Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Jerzy Masior, MY SZESNASTKA - OPOWIEŚĆ O ZESPOLE

Rozpocznę tę opowieść o Zespole1 jak popadnie – w dowolnym miejscu jego biografii, bo jest on tworem żywym, pulsuje muzyką, poezją, zmiennością nastroju. Tak było od samego początku, od wiosny 1993 roku, kiedy to gromadka dzieci z klasy IVa rozpoczęła próby śpiewania. Teraz kończą klasę VI 2, a w autokarze powracającym w niedzielne przedpołudnie z koncertowej wyprawy z Wrocławia młodzi śpiewacy są senni, wyciszeni, jakby ich nie było. Nawet kierowca dziwi się tej ciszy, przyzwyczajony do głośnych wycieczek szkolnych. Ale oni po prostu są zmęczeni: dużo wrażeń, mało snu. Jeszcze niedawno były światła sceny w Opolu i Wrocławiu, muzyka, koncerty... Także Katarzynę intensywność trzech opolsko-wrocławskich dni i monotonia jazdy uciszyła. Przed kilkunastoma zaledwie dniami, w czasie podróży za wschodnią granicę, była iskrą zespołu: pełna pomysłów to dziecięcych, to panieńskich. Zresztą nie ona jedna, dziewczęta i chłopcy są gromadą indywidualności. Ile ich – tyle pragnień, ciągot, uzdolnień. Nie tylko wokalnych.
Katarzyna jest w Zespole od samego początku, więc przez jej niejako pryzmat można prześledzić tego Zespołu dzieje i barwy. Powstał z doraźnej potrzeby. Szkoła Podstawowa nr 16 w Nowym Sączu – Zawadzie miała otrzymać imię Tych, co spoczęli na łyczakowskim wzgórzu od strony Pohulanki – Orląt Lwowskich. Miał to być dzień w historii szkoły wyjątkowy. Wybrany zbiorowy patron odbiegał od utartych kuratoryjno-oświatowych norm i nawyków. Lwów miał powracać do Sącza, do eksgalicyjskiego cyrkułu ze swoją wiekową historią, tą dawną i tą najnowszą: listopadową, międzywojnia, września ’39, okupacyjnego zniewolenia. Na poświęcanym tego dnia, ufundowanym przez sądeckich lwowian sztandarze, błysnęły srebrem haftowane słowa z tarcz lwów – stróżów tamtejszego Cmentarza: „Zawsze Wierni – Tobie Polsko”. W nieodległych czasach wykuto te słowa; trwają w pamięci jak drogowskazy dla młodych i dla wszystkich, którym słowo OJCZYZNA, HONOR, OFIARA nie głuszy dudnienie dyskotekowych kapel, a obojętności i znieczulicy na cele inne poza własnym celem – za normę obyczajową przyjąć nie mogą. My dorośli, którzy przenieśliśmy pamięć listopadowych dni 1918 roku i całego lwowskiego i kresowego późniejszego czasu po kraniec XX wieku, jesteśmy przekonani, że Lwowskie Orlęta, ich zapamiętanie dla Ojczyzny, ich spontaniczność i nieustępliwość mogą być także dla młodych współczenych iskrą i zwierciadłem. Więc niech w tym zwierciadle przeglądają się do woli, dla porównania wartości. Niech w obliczu polskiej, kresowej historii dziecko, a może już młodzieniec, zada pytanie dla nas obrazoburcze: czy to konieczne, czy za taką cenę? Czy historia Polski XIX wieku i późniejsza musiała być zdominowana przez powstania? Wbrew podawanym pokoleniom młodych racjom podręcznikowym – odpowiedzi na te pytania są nie ukończone, otwarte. Ile pokoleń, tyle ocen, analiz, wartościowań. W 26 lat po walkach listopadowych we Lwowie, zapłonęło i zgasło Powstanie Warszawskie. Mało kto zdaje sobie sprawę, jak wiele to drugie wzięło z pierwszego: z ducha, strategii i celów ostatecznych. Tylko jedna, i to zasadnicza różnica w hierarchii czynów zbrojnych, ustawia lwowski listopad 1918 samotnie i wyżej: obrona Lwowa była walką zwycięską. W dalszej perspektywie miała wpływ na kształt II Rzeczypospolitej.
