Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Tadeusz Krzyżewski, MIŁOŚNICTWO LWOWA i jego powojenni historiografowie (1938–1978)

Ku uczczeniu 90. rocznicy Obrony Lwowa oraz pamięci doc. dr Łucji Charewiczowej, historyka, miłośniczki Lwowa i jego przeszłości, więzionej i zmarłej w Auschwitz w 47. roku życia.

 

Przedstawiamy Czytelnikom niezwykle interesujące, ważne, można rzec – fundamentalne opracowanie śp. dra Tadeusza Krzyżewskiego, które zestawia polską literaturę na temat dziejów i kultury Lwowa, napisanej w różnych okresach historii i w różnych miejscach świata.
Pierwszy z tych okresów, najdłuższy, to literatura czasów staropolskich, wieku XIX (do I wojny światowej) i lat międzywojennych. Dla tego okresu Autor streścił podstawową pracę Łucji Charewiczowej, której 65. rocznica tragicznej śmierci przypadła w tym roku.
Okres drugi to literatura powstała w czasie II wojny i po wojnie, aż do upadku komunizmu, skromna ilościowo w Kraju, bogata na emigracji.
Autor ukończył swoją pracę w 1978 roku, to znaczy przed 30 laty (opublikowano ją rok później w londyńskim Biuletynie Koła Lwowian; tym samym artykuł nie jest dostępny przeciętnemu czytelnikowi w Kraju). Praca nad inną jeszcze książką, a w końcu późne lata życia, a z drugiej strony niezwykła obfitość najnowszej literatury o Lwowie i Małopolsce Wschodniej (przede wszystkim krajowej) nie pozwoliły mu na podjęcie od nowa opracowania okresu współczesnego. Jest to więc zadanie dla młodego badacza, zainteresowanego utraconą trzecią stolicą polskiej kultury.
Do tekstu T. Krzyżewskiego wprowadziliśmy niewielkie korekty. Już we wstępnej dedykacji – aby nie mylić Czytelników – napisaliśmy o 90. (a nie 60.) rocznicy Obrony Lwowa, a nieco niżej o 70. (a nie 40.) rocznicy wydania ostatniego tomu „Biblioteki Lwowskiej”. W wielu miejscach podawane inicjały imion autorów książek zastąpiliśmy pełnym brzmieniem, wychodząc z założenia, że dla nowego czytelnika autorzy ci to już mało znana historia. Wobec upływu 30 lat od napisania poniższego artykułu wiele osób wtedy żyjących dziś nie żyje – przeto w szeregu miejsc, w informacjach o nich, zamieniliśmy czas teraźniejszy na przeszły.
Wśród rocznic lwowskich szczególnie pragniemy przypomnieć wszystkim miłośnikom Lwowa i jego dziejów, iż przed 70 laty, w 20. rocznicę Obrony Lwowa, ukazał się w naszym mieście ostatni tom Biblioteki Lwowskiej. Był to kolejny tom XXXVII, który ukazał się pod koniec 1938 r. pt. Historiografia i miłośnictwo Lwowa (str. 291, 52 ilustracje, w opracowaniu doc. Łucji Charewiczowej, sekretarza Towarzystwa Miłośników Przeszłości Lwowa).

Wydawanie Biblioteki zostało podjęte z początkiem XX w. (1906 r.), a jej ostatni tom stał się jakby ukoronowaniem pięknej wiedzy o Lwowie historycznym i współczesnym, opracowanym przez znakomitą znawczynię tematu, która w proroczym przeczuciu czekających miasto klęsk i zagłady jego historycznych osiągnięć w służbie ojczystej sprawy, dokonała epickim piórem zwieńczenia trudów i dążeń tych wszystkich, którzy pracowali nad materialnym rozkwitem miasta i jego sławą historyczną myślą, słowem i uczynkiem.
Książką tą, napisaną z miłością i głęboką znajomością dziejów rodzinnego grodu, zbudowała sobie zarazem epitafium pośmiertne Autorka, kustosz Muzeum Historycznego m. Lwowa. Chcielibyśmy, aby ten artykuł przywrócił pamięć tej Uczonej, męczenniczki sprawy niepodległości i całości Polski, która zmarła w kaźni oświęcimskiej, a w kraju nie doczekała się po wojnie stosownego wspomnienia i miejsca w Panteonie Pamięci Narodowej, tak samo jak wiele Polek, bojowniczek sprawy narodowej z Ziem Wschodnich.
W 1976 r. ukazał się w Warszawie wydany nakładem „Książki i Wiedzy” pokaźny tom pt. By nie odeszły w mrok zapomnienia. Udział kobiet polskich w II wojnie światowej, gdzie o lwowskich patriotkach, szczególnie zaś tych wywiezionych i zamęczonych w sowieckich łagrach – nie ma ani słowa! W wymienionej książce zamieszczono osobny rozdział zatytułowany Kobiety W KL Auschwitz-Birkenau pióra Emeryki Iwaszko, ale i tam, jak i w indeksie nazwisk, nie znajdujemy żadnej wzmianki o śp. Łucji Charewiczowej.
Dlatego tym opracowaniem czcimy nie tylko pamięć Autorki Miłośnictwa Lwowa, ale i tych wszystkich Lwowianek-miłośniczek Lwowa i Ziem Wschodnich, które zginęły w służbie Narodu i rodzinnego Grodu w latach 1939–1945.
