Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

WERTUJĄC WYDAWNICTWA

• W „Dzienniku Polskim” z 28 II ’09 w Krakowie ukazał się obszerny i doskonały – bo zawierający rzetelną prawdę i pozbawiony politykierskich odchyleń – artykuł Bogusławy Marcinkowskiej, prokuratora krakowskiej Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu, prowadzącej śledztwo w sprawie zbrodni w Hucie Pieniackiej, pt. Szczęśliwy los spotkał tych, którzy zginęli od kul.
Prok. Marcinkowska relacjonuje zeznania 60 pokrzywdzonych (którzy przeżyli masakrę lub stracili w niej najbliższych), opisujących szczegółowo wydarzenia z 28 lutego 1944, kiedy to Ukraińcy z SS Galizien w niebywale okrutny sposób urządzili rzeź Polaków, mordując około 1000 osób, bez różnicy wieku i płci, a następnie – pijani – obrabowali pozostały dobytek pomordowanych Polaków.
Nasuwa się refleksja (red.): Jakże rażąco zabrzmiało przemówienie prezydenta RP, który w czasie uroczystości ku Pamięci Ofiar na polach zbrodni ludobójstwa w jej 65. rocznicę mówił o Hitlerze i Stalinie, o nazistach i komunistach, jednak ukraińskich morderców nie nazwał po imieniu, podsuwając wręcz argumenty niewinności ukraińskim nacjonalistom. Dlaczego więc mieliby się do tej zbrodni przyznawać potomkowie morderców, skoro – uprawiając naiwną politykę – prominentni rodacy Ofiar nie chcą głośno wyrazić prawdy? Nic więc dziwnego, że w pierwszych słowach swojego przemówienia prezydent Ukrainy gorąco podziękował swemu polskiemu koledze i nazwał go swym przyjacielem.
Żenujące.

• W „Dzienniku Polskim” z 2 II ’09 A. Zechenter zamieściła krótki artykuł pt. Nieprzedawnione, o obiegu tajnej korespondencji na linii ZSRR–USA z 1944 r. w sprawie odebrania Polsce ziem wschodnich przez sowietów. „Bohaterem” tych dokumentów jest prezydent Roosevelt, którego niebywała głupota polityczna (trudno to ina­czej nazwać) albo zła wola doprowadziła do całkowitego podporządkowania polityki amerykańskiej sprytnym zabiegom Stalina i jego aparatu polityczno-szpiegowskiego.
Warto wynotować, że w całej tej aferze nie zabrakło komunistów polskich (dość szczególnych, sądząc po nazwiskach) działających na rzecz Moskwy. Oto szefem sekcji polskiej w Biurze Informacji Wojennej USA był Artur Salman, który potem zmienił nazwisko na Arski (!), a zmarł w 1993 r. w Warszawie. Jego współpracownikiem był socjolog Aleksander Hertz. To oni spowodowali ukazanie się w gazecie amerykańskiej postaci rzekomego oficera polskiego, jakoby zastrzelonego w Katyniu, który miał udowodnić nieprawdziwość mordu katyńskiego. Innym – podobno najważniejszym – agentem NKWD w USA był Bolesław Gebert (zmarły w 1986 r. w Warszawie, który jeszcze przed wojną organizował sieć wywiadu wśród emigrantów w miastach amerykańskich.
Jednym z agentów sowieckich w Ameryce był osobisty asystent prezydenta USA Lauchlin Currie, który miał wielki wpływ na Roosevelta i to jemu prawdopodobnie zawdzięczamy zgodę Roosevelta na żądanie Stalina, by ZSRR zatrzymał połowę Polski.
Wracając jednak do tamtych „polskich” agentów komunistycznych – oto okazuje się, że na starość wracali do „ojczyzny” i tu składali swoje sterane kości. Tu mieli przecież swoje rodziny i – przyjaciół. Tych czasem oglądamy i słuchamy w telewizji.
 
