Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Stanisław Dziedzic, ŚLICZNA GWIAZDA MIASTA LWOWA

W XVII wieku ciężkie nadeszły czasy dla Rzeczypospolitej. Najpierw, w I połowie wieku, wyniszczające wojny z Turcją i Moskwą przynosiły każdorazowo zagrożenie granic, poważne osłabienie państwa i jego pozycji w Europie, zubożenie jego mieszkańców i coraz wyraziściej zarysowujące się widmo postępującego kryzysu jego modelu ustrojowego, o którym szlachta z dumą powiadała, że jest on atrybutem wolności i tajemnicą jego trwałości. Potem groźba rozpadu państwa i śmiertelnego niebezpieczeństwa spowodowana powstaniem Chmielnickiego, wreszcie najazdem szwedzkim w 1655 r., nawet najbardziej przeświadczonym o nienaruszalności granic Rzeczypospolitej i jej nieomal mesjanistycznej misji – odebrał złudzenia w tym względzie.

Wojny stawały się w skutkach coraz dotkliwsze, coraz częściej teatr ich działań dotyczył już nie rejonów przygranicznych, przechodzących raz po raz w różne ręce, ale terenów centralnie położonych, nieznających wojny nierzadko od lat kilkuset. Dopóki więc powstanie pod wodzą Bohdana Chmielnickiego obejmowało tereny Dzikich Pól, wielu wpływowych możnowładców sprawę lekceważyło, ale gdy zagrożony został przez te wojska Lwów czy Zamość – sprawę zaczęto odbierać, choć po niewczasie, zgoła inaczej. Gdy w 1655 r. wojska szwedzkie zajęły znaczącą część ziem Rzeczypospolitej, opanowując najpierw Wielkopolskę i Litwę Środkową, a następnie podeszły pod stołeczny Kraków, król Jan Kazimierz wraz z małżonką, dworem i licznymi dygnitarzami świeckimi oraz duchownymi, zdecydował się opuścić Rzeczpospolitą, by schronić się w rodowych dobrach na Śląsku i stamtąd podejmować działania polityczne i militarne zmierzające do wyzwolenia Rzeczypospolitej spod szwedzkiej okupacji. Sytuacja była tym dramatyczniejsza, że wojska szwedzkie z bezprzykładnym barbarzyństwem dokonywały podboju i rabunku majątku państwa i jego zasobów kulturowych, w perzynę obracając te dobra, których wywieźć się nie dało. Żadna wojna, żaden najazd nie spowodował w znaczeniu totalnym tak tragicznych i w ogromnej mierze bezmyślnych, prymitywnych spustoszeń, co właśnie ten. Siła zła wobec Rzeczypospolitej była tym większa i straszliwsza, że ona sama potwierdzała swoją bezsilność, owszem wiele znaczących i wielce wpływowych rodów możnowładczych, zwłaszcza protestanckich, w sposób mniej lub bardziej otwarty zaczęło wiązać swoją przyszłość z najeźdźcą, nierzadko wręcz walcząc po stronie agresora. Międzynarodowa sytuacja Rzeczypospolitej wydawała się tym bardziej beznadziejna, że już wówczas doszło do tajemnego porozumienia kilku państw ościennych zmierzających do rozbioru ziem Rzeczypospolitej.
Grabieże i gwałty dokonywane przez okupantów sprzyjały rychłemu anty­szwedzkiemu zrywowi ze strony coraz szerszych rejonów Rzeczypospolitej. Kiedy katolicką społeczność Rzeczypospolitej obiegła wieść, że w listopadzie 1655 r. wojska szwedzkie przystąpiły do oblężenia najsłynniejszego sanktuarium maryjnego, z czczonym tam od bez mała trzech stuleci obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, dla większości Polaków stało się oczywiste, że Szwedzi nie zamierzają uszanować jakichkolwiek narodowych świętości Polaków. Bohaterska obrona jasnogórskiej twierdzy – sanktuarium, bronionej przez zakonników i zaledwie 150-osobową załogę przed trzytysięczną armią napastników, zakończona ich odstąpieniem po pięciotygodniowym, bezskutecznym oblężeniu, wlała też w naród wiarę nie tylko w możliwość skutecznej obrony, a w konsekwencji wyparcia najeźdźców z granic Rzeczypospolitej, ale także przeświadczenie o nadprzyrodzonej opiece Maryi nad narodem. Rychło też okazało się, że zwycięski pochód armii szwedzkiej został powstrzymany, że natrafia ona na trudności z opanowaniem całości ziem rozległej Rzeczypospolitej.
Kiedy więc król Jan Kazimierz postanowił powrócić do kraju i osobiście włączyć się do walk z agresorem, dowództwa nad coraz szerszymi działaniami partyzanckimi ujął wojewoda kijowski Stefan Czarniecki.
W otoczeniu królewskim – pisze Jerzy T. Petrus – narodził się plan działań religijnych i politycznych, o zabarwieniu społecznym, „apelujących do uczuć religijnych i krzywdy społecznej uciskanych przez magnatów i szlachtę mas ludowych, aby wywołać ogólne powstanie narodu”, ale jednocześnie mających na celu „wyjednanie miłosierdzia i pomocy Bożej wśród niezliczonych nieszczęść za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny, z obietnicą szerzenia kultu Matki Bożej, poprawy doli ludu uciskanego i traktowanego niesprawiedliwie”. Znaczącą rolę odegrał tu papieski nuncjusz Pietro Vidoni. Ostatecznego sformułowania programu dokonał prymas polski, arcybiskup i metropolita gnieźnieński Andrzej Leszczyński1.