*  *  *

Dorobek piśmienniczy, poświęcony dziejom Lwowa, jego zabytków i mieszkańców, przedstawia zespół prac o bardzo różnorodnym charakterze. W ich skład wchodzą zarówno prace naukowe, oparte na znawstwie metod i źródeł badania przeszłości, jak i amatorskie kompilacje zaciekłych szperaczy archiwalnych i dyletantów, często bezradnych wobec ogromu wielojęzycznego materiału, nagromadzonego wokół burzliwych dziejów Lwiego Grodu. Wszystkich jednak autorów i kronikarzy łączy jeden wielki sentyment, wywodzący się z chęci wykazania, że Lwów to wielka rzecz i wielkie jego znaczenie historyczne oraz narodowa wartość.
Ta wspaniała przeszłość była i będzie zbiornikiem dążeń i uczuć szeregu pokoleń lwowiaków, a zwłaszcza tego ostatniego, ustępującego już, które jednak trwa jeszcze we Lwowie lub „tuła się po świecie”, przechowując w sercach i myślach jak skarb największy wspomnienie tego wszystkiego, co po dewastacjach i celowych zniszczeniach zaborców oraz okupantów pozostało polskiego we Lwowie i co zaważyć może na patriotycznym wychowaniu przyszłych pokoleń Polaków.
Bogactwo tematów jest wielkie i obejmuje różne dziedziny życia przedstawicieli kilkunastu narodowości działających we Lwowie. Sposób naświetlania tematu zależy od pochodzenia i przodków lwowiaków, spośród których niemal każdy posiada w swym rodowodzie jakiegoś Ormianina, Niemca czy Austriaka, Węgra, Szkota, Czecha, Rumuna lub Włocha, Greka, Tatara czy Żyda, nie mówiąc oczywiście o zasiedziałych, tubylczych Polakach lub Rusinach. Wyodrębnienie narodowości ukraińskiej w historiografii Lwowa zaczęło się na dobre dopiero w XX wieku, szczególnie w oparciu o tendencyjne i separatystyczne badania szowinisty ukraińskiego, jakim był prof. Michał Hruszewski (1866–1934).
Jest w czym wybierać, toteż cały wachlarz dziejowych zagadnień omówionych przez Ł. Charewiczową został podzielony dla przejrzystości na 14 rozdziałów, w których oddzielnie naświetlono historiografię Lwowa za czasów Rzeczypospolitej niepodległej, ożywienie miłośnictwa przeszłości miasta w pierwszym okresie autonomicznym oraz rozwój badań naukowych sub auspiciis universitatis aż do czasów odzyskania niepodległości Polski.
Oddzielnie analizuje Charewiczowa współpracę polskich i ruskich badaczy przeszłości Lwowa – takich jak Dionizy Zubrzycki, Jan Wagilewicz, Izydor Szaraniewicz i ks. Antoni Petrusewicz, by szczegółowo omówić okres wskrzeszenia tradycji staropolskiego Lwowa przez wielką trójkę dziejopisów – Wł. Łozińskiego, S. Schnur-Pepłowskiego i F. Jaworskiego, a następnie przedstawić znakomitych popularyzatorów historii, obrony zabytków i przyrody Lwowa, jakimi byli J. Białynia-Chołodecki, Ignacy Drexler, J. Sas-Zubrzycki, B. Janusz i M. Opałek.
Dla rozbudzenia miłości do miasta i ugruntowania jego legendy szczególne znaczenie miała twórczość znakomitych pisarzy i literatów starszego i młodszego pokolenia: Jana Lama, Kazimierza Chłędowskiego, Ludwika i Zdzisława Dębickich, Juliusza Starkla, a zwłaszcza Stan. Wasylewskiego i Kornela Makuszyńskiego, którzy fikcję literacką łączyli umiejętnie z najnowszymi odkryciami warsztatów naukowych miasta oraz badaniami historycznymi uczonych szkół wyższych. (np. S. Wasylewski – Lwów, 1931 r.)
Osobno ujęła Ł. Charewiczowa historiograficzne poczynania rzemieślników lwowskich, artystów, miłośników sztuk pięknych, literatury i teatrów; sporo uwagi poświęciła historii rozwoju księgarstwa, zbiorów i bibliotek. Obszernie omawia historiografię kościołów i poczynania duchowieństwa wszystkich trzech obrządków, bogate politica i militaria lwowskie – z obszernym wyszczególnieniem wojennej roli Lwowa, dziejów wojennych oblężeń, zabory, germanizację w dziejach miasta i jej zwalczanie, niedole wielkiej wojny światowej oraz walki polsko-bolszewickie.
Sporo uwagi poświęca Ł. Charewiczowa historiografii najnowszych zagadnień urbanistycznych Lwowa, dziejom instytucji użyteczności publicznej, opieki społecznej, parków i cmentarzy.
Wreszcie wnikliwego naświetlenia doczekały się w tej pracy zagadnienia ukraińskiego ruchu historiograficznego we Lwowie do 1938 roku i dzieje tworzenia ukraińskiej wiedzy o naszym mieście; w rozdziale Germanica-Armenica-Iudaica-Bohemica omówiła autorka obcojęzyczne prace innych mniejszości narodowych, dotyczące Lwowa.
*  *  *

Sięgając do najdawniejszych drukowanych źródeł mówiących o Lwowie, za pierwszy historycznie, topograficzny opis miasta uważa Charewiczowa napisane po łacinie dziełko aptekarza Jana Alembeka (zm. 1636)  pt. Topographia civitatis Leopolitanae, które ukazało się w VI tomie wydawnictwa Civitates orbis terrarum, wydrukowanego w Kolonii w 1628 r. W tłumaczeniu polskim opublikowane zostało dopiero w 1816 r.
Należy w tym miejscu nadmienić, iż wcześniej jeszcze – o czym nie wspomina Charewiczowa – bo w r. 1578, ukazała się w Weronie wydana po łacinie księga Aleksandra Gwagnina Kronika Sarmacyej, w której zamieszczony został krótki opis obronnych fortyfikacji Lwowa i jego organizacji miejskiej. W przekładzie na język polski dzieło to ukazało się już w r. 1611 w Krakowie, nakładem drukarni Mikołaja Loba.
