Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

LISTY DO REDAKCJI

Pisze z Jeleniej Góry p. red. Krzysztof Bulzacki:

Jak zawsze z wielkim zainteresowaniem czytam „Cracovia–Leopolis”. W numerze 2/08 znalazłem sylwetkę prof. dr inż. Maksymiliana Tytusa Hubera, opracowaną na podstawie książki autorstwa Z. Olesiaka i Z. Engela [...] i jest tu wiele nieścisłości.
Miałem zaszczyt na Politechnice Gdańskiej w roku akademickim 1948–49 wpisać do indeksu: Prof. dr inż. M.T. Huber – Stereomechanika. Niestety egzamin zdałem już po wyjeździe prof. Hubera do Krakowa u prof. dr. inż. J. Naleszkiewicza.
Zwrócenie uwagi na niemieckość nazwiska jest chybione. Wielu Polaków we Lwowie nosiło niemieckie nazwiska.
Prof. dr M.T. Huber zyskał sławę w 1904 r. jako twórca hipotezy Hubera. Jest to hipoteza wytrzymałościowa [...], która polega na obliczaniu odkształceń postaciowych części (elementów) maszyn, np. wałów pracujących na zginanie i skręcanie jednocześnie. Trzeba dodać, że hipoteza ta po pewnych modyfikacjach współczynników stosowana jest do dziś.
Prof. Huber w 1945 r. został profesorem na Politechnice Gdańskiej. Do Krakowa przeniósł się dopiero w 1949 r. [...].
Komisja Wydawnicza Bratniej Pomocy Studentów Politechniki Gdańskiej wydała w 1946 r. trzy tomy skryptów [...] Hubera: Stereomechanika techniczna, Mechanika techniczna ciał stałych, dawniej „Wytrzymałość materiałów”. Już w tym tytule wszystko jest powiedziane, co to jest stereomechanika techniczna i czym zajmował się prof. Huber.


Serdecznie dziękujemy za uzupełnienie naszej wiedzy o profesorze Huberze, jakkolwiek z ostatniego zdania niewiele rozumiemy. A co do niemieckiego brzmienia nazwiska, to zawsze warto (w nawiasie) podkreślić, że rodzina była polska, mimo niepolskiego nazwiska. Czytelnicy dobrze wiedzą, że właśnie podobne problemy są przez tych i owych tendencyjnie nadużywane. Sapienti sat – powtarzamy nie po raz pierwszy.

Pisze z Warszawy p. Krzysztof Szolginia:

W kwartalniku „Cracovia–Leopolis” nr 2/08 ukazało się wspomnienie Krzysztofa Bulzackiego Ostatnie spotkanie z Tońkiem. Są w nim dwie nieścisłości, które wymagają sprostowania:
1. Spotkanie nie mogło się odbyć na przełomie czerwca i lipca 1991 r., gdyż Tońko wtedy już nie żył – zmarł 5 X 1990 roku. Nawiasem mówiąc, rok śmierci Tońka jest błędnie podany (tym razem data o rok wcześniejsza: 1989 zamiast 1990) także w dwóch książkach Jerzego Janickiego (Czkawka, s. 165 i 167; Krakidały, s. 39) i dwóch Tadeusza Riedla (Lwów w pamięci i fotografii, s. 226 i Chodząc po Lwowie, s. 205). Kto ma te książki, niech zrobi w nich własną erratę, żeby tego błędu nie powielać!
2. Jerzy Janicki nie wziął sobie na pamiątkę wojskowego beretu Tońka, jak to napisał autor wspomnienia. Beret ten dostał mój Ojciec (Witold Szolginia) po śmierci Tońka od jego syna Anthony’ego. Potem, po utworzeniu w Warszawie Muzeum Niepodległości, Ojciec przekazał ów beret wraz z wieloma innymi pamiątkami z działalności „Lwowskiej Fali” do wydzielonej muzealnej kolekcji „Leopolis”. Można o tym przeczytać w Jego książce Tamten Lwów (tom 6, s. 135). Jako ciekawostkę podaję szczegółowy opis beretu zawarty w wykazie darowanych obiektów, sporządzonym 29 VII 1993 r. przez panią kustosz Helenę Wiórkiewicz (s. 60, poz. 244):

BERET WOJSKOWY Henryka Vogelfaengera „Tońka” z Wesołej Lwowskiej Fali. Gwiazdka na berecie została przypięta przez gen. Stanisława Maczka (z naramiennika generała) po inwazji na kontynent. Sukno granatowe, czarna podszewka, srebrne nici orła, metalowa gwiazdka; średnica (zew.) beretu 27,5. Kilka podziurawień dokonanych przez mole.

