Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Arcybiskup Józef Bilczewski, O MIŁOŚCI OJCZYZNY

List Pasterski na Wielki Post 1923 (fragmenty)

Fragmenty pochodzą z tekstu, zamieszczonego w tomie: Arcybiskup Józef Bilczewski. Listy Pa­sterskie, odezwy, kazania i mowy okolicznościo­we. Tom III. Biblioteka Religijna, Lwów 1924. Redakcja składa podziękowanie Pani Krystynie z Bilczewskich Strzeleckiej za udostępnienie i wybór tekstu. Skróty zostały dokonane przez Redakcję za Jej zgodą.

Umiłowani moi!
Przez wiek przeszło wołał naród za pro­rokiem w świątyniach i domach: Zlituj się, Panie nad Syjonem w dobroci swej; spraw, niech odbudują mury Jeruzalem. Pięć pokoleń wznosiło błagania: „Pozwól nam Panie modlić się się znowu do Ciebie oby­czajem przodków na polu bitwy z bronią w ręku, przed ołtarzem zrobionym z bęb­nów i dział, pod baldachimem zrobionym z orłów i chorągwi naszych”. I wysłuchał Pan w miłosierdziu swojem modły, składane usty, łzami matek, żon, sierot, poparte krwią najlepszych mężów w na­rodzie. Mamy zwrócone fundamenty na­szego Jeruzalem, ojczyzny naszej. Od krańców do krańców naszej ziemi odpra­wia się najświętsza Ofiara na ołtarzach, otoczonych własnem wojskiem i działami naszemi, pod baldachimami zrobionemi z orłów i chorągwi naszych. Teraz czas na odzyskanych fundamentach odbudować wielki, trwały, praworządny gmach pań­stwowy. Zadanie to niełatwe. Spełnić je mogą jedynie ludzie, mający duszę pełną miłości ojczyzny. Miłość bowiem jedna cierpliwa jest, nie szuka swego, wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko wytrwa. Z nią i przez nią trud nawet największy przestaje być trudem, przemienia się w jarzmo słod­kie i w brzemię lekkie. (...)
Mamy sporo mężczyzn, niewiast, mło­dzieży płci obojej - z radością to pod noszę - którzy przez czyny swe ofiarne w całej pełni zasługują na zaszczytne miano pa­triotów, czyli prawdziwych miłośników oj­czyzny.
Obok tych istnieją krocie takich, których patriotyzm jest płytki, niski, zwy­czajna miedź brząkająca frazesami w święta pamiątek narodowych, a nierzad­ko ku chwale i korzyści własnej, osobistej. Patrioci to dla siebie a nie dla ojczyzny. (...)
Najliczniejsi zaś są ci, co z winy, a może i bez winy własnej, nie dość są uświadomieni, jak wielkim dobrem jest oj­czyzna i własne państwo, stąd nie dość czują się zespoleni z całością narodu, nie dość dbają o rozwój jego życia zbiorowe­go, żyją tylko, albo prawie tylko, dla sie­bie, dla swojej rodziny. Masa to rzec wol­no, bierna jeszcze w życiu narodowem i państwowem, ciało tylko z ciała ojczy­zny, a nie duch z jej ducha. (...)
Gdy taki jest stan rzeczy, gdy mnóstwo ludzi u nas nie kocha ojczyzny, gdy wielu kocha ją mało i źle, gdy między nami są nawet tacy, którzy chcieliby „zamalować wszystkie ludy i ojczyzny jedną barwą międzynarodową”, przyznacie Ukochani moi, że biskup ma prawo i obowiązek roz­ważyć, rozpatrzeć publicznie z ambon i z katedr innych uczelni archidiecezji te ważne, głęboko w życie każdej jednostki i narodu sięgające pytania: Co jest ojczy­zna, dlaczego ojczyznę mamy miłować, na czym polega istota patriotyzmu, czyli jak tę miłość mamy objawiać na zewnątrz, jak pogodzić miłość swej własnej ojczy­zny z miłością ku innym narodom i całej ludzkości. (...)

Co to jest ojczyzna?
