Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

ABY OTRZYMAŁ TO, CO JUŻ JEST JEGO UDZIAŁEM...

Z okazji 135. rocznicy urodzin Józefa Bilczewskiego, Arcybiskupa Lwowskiego w latach 1900-1923, Jego Eminencja Ks. Kardynał Franciszek Macharski odprawił w dniu 9 czerwca 1995 roku w krakowskiej Kolegiacie św. Anny Mszę św. w intencji rychłego zakończenia procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego Józefa, oraz wygłosił okazjonalne kazanie. Jego tekst, za zgodą Księdza Kardynała zamieszczamy poniżej.

Franciszek Kardynał Macharski  Arcybiskup Metropolita Krakowski


Moi drodzy Bracia i Siostry!
Oto jesteśmy na modlitwie. Na modlitwie o rychłą beatyfikację arcybiskupa lwowskiego, Sługi Bożego Józefa Bilczewskiego. Czujemy się zobowiązani do tej modlitwy. I tu w Krakowie modlimy się; to w Krakowie, przez naszą modlitewną myśl, przez wysiłek naszej wiary i przez oczyszczanie w sobie ufności w Boże zmiłowanie przyczyniamy się do tego, aby Sługa Boży Arcybiskup Józef otrzymał to, co - jak jesteśmy przekonani - jest już jego udziałem, i zostało to wypowiedziane jasno przez Ojca Świętego. To jest beatyfikacja, to jest i w następstwie beatyfikacji kanonizacja.
Ale na pewno zwróciło uwagę uczestniczących, że nie o beatyfikacji mówiły do Boga słowa modlitwy, ale mówiły, wzywały, upraszały Bożą opiekę nad Kościołem, nad archidiecezją lwowską. Idziemy przez to po tej linii jaka była linią Sługi Bożego Arcybiskupa lwowskiego. Wchodzimy w myśli, serce Metropolity lwowskiego. Stajemy przed Bogiem błagając o chwałę ołtarzy dla niego. A równocześnie tu, na ziemi, dołączamy do jego błagań i wstawiennictwa w niebie tę intencję, która mu była najdroższa: umiłowany Kościół lwowski. Kraków, tu w kolegiacie św. Anny, modli się dzisiaj za Kościół lwowski. Pamięć o metropolicie lwowskim, który się narodził 135 lat temu, jest dla nas zachętą, a nawet zobowiązaniem. Zmarł gdy miał tylko 63 lata. Pięć lat po zakończeniu I wojny światowej. A my, w pięćdziesiąt sześć lat po rozpoczęciu II wojny światowej i pięćdziesiąt po jej zakończeniu, modlimy się za jego Kościół, za Kościól Metropolity Józefa, Sługi Bożego. Ten Kościół, który już w czasie wojny stał się Kościołem arcybiskupa Eugeniusza, a teraz jest Kościołem arcybiskupa metropolity Mariana.
Jesteśmy w Krakowie, a z miłością patrzą na Kościół lwowski nie tylko ci, co się z ziemi archidiecezji lwowskiej wywodzą, ale i ci, którzy, jak arcybiskup Bilczewski, narodzili się na tej ziemi, tu pomiędzy Kętami a Oświęcimiem, w Wilamowicach. Ale i ci, którzy się urodzili w Krakowie, albo do niego przywędrowali z różnych stron Polski, odnajdują powody do tego, by miłować lwowski Kościół. I z tej miłości, obejmującej Sługę Bożego Arcybiskupa Józefa, kierować modlitwy, prosić i błagać o łaskę potwierdzenia cnót heroicznych, życia wzorowego Arcybiskupa, który prawdziwie życie swoje dał za swoje owce. Bo nie był obcym i najemnikiem, ale stał się bratem wśród braci i pasterzem wśród owiec.
Most przeróżnych więzi pomiędzy Lwowem i Krakowem, Krakowem i Lwowem. Arcybiskup Józef, Sługa Boży, tak jak to wiemy, w swoim młodym życiu widział tylko Kraków. Poprzez Wadowice tutaj trafił i tu się rozpoczęła jego uniwersytecka droga najpierw na medycynie, później na Wydziale Teologicznym i w Seminarium Duchownym diecezji krakowskiej. I jego horyzont, wydawało się, był zamknięty tymi krańcami, przecież bardzo szerokimi. Ale przecież to chodziło o Kraków, o Uniwersytet, o pracę naukową wspaniale zaczętą i potwierdzaną stopniami i tytułami akademickimi. Stało się inaczej. Został mianowany arcybiskupem