Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

KULTURA, NAUKA

CRACOVIAE MERENTI 2007
Z końcem października ’07 przyznano w Krakowie – jak corocznie – medale „Cracoviae Merenti” (Zasłużeni dla Krakowa). W czasie uroczystej XXV Nadzwyczajnej Sesji Rady Miasta Krakowa medale otrzymali: prof. Zdzisław Żygulski jun., Polskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” oraz Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa. Dwa pierwsze zainteresowały nas szczególnie.
Pierwszym z dekorowanych był Profesor Żygulski, rodowity lwowianin, osiadły po ekspatriacji w Krakowie, związany z muzeami Czartoryskich i Narodowym, autor szeregu książek z zakresu Broni i Barwy oraz sztuki Wschodu. Jego wypowiedź po dekoracji przedstawiamy nieco niżej.
Oto laudacja, wygłoszona przez Prezydenta Miasta prof. dra Jacka Majchrowskiego na cześć Profesora Z. Żygulskiego:

Panie Przewodniczący! Dostojni Laureaci! Wielce Szanowni Państwo!
Stołeczne Królewskie Miasto Kraków pragnie dziś wyrazić głęboki szacunek jednemu z najwybitniejszych uczonych, nestorowi polskiego muzealnictwa, polskiej historii sztuki i badań nad sztuką Orientu, Panu Profesorowi Zdzisławowi Żygulskiemu. Bez wątpienia czynię to również w imieniu pokoleń miłośników sztuki, w imieniu całego środowiska naukowego, akademickiego, zwłaszcza zaś Muzeum Narodowego, które mogą pogratulować sobie długoletniej, trwającej od 1949 roku współpracy z Profesorem.
Profesor Zdzisław Żygulski, wykładowca Akademii Sztuk Pięknych i Uniwersytetu Jagiellońskiego, niezastąpiony kustosz Zbrojowni, niezawodny opiekun bezcennej kolekcji Książąt Czartoryskich, wniósł niepodważalny wkład w rozwój polskiej nauki i kultury. Wiele jest dziedzin, którym nasz znakomity Laureat poświęca uwagę, a w każdej może poszczycić się wybitnymi osiągnięciami, udokumentowanymi w licznych publikacjach.
Muzealnictwo, historia uzbrojenia i kostiumologia, leopolitana, Czartoryscy, Orient, a szczególnie sztuka Islamu na Bliskim Wschodzie – żeby dokładnie przybliżyć krąg zainteresowań Profesora Żygulskiego, musielibyśmy w tym miejscu odczytać w całości kilka rozdziałów ponad 40 tekstów Księgi Jubileuszowej wydanej przez Muzeum Narodowe, dedykowanej mu przez współpracowników i uczniów. Bibliografia prac znakomitego Laureata obejmuje ponad 30 wydawnictw książkowych, ponad 200 artykułów, rozpraw i esejów wydrukowanych w czasopismach polskich i zagranicznych. „Dzieje zbiorów puławskich. Świątynia Sybilli i Dom Gotycki”, „Broń w dawnej Polsce na tle uzbrojenia Europy i Bliskiego Wschodu”, „Muzea na świecie”, „Broń wschodnia”, „Sztuka turecka”, „Hetmani Rzeczypospolitej” – to tylko kilka z ważniejszych tytułów. Profesor Żygulski jest też między innymi twórcą koncepcji i współautorem wyjątkowej monografii „Muzeum Czartoryskich. Historia i zbiory”. Jako wybitny muzeolog Profesor Żygulski zasłynął również szeregiem znakomitych wystaw urządzanych w kraju i promujących polską kulturę za granicą. Wymienić tu trzeba koniecznie wawelską ekspozycję poświęconą Odsieczy Wiedeńskiej, pokazywaną w Japonii jako wystawę „Złoty Wiek Polski”, oraz „Skarby z Polski”, które odwiedziły Stany Zjednoczone i Kanadę. Warto wspomnieć, że od prezentacji tej ostatniej w Chicago rozpoczęły się starania o odzyskanie nielegalnie wywiezionej z kraju kopii Szczerbca. Od 2003 roku w znacznej mierze dzięki profesorowi można podziwiać ją w Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Profesor Żygulski, ekspert UNESCO, międzynarodowy ekspert w dziedzinie sztuki polskiej i orientalnej, Prezydent Międzynarodowego Stowarzyszenia Muzeów Broni i Historii Wojskowej, brał udział w pracach wielu prestiżowych, krajowych i międzynarodowych organizacji, między innymi: Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Polskiej Akademii Nauk, Polskiego Narodowego Komitetu Międzynarodowej Rady Muzeów oraz Międzynarodowego Komitetu i Kongresu Sztuki Tureckiej. Nasz znamienity Laureat zdobył również uznanie jako wspaniały pedagog. Przez 30 lat wykładał w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, a od 1973 roku pozostaje związany z Uniwersytetem Jagiellońskim, wykładał też między innymi w Nowym Jorku. Organizator i uczestnik licznych kongresów, konferencji naukowych, twórca scenariuszy filmów o sztuce polskiej, od wielu lat pozostaje niestrudzonym i niezrównanym popularyzatorem wiedzy o sztuce i historii sztuki.
Profesor Żygulski, wszechstronny humanista, należy do wąskiego i coraz mniej licznego grona uczonych o tak rozległej wiedzy. Szczęśliwie dla nas intensywnie pracuje, organizuje wystawy, uczestniczy w pracach gremiów doradczych, pisze i publikuje, sprawiając radość nie tylko specjalistom, ale i zainteresowanym przedmiotem amatorom. Imponujący dorobek Profesora Żygulskiego, osiągnięcia edukacyjne, popularyzatorskie i łączące się w dużej mierze z Krakowem, zasługują na szacunek i uznanie, które pragniemy dziś wyrazić honorując znakomitego uczonego Medalem „Cracoviae Merenti”.
Panie Profesorze! Proszę przyjąć go wraz z serdecznymi gratulacjami i życzeniami wielu kolejnych sukcesów w dalszej owocnej pracy, jakże cennej dla miasta i dla rozwoju kultury polskiej.



