Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

NOWE KSIĄŻKI

• Ukazała się książka ważna. Nie czuję się kompetentna, by niniejszy tekst nazwać recenzją. Po zapoznaniu się z tą pracą – Historią literatury kresowej napisaną przez prof. Bolesława Hadaczka – która według autora jest pierwszą próbą opracowania przedmiotu, przedstawia jego syntezę, a także może służyć jako podręcznik dla kilku grup odbiorców: nauczycieli, studentów, humanistów i kresowian – nie było mi łatwo uporządkować moje wrażenia. Zmieszczenie w jednym tomie na 420 stronach ogromnej ilości zwięzłych informacji o autorach, ich publikacjach, gatunkach literackich od klasycznych źródeł (bo są m.in. Gall Anonim, Długosz i Starowolski) po poezję, pamiętniki i beletrystykę, uszeregowanie całego opracowania chronologicznie, to nie tylko przykład erudycji autora, ale również pewnego rodzaju misji by się z takim tematem zmierzyć. Jest to temat ogromny również geograficznie – I i II Rzeczpospolita, okupacje, PRL i Polska po 1989 roku. Na tym obszarze w różnym czasie historycznym powstała literatura kresowa, którą autor ujął w chronologicznym porządku rozdziałów, określając ją jako staropolską, oświeceniową, kresoromantyczną, pozytywistyczną, młodopolską, 20-lecia międzywojennego i kresową po 1939 roku. Podział chronologiczny oparł na tematycznych podrozdziałach, uwarunkowanych zróżnicowaniem tej literatury, stąd wprowadzone są np. takie określenia jak folkloryzm i pejzażyzm kresowy. W sumie można odnieść wrażenie, że temat po prostu rozsadza objętość książki z racji zakresu treści, mimo jej zwięzłości. Z drugiej strony, na co zwrócił uwagę sam autor, literatura kresowa obejmuje utwory od wysoko- do niskoartystycznych.
Nasuwa się refleksja: czy przy tym ograniczeniu miejsca autor mógł zamieścić wszystkie pozycje reprezentujące atrybuty kresowości? Czy coś nie umknęło z jego pola badawczego? Poszczególne publikacje w formie krótkiej noty bibliograficznej zamieszczone zostały w przypisach rozdziałów, jako udokumentowanie ich treści. Może objętość książki spowodowała, że np. omawiając romantyków, wśród nich Z. Krasińskiego, profesor nie wymienił jego głównego dzieła – Nieboskiej Komedii, gdzie część akcji toczy się w znanym krajobrazie Kresów w Okopach Św. Trójcy.
Jeżeli chodzi o szczegóły, moje refleksje ograniczę do najbardziej interesującej mnie problematyki Lwowa, ze względu na wielowiekową i szczególną rolę tego miasta w historii i kulturze polskiej. Lwowską literaturę kresową autor umieścił głównie w okresie młodopolskim i dwudziestoleciu międzywojennym. Stwierdził, że swoistym kolorytem lokalnym wyróżniała się Małopolska Wschodnia i Lwów. Wydaje się, że na udokumentowanie tego kolorytu w odniesieniu do literatury kresowej zamieszczony materiał wymaga uzupełnienia. Ani w tekście, ani w przedmiotowej bibliografii na końcu książki autor nie wspomniał żadnego tomu z serii Biblioteki Lwowskiej, w której m.in. publikowali tacy znawcy przedmiotu, jak Łucja Charewiczowa, Franciszek Jaworski i Aleksander Czołowski. Omówione przez autora utwory Hemara, Zbierzchowskiego, Makuszyńskiego, Wittlina i dialogi radiowe Szczepcia i Tońcia to nie cały lwowski pejzaż literacki. Od 1909 r. mieszkał we Lwowie czołowy poeta młodopolski Jan Kasprowicz, na trochę więcej uwagi zasłużyli wybitny w środowisku lwowskim krytyk Ostap Ortwin, poeta Tadeusz Hollender, a także Stanisław Wasylewski, autor poczytnych gawęd historycznych. Zabrakło nazwiska wielkiego znawcy i piewcy antyku, powieściopisarza Jana Parandowskiego. Profesor Hadaczek nie pominął Gabrieli Zapolskiej, ale zabrakło słynnej Moralności pani Dulskiej, gdzie akcja toczy się w lwowskim, a nie krakowskim domu.
Na koniec uwaga, która absolutnie nie umniejsza mego wielkiego uznania dla omawianej książki. Nie wiem, dlaczego Profesor, przy wszechstronności swojej wiedzy na temat Kresów, napisał, że we Lwowie Ukraińcy stwarzali tło obyczajowe, a Polacy wnosili wartości cywilizacyjne. Rzeczywistość była inna, bo i tło obyczajowe i wartości cywilizacyjne to była domena Polaków, z udziałem tych spolonizowanych nacji, wśród których pięknie zapisali się Ormianie, dodając owego smaku Orientu.        
 (DN)

