Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Helena Żołnierzowa, GROBY PRZODKÓW

Fot. Kazimierz Wiech
Zniszczone groby przodków wołają i płaczą niezależnie od narodowości i wyznania. To podobnie jak mówienie źle o umarłych. Stare rzymskie powiedzenie mówi De mortuis nihil, nisi bene (O umarłych dobrze albo wcale), bo oni już się nie mogą bronić, a przecież każdemu oskarżonemu przysługuje obrona.
Minęły 63 lata od opuszczenia rodzinnego domu i moich rodzinnych stron. Początkowo tęsknota była wielka, ale czas leczy rany, a realia historyczne każą pogodzić się z losem. W ciągu tych ponad sześćdziesięciu lat byłam trzy razy w rodzinnych stronach i w moim rodzinnym domu. Ostatni raz w 2007 roku. I nie wiem, czy to upływ czasu, czy mój wiek – 86 lat – wpłynęły na to, że nie przeżyłam tych odwiedzin tak intensywnie uczuciowo, jak w latach 70., gdy dom rodzinny zobaczyłam pierwszy raz po wysiedleniu.
Zawsze, gdy jestem w Kamionce Strumiłowej, odwiedzam kościół i cmentarz, na którym leżą moi dziadkowie i krewni. Nagrobki moich bliskich są zachowane, pomniki z piaskowca trembowelskiego z całkiem czytelnymi napisami, nawet z 1900 roku. Groby są zniszczone tylko upływem czasu, a nie działaniem człowieka. Wokół wysokie zielska, ale trudno wymagać starania od obcych ludzi.
Na starym cmentarzu w Kamionce zachował się też w dość dobrym stanie duży ogrodzony grobowiec właściciela dóbr Wisłockiego. Spoczywa tam sam ziemianin i jego syn, który zginął na wojnie z bolszewikami w 1920 roku. Jak na ironię losu, kilka kroków dalej stoi duży pomnik żołnierzy radzieckich z ostatniej wojny. Pomnik jest okazały, a na jego szczycie mimo zmian politycznych i wielkiego przełomu zachowała się duża czerwona gwiazda. I takie dwa duże grobowce stoją prawie obok siebie i nikomu to nie przeszkadza. Oto autentyzm historyczny w najczystszym wydaniu.
Na tym samym cmentarzu zachował się też w dość dobrym stanie nagrobek ze zdjęciem Ludwika Sierpińskiego, ucznia 7 klasy gimnazjum starego typu z wczesnych lat 30. Ludwik był komendantem harcerstwa i zdobywcą I miejsca w gimnazjalnych zawodach pływackich na Bugu. Niedługo po zawodach utonął podczas kąpieli w tej rzece. Był jedynakiem, jego ojciec pracował w szkole przemysłowej w Kamionce. Zawsze na Wszystkich Świętych harcerze pełnili wartę na grobie Ludwika. Do dziś jest rozpoznawalny na zdjęciu nagrobnym w mundurze harcerskim.
Wróciłam do Wrocławia. A ponieważ mieszkam na Oporowie, jadę do centrum obok Cmentarza Grabiszyńskiego. I pamiętam jeszcze, że w latach 50. wzdłuż ulicy Grabiszyńskiej stały, zachowane w dobrym stanie, duże, bogate grobowce niemieckie. W późnych latach 50. zostały rozbite i wywiezione jako gruz za miasto. W tym samym czasie zostało zniszczone krematorium i kolumbarium z urnami poniemieckimi na tym cmentarzu.
Pamiętam też, jak na przełomie lat 40. i 50. w centrum Wrocławia robotnik zbijał inskrypcje na budynku. Zwróciłam mu uwagę, że to nie niemieckie, ale łacińskie napisy, na co odburknął: „a co się pani na tym zna”.
Wiem, że w okresach przełomów dzieją się złe rzeczy, dyktowane nie rozwagą a emocjami. Szkody tych działań widać dopiero wtedy, gdy po ustaniu złych emocji spojrzymy spokojnie wstecz.
Za każdym pobytem na Wschodzie odwiedzam Cmentarz Łyczakowski we Lwowie. Miło jest spojrzeć na zachowane w dobrym stanie groby Konopnickiej, Zapolskiej, Grott­gera, Goszczyńskiego, profesora Banacha (w grobowcu Riedlów), prof. Balzera i innych. Ileż na tym cmentarzu nazwisk powstańców styczniowych – a ile obco brzmiących: Brandt, Lacher, Lerzel, Fischer i inni. A oni wszyscy walczyli i ginęli za wolną Polskę. Bo przecież ten obszar był wielonarodowy, wielowyznaniowy i wielokulturowy. Polacy, Ukraińcy, Żydzi, Ormianie, Niemcy, Czesi potrafili żyć zgodnie. Było takie powiedzenie: Gente Ruthenus – Natione Polonus – taka była dawna wielka Polska. A iluż na uczelniach Lwowa było profesorów o obco brzmiących nazwiskach: Longchamps de Berier, Balzer, Weigl, Teisseyre i inni. A ilu z nich zginęło na Wzgórzach Wuleckich z rąk Niemców za to, że byli Polakami.
Może posłuchać rady Angelusa Silesiusa: Bądź istotny, człowiecze, bo gdy ci świat uciecze, przypadek wnet odpadnie, istota przetrwa snadnie.