lwowskim. Ten syn ziemi oświęcimsko-kęckiej zostawił Kraków, poszedł na lwowską ziemię, na podolską ziemię, do przeogromnej archidiecezji lwowskiej. Poszedł niczego nie zostawiając tutaj, poza tym swoim wspaniałym dorobkiem naukowym i rozpoczętym kierunkiem badań historyczno-teologicznych w zakresie archeologii. Nie wziął ze sobą nic, wziął tylko całego siebie. Co znaczy zostawić swoje strony, nawet jeśli to jest w obrębie tego samego narodu, to wielu z nas wie. Zanurzył się całkowicie, bez reszty, w sposób prawdziwie, całkowicie heroiczny. Pasterzowanie, zatracenie zupełnie wszystkiego po to tylko, żeby tracąc wszystko z powodu Jezusa i Jego Kościoła, wszystko uzyskać dla tych, których został pasterzem.
Przecież w odwrotnym kierunku przyszedł do Krakowa arcybiskup lwowski Eugeniusz, skierowany tu przez papieża Piusa XI na prośbę metropolity krakowskiego Kardynała Sapiehy. Przyszedł tutaj arcybiskup lwowski, nosząc w swoim sercu miłość i wszystkie więzy łączące go z archidiecezją i metropolią lwowską. Przyszedł tutaj, żeby siebie i swoje życie dać na służbę Kościoła krakowskiego. Przecież tak było. A nawet niedaleko było już i do tego, by rzeczywiście poprzez utrapienia więzienia stał się jakby męczennikiem Bożej sprawy w Bożym Kościele na polskiej ziemi.
Takie to więzy największe i najgłębsze, takie to więzy jakby rodzicielskie, wiązały te dwa Kościoły, nie tylko w tym fragmencie ich dziejów; wiązały ze sobą te dwa Kościoły nie tylko w osobach Arcybiskupów, ale przecież poprzez wszystkie więzy myśli serdecznej, miłości pomiędzy nami, wiernymi obu tych Kościołów.
Musiałem to powiedzieć przez moją wierność dla jeszcze kogoś. Myślę o Księciu Metropolicie Sapieże, biskupie krakowskim, metropolicie krakowskim, który był cały równocześnie nasz, nasz to znaczy i lwowski i krakowski. Mówię o tym także przez wierność wobec Kardynała krakowskiego, Kardynała Karola, który jako metropolita krakowski serce swoje, myśli, uczucie i swoje dłonie oddawał na służbę Kościoła lwowskiego, nie tylko w tym skrawku lubaczowskim, ale także i we Lwowie. A kiedy został papieżem, swoją cześć, miłość, szacunek i przywiązanie do dziedzictwa lwowskiego wyraził poprzez decyzję najwyższej władzy kościelnej, Piotrowej władzy miłości.
Moi Bracia i Siostry! Ja wam bardzo dziękuję za tę inicjatywę na 135. rocznicę. Nie wiem, czy to znajdzie uznanie, ale ja bym was gorąco chciał prosić: podtrzymajcie tę datę. Podtrzymajcie to i zbierajmy się co roku na modlitwie w Krakowie o beatyfikację. A gdy ona już nastąpi - nadal zbierajmy się modląc się za Kościół, który jest na lwowskiej ziemi. Zróbmy to dla niej przez wierność przyszłości,- nie politykę, przyszłości, przez wierność wobec świętego Kościoła, który będąc zakorzeniony w przeszłości, jest zakorzeniony w wieczności, do której należy i to, co było wczoraj i to, co dziś. Bo wieczność jest nieustannym „zawsze”.
 Tak jak tu jesteśmy zbierajmy naszą miłość i nadzieję, zbierajmy naszą wiarę, że Bóg jest miłością i módlmy się. Do Ofiary Eucharystycznej Jezusa Chrystusa, który znowu w tajemnicy sakramentalnej dla nas umiera i dla nas zmartwychwstaje, dołączmy nie tylko modlitwy, ale i jakąś istotną cząstkę siebie, to znaczy swojego serca i sumienia i swojej miłości. Trudna to miłość, ale trzeba brać krzyż, który jest naszym krzyżem, brać cząstkę Chrystusowego krzyża i z godnością i miłością dźwigać go dla dobra Kościoła, braci i sióstr, narodu i Ojczyzny.

Tekst nie autoryzowany.


W poprzednim numerze CRACOVIA-LEOPOLIS (1/1995) zamieściliśmy blok materiałów, związanych z postacią Arcybiskupa Bilczewskiego. Red.