• Nowy numer „Płaju” (35, 2008) w całości poświęcony jest Huculszczyźnie, Hucułom i Vincenzowi. Wszystkie numery tego półrocznika piszą wiele o Karpatach Wschodnich, tu jednak – wyłącznie. Na 230 stronach znalazło się 17 artykułów, w tym jeden samego Vincenza. Ponadto: recenzje książek wydanych w ostatnich paru latach na ten sam temat, a także 4 serie starych zdjęć (od XIX w. aż po II wojnę).
W przypadku podobnych wydawnictw interesuje nas zawsze miejsce polskości tam zawartej. Jest oczywiste, że Huculi nie byli w dużej mierze etnicznymi Polakami, lecz (podobnie jak Bojkowie i Łemkowie) z pochodzenia Wołochami, z domieszką krwi ruskiej, węgierskiej, polskiej. Będąc jednak wyznania prawosławnego (jak Wołoszczyzna), z natury wiązali się – za pośrednictwem wspólnych cerkwi – z Rusinami, przyjmując ich język. Nie znaczy to jednak, byśmy się godzili na nazywanie ich dziś Ukraińcami.
Dlatego też – nie zgłaszając uwag na ten temat do większości artykułów w „Płaju” 35 – dziwimy się Dariuszowi Dylągowi, ze w swym artykule Vincenz – potrzeba własnej mitologii – po pierwsze już na wstępie parokrotnie łączy Vincenza z ukraińskością (słowo Polak nie pada), a przecież był Polakiem, mimo niepolskiego nazwiska, urodził się na ziemiach zabranych Polsce przez zaborców, swoje książki, a przede wszystkim Na wysokiej połoninie pisał po polsku, zaś po śmierci jego szczątki złożono w Polsce – w Krakowie (a nie na Ukrainie). Po drugie przedwczesne wydaje się oficjalne stosowanie nazwy Karpaty Ukraińskie (choć do państwa Ukraina dziś należą), bo co będzie, gdy Ruś Zakarpacka upomni się o swoją tożsamość, jak dowiedzieliśmy się niedawno z mediów?
Mimo tych uwag, „Płaj” 35 bardzo polecamy naszym Czytelnikom, którzy Huculszczyznę i Karpaty Wschodnie pamiętają sprzed wojny, albo młodszym – z wypraw w tamte strony w ostatnich latach.

• Dzięki naszemu Przyjacielowi z Przemyśla p. Adamowi Wojdyle otrzymaliśmy 2 numery całkiem nam dotąd nieznanego kwartalnika „Głos znad Sanu”. To społeczno-kulturalne, ilustrowane czasopismo wydaje Stowarzyszenie o tej samej nazwie, a jego redaktorem naczelnym jest p. Małgorzata Dachnowicz.
Pismo jest bardzo ciekawe – dla nas szczególnie – bo to wszak dawne województwo lwowskie, a dodatkowo ujmuje nas cała seria artykułów związanych z naszą ziemią rodzinną. Nic dziwnego – Przemyśl to wszak brama do Małopolski Wschodniej!
Jest oczywiste, że w każdym numerze pisze się najwięcej o samym Przemyślu, o jego historii i dniu dzisiejszym, o kulturze i ludziach, ale także o całym regionie. Przykładem – drugi (chronologicznie) z nadesłanych numerów – 11 (2008), w większości poświęcony Dubiecku i jego okolicy – gminie.
Są i leopolitana: artykuł W. Pankiewicza O lwowskim bałaku. Autor ubolewa, że lwowski dialekt jest przez naszych językoznawców zaniedbywany, my jednak sądzimy, że nie jest tak źle, jest za to wiele innych dziedzin, które proszą się o szersze i głębsze zainteresowanie ze strony naukowców – choćby monografie miast, miasteczek i niektórych wsi w Małopolsce Wschodniej. Na marginesie: pamiętajmy, że ten ugór tematyczny wykorzystuje tzw. nauka ukraińska, produkując nonsensowne, kłamliwe, pseudonaukowe opracowania, które trafiają do ignoranckich warstw także naszego społeczeństwa.
Numer wcześniejszy, 9–10 (2008) przynosi artykuł tegoż W. Pankiewicza: Po co na dawne Kresy? Pod tym tytułem kryje się potęga tęsknoty za utraconą ziemią rodzinną, o pamiątkach, które ekspatrianci przywożą sobie z wyjazdów w ojczyste strony (piszący te słowa także przywiózł sobie taką pamiątkę: dość pokaźnych rozmiarów otoczak z Czeremoszu, przewieziony pod autokarowym fotelem!).
S. Szarzyński pisze o Zadwórzu 2008 – Polskich Termopilach, a M. Dachnowicz o III Młodzieżowym Międzynarodowym Festiwalu Pieśni Patriotycznej w Przemyślu. Przyjechali na to młodzi z Drohobycza, Czortkowa, Sambora, Sądowej Wiszni i wielu innych z Małopolski Wschodniej, z Wołynia, Grodzieńszczyzny i z Ukrainy.
Ponadto w obu numerach sporo o uroczystościach – w Hucie Pieniackiej, o imprezach we Lwowie, Żółkwi.
Pan Adaśku obiecał, że będzie nam nadal dostarczał numery tego ciekawego czasopisma. Z góry dziękujemy!

