Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

KULTURA, NAUKA

O LESZKU GOLIŃSKIM
W CL 1/08 znalazło się wspomnienie o lwowskiej grupie literackiej z czasów II wojny – „Żagiew”, napisane przez jednego z jej członków, Leszka Golińskiego. Na końcu, w notce (nader skromnej) zapytywaliśmy Czytelników: kto mógłby o tym autorze więcej opowiedzieć? Na to pytanie otrzymaliśmy dwie odpowiedzi. Pierwsza nadeszła aż z Kanady, od p. dra Jana S. Doliwa-Dobruckiego:
Siedzieliśmy obaj w tej samej ławce, w tej samej klasie gimnazjum im. Juliusza Słowackiego w Czortkowie, w latach 30. Był on bardzo miłym kolegą, zawsze uśmiechniętym i grzecznym. Już w pierwszej klasie Leszek pisał rymowane wypracowania domowe i układał wiersze na akademię
3-majową czy 11 listopada. [...]
Leszka często odwiedzałem w dużym budynku starostwa, gdyż pan Goliński był starostą czortkowskiego powiatu. Lubiliśmy się wzajemnie, bo mieliśmy podobne usposobienia. Raz Leszek po cichu powiedział mi, że o 5 po południu będzie jechał samochodem na stację kolejową po swego tatę i że mam czekać na niego na moście nad Seretem (piękna rzeka...). Gdy mię zobaczył, kazał szoferowi stanąć, aby mnie zabrać. To była pierwsza w moim życiu jazda samochodem.
Nie pamiętam, w którym to roku państwo Golińscy wyjechali z Czortkowa, ale do dziś pamiętam ten żal, że straciłem tak wspaniałego kolegę.
Leszka ponownie spotkałem po wojnie we Wrocławiu. Było to w roku 1947 lub ósmym (?). Leszek pracował w zespole redaktorskim jakiejś gazety. Przy winku i kawce uskarżał się na ból serca oraz częste bóle, jakie sprawiali mu patrioci z urzędu bezpieczeństwa... Żartował wtedy, że może ja mam jakieś końskie lekarstwo, bo byłem na II roku medycyny weterynaryjnej.
Po dyplomie w 1951 i z nakazu pracy zostałem wysłany do Słupska i nasz kontakt się urwał. O jego (jak słyszałem – nagłej) śmierci dowiedziałem się już będąc w Kanadzie. Trudno mi nadal jego uśmiechu zapomnieć... to tyle.
Odpowiedź druga: zatelefonował do nas z Warszawy p. Janusz Wasylkowski przypominając, że pisał o Golińskim w swej książce Lwowskie misztygałki (W-wa 2000).
Okazuje się, że Goliński, który po ekspatriacji znalazł się we Wrocławiu i nadal działał jako literat, nie zostawił po sobie dobrego wspomnienia. Związał się z różnymi gazetami, m.in. „Trybuną Ludu”, a to, co pisał o Lwowie, budziło sprzeciw ekspatriantów. Pisze J. Wasylkowski o powieści Rocznik szesnasty (1957):
Powieść Golińskiego drukowana była w odcinkach w jakimś wrocławskim dzienniku. Pamiętam, że lwowiacy czytali ją z przejęciem, była to bowiem chyba pierwsza powieść publikowana po wojnie, której akcja działa się we Lwowie, ale czytając ją klęli i płakali, płakali i klęli. Nikt nie chciał się zgodzić z opisywanym przez Golińskiego obrazem stosunków społecznych panujących w mieście, usiłowano protestować, ktoś nawet pisał do redakcji, oczywiście wszystkie te protesty pozostały bez echa. (s. 192)
W innym miejscu (s. 183) J. Wasylkowski zestawia nazwisko Golińskiego z ówczesnymi pisarzami reżimowymi. Pisząc o książce innego autora, zauważa: ... przypomina bowiem swoim stylem książki Leona Pasternaka, Julii Prajs czy Leszka Golińskiego, bardzo krytycznie opowiadające o Lwowie lat trzydziestych, a publikowane w latach pięćdziesiątych...
Dziękujemy, Panie Januszu. Przy okazji na nowo przejrzeliśmy „Lwowskie misztygałki” – to kopalnia wiedzy o mało znanych sprawach lwowskich!


