Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Tadeusz Krzyżewski, HUMOR LUDZI ŻYCZLIWYCH

Najstarsi pamiętają jeszcze, a młodszym godzi się przypomnieć, że w październiku 1932 roku rozpoczęła swe występy na antenie radiowej Wesoła Lwowska Fala. Stała się ona w ciągu kilku lat działalności przedwojennej prawdziwą szkołą humoru; jej wykonawcy wyszli poza ramy rozgłośni radiowej, a gdy w okresie wojny wesoło­falowcy znaleźli się w szeregach wojska na Zachodzie, występując w ramach Teatrzyku Wojska Polskiego – utrwalili na fali serc i uczuć Polaków w całym świecie sławę polskiego humoru.
Związane z tą audycją nazwiska słyn­nych batiarów lwowskich – Szczepka i Tońka, „radcy” Strońcia, Babciocha, ciotki Bańdziuchowej, oraz nieprzebrane mnóstwo piosenek, dowcipów, dialogów gwarowych nacechowanych swoistą filozofią, atmosferą dobrodusznej
kpiny i pełnego życzliwości humoru obywateli – życzliwych bliźniemu, swemu krajowi,
a szczególnie miastu, gdzie zgodnie ze słowami piosenki ... bogacz i dziad są za pan brat i każdy ma uśmiech na twarzy...
Audycji tej patronował wytrawny fachowiec radiowy – dyrektor Juliusz Petry. Program był złożony ze skeczów pisanych co tydzień na gorąco przez Wiktora Budzyńskiego, z dialogów gwarowych Szczepka i Tońka, z monologów pana radcy Strońcia, a następnie z rozmówek dwu sceptycznych Żydów – panów Aprikozenkranca i Untenbauma, oraz z piosenek licznych wykonawców, reprezentujących folklor lwowski (szczególnie Włada Majewska). W zespole figurował m.in. autentyczny rzeźnik, muzyk-amator Ignacy Dąb, specjalista od gry na ustnej harmonijce i od podmiejskich piosenek ludowych. Z zespołem Wesołej Fali współpracował także sądeczanin Józef Wieszczek – radiowy Babcioch, świetny naśladowca głosów zwierząt oraz gwary nowosądeckiej.
Pan Strońć, czyli Wilhelm Korabiowski – piastujący wysoki urząd woźnego
magistrackiego – sam pisywał swoje monologi i sam je wykonywał. Czasem tylko nawiązywał
kontakt ze swym synkiem Marcelkiem, który nieśmiałym głosikiem wtrącał kilka słów do
rozważań ojczulka. Szczepko Migacz i Tońko Tytyłyta – w „cywilu” Kazimierz Wajda i Henryk Vogelfanger – to osobny rozdział polskiego humoru radiowego. Swoje dialogi tworzyli wspólnie i wygłaszali je gwarowym „bałakiem” lwowskim. Zaczynali swe rozmówki od tradycyjnego powitania: Serwus Szczepciu, ta co ty taki cienty na mni?..., albo: Serwus Tońko, dobrze ży ja ciebi zdybał... i już od pierwszych zdań tworzyli ową aurę wesołości oraz naiwnego cwaniactwa, tak lubianego przez rzesze radiosłuchaczy w całej Polsce, które też szybko zakochały się w parze radiowych batiarów.
Nie było takiej rzeczy, której by Szczepko i Tońko nie potrafili rozgryźć z właściwym sobie humorem, opartym na zdrowym, ludowym rozsądku. Mówili o zabawach i uroczystościach, o patriotyzmie i burzliwych dziejach rodzinnego miasta. Bałakali przed mikrofonem o karnawale, rozprawiali o miłości i pisaniu listów, uczyli po swojemu historii Polski – jeszcze przed warszawskim Wiechem i na pewno z niegorszym od niego wynikiem. Mówili o obowiązkach obywatelskich i o dobrym wychowaniu, którego zasady jeszcze i dzisiaj obowiązują. Ich dialogi są zbyt znane czytelnikom, aby je szerzej omawiać.
W przeciwieństwie do tej pary, „radca” Strońć, darzony przez słuchaczy równie gorącą sympatią jak Tońko i Szczepko – patrzył na sprawy tego świata z nieco innego punktu widzenia. Oni – te batiary, zwyczajne „hoło­drygi”, szukające zarobku gdzie się dało, on – osoba urzędowa, „fasująca” pensję na pierwszego. Tamci kłócili się z młodzieńczą zapalczywością, „wychodzili z nerw”, on rozprawiał z niezmąconym spokojem. Mówił żargonem urzędowym, w którym rozmaite ucieszne zwroty, zaczerpnięte ze słownika ck austriackich urzędników, zalatujące dawnymi „sztajeramtami” i „landszturmem”, sięgające do domorosłych debat politycznych przy bombie piwa i kwarglach w handelku u Icka Spucha.
Nieszkodliwy bibosz, hołdujący starej zasadzie lubię małe piwko, piwko lubi mnie, rozgrzeszał się Strońć ze swego niewinnego nałogu pozorami dydaktycznymi i kierował do swego synka przysłowiowe już powiedzonko: Marcelku, jeśli będziesz grzeczny, to tato pójdzie się napić piwa.
Ta trójka uzupełniała się świetnie w recepcji radiowych słuchaczy. Po kilku latach słuchania tej trójki można zaryzykować twierdzenie, że połowa słuchaczy mówiła bałakiem Szczepka i Tońka, a druga połowa stylem Strońcia. Dzięki nim odżył folklor lwowski, wyszedł poza rogatki miejskie, trafił do filmów „Będzie lepiej” oraz „Włóczęgi”, wyświetlanych do dziś na naszych niektórych ekranach, wraz z refrenem My dwaj oba cwaj nie mamy nic, a mamy raj – dotarł wszędzie, gdzie słuchano polskich audycji.
Uczestnicy tej audycji dali do września 1939 roku 187 występów radiowych i ponad 200 przedstawień teatralnych, a Wesoła Fala stała się pierwszą polską akademią radiowego humoru.
Niezawodność cotygodniowej porcji humoru, ciągłość tej radiowej wytwórni wesołości, przez szereg lat sprawiały, że Wesoła Fala stała się prawdziwą instytucją humoru i dzięki niej kwestia humoru była w Polsce przedwojennej rozwiązana nienajgorzej.