostatnim miejscem jego pracy był Przemyśl, w którym zakończył swe życie (co boleśnie odczułem, bo bardzo go kochałem).


Czytają nas też za Oceanem. Znana i ceniona dziennikarka Pani Róża Nowotarska mieszkająca w Mc Lean (USA) pisze w swym liście:

„Cracovia Leopolis” jest pięknym wydawnictwem i z całego serca życzę, aby trwało jak najdłużej. Jest to otwarta rana w świadomości polskiej, tak jak Wilno. Ale tak się obróciły, nie z naszej woli, koła historii.

Serdecznie dziękujemy za listy, prosząc o dalsze.
Redakcja