Ojczyzna jest to ziemia, którą zamie­szkujemy, uznojona potem dzisiejszego i wszystkich dawnych pokoleń aż do pierwszych jej oraczów. Ponieważ Ojczy-zna-Ziemia w zamian za trud dla niej wy­łożony płaci swemi płodami, staje się ona wszystkim swoim mieszkańcom wspólną matką, a wszyscy znowu karmiący się z jej wspólnego ciała stają się między sobą krewnymi, braćmi.
Ojczyzna to współny język ludu za­mieszkującego wspólną ziemię. Mowa wspólna sprawia, że mieszkańcy żyją nie tylko obok siebie, ale co ważniejsze, tak­że razem z sobą, dzieląc się wspólnemi zdobyczami swej kultury materialnej i du­chowej. Mowa, rzec można jest „krwią du­chową”, która, tocząc się wciąż świeża z serca narodu, narasta, bogaci się nieu­stannie w swym biegu i rozchodząc się po całym organizmie narodowym, utrzy­muje jego zdrowie, jedność, siłę. Ojczyzny część wielka mieści się też we wspólnej religii narodu. Religia, podobnie jak język, wiąże ludność w jedną rodzinę, jest dla niej najczystszym źródłem zasad moralnych, pochodnią jasną w pochodzie dziejowym, ostoją naj­bezpieczniejszą czasu nieszczęścia, po­gromu, niewoli.
Ojczyzna to przede wszystkim sam lud, zrodzony, wyrosły z krwi tych samych ojców, dziadów, pradziadów, zamieszku­jący wspólną ziemię, mówiący, modlący się jednym i tym samym po wspólnych przodkach przejętym językiem. (...)

Jak kochać ojczyznę? (...)
Miłość ojczyzny, oparta na miłości Boga, stopiona z nią w jedną wielką mi­łość, musi być czynna Uczucie jest rzeczą ważną, gdyż przydaje wdzięku, zapału, rozmachu miłości, ułatwia spełnienie obo­wiązku miłości, ale rdzeniem, istotą miło­ści są i pozostaną zawsze czyny. (...)
Sąd mój, a raczej kościoła katolickie­go o demokracji społecznej i politycznej już niejednokrotnie przed Wami, Ukocha­ni moi, rozwinąłem. I ja jestem za zdemo­kratyzowaniem się społeczeństwa, ale pod warunkiem, że pod ustrojem demo­kratycznym rozumie się nie tę dziką, oszu­kańczą, ateistyczną demokrację, która dziś zapanowała prawie we wszystkich państwach i na całym świecie.(...) Demo­kracja, jakiej domaga się Kościół, zdrowy rozum, prawdziwa miłość ojczyzny, to wyłącznie ta, gdzie najwyższym suwere-nem jest Bóg i Jego święte prawo, gdzie w zgodzie i miłości wszyscy obywatele radzą, pracują nad obroną praw każdego człowieka, nad zabezpieczeniem najwyż­szych dóbr całej ludzkości tj.: religii, su­mienia, rodziny, życia, ładu, powszechne­go dobrobytu. (...)
Miłość ojczyzny powinna być rozum­na, oświecona. Prawidło zdrowego my­ślenia powiada, że czego nie ma w gło­wie, tego nie ma i w sercu, czyli, że kocha się tylko to, co się jako dobre, piękne, ko­chania godne poznało. Aby więc poko­chać ojczyznę miłością prawdziwą, trze­ba wprzód poznać piękno ojczystego ję­zyka, bogactwo swej ziemi, ludy zamie­szkujące poszczególne dzielnice, a przede wszystkiem wspólne przeżycia, dzieje narodu. Zacofaniec tylko mógłby twierdzić, że w naszych dziejach nie było błędów, omyłek, krzywd społecznych, re­ligijnych, politycznych, ale z drugiej stro­ny znowu tylko nieuk może utrzymywać, że w tych dziejach było ciemnych plam więcej niż u innych narodów. Przeciwnie. Historia nasza pełna jest najchwalebniej-szych kart wobec Boga, Kościoła, ludz­kości. Poznanie całej prawdy sprawia, że prawy Polak, prawa Polka czują się słu­sznie dumnymi ze swej przynależności do ojczyzny Polski.
