Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Agnieszka Madej, I ZNOWU NA KRESACH

Pierwsze dwie wypowiedzi w tym cyklu (pod nieco innym tytułem: „Młodzi krakowianie poznają Lwów”) zamieściliśmy w CL 3/07. Autorka poniższego wspomnienia jest już też krakowianką, ale pochodzi – po kądzieli – z rodziny podolsko-tarnopolskiej. We wszystkich jednak tekstach powtarza się to samo: zaurocznie Ziemią nam zabraną.
Czekamy na następne wrażenia młodych ludzi z podróży po wschodniomałopolskich ziemiach!


W piątkowe sierpniowe przedpołudnie w grupie 42 osób z różnych stron Polski wyruszam na Kresy Południowo-Wschodnie na dziesięciodniową wycieczkę, zorganizowaną przez Klub Tarnopolan z Krakowa. Jestem osobą młodą, ale nie jest to moja pierwsza wyprawa na tamte tereny. Po raz pierwszy zabrała mnie tam moja mama, gdy kończyłam podstawówkę – wtedy był to tylko Czortków (bo stamtąd moi dziadkowie) i Lwów. To było pierwsze oczarowanie Czortkowem – pięknie położonym w jarze Seretu, z nowo oddanym i jeszcze bardzo zrujnowanym kościołem, cmentarzem, na którym leżą moi pradziadkowie; ludźmi, którzy pamiętali moją babcię i dziadka. I oczarowanie drugie – Lwów. Nie bardzo może wtedy jako czternastolatka wszystko rozumiałam, ale pamiętam całodniowy pobyt na cmentarzu Łyczakowskim, kwaterę Powstańców Styczniowych i zrównany z ziemią, zarośnięty trawą Cmentarz Orląt, a także spacer po parku Stryjskim i pomnik Jana Kilińskiego. Następnie była jeszcze wycieczka w 1996 roku, a potem już jako studentka namówiłam moje koleżanki na kolejne dwie wyprawy.
I znowu po siedmioletniej przerwie jadę na Kresy! Pełna ciekawości, co się zmieniło, jak tam jest teraz.
Trasa wycieczki to bagatela – 2300 km; miejsca, które już widziałam, i te, w których jeszcze nie byłam: Stare Sioło, Świrz, Rohatyn, Brzeżany, Tarnopol, Mikulińce, Strusów, Trembowla, Zbaraż, Skałat, Okno, Kręciłów, Husiatyn, Czortków, Liczkowce, Sidorów, ­Kamieniec Podolski, Chocim, Wysuczka, Holihrady, Czerwonogród, Jazłowiec, Buczacz, Potok Złoty, Stanisławów, Jaremcze, Worochta, Kuty, Kołomyja, Drohobycz. Od przybytku ponoć głowa nie boli! Ale gdyby nie „Podole” – przewodnik Grzegorza Rąkowskiego i fakt, że zrobiłam podczas wycieczki ponad 800 zdjęć, które natychmiast opisałam, to nie bardzo bym wiedziała, gdzie co było.