Miasto „Semper Fidelis”
Te tragiczne doświadczenia narodu, usilne dążenie do zrzucenia jarzma narzuconego przez obce wojska i przemożna potrzeba oparcia o wartości nadrzędne i nieprzemijające, wsparta na przeświadczeniu o szczególnej opiece Bogarodzicy nad narodem polskim, legły u podstaw królewskich ślubów w mieście, które już wówczas, ale i w wiekach następnych, określane będzie jako semper fidelis – zawsze wierne Rzeczy­pospolitej, w tamtejszej katedrze łacińskiej. Zakładano: dzień, w którym Najświętsza Dziewica zapewni zwycięstwo nad wojskami szwedzkimi, niech będzie obchodzony przez Polaków i Litwinów jako najuroczystsze święto Matki Bożej Królowej Polski i Litwy, połączone z postem ścisłym i wszelką abstynencją (...) wojsku należy zakomunikować, ażeby również w podobnym ślubowaniu obrało Najświętszą Królową. I ujrzymy w najkrótszym czasie Jej pomoc, a imię Dziewicy Maryi Królowej Polski i Litwy stanie się przesławne2.
Przedstawiony przez prymasa Leszczyńskiego zamysł Jan Kazimierz przedstawił radzie królewskiej, nadano mu szerszy, społeczny wymiar, dotyczący zapowiedzi poprawy warunków życia i statusu ludu wiejskiego – po czym potwierdzony został wybór miejsca ślubów – niezdobyty przez Szwedów Lwów. W stolicy województwa ruskiego, do której przybył król już 10 lutego 1656 r., witany entuzjastycznie przez mieszczan, świątyń wspaniałych, godnych wielkich wydarzeń o znaczeniu historycznym było co najmniej kilka.

Był wszak Lwów siedzibą trzech biskupów: katolickiego arcybiskupa metropolity, arcybiskupa katolicko­ormiańskiego oraz biskupa prawosławnego, a w tamtejszych kościołach czczonych było kilka wizerunków Matki Bożej, uznawanych za łaskami słynące. Słynęły z takich, cieszących się znacznym i żywym kultem oba katolickie kościoły katedralne, kościół oo. Dominikanów oraz kościół oo. Jezuitów. Trzy z nich zwłaszcza cieszyły się starożytną kościelną prowieniencją: sławny dominikański wizerunek Matki Bożej z Dzieciątkiem, namalowany wg prastarej tradycji przez św. Łukasza Ewangelistę, w tym samym kościele niemałym kultem cieszyła się alabastrowa figura Madonny „Jackowej”, którą z płonącego kijowskiego kościoła przyniósł do Lwowa pierwszy polski dominikanin, św. Jacek Odrowąż, a w pobliskim, monumentalnym świeżo ukończonym kościele oo. Jezuitów słynął łaskami obraz Matki Bożej Śnieżnej – piękna kopia wizerunku z papieskiej bazyliki patriarchalnej, Santa Maria Maggiore, czczonego przez rzymian jako Salus Populi Romani – Wybawicielka Ludu Rzymskiego.
 
Można Pani z lwowskiej archikatedry
Ale wybór padł – ponoć z osobistego wskazania monarchy – na wizerunek, któremu nie towarzyszyła ani odwieczna sława, starożytne pochodzenie czy nadzwyczajne walory artystyczne, ale niewielki rozmiarami wizerunek, który do niedawna wisiał na zewnętrznej ścianie lwowskiej archikatedry, ale już wówczas cieszący się wielką sławą, bo powszechnie uznawany jako cudowny, i choć namalowany zaledwie przed półwieczem, mocno związany z tragicznymi doświadczeniami Rzeczypospolitej i samego Lwowa ostatnich dziesięcioleci.
Malowidło wykonane na desce farbami temperowymi, obraz przedstawia Matkę Bożą Łaskawą, siedzącą na tronie, wśród obłoków i aniołów, trzymającą Dzieciątko błogosławiące mieszkańcom Ziemi oraz przedstawioną w dolnej części obrazu rodzinę malarza. Obraz namalowany został w 1598 r. przez lwowskiego mieszczanina, Józefa Szolca-Wolfowicza dla upamiętnienia jego zmarłej wnuczki, Katarzyny Domagalewiczówny. Dziewczynkę pochowano na okalającym katedrę łacińską cmentarzu, a niewielki rozmiarami obraz (44 x 61 cm) rodzina umieściła na zewnętrznej ścianie katedry, od strony ulicy Halickiej, w pobliżu grobu. Rychło zaczął się on cieszyć coraz szerszym kultem, przeto Domagalewiczowie wybudowali własnym kosztem niewielką kaplicę, połączoną z katedrą, w której wizerunek ten został umieszczony w 1645 r., za specjalnym pozwoleniem arcybiskupa Stanisława Grochowskiego.