Kasia Piasecka, solistka zespołu „My-16” z Nowego Sącza, rys. J. Masior

Dzieci z sądeckiej szkoły im. Obrońców Lwowa znają heroiczność ofiary i cenę zwycięstwa Dzieci Listopadowych. Rzędy odsłanianych grobów z gruzów nie są im obce, bo ich kwiaty i znicze tam zaległy. Słowa „Mortui sunt ut liberi vivamus” to nie martwy, kamienny napis. Te groby są świadkami historycznej rzetelności słów...
Nie mogło być więc tak, że okazjonalny występ w dniu nadania imienia szkole, poświęcenie sztandaru i ileś tam podniosłych słów miało być początkiem i końcem Zespołu. Przyjechali na uroczystość goście ze Lwowa: gromada uczniów ze szkoły im. Marii Konopnickiej. Zaproszenie z rewizytą do nich zobowiązywało. Już we wrześniu tego samego roku Zespół śpiewa w obu lwowskich, polskich szkołach. Jest także w Chodorowie, koncertuje tam w ukraińskiej szkole, bo przecież gromadka polskich dzieci stamtąd trafiła do Sącza na kolonie. Pierwszy kontakt Zespołu ze Lwowem, z tamtymi okolicami (Olesko, Żółkiew) jest trudny do opisania w kilku zdaniach. Widok z Kopca Unii Lubelskiej, po wdrapaniu się na pagórek, wyciszył głośną gromadę. Wielkośc i dostojność miasta w dole, zwłaszcza jego centrum, nęciła, by szybko tam być, zanurzyć się w dziecięcą przygodę z miastem, które staje się oto rzeczywistością, a nie tylko opowiadaniem. Są wczesne, ranne godziny, tuż po wjeździe do Lwowa. Schodzimy z Wysokiego Zamku: Teatyńska, Podwale, Ruska, Rynek. Do umysłów dzieci zaczyna docierać opowieść o Mieście, ilustrowana jego bardzo polską materią. A przecież ta materia wcale nie wymaga zbyt złożonych, historiozoficznych, trudnych dla dziecięcego pojmowania komentarzy.
Kasia była wtedy uczennicą IV klasy. Jej młodziutki umysł tylko mechanicznie notował obrazki z podróży. Nie pomagała kresowa krew dziadków, by rozbudzić wzruszenia w rodzaju tych, jakich my dorośli tam doznajemy. Lecz mimo to Kasine i jej kolegów i koleżanek odczucia i „przyswajalność” t e g o Miasta były od początku określoną intencją naszych, t.j. kierownictwa wycieczki, poczynań. Chcieliśmy, aby ta pierwsza, a potem kolejne podróże na Wschód wzbudziły płomyk przychylności dla miejsc odwiedzanych. Potrzebne były także słowa. Łatwo o nie w starym centrum miasta, trudniej nad mogiłami. Zwłaszcza nad mogiłami ich rówieśników. O nich, o Jurku Bitschanie dzieci słyszały na lekcjach historii, które prowadzili członkowie sądeckiego Towarzystwa Miłośników Lwowa dla całej szkoły, jeszcze przed nadaniem jej imienia. Były więc przystanki na Łyczakowskim Cmentarzu, tam, gdzie Jurek poległ, i gdzie w katakumbach spoczął. Dzieci bardzo o te miejsca pytały. Była chwila nad tą mogiłą, z której pobrano szczątki Żołnierza Nieznanego do Stolicy. Były kwiaty i wieniec od Szkoły, i znicze na płycie Pięciu Nieznanych z Persenkówki. I opowieść o dramatycznych losach tego Cmentarza, tak bardzo splecionego z losami Miasta i Kraju. Przykute do mogił spojrzenia, przechwycone, szeptem wypowiadane słowa, dłuższe – niż to w ich zwyczaju bywa – postoje przy bezimiennych jeszcze krzyżach i szczególnie ciekawe odczytywanie lat tych, co pod krzyżami... I pytania, pytania, o to, o tamto, świadczyły, że w umysłach i serduszkach tych dzieci, tej gromadki śpiewającej lwowskie piosenki, wkraczającej w meandry złożonej i odległej już historii, poczęły kiełkować tu, we Lwowie – pamięć i uczucie. Być może młodzi zaczęli pojmować, że ich ojczyzna, to także te groby.