Kronika
• W ostatnim dniu stycznia br. odbyła się w Bibliotece Narodowej w Warszawie uroczystość poświęcona prof. Oskarowi Stanisławowi Czarnikowi w związku z Jego odejściem na emeryturę i ukończeniem 70. roku życia.
Prof. O.S. Czarnik urodził się w 1937 r. we Lwowie. Po ekspatriacji znalazł się w Warszawie, tam ukończył studia polonistyczne i przeszedł stopnie kariery naukowej aż do profesury w 2003 r. Przez ponad 30 lat pracował w Bibliotece Narodowej (dokładniejsza notka biograficzna znalazła się w CL 1/06, po Jego artykule o mieszczaństwie lwowskim.
W dniu uroczystości duża „Sala Darczyńców” BN była pełna, zebrało się sto pięćdziesiąt osób. Opowiadano nie tylko o drodze naukowej Profesora, ale także wiele o Jego postawie i działalności w okresie „Solidarności”, podnoszono ogromną pomoc, jaką świadczył rodakom za jałtańskim kordonem, dowożąc do Lwowa osobiście ciężkie plecaki z polskimi książkami, i nadal to dzieło kontynuuje.
Nie zabrakło naszej Redakcji na uroczystości w Warszawie, o czym świadczy załączone zdjęcie.

W następnym numerze zamieścimy opowieść prof. Oskara Czarnika o sobie i własnej rodzinie, zasłużonej od klku pokoleń dla polskości naszego Miasta.


• W połowie grudnia ’07 odbyło się w Krakowie sympozjum pt. Rodzina Maryi. Dzieło bł. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego 1857–2007, zorganizowane przez Wydział Historii Kościoła PAT w Krakowie oraz Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Maryi. W ramach sympozjum ks. prof. dr Józef Wołczański wygłosił referat pt. Rozwój strukturalny Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi na Ziemiach Wschodnich.

Przypomnijmy, że bł. arcybiskup Z.S. Feliński spędził część swego życia – po powrocie z wygnania z Rosji – w Dźwiniaczce (k. Borszczowa, na Podolu Tarnopolskim) i tam założył habitową gałąź Sióstr Rodziny Maryi (marianki). O Felińskim i Dźwiniaczce pisaliśmy w CL 4/02

• W krakowskiej „Turlej Gallery” otwarto wystawę ponad 100 dzieł Artura ­Grottgera, z czego wiele nie było dotąd ekspono­wanych.
W tym roku obchodzimy 170. rocznicę urodzin i 140. rocznicę śmierci artysty, który po śmierci został obwołany wieszczem. Przypomnijmy, że namalował słynne cykle: Warszawa I i Warszawa II, Polonia, Lithuania oraz Wojna, gloryfikujące powstańczy zryw 1863 roku. Swoje obrazy głównie rysował, pozostawił jednak nieco portretów olejnych i akwarel.
Swoje niedługie życie spędził we Lwowie, spoczął na Cmentarzu Łyczakowskim. Jego grób jest dziś niezwykle często odwiedzany, a to dzięki licznym wycieczkom z całej RP.

• Kolejna szkoła w Polsce otrzymała imię Orląt Lwowskich – jest to IV Liceum Ogólno­kształcące w Gliwicach. Inicjatywę zgłosił tamtejszy Oddział TMLiKPW, który również ufundował piękną tablicę pamiątkową.
Uroczystość odbyła się w rocznicę Obrony Lwowa w listopadzie 2007 r., a wzięli w niej udział Prezydent Miasta i Marszałek Województwa Śląskiego, uczniowie i ich rodzice oraz rzesza gliwickich lwowian. Młodzież pod kierunkiem pań polonistek zaprezentowała wzruszający program, przybliżający Obronę Lwowa i losy Orląt.

• Z początkiem lutego ‘08 otwarto w krakowskim Muzeum Archidiecezjalnym im. Karola Wojtyły (przy ul. Kanoniczej) kolejną wystawę malarstwa Fryderyka Pautscha pt. Pejzaże i inne tematy. Przypomnijmy, że poprzednia wystawa twórczości tego artysty – na temat Huculszczyzny – trwała tam przez cały rok 2007 (pisaliśmy o niej w CL 1/07).
Jak pamiętamy, F. Pautsch (1877–1950) urodził się w Delatynie, a wraz z K. Sichulskim i W. Jarockim przez lata stanowili „Trójkę huculską”. O wszystkich trzech malarzach pisaliśmy w CL 3/97 (ale we wspomnianym wyżej zeszłorocznym numerze kwartalnika napisaliśmy omyłkowo 3/07, za co przepraszamy).