Józef Szolc-Wolfowicz pochodził z zamożnej patrycjuszowskiej rodziny, której protoplasta lwowski Wolfgang Szolc (zm. 1574) przybył tu ze Świdnicy, dając początek świetnym dokonaniom na rzecz miasta. Z zawodu był mierniczym, pełnił nawet zaszczytny i dobrze płatny urząd geodety miejskiego, a malarzem był z zamiłowania oraz z racji niemałych uzdolnień w tym względzie. Był członkiem bractwa malarzy katolickich, co poświadczają zachowane dokumenty, m.in. przywiej arcybiskupa lwowskiego Jana Dymitra Solikowskiego z 1596 r. wydany dla tegoż bractwa oraz uchwała rady miejskiej z 1597 r., także dotycząca tego bractwa. Wizerunek Matki Bożej Łaskawej jest jedynym znanym obecnie jego dziełem, ale z racji przynależności do owego bractwa wnosić można, że pod jego pędzlem musiało powstać więcej obrazów.
W rzeczywistości rodzinie Domagaliczów zmarło dwoje dzieci – wspomniana kilkuletnia Katarzyna, a wcześniej nieznany z imienia jej brat – i właśnie dwójka wnucząt klęczących zanosi modły do Matki Bożej trzymającej na kolanach stojące Dzieciątko, przedstawione majestatycznie, na tle tęczy, wśród chmur i aniołów. W dolnej części obrazu, z tyłu za postaciami klęczących dzieci, rozciąga się pagórkowaty krajobraz z zabudowaniami miasteczka i drogą, po której podążają jacyś podróżni.
Ten widok – stwierdza Jerzy T. Petrus – został z czasem błędnie uznany za przedstawienie Lwowa. Kompozycja obrazu nie była oryginalnym pomysłem polskiego artysty. Szolc-Wolfowicz w swojej pracy wykorzystywał niderlandzkie ryciny Philippa Gale z roku 1578 oraz Johannesa Wierixa z roku 1584. Manierystyczny wizerunek przedstawia Matkę Bożą jako delikatną, elegancką damę, ubraną i uczesaną zgodnie z najnowszą ówczesną modą. Kontrastuje z tym postać Dzieciątka, o krępej posturze antycznego bohatera. Obraz, odznaczający się bogatą paletą kolorystyczną, należy uznać za jedno z najwybitniejszych dzieł malarskich powstałych we Lwowie na przełomie XVI i XVII stulecia, znakomite świadectwo wysokiego poziomu artystycznego i technologicznego tamtejszego warsztatu cechowego mistrza3.
O rozmiarach kultu zaświadczały zarówno liczne kosztowne wota, spisane w inwentarzach katedralnych, opisy nadzwyczajnych zdarzeń, przypisywanych orędownictwu Matki Bożej przez przybywające do katedralnej kaplicy tłumy wiernych. Obraz Matki Bożej Łaskawej uznano za palladium miasta. Służyły temu przeświadczeniu ważne wypadki dziejowe.
W 1648 r., po bezskutecznym oblężeniu Lwowa przez Bohdana Chmielnickiego, mieszkańcy miasta w podzięce za okazaną pomoc ofiarowali Matce Boskiej votum dziękczynne – kosztowną tablicę z napisem: Maryję straszną, jak zastęp wojsk uszykowany, poczuli Tatarzy i kozacy zbuntowani, a senat i lud lwowski uznaje i kornie wielbi w oswobodzeniu miasta od oblężenia. Roku Pańskiego 1648...
Sława wizerunku, uznawanego coraz powszechniej za cudowny, przybierała coraz szerszy zasięg. Król Jan Kazimierz dziękował przed nim za zwycięstwo nad wojskami Chmielnickiego pod Beresteczkiem w 1651 roku. W kaplicy Matki Bożej Łaskawej zawiesił dwa sztandary zdobyte na wojskach kozackich. W 1655 roku zapędzili się znów kozacy pod Lwów, ale po bezskutecznym oblężeniu miasta odstąpili. Lwowianie i tym razem ocalenie przypisywali Matce Bożej, przed której wizerunkami, zwłaszcza zaś Madonny Łaskawej, zanosili podczas oblężenia błagalne modlitwy. Czy można się dziwić, że właśnie przed tym obrazem pragnął złożyć królewskie ślubowanie Jan Kazimierz wraz z senatorami i przedstawicielami szlachty?