Wypowiedź profesora Zdzisława Żygulskiego
Szanowny Panie Przewodniczący i Senatorze! Szanowni Zebrani! Panie Rektorze! Panie Prezydencie! – szczególnie Panu chciałbym podziękować za piękne słowa, których słuchałem z niejakim zdziwieniem, gdyż w pewnym wieku człowiek jest zwrócony raczej do wewnątrz i to, co słyszy z zewnątrz, jest czasem zaskakujące. Czy to możliwe, żebym aż tyle spraw i rzeczy zrealizował?
Przede wszystkim dziękuję Krakowowi słowami Fredry: „Wielki splendor na mnie spływa, moja Pani Miłościwa”. Kraków w wersji polskiej jest męskim rzeczownikiem, ale po łacinie jest kobietą – Cracovia.
Proszę Państwa, moje życie podzieliło się na dwie, zresztą nierówne części, gdyż rosłem i wychowałem się we Lwowie, życie zaś dojrzałe spędziłem w Krakowie, nigdy nie opuszczając tego miasta, mimo pokus i miraży czegoś wspanialszego. W Krakowie pozostałem, tu też były korzenie mojej rodziny, spokrewnionej nawet z prezydentem Juliuszem Leo. Czułe słowa o Krakowie nie schodziły z ust mego ojca, Zdzisława seniora.
Tak się złożyło, że w roku 1936 miałem okazję po raz pierwszy zobaczyć to legendarne miasto. W czerwcu tego roku, z wycieczką uczniów III Gimnazjum im. Króla Stefana Batorego we Lwowie, miałem się przyczynić do usypania Kopca Piłsudskiego. Pamiętam ten dzień, upalny i nieco duszny (może wiał halny wiatr), kiedy ujrzeliśmy Planty i Barbakan wraz z Floriańską Bramą, ale od razu autobusem przewieziono nas na Sowiniec. Kopiec był dopiero w jednej trzeciej wysokości zbudowany i chodziło o to, aby nasypać jak najwięcej ziemi. Wszystko było świetnie zorganizowane, pomosty z desek i taczki. Udało mi się trzy taczki wyciągnąć na wierzch tego kopcowego płaskowyżu. Ale nasz program był bogaty – rozpisany na trzy dni. Rozpoczęliśmy zwiedzanie Krakowa od Wawelu. Wawel był zawsze najważniejszy, a więc katedra i groby królewskie, i Zamek. Pamiętam wystawę urządzoną przez kustosza Stanisława Świerza Zaleskiego, który potem skarby wawelskie ratował w czasie wojny, a więc arrasy, Szczerbiec i chorągwie tureckie zdobyte pod Wiedniem, i wiele innych pamiątek narodowych.
Przyszła mi wtedy do głowy niezwykła myśl, aby się odłączyć się od grupy wycieczkowej i zbiec do Wisły. Profesorowi, który się nami opiekował, powiedziałem, że muszę na chwilę opuścić kolegów. Ile sił w nogach pędziłem z góry ku Wiśle. Na wybrzeżu stały liczne ubogie domki żydowskie, ale rzeka była czyściutka, niebieska i ciepła. Zanurzyłem w niej dłoń. Był to mój osobliwy, krakowski „chrzest”.
Potem odwiedziliśmy Sukiennice i długo staliśmy przed „Hołdem Pruskim”. Wydał się nam najwspanialszym w świecie obrazem, przewyższającym nawet „Pochodnie Nerona”, sławione też z tego powodu, że zapoczątkowały Muzeum Narodowe. W Muzeum Czartoryskich oprowadzał nas pan Leon Szyszka, w jednej osobie strażnik Pałacu, klucznik i przewodnik. Zatrzymywał się przed rozmaitymi obiektami i mówił tak dobitnie i przejmująco, że do dziś pamiętam jego słowa. Bardzo zasłużył się podczas wojny, ukrywając przed Niemcami skarby.
