Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Władysław Orobkiewicz, ZNACZENIE OBRONY LWOWA

Artykuł ten przepisujemy z „Jednodniówki” wydanej we Lwowie w r. 1928 ku uczczeniu dziesięciolecia walk o Lwów 1918–1928.

Reduta najmłodszych, fragment tryptyku z cyklu „Obrona Lwowa” pędzla Stanisława  Batowskiego, 1938Obrona Lwowa to nie epizod wojenny tylko, godny stanąć w jednym rzędzie z największymi czynami oręża, ale przede wszystkim akt państwowy, stwierdzający wobec świata integralną przynależność dzielnicy do Polski.

Nie zrodził się on z politycznych koncepcji dyplomatów, roztrząsających tę kwestię pod kątem korzyści i szkód, jakie nam dane rozstrzygnięcie przynieść mogło, ale z przeświadczenia całego bez wyjątku społeczeństwa.    
I ten właśnie spontaniczny, przez nikogo nieprzygotowany, a w najkrytyczniejszej chwili poczęty, stanowi dla nas i dla świata najważniejszy dokument prawdy i słuszności, na którym opiera się prawo Polski do tej ziemi.
Chwila rozpadu Austrii i tworzenia się na jej gruzach nowych państwowych tworów zastała zupełnie nieprzygotowanymi nasze polityczne czynniki tak urzędowe, reprezentowane wówczas przez Radę Regencyjną, jak i obywatelskie, zgrupowane w różnych stronnictwach politycznych i organizacjach społecznych. Polskie społeczeństwo Wschodniej Małopolski było w tej najważniejszej dla niego chwili pozostawione w zupełności własnym siłom, bez żadnego przygotowania i bez żadnych wskazówek nawet, nie mówiąc już zupełnie o jakiejkolwiek organizacji.
Zawiodły również czynniki wojskowe. Istniały wprawdzie podówczas aż trzy tajne polskie organizacje wojskowe, lecz – jak się okazało – były tak słabe organizacyjnie i technicznie, że ani nie mogły zaraz z początku przeciwstawić się ukraiń­skiemu zamachowi, ani też później w swoich ramach skoncentrować organizację, opór i walkę.
Mówiąc to bez myśli krytyki, chętnie przyznaję, w ostatnich godzinach przed zamachem uczyniły wszystko, co były w stanie uczynić, i że ich członkow­ie oddali sprawie Obrony Lwowa niespożyte przysługi. Niemniej jednak musi się stwierdzić, że tak inicjatywa do oporu i walki, jak i stwarzanie warunków ich możliwości zrodziły się samorzutnie w społeczeństwie.

Chociaż więc ukraiński zamach, przygotowany i wspomagany przez austriackie władze, od razu zawładnął miastem, już wczesnym rankiem zagrzmiały na ulicach miasta, a nawet w śródmieściu strzały, jęto rozbrajać ukraińskie posterunki i zdobywać uzbrojone silnie ciężarowe automobile, a przed południem jeszcze doszło do pierwszego większego, zwycięskiego dla nas starcia w szkole Sienkiewicza. Wieczorem sporadyczne strzały zlały się już w jednolitą symfonię walki, z każdym dniem, a nawet godziną wzmagającej się na sile i przestrzeni, aż odgłos jej przedostał się do reszty Polski, a nawet poza nią, głosząc światu, że Lwów nie poddał się zamachowi, że walczy, a nawet zwycięża.
Ten moment zupełnego nieprzygotowania stał się później dla nas i dla sprawy polskiej największym atutem dyplomatycznym. Bo, aby porwać się z gołymi rękoma na świetnie uzbrojone, regularne oddziały wojska z dziesiątkami ochotników, w większości pierwszy raz mających do czynienia z bronią, atakować i wypierać z umocnionych stanowisk setki żołnierzy, aby pod gradem kul organizować się wojskowo i mimo szalonych strat, jakie ta rozpaczliwa walka za sobą pociągała, wzrastać z każdą godziną nieledwie na sile, aby o głodzie i chłodzie wytrwać na stanowiskach i po znużeniu, do zupełnego upadku sił sięgającym, przechodzić od zaciekłej obrony do niemniej zaciekłego ataku, na to trzeba było czegoś więcej nad narodowy szowinizm, czy też państwowy imperializm! Nie pierwszy ani też drugi pchał nieletnie dzieci do ucieczki z domu i składania młodego życia w ofierze. Nie one kazały kobietom chwytać za broń i walczyć, jak tylko najdzielniejszy żołnierz potrafi. Nie one wydobyły z kryjówek mężczyzn, chowających się przed poborem lub zbiegłych z wojska dezerterów. Nie one to stawiały w jednym szeregu sędziwego radcę dworu obok dzieciaka, profesora Uniwersytetu obok ucznia szkół średnich, a robotnika obok księcia, by z ich zespołu tworzyć te pełne poświęcenia oddziały, których sprawność bojowa w podziw wprawiała starych żołnierzy. Tylko niewzruszone przeświadczenie o słuszności sprawy mogło z dusz ich wydobyć ten górny ton poświęcenia i ofiarności, których od większości z nich nawet najskrupulatniej pojęty obywatelski obowiązek nie mógłby żądać. Tak się walczy tylko na własnej ziemi i za nią.

