Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

LISTY DO REDAKCJI

Napisała do nas ze Lwowa p. Jadwiga Jamroz. Jej list odnosi się do artykułu p. A.J. Chowańca zamieszczonego w CL 3/07, pt. „Czy UPA walczyła o niepodległość”, gdzie autor określa Tadeusza Hołówkę, zamordowanego w 1931 r. przez nacjonalistów ukraińskich, jako Rusina. Pani Jadwiga traktuje to jako poważny błąd i wyjaśnia w oparciu o przedwojenne źródła. Cytujemy odnośne fragmenty listu:

[...] Tadeusz Hołówko nie był ani Rusinem, ani Ukraińcem, ponieważ był Polakiem, urodzonym z rodziców Polaków, zesłanych na Sybir. Ojciec Tadeusza, Wacław Hołówko, pochodził z Nowogródczyzny, ze szlachty ziemiańskiej, a za udział w powstaniu 1863 roku został zesłany na Sybir. Ponieważ zesłańcy (nie katorżnicy) mogli przemieszczać się na azjatyckich terenach Rosji stosunkowo swobodnie, po pewnym czasie Wacław Hołówko przeniósł się na południe, do Semipałatyńska (dziś republika Kazachstan), gdzie ożenił się z Polką i gdzie w 1889 roku przyszedł na świat syn Tadeusz. Po paru latach rodzice wraz z dwuletnim Tadeuszem przenieśli się do Dżarkentu nad granicą chińską, u stóp Tiań-Szaniu. Tadeusz skończył gimnazjum, pojechał do Petersburga, gdzie zapisał się na uniwersytet.
Nie mam zamiaru pisać życiorysu Tadeusza Hołówki, pisano o nim przede mną. W każdym razie był to w międzywojennym dwudziestoleciu znany działacz i publicysta, autor dwóch autobiograficznych książek: Przez kraj czerwonego caratu i Przez dwa fronty, a także innych. Chcę tylko podkreślić paradoksalny związek między jego postawą polityczną i śmiercią z rąk OUN-owców. Hołówko był zwolennikiem i rzecznikiem porozumienia władz polskich z Ukraińcami, w każdym razie z nacjonalistami. A Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) nie chciała tego porozumienia, chciała walki zbrojnej. Hołówko [...] był działaczem, znanym w kołach zarówno polskich, jak i ukraińskich, był posłem na Sejm [...]. Gdy wyjechał na kurację do Truskawca dla poratowania nadwerężonego zdrowia (cierpiał na myocarditis), dosięgła go kula z rąk, z których najmniej mógł się jej spodziewać. Pisał o tym obszerniej Wincenty Rzymowski w swej książce W walce i burzy – Tadeusz Hołówko na tle epoki (W-wa 1933). [...]


Bardzo za to dziękujemy, Pani Jadwigo. Oczywiście poruszonych spraw nie znamy tak dalece, by zabierać głos w kwestii poruszonej przez p. A.J. Chowańca oraz przez Panią.

W CL 4/07 zwierzyliśmy się z naszych rozterek co do dalszego wydawania kwartalnika. I oto w odpowiedzi dostaliśmy między innymi (dość licznymi) taki piękny list z Dolnego Śląska:

Szanowny Panie ... Mam przed sobą 52. numer „Cracovia-Leopolis”. Jako lwowiak i wierny Wasz czytelnik każdy numer czytam od deski do deski, a zebrało się tego od 13 lat już ponad pół setki. Gratuluję i gorąco życzę Panu i Redakcji zdrowia i dalszych sukcesów. Tak trzymać!
Z niepokojem jednak dwukrotnie przeczytałem artykuł „Jedziemy dalej” na 2 str. okładki. Ileż tam niepokojów i... sprzeczności! To dobrze, że czytelnicy z różnych stron Polski też się niepokoją i piszą do Redakcji. Na Boga! Nie redukujcie pisma, jak zapowiadacie „do odchudzonej” wersji. Przecież i tak jesteście tylko kwartalnikiem i trzy długie miesiące trzeba czekać na kolejny numer. Sami piszecie przecież... „nasze redakcyjne teczki pękają od nowych materiałów do publikacji różnego typu...” Historia dawna i bliska, biografie, artykuły wspomnieniowe, krajoznawcze, recenzje książek i wydawnictw o Lwowie i Kresach (wspaniałe!), a tu apel do Czytelników... „prosimy autorów tekstów, by pisali jak najzwięźlej. Coś na tym stracimy, ale i zyskamy, bo artykuły szybciej trafią na łamy...” itd. Panowie! Nie tędy droga! Nie róbcie nam tego, bo Wasze kochane, wspaniałe pismo to dla wielu wypędzonych z rodzinnej ziemi i kochanego Lwowa rodaków najlepsza strawa duchowa i bez niej nie możemy żyć! To ważniejsze niż najlepsze jedzenie, którego mamy już w sklepach strasznie dużo. To możemy śmiało zredukować i być nawet zdrowszymi. Natomiast ta najlepsza pod słońcem lektura „Cracovia–Leopolis” musi się nawet powiększyć! Moim zdaniem powinien to być co najmniej dwumiesięcznik i wówczas dopiero spełnicie własne zamierzenia, o których piszecie. Jeśli jednak zostanie kwartalnik, to musi być co najmniej książka, tj. ponad 120 stron. Takie są przecież liczne periodyki wychodzące w Polsce. Błagam, nie wywieszajcie „białej flagi”! W dzisiejszych złych czasach dla Kresów Wschodnich (układ z Schengen działa na zachód, a straszna linia „Rib.-Mot.” czy „stalinowska” granica wschodnia jeszcze bardziej jest umacniana!).
Przepraszam, że piszę tak emocjonalnie, ale tak dyktuje mi lwowskie serce!