Królewskie śluby
Król osobiście przeniósł na tę uroczystość wizerunek Matki Bożej Łaskawej z kaplicy i umieścił go na ołtarzu głównym archikatedry. Podczas uroczystego ślubowania, przedpołudniową porą 1 kwietnia 1656 r., Jan Kazimierz wypowiedział historyczne słowa, które w dziejach Rzeczypospolitej i narodu polskiego miały fundamentalne znaczenie:
Wielka Boga – Człowieka Matko i Panno Najświętsza! Ja, Jan Kazimierz, z łaski Twojej król – rzucając się pod Twoje święte stopy, Ciebie za Patronkę moją i państw moich Królową obieram. Siebie i moje Królestwo Polskie, Wielkie Księstwo Litewskie, Ruskie, Pruskie, Mazowieckie, Żmudzkie, Inflanckie, Czernichowskie etc. etc. wojska obojga narodów i lud cały – Twojej szczególnej opiece i obronie poruczam...
Wieczorem tego samego dnia, z udziałem Jana Kazimierza, dworu oraz rzeszy wiernych, w pobliskim kościele oo. Jezuitów, przed łaskami słynącym obrazem Matki Bożej Śnieżnej odbyły się uroczyste nieszpory, podczas których nuncjusz papieski Vidoni odmówił litanię loretańską. Na zakończenie tej litanii wzniósł po raz pierwszy, powtórzone przezeń trzykrotnie zawołanie: Regina Regni Poloniae. W dwa i pół wieku później arcybiskup tego właśnie miasta Józef Bilczewski wyjednał u papieża oficjalną zgodę dołączenia do litanii loretańskiej wezwania: Królowo Polski, módl się za nami.
W kilka dni po królewskich ślubach w katedrze lwowskiej Stefan Czarniecki odniósł pierwsze znaczące zwycięstwo nad Szwedami pod Warką, które zapoczątkowało przełom na bitewnych polach, w otwartych walkach z wojskami najeźdźców. Na wieść o lwowskich ślubach i tych pierwszych zwycięstwach militarnych papież Aleksander VII odprawił w Rzymie, w tamtejszym polskim kościele Świętego Stanisława, uroczyste nabożeństwo dziękczynne.
Nie znaleziono dotąd żadnej relacji ani pamiętnikarskiego zapisu, zawierającego szczegółowy opis ślubów króla Jana Kazimierza w archikatedrze lwowskiej 1 kwietnia 1656 r. Nie wiemy, kto poza dostojnikami kościelnymi, w tym także nuncjuszem papieskim, towarzyszył w tej uroczystości królowi, czy monarcha ubrany był w strój dostosowany do charakteru uroczystości, czy wreszcie był to strój polski, czy też, jak to było często w jego zwyczaju, francuski. Zachował się wszakże, i to jest najważniejsze, pełny tekst ślubowania królewskiego, wiemy też, jak już wspomniano – że składał je król przed przyniesionym specjalnie z kaplicy, osobiście mu znanym i przezeń osobiście wskazanym, uchodzącym już wówczas za cudowny, obrazem Matki Bożej Łaskawej.
Sława lwowskiego obrazu i ranga Kazimierzowskich ślubów, których przytoczyłem tylko fragment, ale o zasadniczym znaczeniu, była nadzwyczajna i dalekosiężna. Już niebawem, bo w 1657 r., jasnogórski przeor, ojciec Augustyn Kordecki, wydając w Krakowie własny, autorski opis oblężenia Jasnej Góry przez Szwedów, uznał za stosowne na stronie tytułowej swojego dzieła Nowa Gigantomachia zamieścić właśnie wizerunek Matki Bożej Łaskawej, jako obrończyni klasztoru. Lwowskie śluby królewskie już w XVII wieku stały się inspiracją dla znanych literatów, a i w wiekach następnych tematyka ta w kulturze, sztukach plastycznych, muzyce, historiozofii wreszcie była ważka i wykraczała poza artystyczne ramy. Pod piórem Wespazjana Kochowskiego (Annalium Poloniae), licznych historyków i literatów (z Sienkiewiczowskim Potopem na czele), tematyka ta zachwyciła Jana Matejkę, który pozostawił artystyczny wyraz tej fascynacji. Nie inaczej było z jego krakowskimi uczniami. Jeden z nich, Stanisław Wyspiański, zaproszony do konkursu na projekt nowego witraża do odnowionej wówczas archikatedry lwowskiej, stworzył równolegle dwa dzieła: projekt witraża przedstawiającego śluby Jana Kazimierza i dramat Królowa Korony Polskiej – dzieła wielce przejmujące i wzajemnie się przenikające.

Matka i Królowa
Żadna wszelako z tych i licznych innych, nie wspomnianych tu nawet dzieł, poświęconych Matce Bożej Łaskawej, nie może dorównać popularności pieśni anonimowego autora, który w XVII wieku zawarł, w sposób możliwie lapidarny nieomal, kanon myśli i tytułów:
Śliczna Gwiazda Miasta Lwowa Maryja
Matko nasza i Królowa Maryja,
Nieba i Ziemi Królowa, Maryja
Opiekunko Miasta Lwowa, Maryja...

