Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

O CZYSTKACH ETNICZNYCH GŁOŚNIEJ

Dopiero po piętnastu latach od odzyskania przez Polskę wolności trafiają oficjalnie i szeroko do publicznej świadomości Polaków bezprzykładne w swych rozmiarach i okrucieństwie zbrodnie po wschodniej stronie naszego kraju, dokonane na milionach zwykłych, cywilnych ludzi, gorzej – na całych rodzinach. Zakres sowieckich zsyłek na nieludzką ziemię i osadzania w łagrach oraz ukraińskiego ludobójstwa nie ustępują swym ogromem holocaustowi, o którym na świecie głośno nie od dziś. Jedne i drugie stanowiły zaplanowane i konsekwentnie realizowane c z y s t k i  e t n i c z n e.
Tak więc dopiero całkiem ostatnio mieliśmy możność – pomimo rozlicznych przeszkód i trudności – obchodzenia 60. rocznicy okrutnego wymordowania przez Ukraińców paruset tysięcy mężczyzn i kobiet, starców i dzieci, osób duchownych, a nawet własnych współplemieńców, którzy Polaków ważyli się ratować, bodaj ostrzegać. I dopiero teraz – po 65 latach – możemy rodakom z reszty kraju opowiedzieć o nieznanej w historii Europy akcji przerzucania setek tysięcy rodzin ze swych miast, miasteczek i wsi na półbezludne stepy Dalekiego Wschodu i śniegi dalekiej Północy. Ten rozmiar zbrodni – mimo rozmaitych okrucieństw wojny – nie dotknął żadnej innej części II Rzeczypospolitej.
W ubiegłym roku odbyła się uroczystość – zaledwie symboliczna – upamiętnienia zbrodni ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu, ale wyłączono z tego Małopolskę Wschodnią – Tarnopolszczyznę, Stanisławowskie, rejony Lwowa i Przemyśla. Żeby nie było za wiele?! W lutym tego roku zauważono (to i tak dobrze!) rocznicę deportacji sowieckich do Kazachstanu, na Syberię, pod i za koło podbiegunowe. Wypada zapytać, dlaczego musiały wymrzeć dwa pokolenia, by wreszcie Polska i świat dowiedziały się o Apokalipsie Wschodu?
Łatwiej wytłumaczyć sobie owo milczenie przez pierwsze półwiecze: nie byliśmy w wolnym kraju, a nasi sowieccy i miejscowi suwereni mieli szczególne podejście do prawdy, do wolności przekonań i informacji. Kłamstwo przychodziło więc z zewnątrz. Trudniej – ale tylko z pozoru – pojąć dezinformację przez ostatnich kilkanaście lat w wolnym już kraju. Jednak nietrudno to rozgryźć. Zmowy milczenia pilnowały zapewne siły, które niewiele wspólnego miały z naszym narodowym stosunkiem do przeszłości i teraźniejszości. Szczęściem jedna z nich padła wcześniej, ale jeszcze swój ugór oddaje pod cudzą uprawę. Druga rozłazi się na naszych oczach.
Bądźmy więc dobrej nadziei i pamiętajmy, że nikomu nie uda się dwa razy wejść do tej samej rzeki.

 


Zmiany na lepsze obserwujemy u nas w różnych sprawach. Oto Rosja – na chwilę przed obchodami 60. rocznicy zwycięstwa nad Niemcami – poczuła się urażona, iż Jałta (tzn. ustalenia konferencji jałtańskiej z 1945 r.) ma w Polsce określoną konotację – jako wrogi akt czwartego rozbioru i podporządkowania naszego państwa i narodu sowieckiemu imperium. A kiedy u nas zaczęto głośno o tym mówić (wreszcie!) – Moskwa zagrzmiała, przypominając nam dobrodziejstwa, jakich doznaliśmy przez owe pół wieku budowy socjalizmu ze Związkiem Radzieckim na czele. I oto nie tylko opozycja, także władze – rząd, parlament, prezydent – zareagowali prawidłowo, rozważając nawet, czy polska delegacja z prezydentem powinna pojechać w maju do Moskwy na uroczystości rocznicowe z udziałem najwyższych władz państw ówczesnej antyniemieckiej koalicji. Taka sama dyskusja toczy się oczywiście w państwach bałtyckich, a prasa donosi, że również Zachód podziela nasze stanowisko. Na to liczymy, a jak będzie – zobaczymy. Ważne to, że przed paroma laty podobne dyskusje nie były możliwe. Lepiej późno niż nigdy.