Dlaczego ma mi życia zamierać połowa...
Może się poza Lwowem jakiś świat rozrasta,
Ale cóż mi po świecie, w którym nie ma
Lwowa...
Te słowa poety dedykuję Panu i Waszej kochanej Redakcji „Cracovia-Leopolis”, bo jesteście dla mnie jak Kamieniec Podolski, jak Zbaraż, Chocim, Tarnopol i Lwów! Będę się za Was modlił, bo na wschód od Krakowa został już tylko stary gród Przemyśl ze swoim Zamkiem Kazimierzowskim, Tatarską Górą i pięknym Sanem, na którym dwaj zbrodniarze w 1939 roku postawili granicę na trupie Polski! Dzięki Bogu i Narodowi znów Polska żyje, ale tę granicę udało się przesunąć tylko kilkanaście km do Medyki. Historia toczy się jednak dalej, a „Cracovia-Leopolis” spełnia dzięki Wam swoją ważną rolę w tej historii. Świadczy to o tym, że Kraków ze swoją wspaniałą tradycją i potęgą intelektualną i kulturalną należy do najpotężniejszych twierdz Rzeczypospolitej, choć o innym już charakterze, bo teraz myśl oraz pamięć są naszą największą bronią.
Wierzę głęboko, że Kraków się nie podda i nie pozwoli, by znikło lub zmarniało do kilkunastu stron tak znakomite kulturalne czasopismo, jakim jest „Cracovia-Leopolis”. To jest duma nie tylko tych dwóch miast tytułowych. To jest duma całych Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej!. By Wasze redakcyjne teczki nadal pęczniały i dostarczały czytelnikom dużo wspaniałych publikacji i tej, jakże nam teraz potrzebnej duchowej strawy, załączam kilka kserokopii z różnych gazet i czasopism. [...]
Kończę lwowskim pozdrowieniem – Ta daj Wam Boże zdrowia!


Wielkie podziękowanie naszemu Czytelnikowi i Przyjacielowi za tak serdeczne słowa. Także za kserokopie, które na pewno wykorzystamy.

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku otrzymaliśmy sporo życzeń, przekazanych nam tradycyjnie – listownie, pocztą elektroniczną i telefonicznie. Za wszystkie serdecznie dziękujemy, chętnie byśmy je przedrukowali, ale to oczywiście niemożliwe. Wyjątek czynimy dla Pani Prezes Federacji Organizacji Polskich nU. Emilii Chmielowej, która napisała:

Drogi Panie Redaktorze, Szanowna Redakcjo „Cracovia-Leopolis”,
w imieniu odbiorców, czytelników, którzy systematycznie otrzymują Państwa kwartalniki na naszym terenie za pośrednictwem FOPnU, dziękuję serdecznie za ciekawe i bogate materiały, zawarte w ulubionym przez nas wszystkich czasopiśmie. Dziękuję również za miłą i owocną współpracę w roku 2007.
Niech pod świąteczną choinką znajdzie się radość, szczęście, zdrowie, życzliwość i wzajemne zrozumienie. A w Nowym Roku życzę:

Marzeń, o które warto walczyć,
Radości, którymi warto się dzielić,
Przyjaciół, z którymi warto być
i Nadziei, bez której nie da się żyć.

Serdecznie za to dziękujemy. Cieszymy się z uznania dla naszego pisma, jego wysyłka do Was zawsze sprawia nam satysfakcję. Niestety dwa jesienno-zimowe numery (czwarty i pierwszy) dochodzą do Was z dużym opóźnieniem – to problem transportu. Nie ma wycieczek autokarowych, a znalezienie innych sposobów przesłania ciężkich paczek spędza nam sen z powiek. Prosimy więc o wyrozumiałość.

I jeszcze jeden szczególny list – z Lasek pod Warszawą:

Drogiej Redakcji i wszystkim, którzy przyczyniają się do tworzenia tego wzruszającego pisma, pełnego wspomnień z dzieciństwa i przestrogi na przyszłość
– życzy szczęśliwych świąt Bożego Narodzenia
Ewa Cieńska-Fedorowicz.
Gorące podziękowanie i wzajemnie – szczęśliwego Nowego Roku od Redakcji i całej rodziny wiernych Czytelników.