• Dopiero po 12 latach od wydania zdarzyła się nam okazja zapoznania się z niezwykle ważną książką – Sylwetkami lwowskich historyków literatury, autorstwa Jerzego Starnawskiego (Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 1997). Jakie nazwiska! Wśród 22 omówionych uczonych wymieńmy kilku najbardziej znanych: Juliusz Klei­ner, Wilhelm Bruchnalski, Jan Kasprowicz, Jan Gwalbert Pawlikowski, Roman Pilat, Edward Porębowicz, Ludwik Bernacki, Stanisław Łempicki. Trudno też pominąć Aleksandra Brucknera, choć we Lwowie spędził zaledwie najmłodsze lata zawodowe, potem przeniósł się na uniwersytet berliński. Autor przedstawia drogi naukowe wszystkich profesorów, omawia osiągnięcia twórcze, spuściznę i dzieła życia, ale także kariery i człowiecze losy.
Swoją niezwykle ciekawą i ważną książkę rozpoczyna Starnawski od słów, które uznaliśmy jako warte zapamiętania. Pierwszy akapit wstępu do książki przedrukowujemy obok, w rubryce Przeczytane. Krótki ten urywek tekstu wyjaśnia, jaka była pozycja Lwowa w dziedzinie historii literatury. I jeszcze drugi fragment wstępu zasługuje na zacytowanie:
Znakomita polonistyka lwowska, w której zrodziła się tzw. lwowska szkoła filologiczna, owocująca do dziś na warsztacie wnuków i prawnuków naukowych tak ważnego kierunku badań, winna otrzymać monografię pełną. „Makietę”, bardzo zarysową, ograniczoną limitem stronic, ogłosiłem pt. „Zarys dziejów katedr historii literatury polskiej w Uniwersytecie Lwowskim” […]. Zdaję sobie sprawę z tego, że to nie dosyć. Temat zasługuje na opasły tom. By jednak taki tom powstał, konieczne jest gruntowne przebadanie archiwalnych materiałów we Lwowie, na co piszącemu te słowa w wieku lat siedemdziesięciu trzech sił już nie wystarczy. Zdecydowałem się przeto na tom o charakterze zbioru sylwetek uczonych nie tylko w dziedzinie historii literatury polskiej. Dlatego w tytule mowa jest o historykach literatury bez przymiotnika „polskiej”. […]