 Pierwszym jednak, któremu przystoi rzeczywiście miano miłośnika przeszłości Lwowa, był jego palestrant i pisarz miejski Józef Bartłomiej Zimorowicz (1597–1677), dla którego Lwów stał się „droższym ponad życie”. On to napisał po łacinie historię umiłowanego miasta, opartą na kronikach miejskich, doprowadzoną do 1633 roku i nazwał ją Lwów troisty (Leopolis Triplex) czyli Kronika m. Lwowa, obejmując okres ruski, zamknięty na 1292 roku, niemiecki do 1549 i polski do 1633 r.
Tłumaczenie polskie dzieła, dokonane dość zawiłą polszczyzną przez M. Piwockiego, ukazało się dopiero w 1835 r., toteż do znajomości Lwowa i popularyzacji jego przeszłości przyczyniły się przede wszystkim późniejsze, po polsku wydane, kompilacje historyczne ks. Ignacego Chodynieckiego pt. Historia stołecznego królestw Galicji i Lodomerii Miasta Lwowa… (Lwów 1829, nakładem księgarni Pfaffa, wznowione przez Karola Wilda w tanim wydaniu w 1865 r.) oraz przez Rusina Dionizego I. Zubrzyckiego, po polsku napisane, źródłowe, aczkolwiek tendencyjnie ujęte Kroniki m. Lwowa, doprowadzone chronologicznie do 1782 r. (Lwów 1844, z drukarni Stauropigialnej).
Kroniki wzmogły zainteresowanie przeszłością Lwowa, choć równocześnie wywołały silne sprzeciwy w stosunku do orientacji politycznej autora, jednego z niewielu spotykanych wówczas w Galicji zwolenników jedności polityczno-kulturalnej Rusi z Rosją (carską).
Józef Bartłomiej ZimorowiczZ tych źródeł wywodzą się także początki orientacji wschodniej niewielkiego odłamu ukraińskiego społeczeństwa lwowskiego, którego przedstawicieli nazywano potem pogardliwie „chachłakami”. Wyniki jednak II wojny światowej w sposób nieoczekiwany przyniosły realizację ich przewidywań i w dziejach Lwowa powstała nowa „formacja” historyczna, której historiografowie niewątpliwie dadzą nazwę Lwów sowiecko-ukraiński. Jest to już czwarte oblicze dziejowe Lwowa, nazwanego przez Zimorowicza troistym.
Po okresie wszechstronnie ugruntowanych prac uczonych, historyków tej miary co Fryderyk Papée (Historia Lwowa w zarysie II wyd. 1924), Władysław Łoziński, Aleksander Czołowski, Tadeusz Mańkowski, Ł. Charewiczowa, prof. Jan Ptaśnik, twórca własnej, historycznej szkoły badawczej, Franciszek Bujak i jego szkoła ekonomiczna, Karol Badecki oraz tylu innych, wykazujących decydujący w ciągu 600 lat wpływ żywiołu polskiego na rozrost, dziejową prężność oraz kulturalną, promieniującą siłę Lwowa – ostatnia wojna przyniosła wraz z zaborem miasta i utratą jego polskiego oblicza, również upokarzającą niewolę kulturalną, wyrażającą się w całkowitym zakłamaniu lub negacji tego wszystkiego, co polskie w jego przeszłości. To zasadnicza cecha historiografii Lwowa, produkowanej na obszarach ZSRR, mimo iż publicyści sowieccy dobrze sobie zdają sprawę z roli kulturalnej i piękna tego miasta, ukształtowanego na najlepszych wzorach Zachodu przez Polaków.
Wystarczy zacytować ustęp z tłumaczonego na język polski przewodnika po ZSRR Sergieja Tołstoja, który pisząc o Lwowie używa superlatywów mocniejszych niż przy opisie rdzennych miast radzieckich: ...Ulice i place tego wspaniałego miasta podobne są do ogromnego muzeum – muzeum pod gołym niebem... (Tołstoj S., Mały przewodnik po ZSRR. Kraków 1967, s. 119).
Ks. Ignacy ChodynickiOstatnią już chyba, rzeczową i obiektywną, choć z ukraińskiego punktu widzenia ujętą pracą informacyjną o naszym mieście, była napisana przez kobietę – Ołenę Stepaniw, książka pt. Współczesny Lwów, wydana w okresie niemieckiej okupacji Lwowa (dr Ołena Stepaniw, Suczasnij Lwiw, Lwów, Ukrain. Wydaw. 1943, s. 168). Oparta na obszernej literaturze fachowej polskiej i ukraińskiej, ma wszelkie cechy rzetelnego dokumentu, obrazującego położenie polityczne, stan gospodarczy i topografię Lwowa w wojennym roku 1942.
Mówiąc o niemieckiej okupacji należy wspomnieć o przedziwnej gazecie „gadzinowej”, jaka wychodziła we Lwowie w czasie od 10 sierpnia 1941 do połowy lipca 1944, pod znanym w dziejach galicyjskich nagłówkiem „Gazeta Lwowska”. Podobnie jak jej poprzedniczka, która pod redakcją Władysława Łozińskiego stała się żywym i niefałszowanym orędownikiem polskiego życia kulturalnego w stolicy dawnej Galicji, tak również wojenna „Gazeta” podjęła, nie przez wszystkich zrozumianą, lecz akceptowaną przez władze podziemne – inicjatywę, by stać się przedstawicielem polskich potrzeb kulturalnych i przypomnieć to wszystko, co w dziejach Lwowa było związane z żywiołem polskim.