Modlili się przed obliczem „Ślicznej Gwiazdy” i następni polscy monarchowie. A czasy nadchodziły ciężkie. W związku z zagrożeniem ze strony wojsk tureckich arcybiskup Wojciech Koryciński (1670–1677) wywiózł obraz Matki Bożej Łaskawej do stołecznego Krakowa, aby w tych niespokojnych czasach zapewnić mu bezpieczeństwo. Podobnie uczynił dwadzieścia lat wcześniej ojciec Augustyn Kordecki, który właśnie w Krakowie zapewnił bezpieczeństwo obrazowi Matki Boskiej Częstochowskiej, uwożąc go na krótko przed oblężeniem Jasnej Góry przez Szwedów.
Wówczas to – pisze Inga Platowska-Sapetowa – przed uroczystym powrotem obrazu do Lwowa, po zwycięskiej bitwie Jana Sobieskiego z Turkami pod Chocimiem, został on po raz pierwszy obity srebrną, pozłacaną blachą, która na 250 lat zakryła wdzięczne malowidło Józefa Wolfowicza. Były to czasy baroku i taki panował obyczaj (...). Obraz powrócił do Kaplicy Domagaliczowskiej i tu, jak pisze o. Nowakowski, modliła się przed nim gorąco w czasie wyprawy pod Wiedeń królowa Maria Kazimiera Sobieska4.
Wspomniany o. Wacław z Sulogoszowa Nowakowski w monografii obrazu napisze smutne, ale – niestety – prawdziwe i pełne żalu słowa, że oto w półwiecze zaledwie od królewskich ślubów, niespełnionych w ich sferze społecznej wobec chłopów, Lwów, który nie poddał się wojskom Chmielnickiego ani potężnej armii Mahometa IV, w 1704 r. został zdobyty i bezlitośnie obrabowany przez szczupłe wojska króla szwedzkiego Karola XII.
W 1775 r. cieszący się wielkim kultem obraz, powszechnie uznawany za cudowny, umieszczony został w nowym ołtarzu głównym, a w roku następnym 12 maja uroczyście koronowany papieskimi diademami przez arcybiskupa lwowskiego Wacława Sierakowskiego, w obecności wielotysięcznych tłumów – przedstawicieli wszystkich stanów. Na pamiątkę tej uroczystości magistrat lwowski umieścił u stóp obrazu srebrną, wyzłacaną tablicę z napisem:
Wielka Boża Rodzicielko, rzymskimi ozdobiona koronami, wieńczy Twą głowę diademem Głowa wiecznego grodu i świata, a miasto pobożne i Tobie oddane ściele pod Twe stopy swe serce. Spojrzyj na Lwa ukorzonego i wysłuchaj nas, strzeż i zbaw litościwie, Bogarodzico Dziewico.
Decyzja arcybiskupa Sierakowskiego o przeniesieniu cudownego obrazu z ciasnej kaplicy Domagaliczów do wielkiego ołtarza w katedrze wzbudziła liczne sprzeciwy mieszkańców Lwowa oraz jego rady miejskiej. Papież, do którego odwoływali się rajcy miejscy, utrzymał jednak w mocy decyzję arcybiskupa. Arcybiskup, z właściwą sobie dbałością o wystrój świątyni katedralnej, dokonał w jej wnętrzu wiele zmian, m.in. jego staraniem ściany katedry ozdobione zostały wspaniałą rokokową polichromią, wykonaną pod kierunkiem Stanisława Stroińskiego. Staraniem arcybiskupa Sierakowskiego do katedry, która miała stać się głównym sanktuarium maryjnym rozległej archidiecezji, zlecił przygotować nowy wystrój, barokowo-rokokowy, zasadniczo według jednolitego zamysłu artystycznego. Wprowadzono do naw nowe piękne wysokiej klasy ołtarze, stalle, konfesjonały – dzieła znakomitych lwowskich artystów i rzemieślników. Tylko w kilku kaplicach pozostawiono wcześniejsze wyposażenie.
Obraz Matki Bożej Łaskawej umieszczono w monumentalnym ołtarzu głównym, wykonanym w latach 1768–1769 wg projektu Macieja Polejowskiego, który był autorem czterech dominujących w majestatycznej architekturze ołtarza figur ojców Kościoła: świętych Augustyna, Grzegorza, Ambrożego i Hieronima. W ołtarzowej wnęce niewielki rozmiarami obraz Matki Bożej Łaskawej umieszczony został w niezwykle efektownej srebrnej oprawie, realizującej ideę siedmio-kolumnowego Domu Mądrości (Domus Sapientiae), którego ideowe treści rozwinięte zostały przez Stanisława Stroińskiego na freskach zamieszczonych na sklepieniu. Jako zasłonę cudownego obrazu umieszczono w tym ołtarzu obraz Wniebowzięcia Maryi, pędzla Marcina Stroińskiego, który wkrótce wymieniony został na inny, ale o tej samej tematyce, pędzla włoskiego artysty Antonia Tavellego, a w XIX wieku zastąpiono go obrazem Marcina Jabłońskiego.
Wraz z koronacją wizerunku złotymi papieskimi diademami, ozdobiony on został bogatą, wysadzaną klejnotami złotą sukienką oraz efektowną srebrną rokokową ramą. Owo wspaniałe dzieło miejscowych złotników przesłoniło jednak sam obraz, odsłonięte pozostały zasadniczo tylko twarze Madonny i Dzieciątka.
Sama zaś kaplica Daniłowiczowska, dobudowana do zewnętrznej ściany absydy prezbiterium, w której przez 180 lat wsławiony cudami obraz cieszył się ogromnym kultem, została teraz rozebrana. Z inicjatywy rady miejskiej na wschodniej ścianie prezbiterium, do której ona przylegała, wymalowany został obraz przedstawiający Matkę Bożą Łaskawą, a później portret fundatora kaplicy Jana Domagalicza oraz napis odnoszący się do okoliczności powstania kaplicy.
Szczególne znaczenie ikonograficzne nadano wykonanej w latach 1769–1770 polichromii prezbiterium, która nawiązywała do wydarzeń historycznych, związanych z obrazem Matki Bożej Łaskawej i łaskami, które przed tym obrazem wypraszali wierni. Na przełomie XIX i XX wieku podczas gruntownych prac remontowo-konserwatorskich katedralnemu prezbiterium nadano znacznie odmienny charakter. Zachowano wprawdzie piękny, monumentalny rokokowy ołtarz główny, ale wprowadzono nowe, neogotyckie portale, mały chór muzyczny, nowe witraże, a ściany i sklepienia pokryto ornamentalnymi malowidłami, wzorowanymi na matejkowskiej polichromii krakowskiego kościoła Mariackiego. Z dawnej polichromii Stroińskiego pozostawiono tylko fragment nad stallami, przedstawiający scenę nadania przywileju Bractwu Najświętszej Panny Maryi przez arcybiskupa Jana Dymitra Solikowskiego (w gronie osób artysta przedstawił siebie samego w kontuszu i syna w stroju francuskim). Bractwo to, zwane po jego odnowieniu Bractwem Najświętszej Panny Łaskawej, odegrało w czasach zaborów, zwłaszcza w okresie dotkliwej germanizacji Lwowa i zacierania jego polskiego charakteru, niezwykle ważną role, pielęgnując narodowe tradycje, w tym także ideę królewskich ślubów.
Nowe witraże w prezbiterium także nawiązywały do tych tradycji. Wykonane w Krakowie, a częściowo także w Monachium, przedstawiają m.in. Założenie katedry (proj. J. Mehoffer), Obronę Lwowa (proj. Batowski), wreszcie patronów polskich wg szkiców Jana Matejki, a nad cudownym wizerunkiem w ołtarzowym retabulum znalazł się witraż Matka Boska Królowa Korony Polskiej, przedstawiający Matkę Bożą Łaskawą, zwany także Ślubami Jana Kazimierza, wykonany w 1902 r. wg projektu Edwarda Ignacego Lepszego.
Znaczne ożywienie kultu zarówno wizerunku Matki Bożej Łaskawej, jak i tradycji królewskich ślubów narodowych nastąpiło za rządów arcybiskupa Józefa Bilczewskiego (1900–1923). Ideę ślubów przypomniał on i podjął w nowej rzeczywistości w 1904 r. w liście pasterskim zatytułowanym

