Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Ks. Roman Dzwonkowski, DRAMAT POLAKÓW W KOŚCIELE KATOLICKIM NA BIAŁORUSI I UKRAINIE

Na dawnych Kresach Wschodnich I i II Rzeczypospolitej (a także w Rosji) Kościół katolicki obrządku łacińskiego był od stuleci w ogromnej większości reprezentowany przez ludność polską. W okresie rozbiorów władze carskie, dążąc do rusyfikacji zajętych ziem, już w latach 30. XIX wieku zlikwidowały rozwinięte tam przez Komisję Edukacji Narodowej szkolnictwo polskie i wyrugowały język polski ze wszystkich instytucji państwowych. Ta sama sytuacja panowała w czasach ZSRS.
W wyniku warunków, w jakich Polacy na wspomnianych ziemiach pozostawali przez niemal 200 lat, powstało specyficzne zjawisko kulturowe, nieznane w centralnej Polsce.

JĘZYK CODZIENNY I JĘZYK RELIGII
Zjawisko polegało na tym, że pomimo braku znajomości języka ojczystego lub nieużywania go na co dzień ze względu na otocze­nie czy zwyczaj, tamtejsza ludność kato­licka zachowała polską świadomość naro­dową. Opierała się ona o język łaciński i polski w życiu religijnym. Łacińska liturgia i polska paraliturgia była przestrzenią kulturową ważniejszą niż własne państwo i pozwalała świadomość tę zachować. W ten sposób powstały dwie sfery językowe. Jed­ną stanowiła i nadal stanowi komunikacja codzienna. Na Białorusi panuje w niej na wsi język prosty (gwara białoruska), a w miastach i miasteczkach rosyjskich, na Uk­rainie – język ukraiński, a na wschodzie tego kraju także rosyjski.
Druga sfera, widoczna szczególnie w niedziele i święta, istniała od dawna i istnieje nadal w życiu religijnym. Ogromna większość wiernych w obydwu wspomnianych krajach modli się w języku polskim, nieza­leżnie od stopnia jego czynnej lub biernej znajomości. W czasach ZSRS wierni prze­pisywali ręcznie modlitewniki w języku pol­skim, lecz alfabetem rosyjskim. Po nastaniu wolności religijnej wydawano je niekiedy na Białorusi i Ukrainie drukiem w takiej samej postaci, wychodząc naprzeciw ocze­kiwaniom. Znikały one natychmiast z punk­tów sprzedaży. Pomimo zmian politycz­nych w omawianych krajach język polski w liturgii i modlitwie prywatnej jest najważ­niejszą i zwykle jedyną oznaką ich tożsa­mości duchowej, którą większość pragnie zachować.
Ponieważ katolicyzm obrządku łaciń­skiego był na Wschodzie reprezentowany głównie przez Polaków, powstał tam ste­reotyp katolik-Polak – Polak-katolik, powodujący jego utożsamienie z polskoś­cią. Szybkie zmiany w tym względzie rozpoczęły się po II Soborze Watykańskim. Jako że jego dekrety dopuszczały wpro­wadzanie do liturgii języków narodowych zamiast łaciny, najpierw wprowadzony został na Białorusi i Ukrainie język polski, a następnie inne języki miejscowe: biało­ruski, ukraiński i rosyjski, w zależności od terenu. Powoli w tym czasie ujawniły się zmiany w narodowościowym składzie wiernych, spowodowane przez proces wynarodowienia Polaków.