Trzeciego dnia pojechaliśmy do Wieliczki, do tego solnego cudu świata. Kupiłem wtedy figurkę wyrzeźbioną w soli, w triumfie przywiozłem ją do Lwowa. Ku mojej rozpaczy została rozkruszona i wrzucona do garnka w czasie wojny, kiedy soli nie było.
Taki był Kraków w roku 1936. Do głowy mi wtedy nie przyszło, że rychło wszystko się odmieni i ­przewróci i że właśnie w Muzeum Czartoryskich przepędzę całe swoje dojrzałe i zawodowe życie! Wojnę przetrwałem we Lwowie. Nigdzie nie chciałem uciekać, kierując się nieco złudnym przekonaniem, że dom rodzinny jest najtrwalszą fortecą. Dnia 4 września otrzymałem powołanie do wojska, do 19. pułku piechoty na Lwowskiej Cytadeli. Miałem tej fortalicji austriackiej bronić przed hitlerowskim najazdem. Ponosiliśmy klęskę. Już 17 września nasz kapitan zawołał nas i powiedział: – Chłopcy, dla was się wojna skończyła, idźcie do domu, bolszewicy uderzyli na nas od wschodu... Do domu miałem niedaleko, zaledwie dwie ulice, ale wojna dla nas bynajmniej się nie skończyła. Podczas okupacji sowieckiej, a następnie niemieckiej próbowałem się uczyć, studiować, a nasz dom był miejscem wielkiej patriotycznej konspiracji. Moja matka kolportowała tajne biuletyny, a mój starszy brat, Kazimierz, był ważnym członkiem delegatury Rządu Polskiego na wychodźstwie, jako przewodniczący Sądu Kapturowego. W roku 1944 ożeniłem się z Ewą, córką wybitnego architekta, Romana Voelpla. Z Ewą wstąpiliśmy do Armii Krajowej. Przybrałem pseudonim „Nik”. Sytuacja była jednak beznadziejna. Zostaliśmy Stalinowi sprzedani przez naszych sojuszników. Z Londynu nadchodziły rozkazy, że należy się dekonspirować, wyjść na ulice z chorągwiami, w pełnym rynsztunku i powiedzieć wkraczającym bolszewickim oddziałom, że my jesteśmy tutaj panami. Wszystko to przybrało obrót tragiczny. Mój brat został aresztowany wraz z innymi członkami Delegatury i skazany na piętnaście lat katorgi. Byłem poszukiwany przez NKWD i przez trzy miesiące ukrywałem się u przyjaciół. Wreszcie z początkiem stycznia roku 1945 pan Andrzej Bruchnalski ułatwił mi wyjazd wraz z Ewą na zachód, do Polski. Dotarliśmy do Rzeszowa, a front zimowy wciąż trwał na linii Dębicy. W połowie stycznia ruszyła kolejna ofensywa sowiecka, 18 stycznia bez walki opanowany został Kraków.
Niepowstrzymanym potokiem parła na zachód Czerwona Armia, tysiące samochodów, ogromne amerykańskie „studebakery” i przaśne odkryte sowieckie ciężarówki. Postanowiliśmy skorzystać z tego transportu, gdyż innego nie było. Pozwolono nam usiąść na wierzchu auta przykrytego brezentem. Pod nim jechały miny talerzowe, służące do zwalczania czołgów. W darze dla Krakowa wieźliśmy ogromną, wędzoną na czarno wielkanocną szynkę, a dla naszego sołdata-kierowcy – litr spirytusu. Był to czwarty dzień lutego roku 1945. Ustępował już siarczysty mróz i zaczynała się odwilż, lekkie tchnienie przedwiośnia. Żołnierz kazał nam wysiąść na Dębnikach. Most był wysadzony, ale na grubym lodzie Wisły położono deski, po których przeprawiliśmy się na lewy brzeg. W kamienicy przy ul. Dietla 11, na drugim piętrze, czekała na nas pani Irena Stebnicka, ciotka mojej żony, i jej córka Marta. Padliśmy sobie w objęcia. Z okien widać było Wawel. Z baszty senatorskiej powiewała długa, bardzo długa, biało-czerwona flaga.