Królowa Korony Polskiej
Szczególnie zabiegał o kult Maryi jako Królowej Polski. To on doprowadził do zaistnienia pod tym wezwaniem święta w polskim kalendarzu liturgicznym. On też przypomniał i odnowił Śluby Jana Kazimierza, do których po latach powrócił Prymas Polski Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński. Z jego też inicjatywy odbył się we Lwowie w 1904 r. pierwszy Polski Kongres Maryjny. W czasie tego kongresu, w obecności biskupów, przedstawicieli władz świeckich i tysięcy wiernych, abp Bilczewski dokonał odnowienia ślubów kazimierzowskich. To on wystarał się też u Stolicy Apostolskiej w 1909 r. o święto Maryi jako Królowej Polski, które po raz pierwszy w 1909 r. w archidiecezji lwowskiej obchodzono bardzo uroczyście, a rok później Maryja została ogłoszona patronką archidiecezji lwowskiej5.
Staraniem arcybiskupa Józefa Bilczewskiego6 papież Pius X włączył oficjalnie do litanii loretańskiej, do odmawiania na ziemiach polskich, wezwania Królowo Korony Polskiej, a w 1923 r., w wolnej już Polsce, papież Pius XI przeniósł święto Królowej Polski na dzień 3 maja.

W pojałtańskiej Polsce
Wizerunek Matki Bożej Łaskawej odbierał cześć w lwowskiej archikatedrze i w następnych dziesięcioleciach krzepił wiarę w lepsze czasy w ciężkich wojennych latach obu okupacji. 26 kwietnia 1946 r., zmuszony przez władze sowieckie do wyjazdu ze Lwowa, arcybiskup metropolita Eugeniusz Baziak, w obawie o los sławnego, tak historycznego dla narodu wizerunku, przewiózł go w ukryciu na stronę polską. W granicach pojałtańskiej Polski znalazł się skrawek archidiecezji lwowskiej, tam też kościołowi parafialnemu w Lubaczowie nadany został status prokatedry. Przez kilka dziesięcioleci miał się ów skrawek lwowskiego Kościoła, składający się z kilku dekanatów, nazywać „archidiecezją w Lubaczowie”. Wszyscy wiedzieli, że była to – do czasu kanonicznych postanowień Stolicy Apostolskiej – archidiecezja lwowska z siedzibą w Lubaczowie, a jej pasterze są duchowymi zwierzchnikami całej archidiecezji, ze stolicą we Lwowie, do którego naówczas nie mieli prawa wstępu.
Wkrótce po zakończeniu wojny we Lwowie, skąd zmuszono do repatriacji ogromną większość Polaków, odebrano katolikom-łacinnikom wszystkie kościoły, pozostawiając czynną tylko katedrę, funkcjonującą z ogromnymi ograniczeniami, pod stałą obserwacją tamtejszych służb bezpieczeństwa (po latach otwarty został dodatkowo niewielki pofranciszkański kościół św. Antoniego). Katedra – wobec odebrania w 1946 r. unitom wszystkich cerkwi, wymuszonej przez władze sowieckie kasacji unii brzeskiej i pozakanonicznej jej delegalizacji – stała się dla wielu grekokatolików także ich świątynią. Śliczna Gwiazda Miasta Lwowa dla rozbitków obu tak doświadczonych Kościołów: łacińskiego i greckiego, jako obrządków jednego Kościoła katolickiego, była Panią, szafarką nadziei i trudnego pojednania.
Wizerunek Łaskawej Matki zastąpiono kopią, sporządzoną w pośpiechu przez Marię Pokiziak, w latach 80. ubiegłego wieku zastąpioną przez znakomitej klasy artystycznej, wierną kopię sporządzoną w 1982 r. przez profesora krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych Józefa Nykla. Wielki wygnaniec – abp Eugeniusz Baziak uwiózł ten obraz jako narodową relikwię do Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie przez kilka lat w gościnnych progach tamtejszego klasztoru oo. Bernardynów funkcjonowało lwowskie arcybiskupie seminarium duchowne. Obraz dzielił los jego tułaczki. Od lipca 1951 r., kiedy zachowując dotychczasowy urząd, został po śmierci arcybiskupa metropolity krakowskiego, kardynała Adama Stefana Sapiehy, administratorem apostolskim archidiecezji krakowskiej, przywiózł wizerunek do Krakowa. W okresie internowania abpa Baziaka przez władze PRL w Tranowie, poza terytorium obu archidiecezji, obraz Matki Bożej Łaskawej znalazł schronienie najpierw w mieszkaniu prywatnym siostry arcybiskupa w Tarnowie przy ulicy Limanowskiego, a następnie w tamtejszym klasztorze sióstr Józefitek. Do Lubaczowa przywieziony został za rządów biskupa Mariana Rechowicza w 1974 r., w dwanaście lat po śmierci arcybiskupa Eugeniusza Baziaka.