Miłość ojczyzny winna być karna. Karność wyraża się w poszanowaniu pra­wa i władzy prawowitej. Szanować pra­wo, znaczy słuchać prawa, ale i wykony­wać nadane sobie obywatelskie prawa, a więc spełniać także uczciwie, sumien­nie obowiązek wyborcy i posła.
Na wyborcy ciążą dwa obowiązki: Naj­pierw, żeby oddał swój głos. Niemym, ni­jakim katolikowi być nie wolno, jeśli nie chce, żeby wrogowie Kościoła i Polski rzą­dzili Polską, pluli na Polskę. Temu, co mówi: „Jestem tylko małą kroplą wody, na co mnie morze potrzebuje?” odpowiada się: „Pamiętaj, że morze nie jest niczem innem, jak zbiorem kropli wody!” Na wy­borcy ciąży dalej powinność oddania gło­su tylko na ludzi stałych przekonań reli­gijnych, uczciwych, uzdolnionych do waż­nej pracy tworzenia ustaw, a nigdy na miernoty, na sobków ślepych na dobro ogólne, chcących posługiwać się ojczyzną dla celów osobistych lub partyjnych a nie służyć ojczyźnie. „Sejm, senat, powiedział ktoś dobrze, powinien być zgromadze­niem mędrców i świętych”. Wstrzymanie się więc bez ważnego powodu od głoso­wania albo oddanie głosu na miernotę i szkodnika świadczy, że się ojczyzny nie kocha dobrze, a nawet jest ciężkim grze­chem wobec Boga i narodu. (...)
Miłość ojczyzny powinna być ofiarna, tj. dawać ojczyźnie wszystko, co się rzą­dowi w państwie należy, aby mógł sze­rzyć oświatę, utrzymać konieczne urzędy, wojsko, ład, bezpieczeństwo. W pierw­szym rzędzie obywatel musi dawać pań­stwu sumienną pracę duchową czy ręczną w miarę stanowiska, jakie w społeczeń­stwie zajmuje. Biada państwu, w którzym choćby część obywateli wygłasza hasła, że za lichą płacę, którą państwo dzisiej­sze wynagradza swoich ludzi, każda i naj­gorsza praca jest jeszcze za dobra. Nie utrzyma się też państwo, w którem obywatele nie mają poczucia obowiązku pła­cenia podatków i gdzie „chciwego serca nie pohamują, gdy się im jaki pożyteczek z pospolitego upadku okroić, by im też z samym Iskarjotem zdrajcą iść na śmierć w kompanii przyszło”.
Miłość ojczyzny powinna być rycer­ska. Zalety tej wymaga się przede wszy­stkim od żołnierza. Żołnierz polski ma być nieustraszonym bohaterem na polu walki i mieć sumienie chrześcijańskie, obywa­telskie wolne od wszelkiej plamy moral­nej. „Wiara bracia” była powszednią nazwą, którą dawni rycerze polscy pozdra­wiali się między sobą. Wiara i prawdziwe braterstwo niech też będzie przewodnim hasłem dzisiejszego rycerstwa. Ale i od tych, co nie noszą munduru wojskowego, ojczyzna domaga się, żeby ich miłość ku rodakom była rycerska, czyli żeby wspól­nej matki umieli i chcieli zawsze bronić słowem i czynami odważnemi przed wro­gami wewnętrznymi i zewnętrznymi. (...) Miłość ojczyzny ma być pokorna. (...) Ojczyznę mamy kochać miłością sze­roką, najszerszą. Prawdę tę trzeba czę­sto przypominać, gdyż wielmożą się na świecie, a także i u nas dwa prądy, dwa poglądy równie przeciwne naturze czło­wieka, jak szkodliwe dla społeczności ludzkiej. Jeden to ten ciasny, samolubny patriotyzm, który poświęca sumienie, sprawiedliwość, prawa innych narodów dla dobrobytu, znaczenia, wielkości swo­jej ojczyzny. Drugi to kosmopolityzm bez-ojczysty, masonów, socjalistów, komuni­stów, bolszewików, wyrzekający się swo­jej ojczyzny, poświęcający jej prawa dla stopienia się w międzynarodowej organi­zacji ludzkości. Zasada chrześcijańska