• W poprzednim numerze (1/09) zamieściliśmy rozmowę z dwoma kadetami – seniorami ze Związku Kadetów II RP: prezesem Klubu Regionalnego w Krakowie, p. Zenonem Malikiem, oraz p. S. Kostkiewiczem. Panowie wręczyli nam przy tej okazji cenne wydawnictwo: Księgę Pamięci Kadetów II Rzeczypospolitej, wydaną przy pomocy Rady Ochrony Pamięci WiM oraz Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych (Oficyna Wydawnicza „Rytm”, Warszawa 2001).
Księga składa się z dwóch tomów. Pierwszy zawiera – poza ponad 300-stronicowym spisem absolwentów wszystkich Korpusów – historię szkół kadeckich w Polsce międzywojennej, omówienie poszczególnych Korpusów, listy komendantów (i ich życiorysy), dowódców, wykładowców i kilku innych grup pracowników – oraz wielką ilość fotografii osób i obiektów. Drugi tom to uzupełnienie spisu absolwentów przedwojennych (po dalszych, kilkuletnich poszukiwaniach) oraz spis junaków z Palestyny.
Pierwszy Korpus Kadetów został założony w Polsce – jako Szkoła Rycerska – przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1765 r. w Warszawie, a rozwiązana po upadku Insurekcji Kościuszkowskiej w 1794 r. Jej wychowankami byli: T. Kościuszko, J.U. Niemcewicz, generałowie K. Kniaziewicz, J. Sowiński, J. Jasiński, K. Sierakowski i jeszcze kilku naszych bohaterów przełomu XVIII/XIX w. oraz Powstania Listopadowego. W czasach Księstwa Warszawskiego powstały dwa Instytuty Kadeckie – w Chełmie i Kaliszu, jednak w warunkach zaboru rosyjskiego zostały zniesione.
Dopiero w 1918 r. utworzono Korpus Kadetów, czasowo w Łobzowie pod Krakowem, ale w 1921 r. został on przeniesiony do Lwowa, gdzie istniały lepsze dla tego celu warunki. W 1933 r. otrzymał on nazwę Korpusu Kadetów nr 1 Marszałka J. Piłsudskiego (KK 1).
Korpus Kadetów nr 2 powstał w 1919 r. w twierdzy modlińskiej, rychło został jednak przeniesiony do Chełmna, a w 1936 r. został włączony do Korpusu nr 3 w Rawiczu, który założono w w 1935 r. – od tej chwili stały się KK 2. Wszystkie przestały istnieć w 1939 r.
 Oblicza się, że w latach 1918–1939 z wszystkich korpusów wyszło ok. 2800 absolwentów. W chwili wybuchu wojny uczyło się jeszcze ok. 950, a odeszło w trakcie nauki ok. 400. łącznie więc we wszystkich korpusach było ca. 4150 absolwentów i elewów.
Nowy, choć krótki rozdział polskich szkół kadeckich to Junacka Szkoła Kadetów w Palestynie (1942–48), która powstała dla napływającej młodzieży zwolnionej z zesłania na nieludzką ziemię z zaanektowanych przez sowietów wschodnich województw II RP.

• Oprócz wyżej opisanej 2-tomowej historii polskich szkół kadeckich Związek Kadetów II RP wydał skrócone opracowanie pt. Wydanie specjalne na 90-lecie Korpusów Kadetów II RP 1918–1939–2008, w opracowaniu autorskim i pod redakcją Zbigniewa Mikołajczaka z gronem współpracowników. Obwolutę – jak dla tamtych tomów – zaprojektował Adam Kilian, znakomity grafik, rodem ze Lwowa (z ul. Kadeckiej, wywieziony z matką do Kazachstanu w 1940 r.).
Książka prezentuje w sposób pełny, choć skrócony, historię korpusów z czasów międzywojennych, a fakty przedstawia w sposób wspomnieniowy, zarówno wobec wydarzeń, problemów, jak i ludzi. Dzięki temu, a także dzięki licznym ilustracjom – książka o niewielkich rozmiarach staje się lekturą dla szerokiego spectrum czytelników, nie tylko o historycznych zainteresowaniach. Publikacja została wydana z pomocą Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (Warszawa 2008).

