Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

JAKA WATRA?

W lipcu odbyło się jubileuszowe, XXV „święto kultury łemkowskiej”, Łemkowska Watra. Przyjechał na tę okazję do Zdyni (k. Gorlic – to już krakowskie!) sam prezydent Juszczenko.
Taka feta jest co roku. Przed paru laty opisywaliśmy podobną imprezę, na którą – do naszego kraju – ambasador Ukrainy zaprosił naszego marszałka Senatu, panią Grześkowiak.
Łemkowie nie mają pochodzenia ukraińskiego, są natomiast – podobnie jak Huculi i Bojkowie – zrutenizowanymi Wołochami, którzy przez parę wieków jako pasterze ze swymi stadami napływali górami na nasze terytorium. Z Rusinami zamieszkałymi w Polsce łączyło ich wyznanie – niegdyś prawosławie, później przekształcone u nas w obrządek grekokatolicki (od końca XVI wieku), a w konsekwencji przejęty język (za pośrednictwem cerkwi), jednak z zachowaniem pewnych odrębności*.
Wspólnota religijna z małopolskimi Rusinami nie oznaczała przejęcia przez wymienione plemiona – a zwłaszcza Łemków, osiadłych najdalej na zachodzie – świadomości rusko-ukraińskiej. Ta zaczęła się pojawiać w XIX wieku jako efekt propagandowej akcji nacjonalistów ukraińskich, przy – w najlepszym razie – obojętności władz zaborców austriackich. Nie było w stanie tego zahamować 20-lecie międzywojenne, a sytuacja pogorszyła się w czasie II wojny (co doprowadziło do wydarzeń zatrzymanych przez akcję „Wisła”). Pewne uspokojenie nastąpiło w pierwszych latach PRL (władze komunistyczne nie popierały ruchów narodowych), ale z nową energią nacjonalizm pojawił się w okresie liberalizacji politycznej w pierwszych latach gierkowskich.
Nie wszyscy Łemkowie akceptują ukrainizację swego narodu, toteż nastąpiło pewne rozdzielenienie orientacji. Siła pozostaje jednak po stronie proukraińskiej, ponieważ pomaga w tym państwo Ukraina, druga strona natomiast nie znajduje żadnego oparcia po stronie polskiej. Z czego to wynika, można się tylko domyślać: totalny brak orientacji i koncepcji u polskich polityków i działaczy, spora liczba nielojalnych a wpływowych osób i grup opierających się na szczególnie pojętej „poprawności politycznej”, wreszcie aktywność niepolskich lobbies.
Efektem są coroczne dość huczne imprezy na terenach podkarpackich, szeroko opisywane w naszej prasie, jednak bez minimum refleksji: czy np. analogiczne ludowe uroczystości w podobnej oprawie – z udziałem prezydentów, polityków, działaczy, biskupów i gości zza granicy – mogłyby się odbywać corocznie dla uczczenia wygnanych Polaków z Małopolski Wschodniej? Przecież liczba wyrzuconych z rodzinnych ziem naszych Rodaków wielokrotnie przekracza liczbę Rusinów przemieszczonych po akcji „Wisła” i większą daniną krwi została okupiona. Czy prasa ukraińska, np. we Lwowie, zacytowałaby analogiczne słowa Polaka, jak owe wypowiedziane – zapewne szczere – przez Łemkę, Stefana Krynickiego, który wyjechał z rodziną na wschód jako 8-letni chłopiec:
To jest ta ziemia, na której ja pierwszy raz zobaczyłem słońce, powiedziałem słowo „mama”. Chciałbym tu kiedyś wrócić na zawsze, bo miejsce, w którym człowiek się urodził, jest najpiękniejsze na świecie i tutaj czuję się jak w domu, jak koło serca matki.
Zwracamy więc uwagę zachłystujących się ze wzruszenia reporterów polskiej prasy**, by zastanowili się nad tym, co piszą, po co i w czyim interesie piszą i jak piszą.
Dodajmy na koniec, że nieobecność naszego Prezydenta w Zdyni była ze wszech miar uzasadniona.

*    Przykładem język Hucułów, o którym pisaliśmy w CL 4/02.
**    Np. Jerzy Cebula (JEC) i Monika Kowalczyk z „Dziennika Polskiego”...