Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Janusz M. Paluch, Z MUZĄ POD RĘKĘ

Gdy myślimy o Muzie, która bywa natchnieniem dla poetów, zazwyczaj wyobrażamy sobie wiotką, długowłosą, przybraną w zwiewne, lekko prześwitujące szaty, kobietę. Tańczy wokół poety, który gdy tylko dłoń ku niej wyciągnie, ta umyka w popłochu… A poeta, ileż wtedy musi się natrudzić, by Muza znowu doń wróciła! Tym razem będę pisał o Muzie, która przybrała męskie spodnie, i jako żywo – kobietą nie była. Choć była równie nieosiągalna!
Dla pani Ireny Sandeckiej, naszej kresowej poetki, tym natchnieniem, niedoścignionym, acz wypełniającym całe jej życie, stał się Juliusz Słowacki. Pani Irena niemal całe życie spędziła w cieniu góry Bony, w Krzemieńcu, gdzie urodził się i nasiąkał za młodu Polskością wielki poeta doby romantyzmu, Juliusz Słowacki. Stała się kapłanką strzegącą ducha Polskości w Polskich Atenach, manifestując swym życiem i wierszami wierność Wielkiemu Poecie, pilnując mogiły Salomei – matki naszego Wieszcza, która spoczywa na miejscowym cmentarzu.
Wiersze Ireny Sandeckiej piękną polszczyzną opisują niepowtarzalne krajobrazy, tylko Krzemieńcowi właściwe kolory i zapachy. Potrafi też zaszczepić myśl o polskości, o pięknej miłości syna do matki, wyrażanej w przepięknych listach. Pamiętam pewien wrześniowy dzień, w którym pani Irena powiodła nas nad mogiłę pani Salomei, na krzemieniecki cmentarz. Opowiadała o niej i o Juliuszu. Słońce powoli zachodziło. Na cmentarzu panowała cisza. Słychać było tylko szum dostojnych drzew i głos pani Ireny. Ze swej torby wyjęła zniszczoną książkę z listami Słowackiego do matki. Powiedziała, iż jest taki zwyczaj, że odwiedzając mogiłę Salomei, trzeba otworzyć tom z listami i przeczytać kilka jej słów od syna. Książkę do czytania dostała wtedy Natalia Otko, lwowska poetka. Nie czytała długo, ale gdy skończyła, nastała tak głęboka cisza! Wszyscy trwaliśmy w tej magicznej chwili myśląc – niech trwa jak najdłużej… Z krzewu rosnącego na grobie Salomei zerwałem listek, który do tej pory tkwi w notatniku towarzyszącym mi w podróży.
Dlaczego po latach wspominam tę chwilę? Właśnie zamknąłem ostatnią stronę książki Ireny Sandeckiej „Wiersze spod Góry Bony”. Wydana została przez dyrektora Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej w Przemyślu pana Mariusza Olbromskiego, który sam jest poetą poświęcającym swe wiersze Kresom. Książka wprawdzie niewielka, ale jakże piękna! Wiersze pani Ireny zdobią fotografie Jerzego Pióreckiego. Na okładce widzimy tonący w malowniczej zieleni dom pani Ireny, w którym mieszkał słynny Wilibald Besser (1784–1842), twórca i dyrektor Ogrodu Botanicznego w Krzemieńcu. Lektura wierszy zapewni nam piękną podróż do krainy dzieciństwa Juliusza Słowackiego, a ci którzy już tam byli i dostąpili zaszczytu rozmowy z panią Ireną, przypomną sobie te piękne godziny w cieniu Góry Bony spędzone.


Irena Sandecka, Wiersze spod Góry Bony, Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej, Przemyśl 2007