Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Krzysztof Bulzacki, OSTATNIE SPOTKANIE Z TOŃKIEM

Karykatura Tońka, rys. Biekelsa Któregoś ranka na przełomie czerwca i lipca 1991 roku przyjechałem do Warszawy coś załatwić. Uwinąłem się szybko i niewiele się namyślając wsiadłem do autobusu i pojechałem niezapowiedziany do Jurka Janickiego na Zelwerowicza 36. Znałem go jeszcze ze Lwowa, byliśmy prawie sąsiadami. On mieszkał naprzeciw ulicy Krupiarskiej, na której mieszkał swego czasu Tońko, parę domów od Piotra i Pawła (tak się we Lwowie mówiło, chociaż były to dwie ulice) po prawej stronie ulicy Łyczakowskiej, a ja po drugiej stronie, na Rewakowicza 17, równolegle do Krupiarskiej. Jurek miał zawsze starannie wyprasowane spodnie, był w starszej o dwa lata klasie, ale chodziliśmy do tych samych szkół, ostatnio na Ochronek.
W Warszawie byliśmy poniekąd spowinowaceni, Justyna, wnuczka mojej ciotecznej siostry, mówiła do Jurka wuju. Jurek był mężem jej rodzonej ciotki.
Miałem szczęście, Jurek właśnie wyjeżdżał. Powiedział mi: – Bardzo cię przepraszam, ale muszę jechać. Jadę do Tońka, muszę mu zawieźć kiełbasę i jeszcze coś tam... Jak chcesz poznać Tońka, to jedź ze mną.
Durne gadanie! Kto by nie chciał poznać Tońka.
Po drodze opowiadał mi, ile kłopotów ma z Tońkiem. Tońkiem opiekował się Janusz Budzyński (syn Hilarego Proszka z Radia „Wolna Europa” – Wiktora Budzyńskiego), który tak młodo zmarł i teraz Jurek musi zajmować się Tońkiem. Tońko lubi przebywać w szpitalu i często tam bywa mimo bardzo dobrych warunków w domu dla wybrańców na Woli.
Zwróć uwagę na koszule i sweterki Tońka w filmie „Legenda batiara” – powiedział Jurek. Ten film godzinny kręciliśmy dwa tygodnie. Trudno było zmusić Tońka do wytężonej pracy.
Jurek zapukał do drzwi. Tońko zapytał: – Kto tam? – To ja, Jurek. – Drzwi się otwarły. – Przyprowadziłem ci tu jednego batiara. – Przywitałem się z Tońkiem.
Apartament Tońka składał się z pokoju, kuchenki, łazienki i przedpokoju. Parkiet lśnił czystością.
Tońko zaczął się skarżyć do Jurka: – Wróciłem ze szpitala i nic nie mogę znaleźć, idź po Baśkę, niech ona tu przyjdzie i zrobi porządek; gdzieś mi zginęły żółte meszty. – Tu odsłonił kotarę, za którą na podłodze krył się dwumetrowy rząd półbucików czarnych i brązowych, ale żółtych nie było.
Jurek poszedł po Baśkę, zostałem sam z Tońkiem. Tońko chodził po pokoju zafrasowany brakiem swoich ulubionych półbucików, a ja mówię do niego: – Panie Tońku, pan mówi, że ktoś panu zasmytrał te żółte meszty, a mnie się wydaje, że to nie tak. Ktoś zobaczył te żółte buciki i pomyślał sobie, że weźmie je na pamiątkę. Kiedy pana nie będzie już na świecie, a u niego będą goście, on wyciągnie te meszty, położy na stół i powie: „Popatrzcie ludzie, to są meszty Tońka. Na pewno ktoś sy wziął na pamiątkę! – Tońko chodzi po pokoju, uśmiecha się pod nosem, przystanął i mówi: – Powiada pan, że ktoś sobie wziął na pamiątkę? – I było widać, że się ucieszył.
Po chwili wrócił Jurek i potoczyła się rozmowa na tematy bieżące. Jurek wyciągnął beret Tońka, pokazał mi i powiedział: – Tę gwiazdkę gen. Maczek odpiął od swego munduru i przypiął Tońkowi.
Ten beret wziął sobie na pamiątkę Jurek Janicki.
Myślałem, że jeszcze niejeden raz będę miał okazję zobaczyć Tońka, nie przyszło mi na myśl, że to są jego ostatnie miesiące. Nie ma już wśród nas Jurka. Coraz mniej nas na świecie, ale pozostało to, co każdy z nas tak gorąco kochał.