W „Gazecie Lwowskiej” pracował konspiracyjnie Stanisław Wasylewski i dzięki jego inspiracji redakcyjnej ukazało się na łamach tego czasopisma wiele wartościowych, często odkrywczych artykułów i przyczynków, dotyczących polskiej przeszłości miasta oraz jego mieszkańców.
W zespole, jaki zdołał wokół siebie skupić Wasylewski, nie brakło piór najlepszych popularyzatorów, piszących anonimowo lub pod pseudonimem, przy czym wśród wykorzystanych materiałów znalazło się wiele leopolitanów przygotowanych uprzednio dla uczczenia 600. rocznicy polskiego Lwowa, która przypadała na rok 1940.
Fryderyk PapéeZważywszy, że było to jedyne oficjalne pismo codzienne wydawane w języku polskim dla szerokich mas ludności polskiej, liczą­cej wówczas w dystrykcie Galizien ponad 2 miliony osób, nie można nie docenić wpływu kulturalnego tej gazety dla pokrzepienia serc tej części mieszkańców ziem wschodnich, która znajdowała się w defensywie wobec naporu ludności ukraińskiej.
Do tematyki historiograficznej tego dziennika należałoby powrócić i starać się w formie antologii ocalić przynajmniej częściowo od zapomnienia najbardziej wartościowe leopolitana, które zostały opublikowane na łamach tej rzekomej „gadzinówki”, dopóki istnieje kilka jej kompletów zachowanych jeszcze w bibliotekach krajowych.
Ażeby zakończyć rozważania, dotyczące ukazujących się podczas i po wojnie we Lwowie oraz w ogólności na wschód od Bugu innych materiałów, związanych z dziejami naszego miasta i ziemi lwowskiej, należy podkreślić, że przy ich wydawaniu kierowali się autorzy przede wszystkim możliwością wyeksponowania jego rzekomej, rewolucyjnej przeszłości ukraińsko– sowieckiej. Przemilczanie czy wprost wymazywanie polskiej przeszłości z życia mieszkańców Lwowa było w pierwszych latach powojennych tak nachalne, że w obronie swej narodowej identyczności musieli lwowiacy uciekać się do różnych demonstracji i wybiegów.
Ilustruje je najlepiej anegdota o zaciekłym lwowiaku, który w obliczu śmierci polecił umieścić na własnej klepsydrze wyraźne wyjaśnienie, identyfikujące jego lwowską przynależność: ... obywatel m. Lwowa, urodzony w Austrii, żył w Polsce, umarł w ZSRR, nie wyjeżdżając ze Lwowa...
Urzędowa odraza do łączenia pojęć Lwów i Polska przeniosła się także na teren PRL i znajdowała swoje odbicie np. w praktyce wystawiania paszportów. Do niedawna na paszportach obywateli urodzonych we Lwowie zamieszczano jedynie klauzulę urodzony w ZSRR bez podawania miejscowości. Ponieważ jest to niezgodne z przepisami wymagającymi miejscowości urodzenia, na paszportach wystawianych obecnie umieszcza się tylko nazwę Lwów, bez określenia państwowej przynależności miasta, którą w chwili urodzenia petenta była Polska.
Noc dezinformacji historycznej zaciągnięta nad krajami bloku wschodniego przeciera się bardzo powoli...

POWOJENNA HISTORIOGRAFIA LWOWA W KRAJU
Aleksander CzołowskiEwolucje historiograficzne obowiązujące przy pisaniu o Lwowie i Ziemi Lwowskiej można podzielić z grubsza na trzy etapy, związane z nazwiskami przedstawicieli władzy partyjnej w PRL. Najbardziej rygorystyczne były zakazy „za Bieruta”, kiedy to ustalono zasadę, że w historiografii krajowej istnieje tylko Lwów galicyjski, jako stolica dawnej prowincji austriackiej,
a o polskim Lwowie lat międzywojennych pisać nielzia! Zbyt świeża i boląca była rana zadana organizmowi polskiemu przez oderwanie „trzeciej stolicy” od Macierzy, więc trzeba było wytworzyć próżnię informacyjną, aby Polacy w tym powojennym stanie nieważkości zapomnieli o znaczeniu historycznym, kulturalnym i gospodarczym kresowego miasta.
Po przełomie październikowym 1956 r., „za Gomułki”, wraz z odwilżą polityczną nadciągającą z obszarów imperium sowieckiego po załamaniu się kultu Stalina, trzeba było rozluźnić kleszcze cenzury także i w Polsce. Lwów wypłynął na szpalty gazet w relacjach kilku reportażystów jako kwitnąca stolica Zachodniej Ukrainy Radzieckiej, a nawet z okazji 700-letniej rocznicy założenia Lwowa, jaką obchodzono w listopadzie 1956, zauważono istnienie w tym mieście niewielkiej, bo przekraczającej zaledwie 20 000 osób mniejszości polskiej. W dalszym ciągu jednak tolerowano tylko galicyjskie przyczynki historiograficzne związane ze Lwowem, wspomnienia o strajkach robotniczych, komunizującym Kongresie Pracowników Kultury w maju 1936 i działalności redagowanego we Lwowie przez Kuryluka, również lewicowego tygodnika „Sygnały”.
Pojawiły się wówczas także wartościowe wspomnienia literackie o pewnym pięknym mieście na Wschodzie, którego ulice są wszystkim doskonale znane, ale nazwa – niestety trudna do wymówienia w myśl starożytnego ostrzeżenia: nomina sunt odiosa! Spróbujcie znaleźć nazwę Lwów w uroczych opowiadaniach Parandowskiego Zegar słoneczny (już 8. wydanie ukazało się w kraju) czy łyczakowskich relacjach młodzieńczych Witolda Szolgini Dom pod żelaznym lwem...