Dla przybywających do pracy na Biało­rusi i Ukrainie duszpasterzy i sióstr zakon­nych z Polski, z reguły bez elementarnej znajomości dziejów miejscowego Kościoła i społeczności katolickich, ich religijna i kulturowa specyfika, widoczna w istnieniu wspomnianych wyżej dwóch sfer języko­wych i samookreślania się wiernych jako Polaków przy słabej znajomości języka polskiego, była nieznana i niezrozumiała. Często byli zaskoczeni samą obecnością Polaków w tych krajach, ponieważ szkoły i seminaria duchowne nie przekazywały żadnej wiedzy na ten temat (stan ten w zasadzie trwa do dziś!). Toteż niekiedy przekonywali parafian, że są spolonizowanymi Ukraińcami lub Białorusinami i szybko uznawali za konieczne wprowadzenie do kościołów języka białoruskiego i ukraiń­skiego zamiast polskiego. Ważny był spo­sób realizacji tych zmian. Tam, gdzie wpro­wadzano osobną litur­gię w różnych języ­kach, zostało to przyjęte ze zrozumieniem. Tam natomiast, gdzie w sposób odgórny i arbitralny eliminowano język polski na rzecz białoruskiego czy ukraińskiego, było to dla wiernych dotkliwym zlekceważeniem i upokorzeniem. Decyzje te odebrali jako głęboko niesprawiedliwe i niezrozumiałe, zwłaszcza gdy chodziło o księży z Polski, z którymi wiązali wiele nadziei. Obecny od niepamiętnych czasów w kościele język polski był bowiem dla ogółu wiernych całkowicie zrozumiały i stanowił dla nich szczególną wartość emocjonalną i religijną. W nim wyrażali swoją wiarę w czasach prześladowań religijnych i antypolskich i w nim widzieli najważniejszy znak odrębności duchowej i narodowej. Tylko niekiedy protestowali, gdyż powstrzymywał ich od tego dawny i wielki autorytet księży.

MNIEJSZOŚĆ NARODOWA WIĘKSZOŚCIĄ W KOŚCIELE KATOLICKIM
Cały szereg czynników powodował zmiany w polskim samookreślaniu się znacznej części wiernych Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego na Białorusi i Ukrainie. Są to: nieznajomość dziejów Polski i jej kul­tury wynikająca z braku oświaty polskiej przez kilka pokoleń, wieloletni zapis w dowodzie osobistym innej niż polska narodowości doko­nany w czasach ZSRS, obawa przyznania się do narodowości polskiej w czasach represji stalinowskich i później, sytuacja mniejszo­ściowa Polaków oraz mieszane małżeństwa. W wyniku działania tych i innych czynników w społecznościach katolickich obrządku łacińskiego, niegdyś całkowicie polskich, są obecnie także wierni o białoruskiej i ukraiń­skiej świadomości narodowej. Dotyczy to zwłaszcza młodego pokolenia. W związku z tym pojawiła się potrzeba liturgii w innych językach. Jednak zdecydowana większość wiernych Kościoła katolickiego obrządku ła­cińskiego nadal utożsamia się z narodowością polską. Przeprowadzone ostatnio badania, oparte na dużej reprezentacji, wskazują, że na Ukrainie jest to ogółem 71%, a na Białorusi 63% (na Grodzieńszczyźnie 83,8%), choć 82% katolików podaje tu pochodzenie polskie. Wskazuje to na charakterystyczny paradoks: mniejszość narodowa, którą w tych krajach stanowią Polacy, jest większością w Kościele katolickim.
Obecnie w kościołach na Białorusi i Uk­rainie sytuacja, jeśli chodzi o język liturgii, jest bardzo zróżnicowana. Zależy ona od po­łożenia geograficznego parafii (zachodnia lub wschodnia część tych krajów) oraz od stopnia szacunku duszpasterza dla ocze­kiwań i duchowych potrzeb wiernych. Ogólnie mówiąc, na zachodnich terenach tych republik obecny jest w kościołach ję­zyk polski oraz inne języki w takim lub innym wymiarze. W ich części wschodniej, gdzie ogół wiernych nie zna już języka pol­skiego, jest on tam w litur­gii, poza wyjąt­kami, nieobecny. W stolicy Białorusi, Miń­sku, gdzie katolicy polskiego pochodzenia przybyli z Kresów Wschodnich II RP liczą ponad 300 tys., liturgia w języku polskim istnieje w niewielkim lub minimalnym wymiarze. Na Ukrainie za przedwojenną granicą Polski istnieją parafie, gdzie został on już zastąpiony przez ukraiński, choć ogół wiernych nie wyrażał takiego życzenia. Prze­ciwnie, prosili oni o jego zachowanie. Proś­by tego rodzaju byty ignorowane. Istotną sprawą nie jest jednak wszędzie nieaktualny i zmienny stan faktyczny, lecz nastawienie dużej części duszpasterzy na eliminację ję­zyka polskiego z liturgii, niezależnie od ocze­kiwań parafian. Taka lub inna opcja narodo­wościowa duchownego duszpasterza jest jego osobistą sprawą. Gdy jednak w sposób negatywny rzutuje ona na jego stosunek do oczekiwań wiernych innej niż on narodo­wości dotyczących języka w liturgii, prowa­dzi to do naruszenia ich praw w Kościele.