Jej sanktuarium – pisze Inga Platowska-Sapetowa – stał się dawny neogotycki kościół parafialny w Lubaczowie (...), od 1946 r. prokatedra przy siedzibie metropolitów lwowskich. Kościół ten pozostał Jej sanktuarium także po wzniesieniu obok w latach 70. z inicjatywy bpa Rechowicza połączonej z nim nowej monumentalnej prokatedry, zrealizowanej wg projektu architekta B. Orlewskiego z Rzeszowa.
Tutaj spoczęły też relikwie pierwszego arcybiskupa metropolity halickiego bł. Jakuba Strepy (Strzemię) zm. w r. 14127.

Trzy wizerunki
W latach 1981–82 prof. Józef Nykiel przeprowadził w Krakowie konserwatorskie prace cudownego obrazu, przywracając mu pierwotny wygląd i wartość estetyczną oraz zabezpieczając przed zębem czasu. Właśnie wówczas powstały, pod jego pędzlem, dwie kopie. Jedna – jak już wspomniano – do archikatedry lwowskiej, a druga pozostać miała w Lubaczowie. 19 czerwca 1983 r. Ojciec Święty Jan Paweł II dokonał na Jasnej Górze rekoronacji wizerunku Matki Bożej Łaskawej, a 23 czerwca w roku następnym wystawiono go na widok publiczny podczas uroczystej sakry biskupiej ks. Mariana Jaworskiego, administratora apostolskiego archidiecezji lwowskiej z siedzibą w Lubaczowie, a po odnowieniu struktur kościelnych na Ukrainie – arcybiskupa metropolity lwowskiego. Lwowska kopia obrazu Matki Bożej Domagaliczowskiej zyskała kanonicznie tożsamy wymiar z jej oryginałem, gdy podczas pielgrzymki Jana Pawła II na Ukrainę został przezeń koronowana 26 czerwca 2001 r. Ojciec Święty nadto obdarował lwowski wizerunek papieską Złotą Różą, a swoje przesłanie, skierowane do tamtejszych katolików i pielgrzymów, zawarł w słowach: Śliczna Gwiazda Miasta Lwowa niech będzie dla was oparciem i niech przyniesie wam pełnię łask.
W 350 rocznicę lwowskich Ślubów Jana Kazimierza w tamtejszej archikatedrze odbyły się uroczystości o historycznym wymiarze. W uroczystej liturgii, odprawionej przez kardynała Mariana Jaworskiego, arcybiskupa metropolitę lwowskiego, i biskupów rzymskokatolickich Ukrainy uczestniczył prezydent Rzeczypospolitej Polskiej oraz licznie zgromadzeni wierni z państwa ukraińskiego i Polski. Uroczystości stały się wymownym świadectwem trwałych i żywych wciąż związków duchowych łączących nasze ziemie i wielkie historyczne przesłania oraz tradycje.
Wiedziano powszechnie w Polsce, że w szczególnie ciężkich dla narodu chwilach, w czasach stalinowskich konfrontacji i walki ideologicznej, internowany prymas Polski kard. Stefan Wyszyński przygotował wielki zamysł Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego, w nawiązaniu do idei lwowskich Ślubów Jana Kazimierza. Opracowany w Komańczy w maju 1956 r. tekst Ślubów Jasnogórskich, wyraźnie w treści i intencjach nawiązujący do Ślubów Jana Kazimierza, został uroczyście odczytany przez kard. Stefana Wyszyńskiego w obecności kilkuset tysięcy wiernych zgromadzonych 26 sierpnia 1956 r. na Jasnej Górze, po jego powrocie z miejsca internowania i objęciu urzędów kościelnych. Stały się te śluby ważnym probierzem w okresie dziewięcioletniej nowenny przygotowań narodu polskiego do uroczystości millenijnych chrztu Polski.
Do wielkiej tradycji tej nawiązał w czerwcu 1979 r. papież Jan Paweł II, gdy przed obrazem Pani Jasnogórskiej z udziałem wielotysięcznych tłumów pielgrzymów dokonał aktu zawierzenia Matce Kościoła siebie i naród.
Historyczny wymiar zyskała Uchwała Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 23 marca 2006 r. w sprawie uczczenia 350 rocznicy Ślubów Lwowskich króla Jana Kazimierza, w której parlamentarzyści podzielili opinię, że akt ten stał się jednym z najważniejszych wydarzeń w dramatycznych dziejach narodu polskiego. I złożyli hołd polskiemu królowi i kolejnym pokoleniom obrońców niezawisłości i wolności naszej Ojczyzny8.