• Tegoroczny nr 1 kwartalnika „Na Placówce” (Zakopane) poświęcił dużą część tekstu (prawie 1/3 całego numeru) Rzezi Wołyńskiej i SS-Galizien, z kilkunastoma dokumentalnymi zdjęciami. Z okazji 65. rocznicy wydarzeń tamtego czasu zorganizowano w Zakopanem manifestację z udziałem kombatantów, wielu przedstawicieli gmin podhalańskich, licznych pocztów sztandarowych.

• Ukazała się książka pt. Krystyna Skarbek. Agentka o wielu twarzach, autorstwa Jana Lareckiego. Bohaterka tej książki nie pochodziła z arystokratycznej rodziny Skarbków, znanej przez kilka wieków w Małopolsce Wschodniej, a szczególnie, jak pamiętamy, zasłużonej dla Lwowa.
Inna, mniej eksponowana linia szlacheckiej rodziny Skarbków żyła na Mazowszu i z tej właśnie pochodziła Krystyna Skarbek (1915–1952). Uczyła się m.in. w szkole ss. Niepokalanek w Jazłowcu. W czasie II wojny światowej związała się z wywiadem angielskim, odnosząc wiele sukcesów. Jej życie osobiste było niezwykle bogate. Została zamordowana.

• Przed wejściem do jednego z kościołów krakowskich zauważyliśmy ogłoszenie o pielgrzymce do Niżankowic k. Przemyśla, gdzie przetrwał mały kościółek z XV w. z figurą Matki Bożej z Lourdes. Od 2005 r. obserwuje się nadprzyrodzone zjawisko: z oczu MB w szczególnych momentach ciekną łzy. W 2008 r. zanotowano 105 takich przypadków. Kościół został podniesiony do rangi Sanktuarium Matki Bożej Opatrzności.
Pielgrzymka ma się odbyć w kwietniu, maju i wrześniu ’09, a przy okazji uczestnicy mają okazję zwiedzenia Lwowa, a może i Starej Soli k. Dobromila.
Przypomnijmy, że Niżankowice leżą na południe od Przemyśla, a kordon jałtański poprowadzono tak, by miejscowość znalazła się po tamtej stronie – powstał swego rodzaju sowiecko-ukraiński półwysep, wcinający się w obszar RP.

• Ukazała się książka o życiu codziennym Ojca Św. Jana Pawła II pt. Najbardziej lubił wtorki, oparta na wspomnieniach ks. Mieczysława Mokrzyckiego, wcześniej drugiego sekretarza Papieża, a obecnie arcybiskupa Lwowa, opracowana przez Brygidę Grysiak, zarazem współautorkę (Wydawnictwo „M”, Kraków 2008).