jest pośrodku, rozumna, odpowiadająca najlepiej naturze człowieka, potrzebom, najwyższemu celowi narodów i ludzkości. Uczy ona, że ani swojej ojczyzny nie trze­ba wyrzekać się, poświęcać dla poszcze­gólnego narodu, dla pojedynczych oj­czyzn. Każdy człowiek powinien żyć dla swojego narodu, gdyż z niego wziął naj­więcej pokarmu dla rozwoju, udoskonale­nia swego ducha, ale żyć nie wyłącznie dla swego narodu lecz także dla całej ludz­kości, bo ten sam duch jego zabarwiony jest nie tylko na szacie łąk, pól, rzek, la­sów ziemi rodzinnej, nie tylko urobiony na księgach, pisanych ręką rodaków, lecz także na utworach, zdobyczach, wyna­lazkach, kulturze wszystkich ludzi ziemi. To samo dalej, co o każdym osobniku, trzeba powiedzieć o każdym narodzie. Każdy naród powinien żyć dla siebie, to jest rozwijać się na podstawach, wytwo­rzonych przez wspólne pochodzenie, ustawodawstwo, piśmiennictwo, posłan­nictwo, dzieje, ale niemniej żyć dla całej ludzkości, gdyż korzystał, czerpał ciągle z pracy, z zasobów ducha, z doświad­czeń dziejowych wszystkich narodów i całej ludzkości. Idee podstawowe, na których wspiera się życie narodów, przy­ najmniej cywilizowanych, wypracowała w pracowniach swoich cała ludzkość. Ludz­ kość to jeden wielki, żywy organizm, jed­ no wielkie ciało, poszczególne narody są w tem ciele członkami. Zniszczyć naród, znaczy zniszczyć członek, a tem samem uszkodzić całość organizmu; zachować naród, to zachować członek, zachować zdrowie całego ciała ludzko­ ści. Członek jako szczegół
ma służyć całości, a nie być całości przeszkodą; całość złożona ze zdrowych człon­ków przelewa ze swego zdrowia życie, siłę w każdy poszczególny członek. Tylko w takiej zgodzie, miłosnej współpracy, tylko w szlachet-nem współzawodnictwie poszczególnych narodów i wszystkich razem narodów mieści się szczęście po­wszechne, możliwem jest osiągnięcie ideału prawdzi­wej kultury na ziemi. Tak poj­mowali stosunek narodu do ludzkości najwięksi nasi my­śliciele, najlepsi nasi patrio­ci. „Naród, powiedział nasz wieszcz, o tyle ma prawo do życia, o ile wysługuje się ca­łemu rodzajowi ludzkiemu popieraniem lub bronieniem wielkiej myśli”. Inni ostrze­gają, że dotychczas w sto­sunku do tego, co wzięliśmy
z dorobku duchowego innych ludów, na­ród nasz za mało odsłużył się ludzkości i że teraz, kiedy mamy ojczyznę wolną, warsztaty pracy własne i wolne, duma na­rodowa nakazuje nam naprawić zaniedba­nie i wznieść się na takie wyżyny kultury, iżbyśmy przestali być świata cywilizowane­go dłużnikami, a stali się obok narodów naj-oświeceńszych stałymi dóbr duchowych pomnożycielami. (...)
Polska będzie taka, jakimi będą Pola­cy, stąd pierwszym czynem miłosnego działania dla ojczyzny, to praca obywatela nad własnem udoskonaleniem duchowem, moralnem. Tylko na ludziach uszlachetnio­nych czyli na arystokratach ducha, cnoty, zasługi, stoi szczęście ojczyzny. Im tych arystokratów we wszystkich stanach, za­wodach jest więcej, tem siła, pomyślność, świetność państwowa narodu jest większa, pełniejsza. Ludem, narodem najbardziej arystokratycznym jest ten, co duchowo, moralnie stoi najwyżej, rządy w państwie składa w ręce najmędrszych, najcnot-liwszych, do rządzenia najlepiej uzdolnio­nych, przygotowanych i mężom tym stale okazuje chętny, należny szacunek, po­słuch. (...)