Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Henryk Breit, ZAMKI, LOCHY I GROTY

Tekst audycji „Radia Lwów” z lat 1930. pt. „Tajemnice zamków podolskich”. Nowy tytuł nadany przez redakcję.

Nie wszystkie zamki podolskie były tak potężne i obronne, jak zamek księcia Jaremy Wiśniowieckiego w Zbarażu, nie wszystkie dysponowały w krytycznej chwili dostatecznym zapasem prochu i żywności, nie wszędzie stacjonowane były dość liczne oddziały wojska – cóż się wtedy działo z tymi, co się w nich schronili? Potworne rzezie, potoki krwi, pożary, których łunę na wiele mil wokoło widziano, jasyr często gorszy niż śmierć – oto, co czekało nieszczęsnych.

Jakże się działo, że kraj, spustoszony nieraz rok po roku, w którym gospodarowały czasem tatarskie czambuły i rządzili tureccy baszowie jak u siebie w domu, mordując i porywając w jasyr, niszcząc i grabiąc, nie wyludnił się zupełnie, że było komu poprowadzić pług i zboże siać? Nie wytłumaczy tego zjawiska to, że pewna część wracała znów z jasyru, odbita lub wykupiona, że żyzna, bogata ziemia zaludniała się szybko nowymi kolonistami z zachodu, ani nawet gorące przywiązanie rolników do ziemi. Sprawa ta owiana jest pewną legendarną tajemniczością. Matka żywicielka we wnętrzu swym kryła i chroniła swe dzieci. Istniały mianowicie na całym terenie Podola liczne jaskinie naturalne oraz głębokie i rozległe podziemia w zamkach. Tam chroniono się, gdy już znikąd nie było ratunku. Były one troskliwie zamaskowane, a wejścia otaczane pilnie strzeżoną tajemnicą. Tu chroniono się z dobytkiem, czekając cierpliwie, aż się nieprzyjaciel oddali. Podziemia takie, owiane legendą i tajemniczością, posiadały wszystkie zamki. Niektóre z nich są dziś jeszcze dostępne, jakkolwiek w niedużej tylko części. I tak z legendy tylko znamy olbrzymie ponoć sklepy podziemne w pięciu kondygnacjach pod zamkiem w Trembowli, kute w skale, na której gród zbudowano. Wejście do nich znał podobno tylko wojski, urzędnik, którego opiece pozostawiano ludność rolniczą, kobiety, dzieci i starców, gdy rycerstwo na wojnę ruszało.
O tym, jak rozległe były chodniki podziemne w Zbarażu, świadczy fakt, że często w mieście napotyka się przy robotach ziemnych zapomniane przejścia i sklepienia. Twierdza ta zawdzięczała swą obronność w równej mierze potężnym szkarpom, beluardom, jak podziemnym przejściom i schronom. Wszystkie baszty i kazamaty w wałach obronnych połączone były podziemnymi przejściami z pałacem, zajmującym środek obwałowań, a skośnie opadający długi chodnik wiódł z piwnic jego do studni. Prócz tego istniało ponoć przejście podziemne z zamku do klasztoru bernardyńskiego, położonego po drugiej stronie rzeczki Gniezny.
 