Przy narodzinach Zespołu była piosenka. Postanowiliśmy, że będzie ona lwowską jego impregnacją. Stąd „My-16” – bo taką nazwę Zespół przybrał – stał się zespołem wokalnym. Dorośli, którym przyszłość gromady leżała na sercu, wierzyli w magnetyzm lwowskiej piosenki, w jej przyciągające bogactwo melodyczne, chwytliwe dla młodych uszu. Trzeba było, żeby chcieli śpiewać, by to śpiewanie było nie tylko znojem prób, lecz stało się muzyką spontaniczną. By Gródek-Marsz, Panna Franciszka, Bal u Weteranów, Plac-Muzyka, a także piosenka o Jurku Bitschanie i Marsz Lwowskich Dzieci i Śliczna Gwiazda, były także ich śpiewaniem pozalekcyjnym, chcianym, konkurującym z hałasowaniem zespołów rockowych.
Znalazł się w Sączu kompozytor, Aleksander Porzucek, który połknął bakcyla łyczakowsko-gródeckiego muzykowania. Powstało kilkadziesiąt pieśni i piosenek – dla tego Zespołu. Teksty zapożyczyliśmy od wyśmienitych poetów: Hemara, Zbierzchowskiego, Wierzyńskiego. Sporo tekstów napisałem sam, z myślą o takich treściach, aby były w miarę autentyczne, ale i współczesne. No i do śpiewania przez najmłodszych, i starszych także. Ci młodzi przecież dorastają! Śpiewanie, występy na koncertach w szkole, dla miasta, podróże krajowe i zagraniczne – najczęściej do Lwowa i na Kresy, w tym także do mojego rodzinnego Chodorowa, scementowały Zespół. W Chodorowie, w budynku dawnego „Sokoła” (do dziś najbardziej reprezentacyjnej sali miasta) koncertowaliśmy dla ukraińskich i dla małej gromadki polskich dzieci. Spotkaliśmy się z ciepłym przyjęciem tamtejszych Polaków i ukraińskiej dyrekcji szkoły. Zadziwiająco szybko nawiązały się kontakty dziecięce, mimo bariery językowej. Było to przed dwoma laty, we wrześniu.

Zespół śpiewa i występuje nadal. Dopracował się bogatego repertuaru. Poza piosenką lwowską dawną i współczesną, śpiewa kolędy i pastorałki, w tym także lwowskie, piosenki partyzanckie z ostatniej wojny i z powstania warszawskiego, piosenki wakacyjne, bardzo młodzieżowe. Ma specjalny program dla starszych – „Co nam zostało z tych lat”, czyli piosenki retro, także przedwojenne. Na XXV-lecie szkoły, które przypada na najbliższy październik, przygotowuje się pieśni polskie. Będzie Chopin, Moniuszko i lwowianie: Gall, Niewiadomski. Przybyli w ostatnim roku nowi śpiewacy – uczniowie klasy II i III. Są uzdolnieni, zwłaszcza dziewczynki, i bardzo... przebojowi na scenie. Szybko przyswoili sobie cały dotychczasowy repertuar, w zastępstwach są bardzo przydatni. To przyszłość Zespołu. Wiedzą o tym i stąd ich zapał, a nawet niekiedy utarczki o partie solowe.
Katarzyna śpiewa już trudniejsze piosenki. Ma 13 lat. Przed pół rokiem ujawnił się jej miły, liryczny głos i dobra, intuicyjna interpretacja. Ma w swoim programie piosenkę „Tyle jest miast” (słowa M. Hemar, muzyka A. Porzucka), którą ilekroć wykonuje, wzrusza mnie, starego. Kasia już taka jest. Potrafi ująć publiczność śpiewem – i sobą. Nie ona jedna zresztą. W wykonaniu Dorotki „Babcia z Łyczakowa” i ostatni jej przebój „Kiedy do Lwowa”, to piosenki, które są już śpiewane poza Sączem w lwowskich środowiskach. A jest jeszcze Kinga ze „Śliczną Gwiazdą” i druga Kinga ze znaną „Mamałygą”. Jest Mateusz z ciepło śpiewanym „Orlątkiem” i szereg innych młodych wykonawców, których wymienić tu nie sposób. To soliści, a przecież cały czas najważniejszy jest Zespół i śpiewanie chóralne, chociaż indywidualnym talentom trudno odmówić czasem solowego popisu. Publiczność to lubi, zwłaszcza gdy słyszy lwowskie melodie i treści.