Zamysłem organizatorów było pokazanie nam takich miejsc, do których dociera większość wycieczek, ale też i takich, których nazwy z niczym się nie kojarzą. Oglądaliśmy więc małe podolskie miasteczka i wsie przepięknie położone, podziwialiśmy malownicze jary, wijące się rzeki, bezkresne przestrzenie, dziką jeszcze miejscami przyrodę, zamki, kościoły. Rzucały się w oczy nowo wybudowane cerkwie i kaplice przydrożne. W typowym wiejskim pejzażu zawsze były stada gęsi, niebieskie płoty i rosnące przy nich właśnie dojrzewające kaliny. To wszystko zachwycało. Wiejski pejzaż to również szaro i raczej ubogo odziani ludzie i bardzo kiepskie drogi. Miasta (np. Stanisławów czy Kołomyja) niewiele różnią się od polskich. Są odnawiane i zadbane.
Dla mnie ciekawe było porównanie obecnego stanu zamku w Trembowli (mocno zarośnięty krzakami) z tym sprzed 10 lat, gdy trawa była wykoszona i mury widoczne, czy też zrujnowanych wtedy kościołów w Czortkowie, Mikulińcach i Buczaczu – teraz pięknie odrestaurowanych. Podobnie jak baszty zamku w Skałacie, pokryte nowymi dachami. Pamiętam też sprzed 10 lat klasztor sióstr Niepokalanek w Jazłowcu. Mieściło się tam wtedy sanatorium przeciwgruźlicze, a ściany budynku do wysokości pierwszego piętra toczył grzyb. Pacjenci mogli chyba być leczeni tylko zdrowym powietrzem rozległego, ale mocno zaniedbanego parku. Dzisiaj, gdy siostry odzyskały większą część zabudowań, miejsce to odzyskuje dawny wygląd. Cieszyć może fakt, że zabezpiecza się przed dalszą dewastacją np. kaplicę zamkową w Brzeżanach czy odnawia zamek zbaraski. Niestety większość zamków i kościołów to już tylko ruiny.

Chyba dla większości uczestników największą atrakcją z tych mało uczęszczanych miejsc był przełom Zbrucza pod Kręciłowem i Czerwonogród. Spacer przez rezerwat Miodobory był prawdziwą przyjemnością. Najpierw szliśmy brzegiem bukowego lasu, a potem wzdłuż wijącej się rzeki, w której rosnące na brzegu drzewa zanurzały swe gałęzie. Zapatrzonym w piękno przyrody wycieczkowiczom udało się zgubić drogę, ale nikt nie narzekał, że trzeba kawałek wrócić. Trafiliśmy na szlak i stromą ścieżką wspięliśmy się pod górę, szukając jeszcze dwóch ciekawych miejsc w rezerwacie. Jednym z nich jest jaskinia Perła. To największa w Miodoborach jaskinia krasowa, której niestety nie można zobaczyć wewnątrz, gdyż prowadzi do niej pionowe zejście. W pobliżu wśród lasu wznosi się grupa skał, zwana Puszczą, a w jednej
z nich jest wykuta grota, w której w XIX w. mieszkał pustelnik. Obecnie wewnątrz mieści się kapliczka, a przed wejściem stoi duży drewniany krzyż.
W Czerwonogrodzie zaś, położonym nad rzeką Dżuryn, przykuwają wzrok strome zbocza doliny, po jednej stronie porośnięte lasem, z drugiej trawą, spośród której odsłaniają się czerwonawe (skąd najpewniej nazwa miejscowości) skały piaskowca. W dół doliny prowadzi wijąca się serpentynami droga, którą dotarliśmy do największego na Podolu (16 m) wodospadu. Był niesamowity upał (37O), miejscowa ludność zażywała ochłody, jednak nas czas gonił. Szkoda, że nie mogliśmy dłużej tam zostać.
Dużo by jeszcze można napisać, bo każde z odwiedzanych miejsc w ten czy inny sposób przypomina naszą polską historię i kulturę. Uczestnicy wycieczki: ci, którzy potraktowali ją jako podróż sentymentalną do miejsc bliskich sercu, jak i ci, którzy żadnych związków z Kresami nie mają, z pewnością wynieśli z niej wiele wspaniałych wrażeń. I wielu z nich będzie chciało tam jeszcze wrócić. Ja na pewno tak.



AGNIESZKA MADEJ, ur. 1977 w Krakowie, tamże ukończyła szkoły. Studia na Akademii Pedagogicznej w zakresie pedagogiki specjalnej i (podyplomowo) logopedii. Obecnie studia podyplomowe w Dolnośląskiej Wyższej Szkole Edukacji TWP we Wrocławiu w zakresie „wczes­nego wspomagania”. Pracuje jako oligofreno­pedagog w Samorządowym Przedszkolu Specjalnym w Krakowie.