Władysław ŁozińskiPomimo wszystko okres ten zaowocował największą liczbą wydawnictw historycznych i wspomnieniowych o naszym mieście.
Na trzecim etapie, „za Gierka”, pamiętliwa cenzura dopuściła przede wszystkim do szeregu wznowień literackich, pamiętników i relacji wojennych, nierzadko pisanych przez rosyjskich uczestników wyprawy wojennej na zachód, ale pod pretekstem braku papieru ograniczono nakłady wydawnictw, których ośrodkiem jest Lwów, do liczby egzemplarzy koniecznych dla zaspokojenia potrzeb jedynie kilkuset bibliotek w Polsce. Tak np. rozprawa polonistyczna K. Poklewskiej o Galicji romantycznej 1816–1840 wydana została w Warszawie w roku 1976 w 1200 egzemplarzach, większy artykuł T. Krzyżewskiego pt. Weterani lwowskiego czasopiśmiennictwa humorystycznego 1834–1918 przyjęto do druku w „Kwartalniku Historii Czasopiśmiennictwa Polskiego” w 1976 roku, ukazującym się w 800 egzemplarzach, przy czym nakład tego kwartalnika przeznaczonego dla wybranych – zmniejszono w r. 1978 – do 500 egzemplarzy!
Chronologicznie biorąc, zaraz po zakończeniu działań wojennych w latach 1945–48 przystąpili nieliczni, uratowani z zagłady Żydzi polscy do udokumentowania swych straszliwych przeżyć, które także we Lwowie miały swój ponury odpowiednik w postaci likwidacji przez hitlerowców getta i obozu janowskiego.
Zważywszy, że przed wojną blisko 1/3 mieszkańców Lwowa podkreślała swoje pochodzenie żydowskie, jest ta „literatura zagłady” wstrząsającym dokumentem końca nie tylko pewnej epoki w dziejach naszego kraju, lecz również zjawiskiem towarzyszącym likwidacji polskiego Lwowa. Dlatego ta część historiografii o naszym mieście powinna być znana każdemu rodowitemu lwowiakowi.
Najbardziej dramatycznym piórem w tym zakresie rozporządza Maksymilian M. Borwicz (Boruchowicz), który wydał w serii dokumentów Wojewódzkiej Żydowskiej Komisji Historycznej w Krakowie m.in. Uniwersytet zbirów oraz Literaturę w obozie – dotyczące janowskiego obozu śmierci, jego życia, twórczości literackiej, a następnie likwidacji. Równie ważnym, zwięzłym dokumentem jest praca dr. F. Friedmana Zagłada Żydów lwowskich, L. Weliczkera Brygada śmierci (pamiętnik z obozu janowskiego) oraz spisany odręcznie w latach 1941–42 dziennik 12–letniej Janki Hescheles pt. Oczyma 12-letniej dziewczyny (Kraków 1946).
Franciszek BujakW tym chudym dla Lwowa okresie krajowego ruchu wydawniczego lwowiacy podawali sobie z rąk do rąk jako curiosum książkę Jana Parandowskiego Niebo w płomieniach (1947) oraz pochodzącą z ekonomicznego seminarium prof. F. Bujaka, który osiadł w Poznaniu – pracę historyczną Janiny Bieleckiej Kontrakty lwowskie 1768–1775. (Poznań 1948).
Najbardziej jednak wartościową pozycją tego okresu były, uchodzące za sensację obyczajową, dwutomowe Pamiętniki Kazimierza Chłędowskiego, znakomitego eseisty, historyka i wytrawnego znawcy obyczajowości, byłego ministra ds. Galicji. Pamiętniki te przygotował do druku i wstępem opatrzył prof. Adam Knot (Wrocław, II wyd. 1957). Było to wówczas jedyne dzieło historyczno-obyczajowe przedstawiające życie stolicy Galicji w latach 1870–1880, barwnie, interesująco i złośliwie, jeśli chodzi o osobistości życia politycznego i kulturalnego, nadające ton ówczesnej epoce. Zgodnie z życzeniem autora ukazały się one dopiero w 30 lat po jego śmierci, gdy z dawnej monarchii austro-węgierskiej nie pozostał kamień na kamieniu, zrabowany Lwów przepadł zarówno dla Polski, jak i dla Austrii, pojęcie galicjanin stało się mitem historycznym, a złośliwe wspominki o dawnych działaczach politycznych, które miały być rewelacją dla potomnych, prowokują obecnie do uśmiechu tylko wyrozumiałych historyków i łowców pieprznych anegdot. Pozostały jednak ciekawym dokumentem obyczajowym, z którego można się dowiedzieć, jak Galicjanie lat autonomicznych jedli, pili, jak mieszkali, jak się kłócili i rządzili.
Dając wyraz przemożnej chęci nawrotu do lwowskich tradycji, próbowali wrocławscy lwowiacy zaraz „po październiku” reaktywować tygodnik pt. „Nowe Sygnały”, publikując w latach 1956/1957 kilka oryginalnych dialogów Szczepka i Tońka oraz wprowadzając na łamy tego czasopisma dowcipne, lwowskie migawki wspomnieniowe, pisane przez „Pacałychę”, znakomicie ilustrowane karykaturami K. Baranieckiego. Pochodzący ze Lwowa redaktor Leszek Goliński (zm. 1967), umieścił w „Nowych Sygnałach” kilka wnikliwych esejów o dziejach lwowskiego ruchu literackiego w czasie wojny, szczególnie zaś informacje dotyczące twórczości Grupy Młodych Poetów Lwowa „Żagiew” w latach 1942–44. W 1957 ogłosił Goliński także powieść autobiograficzną pt. Rocznik szesnasty – ze swej młodości spędzonej w latach 1934–1938 w murach gimnazjum lwowskiego, oczywiście w niewymienionym z nazwy mieście.