 Mapka zamków na Podolu i Wołyniu. Wg A. Bujak, Zamki – kresowe strażnice Rzeczypospolitej
W Radziechowie znajdują się pieczary i rozległe tunele, w których wedle tradycji chroniła się ludność przed Tatarami. Nie zbadano ich dotychczas bliżej, lecz o ich rzeczywistym istnieniu świadczy zapadanie się ziemi w wielu miejscach. Niedaleko stąd, w Łopatynie, zachowały się podziemia po nieistniejącym już zamku książąt litewskich. Podobnie pozostały już tylko podziemia po jakimś zamku koło Kułakowiec nad Seretem. Lud okoliczny nazywa te ruiny Mogiłą – dlaczego? Może dlatego, że wyginęli w nim wszyscy jego obrońcy i ci, co się w nim schronili? Nawet nazwa zaginęła i nie wiemy o nim nic prócz tego, że stał się mogiłą...
Wymieniłem tylko drobną część podziemnych lochów, o których wiele legend opowiada lud Podola. Są one już dziś prawie zupełnie niedostępne, czy to dlatego, że pradawne ich sklepienia uległy niszczącej działalności wód i czasu, czy też, że je dla bezpieczeństwa zamurowano, czy wreszcie z tego powodu, że nie możemy już dziś do nich trafić. Zbadanie ich byłoby niewątpliwie bardzo ciekawe, lecz wymagałoby wielkich nakładów pieniężnych i prócz tego jest bardzo niebezpieczne, więc zapewne nieprędko objawią nam podziemia swe mroczne tajemnice.
Prócz sztucznych podziemi posiada Podole szczególnie wiele grot naturalnych, zwłaszcza w części południowo-wschodniej. Sprzyjał ich powstawaniu charakterystyczny układ geologiczny – znajdują się tu mianowicie ogromne jakby bryły gipsu w jednolitym zresztą pokładzie wapiennym. Gips rozpuszcza się w wodzie krążącej w szczelinach podziemnych i w ten sposób w ciągu tysięcy lat wytworzyły się całe kompleksy fantastycznych jaskiń naturalnych. I spośród nich znamy oczywiście tylko drobną część. O istnieniu innych świadczą głębokie leje, tworzące się na powierzchni ziemi, zwane tu wertebami, oraz powtarzające się czasem gwałtowne wstrząsy o sile trzęsień ziemi w chwili walenia się sklepień potężnych jaskiń podziemnych. Ostatnio zanotowały taki wstrząs nawet sejsmografy krakowskie. Grot takich najwięcej jest w powiecie borszczowskim, sporo ich także zauważyć można, jadąc łodzią w pionowych niemal ścianach skalistych jaru Dniestru i jego dopływów. Dostęp do nich przeważnie jest bardzo utrudniony. Wiadomo, że służyły człowiekowi za schronienie od bardzo już dawnych czasów, w wielu znaleziono sporo śladów, lecz dotąd nie zbadano ich należycie. Są takie jaskinie w Burku, w Sepohowie i Kołodróbce nad Dniestrem, w Holihradach w jarze Seretu, a koło Lesiecznik pokazują „Roszową Jamę”. Prócz tego znaleźć można w ścianach jaru Dniestru charakterystyczne monastery skalne – koło Deremian i Mśnieczka. Są to niezbyt głębokie groty, sztucznie wykute. Najciekawsze są jednak groty krystaliczne w Bilczu Złotym i w Krzywczu. Groty bilczańskie znane są już od przeszło stu lat, badało je kilku uczonych, lecz w sposób chaotyczny i rabunkowy. Groty w Krzywczu nie mają sobie równych w całej Polsce. Podziemna rzeka stworzyła tu fantastyczną plątaninę chodników i wysokich sal, ginących w tajemniczej ciemności kominów, kształtując dziwacznie ich ściany. Kroczymy ciasnym chodnikiem, by nagle znaleźć się w obszernej hali, drgające światło naszych lamp odbija się i mieni tysiącem refleksów w kryształach, okrywających ściany błyskami drogich kamieni, rozsrebrza się na śnieżyście białych, niepokalanych, krystalicznych nalotach, igra figlarnie, iskrzy się w kropelkach wody, ściekającej po długich palcach zwieszających się ze sklepień stalaktytów, odkrywa niespodzianie fantastyczne postacie i dziwotwory kamienne. Groty te nie były nigdy zamieszkane przez człowieka, odkryto je niedawno i udostępniono przez rozszerzenie wejścia i pogłębienie chodników. Stanowią one własność Podolskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego, są należycie utrzymane, a dostępne są od stacji kolejowej w Germakówce na linii Tarnopol–Iwanie Puste. Mniejsza grota tego typu, przystosowana również przez PTTK do masowego zwiedzania, znajduje się w Uhryniu koło Czortkowa.