• Od naszej członkini, a także autorki, p. Marii Dayczak-Domanasiewicz, dostaliśmy książeczkę – nadbitkę z Rocznika Biblioteki Naukowej PAU I PAN w Krakowie (rok LIII, 2008) pt. Z dni wielkich przemian, będącą fragmentem wspomnień znanego niegdyś architekta lwowskiego Wawrzyńca Dayczaka o swym ojcu Macieju ze wsi Reniów w powiecie brodzkim.
Wspomnienia W. Dayczaka – pamiętamy, że był zarazem twórcą tzw. Drużyn Bartoszowych (patrz CL S/98) – nie zostały dotąd opublikowane. Szkoda, bo obejmują długi oraz bogaty w wydarzenia i problemy – nie tylko osobiste – ponad 80-letni szmat naszej historii, szczególnie historii Ziem Południowo-Wschodnich, historii polityczno-niepodległościowej, społeczno-kulturalnej, a wreszcie zawodowej i rodzinnej. Dodajmy że historii, która przebiegała w trzech epokach: zaboru austriackiego, międzywojennej i po II wojnie światowej (W. Dayczak żył w latach 1882–1968).
Omawiana książka stanowi jeden rozdział spośród 27. Do najciekawszych należą na pewno rozdziały I–VI, które opisują wieś podolską z końca XIX w.; rozdziały o Drużynach Bartoszowych i Liceum Krzemienieckim; a wreszcie te, w których autor omawia swoją twórczość architektoniczną. To wszystko są nieocenione źródła do historii Małopolski Wschodniej i jej polskości.
Wśród wielu informacji o swym ojcu – rolniku i gospodarzu, działaczu społecznym i kulturalnym, wójcie w Reniowie – wymienia autor jego zainteresowania i zdolności literackie. Spośród kilku cytowanych wierszy Macieja Dajczaka – prezentujemy u dołu jeden, charakterystyczny.

• W CL 4/08 czytaliśmy artykuł napisany przez pp. Z. i T.Z. Bednarskich o malarzu Stanisławie Dębickim, który – wywodząc się z Małopolski Wschodniej i mocno związany z tym regionem przez niemal 2/3 swego 58-letniego życia (Lubaczów, Kołomyja, 9 lat we Lwowie), a także szereg lat za granicą (Monachium, Wiedeń, Paryż) – osiadł ostatecznie w 1909 r. na lat 15, do końca życia, przy krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, przejmując pracownię malarstwa religijnego i dekoracyjnego po Stanisławie Wyspiańskim (co ciekawe – też o korzeniach wschodnio­małopolskich – syna rzeźbiarza Franciszka, urodzonego w podlwowskiej Bóbrce, wśród licznie rozrodzonych tam i w pobliskim Świrzu Wyspiańskich – przyp. red.).
Wspomniany artykuł stanowił skrót jednego z rozdziałów niezwykle ciekawej książki Zofii i Tadeusza Z. Bednarskich pt. Krakowskim szlakiem Stanisława Dębickiego, zadedykowanej wspaniałym krakowianom o lwowskich korzeniach (Oficyna Wydawniczo-Drukarska „Secesja”, Kraków 2009). Książka, jak cała seria opisana przez nas w CL 1/09, jest luksusowo wydana, zawiera bardzo wiele ilustracji – reprodukcji dzieł Dębickiego i innych malarzy, a także fotografii omawianych obiektów w różnych miastach Europy.
W dziesięciu rozdziałach książki poznajemy chronologicznie etapy życia, twórczości, pracy pedagogicznej i przyjaźni malarza. Dowiadujemy się m.in. o jego działalności artystycznej we Lwowie i innych miejscach Małopolski Wschodniej. We Lwowie stworzył polichromie w foyer nowobudowanego Teatru Wielkiego i w jednej z kaplic Katedry łacińskiej. W Kołomyi pracował jako pedagog w Szkole Garncarskiej, a stamtąd wyjeżdżał na Huculszczyznę, by malować krajobrazy i Hucułów. Współpracował z Zukerkandlem ze Złoczowa, pokazywał swoje obrazy na wystawach.
Najszerzej opisują autorzy oczywiście lata krakowskie, będące ukoronowaniem doświadczeń artystycznych Dębickiego, jego związki z bogatym środowiskiem artystycznym, a także przedstawiają liczne o nim, pełne uznania opinie.
Autorzy informują, że następna planowana książka z cyklu będzie dotyczyć Fryderyka Pautscha, również profesora krakowskiej ASP i również syna wschodniomałopolskiej Ziemi (urodzonego w Delatynie nad Prutem).

