Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Eugeniusz Zychowicz, NOC JESZCZE

W 65. rocznicę konferencji w Teheranie (XI–XII 1943 r.)


W Teheranie i w Jałcie diabeł rozdał karty
I zażądał pieczęci na grabieży dziele;
Anglosasi – zasłużeni Moskwy przyjaciele
Za legalny uznali rozbiór Polski czwarty.

Dżentelmeni z Londynu i znad Potomaku
Prezent hojny zrobili wschodniemu satrapie
Według tego, co on im zakreślił na mapie,
Na której nie zmienili najmniejszego znaku.

Lepiej dawać nie swoje – to ich polityka,
Nie o Szkocji więc tutaj, ni Alasce mowa;
Prezentami była wolność i Polski połowa,
Najbardziej ich wiernego z wiernych – sojusznika.

W haniebnym i nikczemnym, antypolskim spisku
Owi zdrajcy i tchórze, moralni bankruci,
Z zasad solidarności, z godności wyzuci,
Swój honor pogrzebali w śmieci wysypisku.

Chytry tyran moskiewski uśmiechnął się mile;
Dwóch naiwnych kompanów wyprowadził w pole
Choć myśleli, że oni grają główne role;
Lecz on był reżyserem – czekał na te chwile.

Z przyjacielem z Berlina miał już pakt bezcenny,
Który terytorialne przyniósł im korzyści,
A teraz, nowy sojusz – z Zachodem – się ziści,
I on zachowa wszystko: cały łup wojenny.

A z Polską, co mu tyle złych wspomnień przymnaża
Dogodna do rozprawy następuje pora;
I klęski pod Warszawą wreszcie sczeźnie zmora!
Zemsta za rok dwudziesty – właśnie się nadarza.

W Katyniu zaspokoił krwawy instynkt wilczy;
Las zarośnie mogiły i nikt się nie dowie...
A jeśli ktoś odkopie, to on wtedy powie,
Że to zbrodnia niemiecka! – Zachód to przemilczy.

Przy okazji – Polaków, których poznał wcześnie
W nieudanej, pod Lwowem wojennej karierze,
Teraz srogo ukarze, doskonale wie, że
Zagarniając nam Kresy – ugodzi boleśnie.

Wolne w Polsce wybory? W śmiechu zęby szczerzy,
Lecz oficjalnie powie, że się na to zgadza –
(A on już zdecydował jaka będzie władza
I komu będzie służyć) – Zachód mu uwierzy.

Pół kraju już mu dali zachodni kamraci,
A z niesfornym narodem sam sobie poradzi:
Kadry w Moskwie szkolone do Polski sprowadzi
I kto karku nie ugnie – ten głową zapłaci.

Więc znów się zapełniły syberyjskie stare
Szlaki – tymi, co Polskę ukochali szczerze
I tam, w ziemi nieludzkiej, w męczeńskiej ofierze
Składali swoje życie za polskość i wiarę.

A kościoły, cmentarze, pałace i dwory
I wszelka polskość ducha w kresowej przestrzeni
Miały zniknąć na zawsze, by polskich korzeni
Nie można było więcej znaleźć od tej pory.

Lecz nie koniec dla Polski tych nieszczęść tak licznych,
Tyle zbrodni nieznanych od wielu stuleci,
Okrucieństwem przewyższył je „okupant trzeci”,
Ten spod znaku „tryzuba” i rzezi etnicznych.

Nasiąkła krwią ziemia Podola, Wołynia
I innych miejsc, wylaną Kaina żelazem –
Polskość męstwa wymaga i ofiar zarazem,
Jak te – w kaźni na Kresach i w lasach Katynia.

Zbrodnia zawsze z ciemności wynurza ramiona
I tchórzliwie się kłamstwem w otchłani zespala,
A ratunkiem jest prawda, bo prawda wyzwala,
Gdy wraz ze skruchą z więzów będzie wyzwolona.

Pół wieku milczał Zachód, wszak Katyń daleko,
I to nie ich dosięgła zbrodnia niesłychana,
Więc miała być w tym lesie również pogrzebana
Prawda, która nie rodzi im łez pod powieką.

Zachód milczał pół wieku, bo cóż że stolicę
Brytyjską obronili żołnierze niezłomni;
Po wojnie – bez Ojczyzny – tułacze bezdomni;
Zachód wziął krwi daninę, a Moskwa granice.

Milczał Zachód pół wieku, pokazał swą „klasę”,
Chociaż wiedział, że kłamstwem było milczenie,
Bo nie honor i prawdę oni mają w cenie –
Lecz egoizm, interes swój własny i kasę.

Po pół wieku horyzont rozjaśnił się nieco;
Ponad światem ze wschodu wiatr historii wieje,
Solidarność narodu zrodziła nadzieje,
Że na gruzach przemocy jeszcze dni zaświecą.

Kiedy zatem noc zbladła, nastało świtanie,
Ale zamiast błękitu wzeszła szarość mglista;
Dla kresowych Polaków skra nadziei czysta
Błysnęła i zagasła – jak gwiazdy spadanie.

W stolicy, gdy ustała niewoli szaruga
I ruszyły wskazówki wolności zegara,
Całkiem inni panowie „kurzyli cygara”
I wcale nie myśleli o braciach zza Buga.

Upomnieć się o polski, wschodni dom nieskorzy,
Woleli mieć interes sąsiadów na względzie –
Ślepota czy niepolskość tę nić zdrady przędzie?
Lub przestrach pochodzący z śladów po obroży...

Dał się nawet głos słyszeć (znanego dewianta),
Który radość wyrażał, że w granicach nowych
Nie ma Lwowa ni Wilna, ani ziem kresowych –
Choć to w dziejach ojczystych najdotkliwsza strata.

A nad Niemnem i Dniestrem, Prypecią i Styrem
Jest lud, co w zjednoczenie nieustannie wierzy;
Nasze Kresy odcięte od polskiej Macierzy –
Wciąż w niewoli, więc żalu przykryte są kirem.

Więc choć Polskę zdradzili zachodni judasze,
Mimo że im do tego nie dała powodu,
To Kresy – są dziedzictwem polskiego Narodu!
I przyjdzie czas na pewno, że znowu będą nasze.

Polska – wojny ofiara i krymskiego szczytu,
Z Twą pomocą – wierzymy – zjednoczy się Panie,
Więc u stóp Twych składamy pokorne błaganie:
Daj nam rychło doczekać prawdziwego świtu.