Wkraczając poza ustalony szablon publicystyczny inicjatywa wrocławska została przez cenzurę „prawidłowo” oceniona i pismo doczekało się likwidacji zaraz po nagłym zdławieniu chlubnej pamięci słynnego z odwagi i prawdomówności tygodnika warszawskiego „Po prostu” (1958 r.)
Pożyteczną działalność wydawniczą podjęło lwowskie, a obecnie wrocławskie „Ossolineum”, wznawiając publikacje najcenniejszych dzieł St. Wasylewskiego (zm. 1953 r.), oczywiście z wyjątkiem monografii Lwów, ale za to wzbogacone o nowe pozycje wspomnieniowe tego poczytnego autora pt. Pod kopułą lwowskiego Ossolineum (1958) oraz 40 lat powodzenia. Przebieg mego życia (1959) – prawdziwa kopalnia gawędziarskiej wiedzy o życiu i ludziach międzywojennego okresu we Lwowie. Jeszcze wcześniej ukazały się w tym wydawnictwie Wspomnienia ossolińskie prof. S. Łempickiego (1948) oraz wydane w Warszawie 1957 r. Złote paski – wspomnienie szkoły galicyjskiej z lat 1900–1905 oraz 1934, dotyczące losów wychowanków V gimnazjum bernardyńskiego.
Władysław AbrahamW latach 1957–59 cykl reportaży o Lwowie współczesnym zamieścili w czasopismach krakowskich: M. Kuplowski, Janusz Roszko, Jan Kalkowski, Jan Paweł Gawlik; w prasie warszawskiej zaś Jerzy Janicki.
W tych latach ukazały się także literackie opracowania wspomnieniowe, dotyczące losu uratowanych z pogromu Żydów lwowskich, jak np. Jerzego Broszkiewicza Oczekiwanie (I wyd 1947, IV wyd 1972), Ady Kessler Nie chcę nocy – wspomnienia z lat 1939–1945 (Poznań 1962); Julian Stryjkowski zrelacjonował dzieje ruchu komunistycznego we Lwowie przed wojną i w czasie okupacji w powieści Czarna róża (1962), zaś ówczesny dyplomata Marian Naszkowski, absolwent polonistyki UJK, naświetlił rolę komunizmu w życiu młodzieży akademickiej i dzieje działaczy prosowieckich we Lwowie oraz w ZSRR w latach 1934–1945 w dwu źródłowo, choć stronniczo opracowanych tomach Niespokojne dni (1958) i Lata próby (1965).
Do kuriozalnych pozycji wydawniczych tego okresu należy zaliczyć powieść Julii Prajs (Bristiger) pt Krzywe litery (W-wa 1960). Autorka – pułkownik UB, zm. 1972, znana była we Lwowie, a potem w Warszawie jako „krwawa Luna”; w powieści swej omawia walki polsko-ukraińskie lat 1918/19, opisując m.in. zmagania o dworzec główny, w których brali udział H. de Laveaux, kpt. Bartel i „Nils”-Łapiński, przy czym uważa oczywiście, że Galicja Wschodnia i Lwów powinny zostać ukraińskie. Niezależnie od powyższych okoliczności nie można autorce odmówić pewnego talentu literackiego.
Życie młodzieży przedmieścia gródeckiego w czasie okupacji i walkę podziemną z niemieckimi żołnierzami i policjantami opisuje na podstawie dziennika osobistego, prowadzonego w latach 1941–1943 Jacek Wilczur:Do nieba nie można od razu (wyd. „Książka i Wiedza” 1961).
Spośród lwowskich wspomnień osobistych drugiego i trzeciego okresu trzeba wymienić J. Parandowskiego: Akacja – opowiadania, W-wa 1967; M. Opałka Ze wspomnień bibliofila – Wrocław 1963; oryginalne i już w tytule prowokacyjne: Wysoki Zamek – młodzieńcze wspomnienia naszego mistrza „science fiction” Stanisława Lema (zdobyły III nagrodę Radia WE jako jedna z najlepszych książek polskich roku 1966!), dalej Wspomnienia Maryli Wolskiej i Beaty Obertyńskiej, lwowskie pamiętniki matki i córki, napisane polszczyzną klarowną jak kryształ (W-wa 1974); Odłamki wspomnień (lwowskich) Wiktora Frantza (1972 r. – obszerna recenzja S. Legeżyńskiego w Biuletynie Koła Lwowian, Londyn nr 25) oraz prof. Bogdana Zakrzewskiego Fredro i Fredrusie, relacjonujące na podstawie korespondencji ostatnie lata życia Fredry oraz jego rodziny na Chorążczyźnie (Wrocław 1974).
Stosunkowo najbardziej wszechstronnego opracowania doczekał się w latach powojennych teatr lwowski, którego dzieje po dawnych galicyjskich monografiach S. Schnür-Pepłowskiego obejmujących lata 1780–1890, omówiono w następujących źródłowych dziełach: Franciszek Pajączkowski – Teatr lwowski pod dyrekcją Tadeusza Pawlikowskiego 1900–1906 (Kraków 1961), Barbara Lasocka – Teatr lwowski w latach 1800–1842 (W-wa 1967) i Jerzy Got – Na wyspie Guaxary. Wojciech Bogusławski i teatr lwowski 1789–1799 (Kraków 1971).
