Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Krzysztof Bulzacki, NALEŻY MU SIĘ PAMIĘĆ MŁODYCH POLAKÓW

Tego dnia w lutym 1957 roku nasz dom był pełen radości. Marian Hemar dostał mój list z wierszykami, wysłany drogą okrężną przez „żelazną kurtynę”, i mówił do mnie, inżyniera z Jeleniej Góry (wtedy właśnie przeniosłem się z Gdańska pod Kraków), przez Radio Wolna Europa z Londynu.
Był to czas, w którym cała Polska słuchała co tydzień Hemara. Jego kabaret był strawą dla ducha tamtych pokoleń wszystkich Polaków, a dzisiaj – gdy mija czterdziesta* rocznica Jego śmierci – nowe pokolenie Polaków nie zna już Jego nazwiska.
Przez wiele lat w Polsce Ludowej nazwisko to objęte było cenzurą. Gdy umarł, w „Tygodniku Powszechnym” z 19 marca 1972 ukazała się notatka w rubryce Zmarli: 11 lutego w Londynie, Marian Hemar, lat 70, poeta, satyryk, komediopisarz (pseud. Jan Mariański, Marian Wallenrod i inne), były kierownik literacki warszawskich kabaretów artystycznych, współpracownik „Wiadomości Literackich” i „Wiadomości”. To wszystko, na co pozwoliła władza ludowa i stalinowska partia. Niby to mało, a jednak po tylu latach, gdy nawet nie można było wydrukować jego nazwiska, to i tak zbyt dużo. Hemar był postrachem władzy ludowej, która drżała przed ostrzem Jego pióra.
Dopiero w 1988 roku, podczas wyboru Miss Polonia, Wojciech Mann powiedział publicznie: Dziś w kraju wolno nam już pamiętać o Hemarze. Jednak nowi ministrowie szkolnictwa, nowa władza tzw. Trzeciej Rzeczypospolitej wykreśliła to nazwisko z podręczników szkolnych.
Trzeba tu przypomnieć, że w ostatnich latach życia poety zaczęło się dziać coś niedobrego w polskiej emigracji. Radio Wolna Europa przestało nadawać kabaret Hemara. Już to radio nie było takie wolne. Dyrektorem sekcji polskiej był Jan Nowak Jeziorański. Głos Hemara ucichł w eterze na wiele lat przed Jego śmiercią, ale on nie zapomniał o swoich wielbicielach. Zaczął drukować swoje tomiki, może nieliczne, ale za to docierające na wszystkie kontynenty, do Polaków rozsianych we wszystkich zakątkach świata. Udało mi się przewieźć przez granicę kilka tych tomików. […]
W 1991 roku w Programie Polskim Radia SBS-2EA w Sydney wygłosiłem 15 odcinków o Lwowie i jego mieszkańcach. Jeden z tych odcinków poświęciłem Marianowi Hemarowi.

Hemar to Jego pseudonim literacki, nazywał się Marian Heszeles. Urodził się we Lwowie 6 kwietnia 1901 roku. Sam napisał, że miłość do Polski wyssał z mlekiem swej żydowskiej matki. Ale tak naprawdę to wyssał miłość do polskiego Lwowa. Lwów był w każdym Jego dniu, nawet wtedy, gdy mieszkał w Warszawie. Był bez pamięci zakochany we Lwowie, wierny mu przez wszystkie swoje dni, aż do śmierci.
Gdy 1 listopada 1918 roku wybuchły walki z Ukraińcami, mieszkanie Jego rodziców znajdowało się w części miasta zajętej przez wojska ukraińskie Strzelców Siczowych z Bukowiny, ale gdy Ukraińcy zostali wyparci za Zbrucz, Hemar – młody ochotnik – żołnierz polski, brał udział w wyprawie kijowskiej w 1920 roku.
Natura obdarzyła Go wielkim talentem aktorskim i literackim. Był płodny jak Kraszewski, ale nie lubił tego porównania. Swoje pisarstwo wypracowywał niemal jak Żeromski.

