Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

WIERSZE

Radosław Nawrocki
Rodzinna biblioteka

Opasłe tomiszcza drzemiące pod ścianą,
oprawne w tłoczoną skórę,
co w pajęczyny sukienkę odzianą
pamięci jedwabną figurę.
    Księgi, co z wielkim pietyzmem zebrane,
    srebrzą się w oczach i złocą,
    rzeźbionych półek zaklęciem skazane,
    zamknięte marzeń niemocą.
Z nich wnet różnobarwny tłum cieni wybiega
i w świetle księżyca się krasi,
zamglony snem umysł majaki postrzega,
gdy noc słońce zmierzchem ugasi.
    Wiekowa rycina, staloryt ze Lwowa
    i szabla dziadka na ścianie,
    znajomych postaci z portretów rozmowa,
    co rychło przed świtem ustanie.
Pająk, co wyszedł na spacer północą,
bo to jest jego godzina,
porą tajemną, gdy gwiazdy migocą
i księżyc jaśnieć zaczyna.
    Wśród rzędów regałów milczący wymownie
    Piłsudski ze spiżu na koniu,
    patrzący dziś w przyszłość zamgloną
                niezłomnie,
    jadący po srebrzystym błoniu.
Tu fajka pradziadka niezmiennie się pręży
wyniosłym, rzeźbionym cybuchem,
dębowym listowiem wijących się węży,
ulotnych wspomnień okruchem.
    I znad Ostrej Bramy, to tu Matka Boska
    nad wejściem przysiadła łagodnie,
    a na Jej obliczu to radość, to troska,
    wsłuchuje się w ciszę pogodnie.
Czy wszystko to mara, czy tylko w pamięci
ukryte przed czasu pogardą?
Czy z rzeczy realnych przekutej niechęci
błazeńską powiewa kokardą?
    Dzień niesie odpowiedź, poranka
                zapowiedź,
    płożąca się świtem ospale,
    tłumiąca daremną, obłudną wypowiedź
    wielbiącą współczesność zuchwale.
Wspomnienia są cudem, pamięci biegunem,
co sił ci dodaje wytrwale,
wśród zdarzeń z przeszłości okrytych całunem,
to dom swój wzniesiony na skale.
15 sierpnia 2007 r.

Wiersz Autora, jak zapowiedzieliśmy w CL 4/09, s. 50, miał się ukazać w tamtym (poprzednim) numerze, doszło jednak do zamieszania w materiałach. Za ten błąd więc niniejszym Autora i Czytelników serdecznie przepraszamy.

Krzysztof Kołtun
Anioł dwóch skrzydeł

Nie ma już starych dworków
– zapadły się w nicość.
Pożar strawił Krzemieńca
żydowską dzielnicę,
niemiecki krzyż wypędził z miasta
tamtych ludzi
– kule przeszyły piersi.
Niemy krzyk w bruk wrastał.

Nie ma polskich okiennic
i radosnych ganków
– do szczętu wyniszczono
bielone filary.
Nie ma tego Krzemieńca,
po którym płakałeś
ostatniej nocy z Felińskim
w rozmowie.

Nikogo nie ma z tych,
którzy zostali…
Piszę to w listach,
żebyś nie rozpaczał.
Gdy Bóg – Aniołem
ześle cię na ziemię
i ten Krzemieniec
– na powrót, zobaczysz.

Będą skarżyć nieśmiale mieszczanie
– jak mało dzisiaj polskich słów
na ustach…
Zaprowadzą – przed pomnik
w kościele…
Wszak byłeś z nieba
na ziemię posłany…

Anioł dwóch skrzydeł
– dotąd strzeże ciebie.

świt 25 III 2009, Chełm