Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Anna Piwowarska, W SALONIE PANI ALFREDOWEJ

Wyjaśnienie na wstępie: Pani Alfredowa, z domu księżniczka Sanguszkówna (1830–1903) to małżonka namiestnika Galicji, hr. Alfreda Potockiego z Łańcuta (1817–1889), polityka galicyjskiego.

W PAŁACU NAMIESTNIKOWSKIM
Pałac namiestnikowski we Lwowie w latach 1875–1883 był miejscem, gdzie nigdy wcześniej ani później tak żywo i hucznie nie organizowano spotkań towarzyskich. Wystawność miejsca, częste przyjęcia, „herbatki”, bale, rauty, sprawiały, że pałac tętnił życiem. Osobą, która nadawała splendoru spotkaniom była Pani Alfredowa (Maria z Sanguszków Potocka), żona namiestnika Alfreda Potockiego. Gospodyni pałacu „Pod Kawkami” miała dokładnie zaplanowany czas. Dla urzędników progi namiestnictwa otwierała w środy i niedziele. Wtorek między 12.00 a 13.00 to czas dla przyjezdnych i miejscowych gości. Wtorkowe wieczory to pora dla wyjątkowych osób ze specjalnym zaproszeniem od Pani Alfredowej.

Hr. Alfred Potocki, II Ordynat Jaka była Pani Alfredowa?
Marian Rosco-Bogdanowicz porównywał hrabinę do Izabelli Czartoryskiej i księżnej Lubomirskiej, co było wyrazem szacunku do jej osoby, ale oprócz zalet Pani Alfredowa (jak pisał autor pamiętnika) miała również wady – (...) była dumna, gwałtowna, a nawet kapryśna... ale tylko wobec tych, którzy nie byli jej wiernie poddani, reszta zawsze mogła liczyć na serdeczne przyjęcie. Kazimierz Chłędowski w swoich Wspomnieniach tak przedstawił Panią Alfredową: W czasach kiedy ją poznałem, już jako czterdziestoletnią kobietę, uderzała jeszcze swą pięknością; trochę była za niska, trochę za gruba, ale czarne duże oczy tryskały życiem, regularne szlachetne rysy twarzy, obfite włosy, (...) wszystko to składało się na powabną jeszcze kobietę.
Życie towarzyskie w stolicy nigdy nie zamierało. W okresie karnawału organizowano bale, w okresie postu towarzystwo spędzało czas np. na ślizgawkach, gdzie po zakończonej zabawie na świeżym powietrzu udawano się do zaprzyjaźnionych domów, szczególnie do apartamentów w namiestnictwie. Spotkania w angielskim stylu – five o’clock, cieszyły się niezwykłym uznaniem. Urządzano żywe teatry amatorskie i żywe obrazy, zwykle o tematyce historycznej. Tak jeden z wieczorów wspomina Marian Rosco-
-Bogdanowicz: Przypominam sobie, że dano jednej zimy między innymi „Wojnę kokoszą” Henryka Rodakowskiego (...).
Podstawą do „bywania” w salonie było niewątpliwie przestrzeganie zasady dobrego wychowania, o które również dbała Pani Alfredowa. Wszelkie uchybienia obyczajowe były ostro karcone, szczególnie palenie cygar w salonie. Każdą niestosowność potrafiła spojrzeniem, słowem doprowadzić do porządku. Nie mogła pozwolić na to, by strój i zachowanie jej i synów Romana i Józefa stał się tematem plotek w innych salonach. Brak gustu swojego syna tak komentowała: (...) źle kupujesz, paskudne fasony wybierasz. Wiele Cię to kosztuje, a tak wyglądasz, że Cię w salonie żadnym pokazywać, bo na kelnera wyglądasz. Słów krytyki nie brakowało również dla drugiego syna – Józefa, który po powrocie z Londynu, pojawił się w smokingu, nieznanym jeszcze we Lwowie. Na temat swojego stroju usłyszał: Proszę, gdy przychodzisz do mnie, być tak ubranym jak moi goście, bardzo proszę.