• Pan Emil Hlib, lwowianin rodowity, dziś zamieszkały we Wrocławiu, jest nam dobrze znany z paru książek – głównie z piosenkami – które omawialiśmy. A teraz dotarła do nas nowa książeczka pod znamiennym tytułem: Moje chodzenie po Lwowie (wyd. „Sudety”, Wrocław 2006).
Książka o prawie 280 stronach tekstu i tyluż przynajmniej zdjęciach (szkoda, że marnie wydrukowanych, ale to nie wina autora) i wielu nutach, nie ma żadnego ciągu narracyjnego. Składa się z kilkudziesięciu, czasem luźno ze sobą związanych krótkich tekstów – jakby ad hoc czynionych zapisków – na wiele tematów – o mieście, historii i współczesności, o obiektach i ludziach, o zagładzie Żydów lwowskich, o odwiedzanych miejscowościach podlwowskich, nawet o czystości i śmieciach, a między tym wszystkim – o własnym życiu i rodzinie. Teksty przeplatają się z piosenkami.
Jednak ten „groch z kapustą” jest pożyteczny i przyjemny w czytaniu, nie nuży. Można sobie wyobrazić, że wiele osób nie weźmie do rąk książek tradycyjnie skomponowanych, trudniejszych w odbiorze (choć dziś np. autorzy przewodników starają się je okraszać „ramkami” z dygresjami, nawet anegdotami), natomiast przeczytanie zawartego tutaj mnóstwa informacji poważnych i błahych może doskonale wprowadzić w szeroką wiedzę o Lwowie wszystkich epok.

• Skałatczanie wydali już trzeci tomik poświęcony swemu rodzinnemu miasteczku – Skałatowi oraz kilku innym okolicznym miejscowościom: Staremu Skałatowi, Połupanówce, Horodnicy i jeszcze paru czy parunastu innym. Tomik, będący zbiorem wielu tekstów różnych autorów, został (jak poprzednie) wydany jako zeszyt specjalny (nr 8) czasopisma „Głosy Podolan” (Warszawa 2008) pod tytułem Skałat czasu pokoju i wojny. Wspomnień księga trzecia. Materiały zebrali Wacław Barczyk, Antoni Gołębiowski i Jerzy Stopa. Przypomnijmy, że poprzednie tomiki ukazały się w latach 2001 i 2003, a omawialiśmy je w CL 2/01 i 2/03.
Tomik składa się z dwóch części. W pierwszej zebrano liczne i różnorodne materiały (ponad 300 stron w formacie A5), nadesłane z różnych stron kraju i zagranicy. Są to głównie wspomnienia – jak w tytule – z czasów przedwojennych, z lat II wojny, ekspatriacji i z lat powojennych. Są także materiały biograficzne. Część druga to Indeks nazwisk dawnych mieszkańców Skałatu i Ziemi Skałackiej. To zapewne uzupełnienie podobnego, zamieszczonego w tomie drugim. Tu jednak zabrakło nam rodziny Winowskich – pani dr Janina Winowska, córka sędziego w Skałacie, była współorganizatorką naszego środowiska ekspatrianckiego w Krakowie w latach 1980.
Wszystkie materiały zamieszczone w trzech tomach skałackich to niezwykle wartościowy materiał – dokument, który jest legitymacją polskości tamtego obszaru.

• Biblioteka Cracovia-Leopolis wzbogaciła się o siódmy tom: Reportaż z pamięci. Lwów–Zadwórze. Są to wspomnienia, spisane przez Martę Woźniak, lwowiankę, aktorkę i autorkę artykułów publikowanych w naszym kwartalniku, zmarłą przedwcześnie przed czterema laty. Wspomnienie o niej ukazało się w CL 3/2007. Pozostawione przez nią teksty przygotowali do druku Jan Paweł Gawlik, Teresa Leśniak oraz Barbara Szumska (wyd. Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów PW, Kraków 2008).
Książka Marty Woźniak to wojenne i powojenne losy rodziny, która „od zawsze” żyła na ziemiach wschodnich. Liczne są odniesienia do czasów dawniejszych, miejsc, wydarzeń i ludzi.
Danuta Nespiak (DN)
Elżbieta Mokrzyska