Na Białorusi białorutenizacja języka w Koś­ciele uważana jest często przez ducho­wieństwo z Polski oraz część duchowień­stwa miejscowego za działanie postępowe, a język polski w kościele za element niea­ktualnej już przeszłości. Nastawienie to, zapoczątkowane przez pierwszą ze wspom­nianych kategorii duszpasterzy, przyjęła znaczna część młodego pokolenia księży miejscowych. Pochodzą oni zwykle z pol­skich rodzin. Jednak najczęściej nie były one w stanie przekazać swym dzieciom jakiejkolwiek wiedzy o historii i kulturze Polski. Toteż ich opcja narodowościowa, bardzo często inna niż rodziców, jest wy­nikiem poznania w szkole i z mass mediów historii i kultury Białorusi lub Ukrainy w jej budzącym dumę narodową ujęciu, przy całkowitej nieznajomości historii Polski i jej kultury lub zapoznaniu się z nią w dale­kich od rzeczywistości ujęciach, populary­zowanych w tych krajach. Ogólnie mówiąc, opcja ta jest rezultatem pozbawienia Polaków, najpierw przez władze carskie, a później sowieckie, możliwości poznania dziejów i kultury swojego narodu.

POSTULAT SAMOBÓJSTWA ETNICZNEGO W KOŚCIELE
Kwestią, która pozostaje w gestii bis­kupów kierujących diecezjami, w których są różne grupy narodowe, jest sprawa za­pewnienia każdej z nich możliwości ko­rzystania z liturgii w ojczystym języku. Takie są wskazania wielu dokumentów papieskich. Niektórzy z hierarchów i dusz­pasterzy w omawianych tu krajach zdąją się ich nie dostrzegać i przyjmują opinię, że skoro Polacy znają miejscowy język pań­stwowy, to powinni mieć liturgię jedynie w tym języku. Tego rodzaju pogląd wyraża także niekiedy hierarchia Kościoła grecko­katolickiego Kijowskiego Patriarchatu. Uzasadnia to potrzebą wzniesienia się ponad partykularyzmy narodowe. Postulat ten jednak kierowany jest nie do każdej ze stron, lecz jedynie do Polaków.
Kardynał Lubomyr Huzar, głowa Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie, z okazji wizyty Papieża Jana Pawła II w tym kraju w czerwcu 2001 r. postulował określenie się Kościoła rzymskokatolic­kiego, czy chce on być na Ukrainie Koś­ciołem katolickim obrządku łacińskiego czy Kościołem polskim. Jeśli wypowiedź ta została właściwie zanotowana, to odmawia ona katolickiego charakteru istniejącemu od stuleci Kościołowi obrządku łacińskiego z tego względu, że jego wierni modlą się po polsku. Oznacza także odmowę prawa do własnego języka w Kościele największej grupie jego wiernych. Relacjonujący tę wypowiedź publicysta polski dodał, że Kościół obrządku łacińskiego stoi przed podstawowym dylematem wyboru pomię­dzy wiernością swej dawnej polskiej tradycji a ewangelizacją społeczeństwa ukraińskiego w jego własnym języku. Jest to w istocie żądanie od wiernych narodo­wości polskiej, obecnych w tym Kościele, rezygnacji z ojczystego języka w modlitwie, a więc wyrzeczenia się własnej tożsamości narodowej, która dla każdego człowieka jest niezwykłą wartością duchową. Tylko całko­wite zlekceważenie tego faktu mogło pozwolić na tak arbitralne sformułowania. Jako uzasadnienie publicysta podał ewan­gelizację społeczeństwa ukraińskiego. Społeczeństwo to jest w przytłaczającej większości prawosławne, a w pewnej części greckokatolickie. Nasuwa się pytanie, kogo ma ona dotyczyć po eliminacji z Kościoła katolickiego dawnej tradycji polskiej, a w rzeczywistości języka polskiego.