Kronika
• Drugie z odznaczonych medalem „Cracoviae Merenti” było Polskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” w Krakowie, wywodzące się, jak wiemy, z powstałego przed 140 laty TG we Lwowie. W imieniu krakowskiego „Sokoła” odznaczenie przyjął jego prezes, druh Konrad Firlej. Opis uroczystości jubileuszowych 140-lecia zamieszczamy w innym miejscu tego numeru CL.
Trzecim z odznaczonych był Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa.

• Z końcem października ub. roku Zwierzyniecki Salon Artystyczny w Krakowie zorganizował wystawę malarstwa pt. Portret własny na tle Krakowa. Zarówno wystawa, jak i wernisaż, wzbogacony o własne recytacje wierszy autorów, nie obył się bez istotnego udziału lwowian. Oto współ­autorem koncepcji i twórcą malarsko-poetyckiego pamiątkowego prospektu był art. mal. Stefan Berdak (pisaliśmy już o nim), część poetycką prowadził zaś Wiesław Krawczyński (w poprzednim numerze CL były jego Rozmyślania). Gośćmi krakowskiej wszak imprezy byli w dużej mierze lwowianie – zauważyliśmy m.in. p. Wandę Macedońską (patrz omówienie jej albumu w CL 3/07) z mężem, prof. Władysławem Zalewskim (ze słynnej rodziny lwowskiej). Na fortepianie grała i śpiewała Barbara Brzezińska – m.in. lwowskie piosenki.

• W ostatniej dekadzie listopada ’07 – jak co dwa lata – odbyła się w krakowskiej Akademii Pedagogicznej IX Międzynarodowa Konferencja Naukowa pt. Kraków–Lwów. Książki, czasopisma, biblioteki XIX i XX wieku. Imprezy te, a potem ukazujące się tomy prezentujące całość dorobku sesji, regularnie opisujemy.
Na tegoroczne obrady złożyło się 78 referatów, przy czym Lwowa dotyczyło 29 (w tym 1 odnosił się do Stanisławowa); Lwowa i Krakowa łącznie (bądź Galicji) – 13, a samego Krakowa 27. Pozostałych 9 przedstawiało problematykę ogólnopolską lub niepolską. Zauważamy więc z satysfakcją, że polski Lwów nadal budzi największe zainteresowanie wśród uczestników konferencji. Streszczenia najważniejszych i najciekawszych referatów przedstawimy naszym Czytelnikom w najbliższych numerach CL.
Konferencji towarzyszyła wystawa Prasa polska we Lwowie ze zbiorów Lecha Kokocińskiego z Warszawy. Zwracały uwagę bogactwo i różnorodność ekspozycji, tym bardziej że stanowiła ona podobno niewielką część kolekcji jej właściciela. Poniżej podajemy streszczenie wypowiedzi dr. Grzegorza Niecia.


LEOPOLITANA W ZBIORACH LECHA KOKOCIŃSKIEGO WARSZAWSKIEGO BIBLIOFILA I KOLEKCJONERA
Lech Kokociński (ur. 1944) jest jednym z bardziej znanych i aktywnych współczesnych bibliofili i kolekcjonerów polskich. Przez wiele lat głównym przedmiotem jego naukowych i zbierackich zainteresowań była numizmatyka, jednakże ostatnie dwudziestolecie jego działalności to przede wszystkim tematy lwowskie. Powstała kolekcja pokaźnych rozmiarów, zróżnicowana tematycznie i chronologicznie. Obejmuje ona książkę i różnego rodzaju wydawnictwa lwowskie i Lwowa dotyczące – archiwalia i dokumenty życia społecznego, numizmatykę i falerystykę oraz ekslibris, żmudnie i wytrwale gromadzone przez lata, kompletowane i nierzadko poddawane kompleksowej renowacji. Szczególną wartość, także naukową, stanowią zespoły eksponatów dotyczące konkretnej instytucji (np. Towarzystwa Strzeleckiego, Lwowskiego Towarzystwa Miłośników Książki) bądź znanych bibliofili lwowskich, m.in. Aleksandra Czołowskiego, Rudolfa Mękickiego, Mieczysława Opałka. Niemało tu oryginalnych druków i medali, rzadkich książek, rękopisów i interesujących a nieznanych dokumentów, ukazujących bogactwo polskiego życia umysłowego, kulturalnego i towarzyskiego Lwowa XIX i XX wieku.