Piosenki, występy, to nie cała historia Zespołu, a już na pewno wszystkiego, co dzieje się w sądeckiej szkole Orląt Lwowskich. Szkoła liczy przecież około 500 uczniów, a Zespół zaledwie 30. Bardzo ważne są kontakty ze Lwowem, zwłaszcza z zaprzyjaźnioną szkołą im. Marii Konopnickiej. Coroczne wizyty i rewizyty odgrywają w tych kontaktach ważną rolę. Dzieci i nauczyciele obu szkół znają się, częstokroć są ze sobą zaprzyjaźnieni, prowadzą korespondencję. Szkoła Sądecka dwa razy w roku organizuje pomoc charytatywną dla „Konopnickiej”. Pamięta się także o Chodorowie i Żydaczowie. Jesienią tamtego roku Zespół wystąpił we Lwowie na uroczystym koncercie z okazji 50-lecia szkoły im. Konopnickiej. Był jedynym zespołem z tej strony granicy. Nie pojechał tam tylko z piosenką. Były prezenty dla Jubilatki: magnetofon, kilim z godłem Polski, książki. Niedawno powrócił z koncertów w Mościskach, Samborze, a także Przemyślu, gdzie wystąpił na jubileuszu tamtejszej Szkoły im. Orląt Lwowskich. Najświeższa i ważna podróż koncertowa to śpiewanie w pierwszym dniu Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, parkowym amfiteatrze. Oczywiście była to impreza towarzysząca, co nie pomniejsza faktu, że po raz pierwszy piosenka lwowska zabrzmiała w stolicy piosenki polskiej. Nie powinno jej tam na przyszłość zabraknąć. Zespół „My-16” z Nowego Sącza dał początek, bo dla niego Lwów to Polska. Następnego dnia był koncert we Wrocławiu, z okazji 50-lecia wygnania Polaków ze Lwowa. Na scenie wrocławskiej operetki, w stosownych dekoracjach i światłach, Zespół pokazał się z najlepszej strony. Przedstawił program dostojny, odpowiedni do rocznicy, lecz nie zapomniał, że tamten Lwów to było miasto jedyne w Polsce – tryskające piosenką wesołą, batiarską. Finał koncertu to wspólne śpiewanie Ani Patykówny z Wojciechem Dzieduszyckim. Duet pokoleń, muzyczne przekazywanie pamięci. Tak też można i trzeba.


A szkoła? Szkoła przygotowywuje się do uroczystości swojego XXV-lecia. Przyjadą goście ze Lwowa. Już po raz któryś będą serdecznie przyjęci. „Wspólnota Polska” jak zwykle pomoże w transporcie, dzieci zamieszkają w domach koleżanek i kolegów sądeckich. Pod koniec września część Zespołu wyruszy na Podole i Wołyń. Będą w Krzemieńcu, Zbarażu, Tarnopolu, może Buczaczu i Kołomyi. Na pewno wstąpimy do Chodorowa odwiedzić księdza Mednisa, „sprawdzić” jak pięknieje tamtejszy kościół, dzięki jego staraniom przywracany do pierwotnego wyglądu. Jest jeszcze w planach Londyn, ale o tym na razie mówimy szeptem.

1. Zespół wokalny „My-16” przy Szkole Podstawowej nr 16 im. Orląt Lwowskich w Nowym Sączu. Istnieje od maja 1993 r. Kierownik literacki: Jerzy Masior, kompozytor piosenek: Aleksander Porzucek. Opiekunka i wychowawczyni klasowa: Elżbieta Maślankowa, polonistka. Dyrektor szkoły: Janusz Chruślicki.

2. tekst pisany przed wakacjami ’95.