Smutnym zbiegiem okoliczności, w połowie lutego zmarła w Krakowie dr Maria Pautsch, córka i ostatnia spadkobierczyni spuścizny po Fryderyku Pautschu. Ogromny zbiór jego dzieł był przez dziesięciolecia przechowywany w domu malarza (w nie najlepszych warunkach), dopiero przed kilku laty córka przekazała całość do krakowskiego Muzeum Archidiecezjalnego. Jej intencja była pierwotnie inna: uczynienie z domu-dworku malarza muzeum artysty jako oddziału Muzeum Narodowego w Krakowie (tak jak Dom Matejki, muzeum Mehoffera i paru innych). Dyrekcja MN nie przyjęła tej propozycji.

• U krakowskich oo. Bernardynów przechowywana jest od lat powojennych – jak już nieraz pisaliśmy, a zdjęcie pokazaliśmy w CL 3/01 – panorama Golgoty od lwowskich Bernardynów. Namalował ją jako tło Bożego Grobu Tadeusz Popiel w 1910 r. Obecnie malowidło to rozwijane jest corocznie – od Wielkiego Piątku – w kościele bernardyńskim pod Wawelem. Drugiej takiej dekoracji tu oczywiście nie ma.
Ostatnio nastąpiła konserwacja obrazu o wymiarach 8 x 11 metrów, Zdjęto kilku­dziesięcioletnie zanieczyszczenia oraz uzupełniono drobne ubytki, które powstały przy corocznym rozwijaniu i zwijaniu obrazu, przechowywanego na specjalnym bębnie drewnianym.

• W ubiegłym roku odbył się w Krakowie Ogólnopolski Festiwal Piosenki Lwowskiej, zorganizowany przez Towarzystwo Kresowe „Chawira”. Festiwal zakończył się w listopadzie ‘07 koncertem z okazji Rocznicy Obrony Lwowa.
Tu należy się wyjaśnienie. W Krakowie – poza Oddziałem TMLiKPW i związanymi z nim klubami-kołami regionalnymi Stanisławowian, Tarnopolan, Stryjan i Zaleszczykowian – działa kilka oddzielnych organizacji, które wpisują się w szerokie spectrum miłośnictwa utraconej małej ojczyzny. Są to przede wszystkim równoległe koła czy kluby, zainteresowane miejscowościami i okolicami, z których wywodzą się ich członkowie: Złoczowianie, Drohobyczanie, Samborzanie. We wszystkich wymienionych organizacjach trwa od bez mała 20 lat intensywna i wielo­torowa praca: bezpośrednich kontaktów z oddzielonymi jałtańską granicą Rodakami, historyczno-dokumentacyjna, wydawnicza, integracyjna. Swoje miejsce ma także weselsza strona obrazu Lwowa – w tym celu zapraszane są różne zespoły z tej i z tamtej strony kordonu.
Poza wymienionymi działają w Krakowie inne jeszcze organizacje. Jedna z nich – wspomniana „Chawira” – z całego bogactwa kultury Lwowa wybiera jego niezwykły folklor miejski, organizując występy i festiwal piosenki lwowskiej. To dobrze, że tradycja lwowskiego folkloru – z którym mogłaby się porównać może w jakimś stopniu tylko Warszawa – jest nadal w Krakowie w sposób ciągły kultywowana, przypominając społeczeństwu także i tę specyfikę niszczonej polskiej kultury Lwowa i Małopolski Wschodniej. Wielkie więc za to uznanie i podziękowanie.
Dodajmy, że I miejsce w Festiwalu Piosenki Lwowskiej wzięli zasłużenie Adaśku Żurawski i jego dwaj przyjaciele: Andrzej Jaworski i Andrzej Mosingiewicz.
Jest jeszcze jedna organizacja, może raczej firma, która swą nazwą „Kresy” nawiązuje do Ziem Wschodnich, ponieważ w jakimś stopniu była tam prowadzona działalność pomocowa. Jest to jednak raczej biuro podróży, którego wycieczki docierają do bardzo odległych miejsc Europy i nie tylko.