Repertuar i dzieje teatru w okresie 1918–1945 omówili oddzielnie w swych wspomnieniach dyrektorzy sceny lwowskiej: Janusz Warnecki (Kozłowski) – Mój najdłuższy monolog (W-wa 1971) oraz Bronisław Dąbrowski – Na deskach świat oznaczających (Kraków 1977). Nawet lwowskie recenzje teatralne, pisane przez Jana Paradowskiego w latach 1919–1929 odnalazły się we wspólnym zbiorze tego autora pt. Kiedy byłem recenzentem (W-wa 1963).
Poza tym Ossolineum i krakowskie Wydawnictwo Literackie kontynuują wydawanie galicyjskich pamiętników z XIX wieku, spośród których należy wymienić jeszcze Ludwika Jabłonowskiego Pamiętniki w opracowaniu K. Lewickiego (1963); Aleksandra Batowskiego Diariusz wypadków 1848 r. w opracowaniu i ze wstępem prof. Mariana Tyrowicza (recenzja w BKL nr 28). Niestrudzony ten wydawca i biograf mimo podeszłego wieku kontynuował swą działalność edytorską w zakresie galicjanów. Stał się również biografem kolejnych prezydentów autonomicznego Lwowa oraz działaczy galicyjskich, których życiorysy zamieszczał regularnie na łamach Polskiego Słownika Biograficznego. W 1978 roku ukazały się w Krakowie b. starannie wydane Pamiętniki urzędników galicyjskich – B. Gregorowicza i J. Doboszyńskiego (recenzja w BKL nr 36).
Ponadto Lwów galicyjski znajduje swe stołeczne miejsce i ogólne naświetlenie historyczne w pracach zawodowych historyków – profesorów UJK i UJ – Henryka Wereszyckiego Historia Austrii wyd. w 1972, Pod berłem Habsburgów – 1975, oraz Stanisława Grodziskiego W królestwie Galicji i Lodomerii, Kraków 1976. W 1979 roku ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego wyczerpująca praca prof. Tyrowicza o pierwszych lwowskich i krakowskich czasopismach, wydanych przed r. 1850, pt. Prasa Galicji i Rzeczpospolitej Krakowskiej 1772–1850, Studia porównawcze. Także w 1995 roku wydano obszerny, historycznie naświetlony wybór humorystyki lwowskiej – Księga humoru lwowskiego Tadeusza Krzyżewskiego.

HISTORIOGRAFIA LWOWA NA EMIGRACJI
Jeszcze trwała wojna, jeszcze nikt spośród lwowiaków nie dopuszczał do siebie myśli, że jego najdroższe miasto, najbardziej wierne spośród miast polskich – może być „przekazane” bez walki jednemu z najeźdźców wojennych, gdy dla spragnionych tematyki lwowskiej żołnierzy i uchodźców „z domu niewoli” wznowiono w Jerozolimie wydaną w 1931 r. monografię S. Wasylewskiego Lwów.
W ślad za nią, już w 1943 r. ukazała się wydana w Glasgow praca historyczna Stefana Mękarskiego (pod nazwiskiem „Rudnicki”): Lwów – karta z dziejów Polski, wskazująca na polskość i dziejowe powiązanie miasta z Macierzą (III wyd. powiększone 1982). Równoczesnie K. Ryś relacjonuje w wydanej w Palestynie broszurze o nowej Obronie Lwowa r. 1939. Józef Mackiewicz rozpoczyna wydawanie czasopisma „Lwów i Wilno” (1942 r.), C. Smogorzewski pisze Lwów i Wilno, zaś Komitet Org. Związku Ziem Południowo-Wschodnich przypomina w Londynie o 600-leciu powrotu Grodów Czerwieńskich do Polski (1943) oraz o znaczeniu dla Polski tej ziemi w pracy Ziemie Wschodnie (Londyn 1943).
Od chwili zakończenia wojny, bez względu na orientację polityczną, bez względu na rozrzut osiedlenia lwowskich uchodźców na globie ziemskim i ich zasoby materialne, rozpoczyna się historiograficzna wojna drukiem, pieśnią, słowem i uczynkiem z tymi, którzy chcieliby zaprzeczyć zapisanej w sercach lwowskich prawdzie: ...I każdego szkoda słowa, jakaż Polska, ta bez Lwowa?...
Bez Lwowa, którego bohaterską młodzież wspominają z uznaniem nawet cudzoziemcy, poświęcając jej najserdeczniejsze rozprawy takie, jak wydana po angielsku przez Rosę Bailly: A city fights for freedom. A rising in Lwów (London 1956); wokół którego oplatają się najbardziej żywe wspomnienia, stanowiące pożywkę dla twórczości całego życia: Józef Wittlin – Mój Lwów (II wyd. Londyn 1975); Kazimierz Schleyen: Gawędy lwowskie (II wyd. Londyn 1967), I. Wieniewski: Kalejdoskop wspomnień (Londyn 1971) czy też rozważania dyplomaty J. Frylinga, spisywane na całym świecie, ale zawsze z myślą o rodzinnym Lwowie pt. Złote litery, srebrne litery (Londyn 1974, recenzja M. Wagnera w BKL nr 28).
Jedno jest chyba miasto na świecie, któremu poświęcono tak płomienne i niegasnącą miłością przepełnione strofy, jak Kantyczki lwowskie Mariana Hemara zebrane w tomie Chlib kulikowski (Londyn 1971) oraz tak rzeczowo i przyjaźnie traktujące swych uczonych, jak np. matematyków, o których pracy we Lwowie i jej wynikach wierną relację podał w Nowym Jorku S.M. Ulam, matematyk światowej sławy (Adventures of a Mathemetician, 1976).