W miejscu najprzedniejszym
Od 1998 r. wizerunek Matki Bożej Łaskawej przechowywany jest jako wielka relikwia narodowa w skarbcu katedry wawelskiej, wśród szczególnie cennych pamiątek narodowych.
W dniu 15 sierpnia 2008 r., podczas pierwszej organizowanej przez Miasto Kraków edycji „Cracovia Sacra”, do wawelskiej królewskiej katedry wraz z prezydentem Krakowa prof. Jackiem Majchrowskim przybyli tłumnie krakowianie i pielgrzymi z różnych regionów Polski i z zagranicy, by oddać hołd wizerunkowi Matki Bożej Łaskawej wystawionemu na specjalnym pulpicie-tronie przy ołtarzu koronacyjnym królów polskich. Pierwotnie zakładano, że wawelskie uroczystości przy dźwiękach fanfar zainaugurowane zostaną procesją, podczas której ze skarbca katedralnego do prezbiterium przyniesiony zostanie cudowny obraz, ale na usilne prośby licznych krakowian i gości, w tym także lwowiaków, proboszcz katedry ks. prałat Zdzisław Sochacki zdecydował o wcześniejszym ustawieniu obrazu w prezbiterium, by umożliwić wszystkim bardziej indywidualne i intymne spotkanie z Matką Łaskawą. W wypełnionej po brzegi katedrze podczas tych niezwykłych uroczystości, sprawowanych przez ks. prałata Z. Sochackiego, było wiele chwil przejmujących i głęboko wzruszających. Oprawę artystyczną zapewnił Zespół Kameralny Chóru Organum pod dyrekcją prof. Bogusława Grzybka, zespół trąb i puzonów oraz organista wawelski. Stanowiły ją Pieśni kalwaryjskie w opracowaniu Jacka Targosza, Bogurodzica tzw. lwowska z 1630 r. w opracowaniu lwowskiego kompozytora Mieczysława Sołtysa i – oczywiście – hymn Śliczna Gwiazdo Miasta Lwowa w opracowaniu Jacka Targosza. Wielu uczestników tych uroczystości, zwłaszcza urodzonych na Kresach, w tym także specjalnie przybyłych na ten niezwykły wieczór do Krakowa ze Lwowa i okolic, śpiewało ten hymn na stojąco, z nieskrywanym wzruszeniem. To wzruszenie i świadomość historycznego wymiaru krakowskiej uroczystości na Wawelu towarzyszyło ogółowi zgromadzonych w królewskiej katedrze. Bo oto przed nimi zajaśniała w królewskim majestacie Śliczna Gwiazda Miasta Lwowa. I Krakowa. I Polski całej. Jak dawniej.

PRZYPISY

1. Jerzy T. Petrus: Matka Boska Domagaliczowska – Królowa Korony Polskiej [w:] Królowa Korony Polskiej, red. Janusz Pulnar, Wacław Walecki, Warszawa–Kraków 2006, s. 49
2. Op. cit., s. 49–51
3. Op. cit., s. 56
4. Inga Platowska-Sapetowa: Cudowny Obraz Najświętszej Maryi Panny Łaskawej, Rzeszów 1991, s. 12
5. Stefan Koperek CR: Pasterz i liturg [w:] Błogosławiony Józef Bilczewski arcybiskup metropolita lwowski obrządku łacińskiego, pod red. Adama Kubisia i zesp., Kraków 2003, s. 84
6. Szerzej: Stanisław Dziedzic, Józef Bilczewski – pasterz i włodarz [w:] Lwów. Miasto, społeczeństwo, kultura, tom VI: Instytucje, urzędy, urzędnicy, red. Kazimierz Karolczak, Łukasz Tomasz Sroka, Kraków 2009
7. Inga Platowska-Sapetowa: Cudowny..., op. cit., s. 30
8. Cyt. za: Królowa Korony Polskiej..., op. cit., s. 85