PS. I jeszcze jedna uwaga do listu p. Teresy Kondolewicz-Wilk wydrukowanego w tym samym numerze „Cracovia–Leopolis”. Tońko miał jednak młodszą siostrę (różnica wieku była rzeczywiście duża) o imieniu takim samym jak jego pierwsza żona. Pani Leontyna Ostrowska mieszka w Warszawie, utrzymuje regularne kontakty z mieszkającym w Londynie synem Tońka; kilkanaście dni temu rozmawiała z moją Mamą.


Jesteśmy szczerze zobowiązani za te uwagi w obu sprawach. Nie jesteśmy oczywiście w stanie sprawdzać wszystkich szczegółów podawanych przez Czytelników wspomnień, relacji. Okazuje się więc, że forma wymiany listów między Czytelnikami i redakcją ma wielki sens, bo prowadzi do prawdy.
Prosimy o dalsze uważne śledzenie zamieszczanych tekstów, ponieważ – wiemy to po sobie – pamięć ludzka bywa zawodna.

Napisał do nas z Kanady p. dr Jan S. Doliwa-Dobrucki, który nr 1/08 naszego kwartalnika otrzymał od druha Andrzeja Pawłowskiego w czasie jego podróży za Ocean na zaproszenie tamtejszego Polskiego „Sokoła”. P. Dobrucki udzielił nam odpowiedzi na dwa pytania, kierowane przez nas do Czytelników w tymże CL 1/08. Pierwszą odpowiedż – w sprawie poety lwowskiego Leszka Golińskiego – przedstawiamy w osobnym artykule w tym numerze. Druga dotyczy również autorki wierszy – Stefi (Stefanii) Stojałowskiej. Czytamy w liście:

... państwo Stojałowscy mieszkali na „mojej” ulicy Browarowej w Czortkowie, a młodszy brat Stefi „pchał” ze mną w gimnazjum przez wszystkie lata, aż do matury 1939 w tragicznym roku. Ano, świat jest tylko wielki w atlasie. Co się stało z pp. Stojałowskimi, gdy nas azjaci wyrzucali z naszych domów w 1944 roku, nie wiem. Ani Stasia, jej brata, ani uroczej Stefi już nigdy nie spotkałem. Dużo, dużo z nas się pogubiło i dziś tylko garstka żyje...

Załączamy również nadesłaną nam odbitkę strony z przedwojennego pisemka „Znicz Podola” (maj 1936) z wierszem Stefi Stojałowskiej. Pan Dobrucki wyjaśnia inne nazwiska tam widoczne:

Władysław Cichocki był dyrektorem Gimnazjum i Liceum nr 606 im. J. Słowackiego w Czortkowie.

Józef Opacki był wychowawcą oraz instruktorem wf. w tejże szkole, harcmistrzem Podchorągwi (ZHP) Czortkowskiej, prezesem Podolskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego, działaczem patriotycznym, dowódcą AK. Aresztowany przez UB, sądzony we Wrocławiu – kara śmierci, zamieniona na długoletnie więzienie, zrehabilitowany, zmarł w Gliwicach.


I na koniec: W CL 1/08 na str. 70–71 zamieściliśmy długi i piękny, niezwykle pochlebny dla nas list Czytelnika, o którym napisaliśmy tylko: z Dolnego Śląska, nie mieliśmy bowiem Jego zgody na publikację. W końcu nadeszła, więc teraz Go przedstawiamy: Pan Kazimierz Bielecki, zamieszkały w Legnicy. Jeszcze raz dziękujemy za tak serdeczny list.

Na zakończenie miły list z Wrocławia od p. dra Tadeusza Kukiza:

Z okazji szczególnego jubileuszu – wydania 55 numeru pisma – pragnę serdecznie podziękować Redaktorowi Naczelnemu Panu Andrzejowi Chlipalskiemu i obecnym PT członkom Zespołu i Rady Redakcyjnej za kilkunastoletnią pracę nad treścią i kształtem Kwartalnika i gorąco pogratulować osiągnięć w tym niełatwym, wymagającym wielkiego wysiłku dziele.
Jestem głęboko przekonany, że roczniki „Cracovia–Leopolis” są i będą nieocenionym źródłem wiedzy o historii naszych ukochanych Kresów Wschodnich nie tylko dla pochodzących stamtąd i ich potomków, ale również dla historyków.
Proszę przyjąć najlepsze życzenia jeszcze wielu osiągnięć.


Bardzo serdecznie dziękujemy Panu Doktorowi za te słowa. Chcielibyśmy dalej służyć naszym Ziemiom Wschodnim i tym wszystkim Polakom po obu stronach kordonu, którzy rozumieją i doceniają wszystko to, co owe Ziemie dla Polski znaczyły, a czego dziś tak bardzo nam brakuje.