Maria z ks. Sanguszków hr. Alfredowa Potocka. Mal. Karol BlaasSALON NA UL. KOŚCIUSZKI 14
Po skończonym okresie namiestnictwa Pana Alfreda (1883 r.) tylko w okresie zimowym państwo Potoccy mieszkali w stolicy. Wynajęli dom przy ul. Kościuszki 14. Salon ten gromadził osoby, które pani Alfredowa lubiła i w swoich skromniejszych progach widzieć chciała. Chociaż rozmiarami salon ten był mniejszy od namiestnikowskiego, to nie był bynajmniej gorszy. Pomiędzy 12.00 a 13.00 gospodyni przyjmowała wizyty. Dokonywała podziału towarzystwa lwowskiego na tych, którym mówiła, że każdego wieczoru jest obecna w domu i można ją odwiedzać, i na tych, których zapraszała na wielkie bale. A tak wieczory te opisywał Marian Rosco-Bogdanowicz:
Otóż te codzienne wieczory były najmilszymi przyjęciami, jakie w długiej mojej światowej karierze znałem. (...) Pan Alfred, pod wielkim abażurem, w kącie salonu czytający gazetę i dzieląc się więcej interesującymi wiadomościami z kółkiem, które w przeciwnym rogu otaczało Panią Alfredową, niezmiennie pracującą nad jedną z białych kap szydełkowych, którymi darzyła szpitale. Szydełko w niczym nie przeszkadzało swobodnej i miłej causerie, której temat biegł od codziennej ploteczki towarzyskiej lub politycznej do najwięcej interesujących reminiscencji światowych lub historycznych (...). Pan Zygmunt Augustynowicz przynosił (...) opowiadania kasynowe. Kochany, wytworny Pan Emil (hr. Potocki z Buczacza) dyskretnie ironizował na temat uczuciowych faits divers nie tylko towarzystwa, ale i teatralnego świata. (...)
Do grona gości należała także baronowa Maria Hagen, zawsze pogodna i zabawna. Choć w towarzystwie była tematem plotek i żartów, to nigdy się nie obrażała, uznając je za świetne żarty. Przeciwieństwem pani baronowej była jej siostra Julia Puzynina z Narola, znana w towarzystwie ze spokojnego i taktownego humoru. Z wytworności i uprzejmości w salonie pani Alfredowej zasłynął hr. Wilhelm Siemieński. Z krewnych w salonie bywali: księżna Adamowa Sapieżyna, z domu Sanguszkówna, wraz z bratem księciem Eustachym, ale te kontakty (...) były oziębłe i tę oziębłość odczuwało się także w ich towarzyskich relacjach we Lwowie.
Przyjazdy córek Pani Alfredowej: Klementyny i Julii, były wielką atrakcją salonu. Obie odznaczały się nie tylko wielką urodą, wdziękiem i czarująca swobodą obejścia, ale odziedziczyły po matce ten nieporównywalny styl wielkiej pani, który imponuje i mrozi.
Oprócz rodziny i znajomych w salonie pojawiały się osoby rzadko bywające we Lwowie, m.in. ks. Natalia Potocka, Władysławowie Braniccy i August Potocki, zwany „Guciem”. W salonie przy ul. Kościuszki wymienione towarzystwo spędzało czas na grach towarzyskich. Szczególnie modna w tym okresie była zabawa przy „sekretarzu”, polegająca na zadawaniu śmiesznych pytań i udzielaniu jeszcze śmieszniejszych odpowiedzi, (...) dawała pole do często zabawnych pytań i odpowiedzi. Dla wtajemniczonych w stosunki towarzyskie było to nieraz pole popisu dla dowcipu lub złośliwości, częściej jednak powodem udręki dla młodych panienek w świat wstępujących i z nieśmiałością stawiających pierwsze kroki. Nie raz już pozujący na lwa salonowego młody człowiek musiał odpowiadać na niewinne zapytania „Jaki lubisz kwiatek?” lub „Czy lubisz słuchać śpiewu słowika?”
W salonie tym kontynuowano tradycje z pałacu namiestnikowskiego, czyli urządzanie żywych obrazów i teatrów amatorskich, grano zwłaszcza komedie francuskie. Świetnych amatorów było kilku, najbardziej znani w lwowskim środowisku to: (...) pani Konstancja Stadnicka, nieporównywalna w rolach komicznych. W repertuarze zawsze znajdowały się jednoaktówki polskie. Jedną z nich – „Za pozwoleniem łaskawa pani” – grali z wielką perfekcją pani Konstancja Stadnicka i Leon Piniński. (...)
Salonowe spotkania to jeden z aspektów życia towarzyskiego Lwowa. Popołudniowe wizyty w namiestnictwie to jedna z ważniejszych form spędzania wolnego czasu. Właśnie podczas takich spotkań zawierano nowe znajomości i przyjaźnie, zjednywano sobie partnerów finansowych, młode damy wprowadzano w „wielki świat”. Odpowiednio dobrane towarzystwo, miłe pogawędki na tematy ważne i mniej ważne i ciągle nowi goście sprawiali, że gospodarze pałacu namiestnikowskiego nie mogli narzekać na nudę.

BIBLIOGRAFIA
Chłędowski K., Pamiętniki. Galicja 1843–1880, t. 1, Kraków 1957
Cholewianka-Kruszyńska A., Pani Alfredowa. Maria z Sanguszków Potocka z Łańcuta, Warszawa 1998
Rosco-Bogdanowicz M., Wspomnienia, t. 1, Kraków 1959