Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

MIASTO JAK BRYLANT... (6)

Udział Lwowa w walce z Niemcami w r. 1939 mało jest znany szerokiemu ogółowi. Tak się jakoś złożyło, że nie znalazły się pióra, które by opisały epopeję tego miasta, a Lwów bił się przecież, przez 10 dni stawiał czoło wrogowi, i jest może jedynym miastem, którego Niemcy nie potrafili zdobyć, choć je oblegali i tak bardzo chcieli je opanować.
Dziesięć dni, nie tak wiele zapewne, ale to 10 dni wojny błyskawicznej. W 10 dni waliły się państwa w tych czasach. W 5 dni Holandia została zajęta. W 10 dni przeszli Niemcy przez Holandię, Belgię i Francję i dotarli aż pod Amiens na wysokości Paryża. W 7 dni został złamany opór Jugosławii. W 4 dni doszli Niemcy w r. 1941 do granicy polsko-bolszewickiej na północy Polski. W 10 dni odebrali bolszewikom połowę Polski, tzn. wszystko, co okupowali, choć broniło jej około 160 wojskowych jednostek sowieckich i umocnienia polowe, budowane przez półtora roku. W 10 dni dotarli Niemcy znad wschodniej granicy Polski do Dniepru, przebijając system fortyfikacji Stalina, budowany przez 20 lat – ale w 10 dni nie zdobyli Lwowa. Lwów bronił się 10 dni, a byłby się bronił znacznie dłużej, gdyby nie sprzymierzeńcy Hitlera, którzy w wielkiej sile podeszli pod miasto.
Kazimierz Ryzicki, Obrona Lwowa w roku 1939, 1943

Rzołnierze Armii Polskiej!
Pańsko-burżuazyjny Rząd Polski, wciągnowszy Was w awanturystyczną wojnę pozornie przewaliło się. Ono okazało się bezsilnym rządzić krajem i zorganizować obronu. Ministrzy i gienerałowie schwycili nagrabione im złoto tchórzliwie uciekli, pozostawiając armię i cały lud Polski na wolę losu. Armia Polska pocierpiała surową porażkę, od kórej ona nie oprawić w stanie się. Wam, waszym żonom, dzieciam, braciam i siostram ugraża głodna śmierć i zniszczenie.
W te ciężkie dni dla Was potężny Związek Radziecki wyciąga Wam ręce braterskiej pomocy. Nie przeciwcie się Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej. Wasze przeciwienie bez kożyści i przyrzeczono na całą zgubę. My idziemy do Was nie jako zdobywcy, a jako Wasi bracia po klasu, jako Wasi wyzwoleńcy od ucisku obszarników i kapitalistów.
Ulotki rozrzucane z samolotów sowieckich we Lwowie, wrzesień 1939;
zachowano pisownię oryginału


Wracam późnym wieczorem do domu. Ulice wyściela lepka, biała jak wata mgła. Ludzi nie widać prawie całkiem. Za to całą jezdnię zawaliły nieprzeliczone sze­regi czarnych wojskowych aut. Od Politechniki, popod kościół św. Marii Magdaleny, przez całą ul. Potockiego, aż do poczty. Stoją martwe, puste, bez świateł, jak nagle wyrojone, niewiadome, wrogie owady. Po co ich tyle? Po co?
Tej samej nocy następuje wywóz ludności cywilnej z miast.
Wieś już załatwiona. Teraz kolej na miasta i miasteczka, jednej nocy na wszystkich zajętych terenach, od razu.
Reguły znowu żadnej. Niepodobna dojść, czemu ci, a nie tamci i czemu nie wszyscy? Przypadek? Los? Loteria? Paszport nie uratował nikogo.
Co działo się tej nocy we Lwowie, tego nie podobna opisać. To trzeba było przeżyć, by dać wiarę.
… Jakaś dziewczynka, nieprzytomna ze strachu, wyskakuje z drugiego piętra na bruk. Łamie obie nogi. Enkawudziści wnoszą ją na rękach do czekającego przed bramą kamionu*. Inni taszczą materac ze sparaliżowaną staruszką. Miasto dudni od szalejących po ulicach aut. Łomotanie w bramy. Wyważanie drzwi. Krzyki. Płacz.
Jednym pozwalają brać ze sobą wszystko, co kto uniesie. Innym, tym zwłaszcza, których już brano nad ranem, wolno ledwie coś zarzucić na siebie. Chodzi o to, by skończyć przed ranem. Zbrodniarze zawsze unikają dnia.
Beata Obertyńska, W domu niewoli, kwiecień 1940
* auta ciężarowego (z franc.)