KOŚCIÓŁ DOMEM DLA KAŻDEJ NARODOWOŚCI
Należy tu przypomnieć naturę Kościo­ła: nie może on być polski, ukraiński, biało­ruski; litewski itp., lecz powinien być Koś­ciołem katolickim w Polsce, na Ukrainie, na Białorusi czy na Litwie, w którym jest miejsce dla wszystkich, którzy chcą do niego należeć i modlić się w swoim języku. Wszyscy, niezależnie od narodowości, mają w nim takie same prawa do liturgii, nau­czania i opieki religijnej w swoim języku, jeśli sobie tego życzą. Odmawianie tego ludności polskiej z racji jej zamieszkiwania w państwie białoruskim czy ukraińskim jest zaprzeczeniem ponadnarodowej misji Kościoła. Jego zadaniem nie jest służba zachowaniu świadomości narodowej tej czy innej grupy wiernych ani też zmienianie jej na inną za pomocą zmiany języka nabożeń­stw, lecz odpowiadanie na oczekiwania i prośby, gdy chodzi o język liturgii.
W Kościele katolickim obrządku łaciń­skiego nie może być wyłączności narodowej i językowej i nie może być ona wprowadzana do tego Kościoła, jak to się już niekiedy dzie­je. Podczas wielkich uroczystości religijnych na Białorusi w niektórych sanktuariach ma­ryjnych tysiące obecnych wiernych nie może zaśpiewać ani jednej znanej im od wieków pieśni w języku polskim, bo miejscowi dusz­pasterze wypełniają cały jej program języ­kiem białoruskim. Tak było np. 15 lipca br. w parafii Gudogaje w obwodzie grodzień­skim, gdzie odbyła się koronacja obrazu Matki Boskiej, czczonego tam od kilku wie­ków. Parafią kierują zakonnicy z Polski.
Postulat białorutenizacji i ukrainizacji wspomnianego Kościoła, w którym są Pola­cy, nasuwa pytanie o ewentualną reakcję jego autorów na podobne żądanie w stosun­ku do mniejszości narodowych w Polsce przejścia w ich życiu religijnym na język polski z racji jego znajomości i miejsca zamieszkania. Nietrudno przewidzieć, że byłaby ona niesłychanie negatywna i wy­wołałaby głośne protesty w kraju i na świe­cie. Tymczasem tego rodzaju postulat do­tyczący Polaków we wspomnianych krajach nie budzi zastrzeżeń.

KWESTIA TERMINOLOGII
Ważna jest właściwa, wspomniana już terminologia. Określenia Kościół ukraiń­ski, białoruski czy litewski mogą prowadzić do nadawania Kościołowi katolickiemu charakteru narodowego i odmawiania w nim mniejszościom narodowym i grupom etnicznym prawa do ich własnego języka w Kościele. Należy mówić o Kościele ka­tolickim na Białorusi, na Ukrainie, na Litwie, itp. Język liturgii i modlitwy nie może zależeć od kraju zamieszkania wiernych. Zależy bowiem od ich narodowości i ży­czeń, które duszpasterze, z racji swego powołania i ponadnarodowej misji, mają obowiązek respektować. Eliminowanie języka polskiego z kościołów na Białorusi i Ukrainie, niezależnie od oczekiwań wier­nych, oznacza ich białorutenizację i ukrainizację oraz wypełnianie przez Kościół tego rodzaju zadania. Jest ono przeciwne jego nauczaniu oraz ogólnoświatowym normom prawnym polecającym respektowanie języka ojczystego mniejszości narodowych, także w ich życiu religijnym.