O mieście tym piszą i nie przestaną pisać lwowiacy, zrzeszeni w regionalnych Kołach Lwowian na całym globie, a zwłaszcza w Chicago, gdzie ostatnimi czasy ukazały się takie wydawnictwa: „Orlęta”, miesięcznik wydawany w latach 1955–1956; wspomnienia Zdz. Czermańskiego: Kraj lat dziecinnych (1971); J. Szygowskiego: Tak się zaczynało (we Lwowie, 1972); w Los Angeles: Pamiętnik Lwowa (1968); w Kanadzie w Toronto w tygodniku „Głos Polski” M. Elbich zamieścił w 1976 r. cykl 9 felietonów pt. Lwów – miasto serc; w Szwecji wychodzi „Głos Lwowa”, wydawany przez tamtejsze Koło Lwowian.
W Australii – zmarły w 1978 r. Andrzej Chciuk, ostatni w świecie autor piszący bałakiem w prozie i wierszu (w kraju wiersze takie pisał tylko W. Szolginia), wydał swój urzekający indywidualnym odczuciem Lwowa Pamiętnik poetycki (Melbourne 1961) oraz opublikował nakładem Polskiej Fundacji Kulturalnej w Londynie wspomnienia: Atlantyda. Opowieść o Wielkim Księstwie Bałaku (1969) i Ziemia księżycowa (1972) – raz jeszcze przypominające środowisko lwowskie, które zbierało się na sympozjach artystów w Knajpie Literackiej „Atlasa” – Edzia Tarlerskiego.
Ogniskiem i soczewką, skupiającą przez parędziesiąt lat wysiłki historiograficzne lwowiaków rozsianych po świecie, jest nasze Koło Lwowian. Na kartach „Biuletynów” wydawanych przez Koło półrocznie, w „Zeszytach Lwowskich” i monografiach, udało się Zarządowi Koła powiązać w harmonijnej współpracy najwartościowsze pióra i autorytety fachowe, ze zmarłym w 1982 r. prezydentem prof. S. Ostrowskim na czele. Ich na razie bezowocna, ale wytrwała walka o polskość Lwowa i jego powrót do rodziny wielkich miast polskich oparta jest na prawdzie historycznej i długofalowej, polskiej racji stanu.
Różnorodność treści „Biuletynów”, ugruntowana pod kierownictwem gen. Stanisława Kuniczaka i wzbogacona pod redakcją mgra Adama Treszki [obu już niestety nieżyjących], spełniała kompleksowo rolę bieżącej kroniki oraz rejestratora faktów czy wydarzeń na emigracji, związanych z historią i teraźniejszością Lwowa. W tym zakresie przejęło to wydawnictwo na obczyźnie rolę historiograficzną, którą w kraju pełniła Biblioteka Lwowska.
Zasługą Koła i londyńskiego ośrodka wydawniczego było przede wszystkim utworzenie podstawowego „korpusu” historiografii Lwowa przez wydanie 3 edycji książki S. Mękarskiego Lwów – karta z dziejów Polski, ujmującej zwięźle i całościowo historię miasta; opublikowanie w 1974 roku przez Polską Fundację Kultury i Fundację Lanckorońskich dzieła prof. Tadeusza Mańkowskiego Dawny Lwów – jego sztuka i kultura artystyczna, które jest monografią architektury miasta w jej dziejowym rozwoju po wiek XIX, oraz wydanie ukończonego w 1977 r. liczącego 540 stron (7 zeszytów) zbioru folklorystycznego Lwowskie piosenki. Zapoczatkowana przez dr. Stefana Uhmę w kraju, zredagowana i twórczo uzupełniona przez dr. Mariana Wagnera w Londynie, jest ta księga skarbnicą pieśni i anegdot oraz ciekawostek obyczajowych Lwowa i stanowi godną reprezentację naszego miasta w wielkim ogólno­polskim dziele etnograficznym stworzonym w XIX wieku przez Oskara Kolberga.
„Korpus” tak ujęty jest bazą dla kontynuacji twórczych prac w zakresie dociekań historycznych, artystycznych, architektonicznych i folklorystycznych, a na przyszłość stanowi podstawę odbudowy niezapomnianej atmosfery życia i dziejów kultury naszego Grodu.
*  *  *

Zaprezentowany w niniejszym opracowaniu fragmentarycznie – ze względu na ograniczone rozmiary artykułu – dorobek globalny ostatnich 40 lat historiografii Lwowa, świadczy o nieprzemijającej żywotności tematyki, tworzącej potężną siłę napędową dla lwowiaków, dążących do wywalczenia polskiego Lwowa i jego powrotu w granice niepodległej Rzeczypospolitej.
Trzeba podkreślić na zakończenie, że historiografia powojenna naszego miasta domaga się opracowania jeszcze jednego, wieńczącego dzieła popularyzatorskiego, które dokonałoby wielkiej syntezy dziejów, bohaterskich walk i męczeństwa obywateli Lwowa w imię jego przynależności do kultury zachodu; dzieła, które zobrazowałoby jego tężyznę, hart, niezwalczony optymizm i upór w służbie wielkości naszego Kraju, tworząc wizję Miasta, dla którego i w którym warto żyć, wierząc, że w razie potrzeby warto także dla Niego umrzeć. Wizję tak piękną, że i następne pokolenia entuzjastów Lwowa odczuwałyby to samo wzruszenie, jakie w nas wzbudza dawny wiersz miłośnika Lwowa Mieczysława Opałka:

Miasto wież dumnych i zielonych wzgórz,
Powiedz nam, miasto, jak to się stało,
Żeś ty jest dla nas jak upojna kruż
I nasześ serca łatwo zwojowało?...
Żywot twój ciężki nie płynie wśród róż,
Z dawnych splendorów niewiele zostało –
A przecie, przecie, miłe brzmienie LWÓW
Jest dla nas jednym z najpieściwszych słów!