Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Tadeusz Krzyżewski, SERCE LWOWA

Dokąd cię zaprowadzi życie na ostatnie „żniwo wędrówek”? – Może jeszcze niejednokrotnie wypadnie ci wrócić do rodzinnego miasta po latach rozłąki, a może trzeba ci będzie przemierzyć oceany i na obcym brzegu założyć swój Dom Nowy?!
Bywa tak często wojennym i powojennym czasem. Nic to – po roku, dwóch lub dwudziestu zatęsknisz, nostalgia ściśnie cię przemożnym chwytem za serce – i wrócisz, by raz jeszcze ujrzeć miasto w pasji nieraz wzgardzone, a tak głęboko ukochane!
Wyda ci się wówczas pięknym podwórko domu, w którym ujrzałeś pierwszy raz światło dzienne; głęboką zadumę wywoła w tobie dźwięk sygnaturki sąsiedniego kościółka, a stary, często „pudłem” nazwany ratusz stanie się w oczach twych najcenniejszym sanktuarium pamiątek młodości, wiecznie żywo bijącym sercem całego, gwarnego miasta.
Gdy skronie ubieli siwizna – tak urzekająco brzmi opowieść o „dawnych, lepszych czasach” – położysz wtedy dłoń na słońcem wygrzanym grzbiecie lwa ratuszowego i przypomnisz mu: – Byliśmy obaj młodsi. Widzieliśmy niejedno – i Ty i ja. Wichry nas szarpały burzliwe, a twój bliźniak na szczycie wieży ratuszowej umieszczony tam jeszcze z początkiem XVII wieku przez sławetnego burmistrza Marcina Kampiana, wskazywał miastu jako chorągiewka wiatrem obracana zmiany losu. Pamiętasz tę złowróżbną noc 1672, gdy wiatr od wschodu złamał szczyt wieży i lwiego brata wraz z herbami miasta zrzucił na bruk? – Wiedzieli mieszczanie, że oznacza to zbliżanie się klęsk i nieszczęścia. Jakoż przecież, wkrótce po tym nastąpiło najstraszniejsze w dziejach Lwowa oblężenie tureckie – odparte w końcu pomyślnie.
A gdy na jakiś czas przed zdobyciem i złupieniem miasta przez Szwedów w roku 1704 wiatr znowu strącił go z wieży, a w 1706 piorun zniszczył szczyt ratusza w zupełności – zrozumieli czujni obywatele, że ciężkie idą czasy dla rodzinnego grodu. Widziałeś też, w ciągu następnych lat, jak nawet ciągłe wojny nie wystarczyły do zupełnego pognębienia miasta – straszną zarazę, ciągłe pogrzeby, głód, więzienia, niewolę, ucisk, łupiestwo... Taki był w skrócie rejestr dziejów Lwowa od połowy siedemnastego wieku.
Ale i dawniejsze, stokroć piękniejsze czasy pamiętają te mury strzeżone dziś przez ciebie – mój lewku, i przez tych bogów studziennych. Długi był okres w dziejach ratusza, gdy spoglądano nań jak na świątynię rządu i sprawiedliwości, jak na prawdziwy Kapitol Lwowski. – To okres ustroju magdeburskiego, od 1356 roku, gdy miasto, a wraz z nim ratusz bogaciły się z roku na rok. Szereg przywilejów i funkcji urzędowych przemieniły dom radny na przepyszną siedzibę patrycjatu miejskiego. Ratusz posiadał nie tylko salę obrad, lecz również halę targową oraz własne winiarnie, nigdzie bowiem nie wolno było sprzedawać wina, jedynie w ratuszu. Zatem w piwnicach miejskich szykowano najszlachetniejsze wina mołdawskie, greckie i włoskie, a beczki opieczętowane lwią pieczęcią rajcowską wędrowały stąd we wszystkie strony świata.
W ratuszu odbywały się tymi czasy uroczystości i wesela mieszczańskie, huczne przyjęcia, barwne iluminacje, sute uczty. Niemało przepychu i dekoracyjności nadawały tym przyjęciom cenne sztuki wszelakiej broni zdobiące komnaty, a także bezcenna kolekcja kobierców, rozwieszana w sali rady.
„Konsularny” ten zbiór dywanów stanowił wielki majątek i chlubę gminy, dotrwał zaś do początków XVIII wieku, gdy panowie rajcy, zmuszeni zmiennymi kolejami losu, zastawili swe kobierce na rzecz kontrybucji i opłat wojennych, a ostatecznie wpadły one w ręce wojsk szwedzkich.
Nie przeszkodziły w owych latach bogaceniu się gminy nawet wielkie pożary ratusza w roku 1527 i 1571, a odbudowa ratusza przez Marcina Kampania z początkiem XVII wieku utrwaliła jego kształty na przeszło dwa wieki. Dopiero zawalenie się wieży w 1826 roku zmusiło radę miejską do wybudowania nowej, wysokiej na 65 m, zaś ostateczną postać dzisiejszą nadano ratuszowi w latach 1849–1851.
Dzielnie strzegłeś, lewku mój, ratusza w ostatniej wojennej potrzebie, bo szczęśliwym trafem ani jeden pocisk nie zadrasnął jego wieży ni dachu.
Dobre i złe godziny wydzwaniał nam zegar ratuszowy, łącząc wspólną nicią czasu Ciebie, mnie i Miasto. I choć lat ma ten zegar niespełna sto, zdołał już zdobyć miłość ludzką i stać się nieodrodną częścią miasta jak ty, nasz stróżu ratuszowy! Czyż istnieje piękniejszy przykład przywiązania do martwego mechanizmu jak zegarmistrz Józef Weiss, który opukiwał to serce serca ratuszowego, ucieleśniające rytm wielkomiejski przez całą połowę dziewiętnastego stulecia, a jego zepsucie się przypłacił ciężką chorobą, a następnie śmiercią?! – Bo życie ratusza związane jest z organizmem Lwowa złotymi nitkami ciepłego, ludzkiego uczucia, ogarnia wszystko – żywe i martwe – promieniami sławnych wspomnień, mądrych rządów, lat poświęcenia, przykładnego współdziałania...
Wszędzie, gdzie los ci pozwoli zbierać żniwo mozolnego żywota, powitaj szczerym sercem przybysza z rodzinnych stron. Poznasz go po rodowym, mimowolnym zawołaniu „Ta-joj” i po spojrzeniu, które – jak twoje – wiele pamięta. Gdy razem przejdziecie wspomnieniem tę młodość sławną, a tak często chmurną, pierś waszą rozszerzy radosna duma i to poczucie wspólnoty – żeście Lwowianie.
Ratusz lwowski przed połową XIX w.