PRAWO DO WYBORU JĘZYKA
Związek Polaków na Białorusi, wystę­pując 1992 r. w sprawie języka polskiego w kościołach, sformułował zasady, które pozostają aktualne niezależnie od terenu. Brzmiały one: Na Białorusi są Polacy. Mają oni prawo modlić się do Boga w języku ojczystym. Takie samo prawo mają do języka białoruskiego parafianie Białorusini. Prawo wyboru języka należy wyłącznie do wiernych, a nie do osób z zewnątrz. Powyższe zasady powinny być respektowane przez Kościół i państwo, zainteresowane osoby i instytucje.
W Polsce mniejszości narodowe – nie­miecka, ukraińska, białoruska, litewska i inne – mają swobodę posługiwania się w życiu religijnym swoimi językami ojczys­tymi. Na Ukrainie w regionie Zakarpacia w kościołach panuje język słowacki i węgierski. W Rumunii węgierska mniej­szość narodowa bez przeszkód korzysta w duszpasterstwie ze swojego języka. W Szwajcarii w życiu państwowym i reli­gijnym używane są cztery języki, choć istnieje jeden naród szwajcarski.
W wyniku zmian kościelnych, narodo­wościowych i politycznych Kościół kato­licki obrządku łacińskiego, istniejący nie­mal 700 lat na Białorusi i Ukrainie, zmienia swój dotychczasowy charakter. Z Kościoła pod względem kulturowym polskiego, staje się stopniowo w tym względzie białoruski i ukraiński, w wyniku działań części hierar­chii i duszpasterzy, jakkolwiek większość wiernych utożsamia się nadal z narodowością polską i oczekuje języka polskie­go w kościołach. Według wspomnianego nauczania Kościoła, mniejszości narodowe powinny mieć zapewnione prawo do wy­znawania wiary w swoim języku. Na Bia­łorusi i Ukrainie Kościół katolicki zaw­dzięcza ludności polskiej swoje tam przetr­wanie w czasach prześladowań oraz od­rodzenie. Ma ona w nim takie same prawa jak każda inna grupa narodowościowa ludności katolickiej.

DZIEDZICTWO RZECZYPOSPOLITEJ
Warto dodać refleksję dotyczącą życia religijnego na terenach dzisiejszej Białorusi i Ukrainy. Od wieku XIV poczynając, w okresie istnienia I i II Rzeczypospolitej na ziemiach tych krajów powstała rozwinięta struktura duszpasterska Kościoła katolickie­go obrządku łacińskiego, greckokatolic­kiego i ormiańskiego oraz Kościoła prawo­sławnego, nie mówiąc o innych religiach. Jej uzupełnieniem i rozwinięciem było kil­kaset klasztorów kilkudziesięciu zakonów męskich i żeńskich katolickich obu obrząd­ków oraz prawosławnych, prowadzących pracę duszpasterską, kulturową i charyta­tywną. Był to rezultat panującej w Rzeczy­pospolitej tolerancji i wolności religijnej. Po rozbiorach Polski dorobek materialny, kulturowy i duchowy Kościoła obrządku wschodniego, a w wielkiej mierze i łaciń­skiego, przejęła Cerkiew prawosławna w wyniku antykatolickich i antypolskich dzia­łań władz carskich. Obecnie na ziemiach dawnej I i II RP posiada ona więcej parafii niż w całej Federacji Rosyjskiej i stąd w ogromnym stopniu pochodzi jej ducho­wieństwo. W ten sposób korzysta ona z dziedzictwa religijnego Rzeczypospolitej, które powstało dzięki panującej w niej wol­ności i tolerancji religijnej. Dodajmy na koniec to, czego zdaje się nie dostrzegać narodowo nastawiona opozycja na Biało­rusi i narodowcy ukraińscy: tam, gdzie się­gały granice Rzeczypospolitej i jej kultura, zachowała się białoruska i ukraińska kultura i świadomość narodowa. Tam, gdzie pano­wała Rosja, dokonała się jej skuteczna rusyfikacja.