Toteż tylko dzięki Obronie Lwowa uzyskaliśmy uznanie naszych wschodnich granic, mimo iż w gronie decydujących o tym polityków mieliśmy niechętnych, a nawet wprost wrogich nam dyplomatów. Gdy w roku 1923 zjawiła się we Lwowie przed Marszałkiem Francji Fochem delegacja Związku Obrońców Lwowa, składając mu hołd wojskowy i dziękując na jego ręce Francji za jej życzliwość w tej sprawie, on z żołnierską otwartością odezwał się w te mniej więcej słowa: „Nie Francji i nie Entencie to zawdzięczacie, lecz samym sobie. Gdyby nie wasz opór i walka, nic by wam one nie pomogły”.
Obrona Lwowa jest w łańcuchu dziejów naszej dzielnicy nowym ogniwem, spajającym ją z Macierzą. Jest ona bowiem powtórzeniem tych walk o jej przynależność do Polski, które zaczęte zaborem Włodzimierza Wielkiego w roku 981 powtarzały się kilkakrotnie w pierwszych stuleciach, aby przez przeciąg czterech przeszło następnych istnienia Państwa Polskiego uczynić tę przynależność już niesporną, nawet dla samej ludności ruskiej ją zamieszkującej, i to nawet w najcięższych dla upadającej Rzeczypospolitej czasach!
Toteż żadne separatystyczne konszachty i pod­kopy, żadne zamachy, mordy i sabotaże nie stłumią tego zmysłu państwowego, jaki od setek lat i dziesiątek pokoleń każe dzisiejszemu społeczeństwu stać twardo i nieustępliwie pod hasłem przynależności do Polski. A tak samo i Polska, pod grozą utraty swego państwowego bezpieczeństwa, wprost nawet – swego istnienia, nie może się wyrzec tej ziemi, która jest warownią jej granic na wschodzie, a gwarancją bezpieczeństwa na zachodzie.
Tu, na tej ziemi, w ciągu setek lat stawiała Polska czoło grożącemu jej i Europie zalewowi mongolskiej dziczy. Tu, na tej ziemi, postawiła tamę cuchnącej rozkładem i zgnilizną bizantyńskiej pseudokulturze, która w ciągu tylu wieków niczego trwałego stworzyć nie potrafiła, lecz za to skaziła umysły i zatruła dusze milionów ludu, aby go umęczonego i ogłupionego pod carskim knutem rzucić na dalszą pastwę bolsze­wickim doktrynerom.
Tu, na tej ziemi, polska kultura utrwaliła zachodnioeuropejski ład społeczny, a rzucając pod jego rozwój demokratyczne podstawy, w wielkiej mierze przyczyniła się także do ludowego ruskiego odrodzenia, czy to szczepiąc hasła wolności człowieka, czy też przyczyniając się do obudzenia i rozwoju ruskiej literatury.

Nigdy bowiem nie prowadziła Polska wynaradawiającej polityki! I raczej można by jej postawić zarzut, że zbyt mało dbała o swe pierworodne dzieci, spokojnie znosząc ich wynarodowienie. I teraz również ani Ona, ani nikt z nas, oby­wateli tej dzielnicy, nie zamyśla nikomu odbierać jego praw przyrodzonych do życia i rozwoju i narzucać mu obce. Ale też wszyscy bez wyjątku jej mieszkańcy muszą się pogodzić z myślą, że na polskiej ziemi żyją i muszą bez zastrzeżeń poddać się jej prawom i speł­niać wynikające z nich obowiązki. Po autentycznym, sprzed tysiąca lat prawie dokumencie ruskiego kro­nikarza Nestora, który pod datą 981 roku w słowach: „Ide Władymir k’Lacham i zaniał grady ich Peremyszl, Czerwień i inny i że sut do seho dnia pod Rusiu”, ponad wszelką wątpliwość stwierdził polskość tej ziemi, stwierdziła ją w ciągu następnych setek lat krew i praca polska, które w nią wsiąkły.
Obrona Lwowa z listopada 1918 roku to jakby nowe potwierdzenie tych dokumentów u progu odzyskanej niepodległości naszej Ojczyzny dokonane i ostrzeżenie dla tych wszystkich, którzy by ośmielili się ich ważność podawać w wątpliwość. A widomą pieczęcią tego dokumentu to cmentarz Obrońców Lwowa, kryjący w swym łonie dzieci całej Polski, tysiącami krzyży dający świadectwo, że jej bronić umiemy i potrafimy obronić!
W tej uroczystej chwili, gdy Polska święci pierwszy Jubileusz odzyskania Swej Niepodległości, myśl nasza zwraca się w hołdzie do tych Towarzyszy i Towarzyszek broni, którzy ofiarą życia w niemałej mierze tę Niepodległość utrwalili.
Odpoczywajcie spokojnie, Koledzy i Koleżanki. Spełniliście swój obowiązek. My, pozostali przy życiu Obrońcy Lwowa z listopada 1918 roku, przyrzekamy Wam, że i my go do ostatniego tchu, do ostatniej kropli krwi – spełnimy.

Tak to wtedy widziano i rozumiano. Niestety... A czy dziś potrafimy – my, wszyscy Polacy – dojrzeć grożące nam niebezpieczeństwa? Czy nie za bardzo ufamy nowym układom europejskim?