Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Danuta Nespiak, JAK RATOWAĆ POLSKIE DOBRA KULTURY (według Jana Nowaka Jeziorańskiego)

Dla Polski, która w II wojnie światowej straciła połowę swego terytorium, otrzymując mniejszą obszarowo rekompensatę – Ziemie Zachodnie – pytanie, czy dobra kultury należą do narodu czy do państwa, w którym się znalazły po zmianie granic – powinno być pytaniem zasadniczym. Odpowiedzi na nie społeczeństwo winno oczekiwać nie tylko od prawników i polityków, ale również od twórców kultury i tzw. autorytetów moralnych.
Klasycznym przykładem węzła gordyjskiego tego problemu jest Zakład Narodowy im. Ossolińskich (dar dla narodu polskiego!), którego znaczna część zbiorów pozostała we Lwowie, m.in. zbiory muzyczne i cała prasa lwowska i wileńska, a którego Polska nie rozwiązała. Ukraińcy nie chcą niczego oddać. Upominają się nawet o 25 rysunków Dürera, zrabowanych przez Niemców w 1941 roku we Lwowie z Muzeum Lubomirskich, tj. oddziału Ossolineum. Właścicielem tej cennej kolekcji czuje się Biblioteka im. Stefanyka lwowskiej filii Ukraińskiej Akademii Nauk we Lwowie, której dyrekcja wysyła w tej sprawie pisma do amerykańskich muzeów, gdzie dziś znajduje się ta rozproszona kolekcja dürerowska.
Ogromne straty polskiego dziedzictwa kulturalnego na Kresach w czasie II wojny światowej spowodowane były przez zniszczenia i grabieże dwóch okupantów. Niemcy byli do tej grabieży lepiej przygotowani organizacyjnie niż sowieci, bo w rabunku uczestniczyli profesjonaliści, m.in. Dagobert Frey, historyk sztuki, profesor Uniwersytetu we Wrocławiu, który znał polskie muzea i zbiory II RP.
II wojna światowa przyniosła, rzecz oczywista, również dotkliwe straty w zasobie niemieckich dóbr kultury. Rozmowy polsko-
-niemieckie dotyczące zwrotu dóbr kultury rozpoczęły się w 1992 r. i z przerwami są prowadzone nadal, nie przynosząc jednak konkretnych rozwiązań. Niemcom chodzi zwłaszcza o zwrot tzw. „Berlinki”, tj. zbiorów Biblioteki Pruskiej z Berlina, z cennymi muzykaliami i dziełami Bacha, Mozarta, Beethovena, Haydna oraz rękopisami i starodrukami z XVI–XVIII w. By uratować Berlinkę przed bombardowaniem alianckim, Niemcy wysłali ją w 1943 r. na Dolny Śląsk i ukryta została w klasztorze Cystersów w Krzeszowie, skąd po wojnie przekazano ją do Biblioteki Jagiellońskiej.
Niemcy żądają zwrotu Berlinki argumentując, że dobra kultury z mocy prawa międzynarodowego winny być oddane prawowitemu właścicielowi. Strona polska natomiast uważa, że dobra, które znalazły się na polskich Ziemiach Zachodnich, są własnością Polski i formą restytucji zastępczej, koniecznej z uwagi na moralną wyższość Polski z powodu jej ogromnych i niepowetowanych strat kulturalnych spowodowanych przez Niemcy.
Wydawało by się, że racje polskie w tym sporze są dla wszystkich Polaków oczywiste. Otóż nie. Znany polski kolekcjoner Tomasz Niewodniczański, od lat mieszkający w Niemczech, w 2000 roku oświadczył, że podaruje Polsce swój cenny zbiór map i poloników (ma m.in. kresowe archiwa magnackie) pod warunkiem, iż Polska odda Berlinkę Fundacji Pruskiego Dziedzictwa Kulturalnego w Berlinie. W Polsce Niewodniczański został za to ostro skrytykowany, w Niemczech zyskał pochwały.
Natomiast to, co zaproponował Jan Nowak Jeziorański, ujawnia nie tylko jego powierzchowną wiedzę, a może jej brak – o dziedzictwie kulturalnym Polski za wschodnią granicą, ale i usłużne ukrainofilstwo jednego z najbardziej liczących się tzw. autorytetów moralnych i politycznych III RP. Jego koncepcja rozwiązania sprawy Berlinki i sposobów ratowania polskich i ukraińskich zabytków kultury jest następująca:
Ta moja koncepcja polega na tym, żeby oddać Niemcom to, co jest w Polsce i stanowi serce ich spuścizny. My mamy Bibliotekę Pruską, rękopisy Goethego, nuty Beethovena, Schuberta, Mozarta: to naprawdę dziedzictwo Niemców, które powinno być im oddane. Pod warunkiem: skoro nie mogą oddać tego, co zniszczyli, mam na myśli spalone muzeum Krasińskich, Bibliotekę Narodową etc., to powinni odwzajemnić się poważnym darem. Moim zdaniem co najmniej część tego daru powinna być użyta jako pomoc dla Ukraińców w odbudowywaniu ich zabytków kultury. Widziałem teraz wspaniałe zamki, bardzo zniszczone: Podhorce, Złoczów. Otóż Polacy mogliby za uzyskane pieniądze pomóc w odbudowywaniu dóbr ukraińskich, także tych, które stanowią ślady polskiej kultury, a teraz należą do Ukrainy.
Jest to fragment rozmowy Jana Nowaka Jeziorańskiego z korespondentem dziennika „Pik” z Kijowa. Całość tej rozmowy została wydrukowana w wydawnictwie III Festiwalu Kultury Ukraińskiej „Ukraina Viva”, która odbyła się we Wrocławiu 2–6 października 2003 roku pod patronatem Ministra Kultury RP W. Dąbrowskiego, ambasadora Ukrainy O. Nykonenki, mera Lwowa L. Buniaka oraz władz wojewódzkich i miejskich Wrocławia. Organizatorem tego Festiwalu było Kolegium Europy Wschodniej we Wrocławiu, utworzone w 2001 roku z inicjatywy Jana Nowaka Jeziorańskiego.

Od redakcji: najgorsze jest to, że wielu ludzi w Polsce i poza Polską może uznać takie wypowiedzi jak zacytowana – Nowaka Jeziorańskiego i podobnych mu osobistości (przeważnie z emigracji) – jako stanowisko znajdujące aprobatę w naszym społeczeństwie. O ich szkodliwości nie trzeba przekonywać, bo potem powołują się na nie osoby, niemające wiele wspólnego z naszym narodowym interesem i polityką, a nade wszystko naszą godnością.