Gdy został kierownikiem literackim teatru „Qui Pro Quo” w Warszawie, miał niewiele ponad 20 lat, wszedł natychmiast w środowisko literackie i teatralne, znał wszystkich, na wszystko miał czas; nie tylko pisał, nie tylko aranżował, ale również bardzo dużo czytał. Kiedy On to robił, skoro miał czas na picie wódki z Wieniawą i Jaraczem? Umiał zarabiać, za trzy słowa „Radion sam pierze” dostał sto złotych; to był pieniądz. Miał szczęście do pieniędzy, żył dostatnio, los nagradzał Mu wierność ideałom, cieszył się wielką popularnością i powszechnym uwielbieniem. Wysoko cenił pieniądze, zawsze o nie zabiegał. Jako jeden z pierwszych poetów we Lwowie i w całej Polsce posiadał własny nowy samochód, którym, jak mówiono – jeździł po wariacku, jednak nikt nie był w stanie Go przekupić. Wśród złośliwych przytyków mówiono o nim, że jest handlowego wyznania. Lwowa nie sprzedałby za nic w świecie, pozostał zawsze wierny swemu miastu. On, Żyd, uczył nas, cośmy winni swemu miastu i jak Polak powinien kochać swoją Ojczyznę. On uczył nas patriotyzmu. W drugiej wojnie światowej walczył z karabinem w ręku pod Tobrukiem. Tu dopadł Go gen. Władysław Sikorski i rozkazał Mu nadal walczyć, ale w Londynie, piórem  dla dobra Polski.
Gdy po wojnie Tuwim namawiał Go do powrotu do Warszawy, zapytał Tuwima, czy Bierut zapewni Mu wolność słowa i druku, a że Bierut tego zapewnić nie mógł, a może nie chciał, zrezygnował z komunistycznej willi i samochodu, pozostał w Anglii, jeździł starym samochodem kupionym z drugiej ręki, prowadził swój kabaret, pisał, drukował, podczas gdy Tuwim przestał pisać, a Broniewski napisał kantatę o Stalinie. Wielu wtedy kłaniało się komunie, łącznie z wielką Marią Dąbrowską i Jarosławem Iwaszkiewiczem, pomijając niegodnych miana Polaków Putramenta i Kruczkowskiego oraz innych dyspozycyjnych „pisarzy”.
Hemara nikt nie kupił, był nie do kupienia, psuł krew komunie, demaskował fałszywość i draństwo Anglików oraz oportunizm rodaków na emigracji, służył prawdzie i sprawiedliwości. Był drażliwy ponad miarę, okazywanym zniecierpliwieniem łatwo zrażał sobie ludzi, doprowadzał do ostrych rozstań z przyjaciółmi, był bezkompromisowy, demonstrował brak uprzejmości o pozorach arogancji, pełnej nerwowego podniecenia, a przy tym umiał spieszyć z pomocą materialną i osobistą kolegom, gdy byli w potrzebie czy podczas choroby, choćby od lat nie zamienił z nimi słowa – pisał Juliusz Sakowski na wieść o śmierci Hemara. – Przybywał z pomocą i prosił o wybaczenie, tak odwiedził Zygmunta Nowakowskiego i Józefa Łobodowskiego, taki to był niezwykły człowiek! Nie chował urazy, umiał przebaczać i sam prosił o wybaczenie.
Pisał ciągle niezmordowanie. Co tydzień kabaret jednoosobowy „Teatr Hemara”, w którym występowały najsławniejsze gwiazdy, żeby tylko wspomnieć Mirę Zimińską, Kazimierza Wajdę – legendarnego Szczepka, Władę Majewską, Karin Tiche, Krystynę Zbierzchowską – wnuczkę poety.
Twórczość poety była wielostronna, różnorodna. Był znakomitym poetą, humanistą i erudytą. Pisał wiersze liryczne, satyry, fraszki, parodie i parafrazy i piosenki (mówią, że nawet pięć tysięcy piosenek pod różnymi pseudonimami), pisał przekłady poetyckie, sztuki teatralne od dramatu do komedii muzycznych, jednoaktówki poświęcone Fredrze, Kochanowskiemu, Chopinowi. Prozą pisał reportaże, felietony, eseje, krytykę literacką, a nawet traktat polityczny o Hitlerze (przełożony na język angielski). Był to fenomen w skali światowej. Człowiek tak niezwykły, że trudno w to uwierzyć, iż autorem tak różnej twórczości był On sam.
Dzisiaj należy Mu się pamięć młodych pokoleń Polaków.

*    Marian Hemar zmarł 11 lutego 1972 roku w Dor­king pod Londynem, gdzie został pochowany.
 
Marian Hemar
Hemar o sobie
Poznajcie mnie z tej strony,
Że ja w kwietniu urodzony
W pewnym, ślicznym i beztroskim,
Bardzo dawnym kwietniu lwowskim,
Który we mnie wciąż przeplata
Trochę zimy, trochę lata,
Trochę słoty, trochę śmiechu,
Trochę cnoty, trochę grzechu,
Trochę pluchy, trochę słońca…
To dlatego już do końca
Ja sam nie wiem, czy ja liryk,
Czy piosenkarz, czy satyryk,
Czy poeta, czy kupleciarz…
Tyle wiem, żem kabareciarz!

Z albumu Za dawno, za dobrze się znamy...
Piosenki Hemara w wyborze. Londyn 1997




Krystyna Dzięciołowa
Laurka dla pana Hemara
Nie wiedziałam zupełnie
(Nie ma w tym mojej winy),
Że Pan właśnie obchodził
Któreś tam urodziny.

Niech się Pan nie postarza,
Niech się Pan nie przyznaje,
Ile to lat stuknęło,
To nie ważne. Bo daję

Moje słowo, że dla nas
Właściwie Pan bez wieku.
(Symbolem tej młodości
Najpiękniejszej w człowieku).

Bo dla nas obojętne,
Czy stary Pan, czy młody,
Wysoki jest, czy niski,
Czy z brodą, czy bez brody.

Czy głowa Pana siwa,
Czy blond, czy może ruda.
Bo kiedy mówię: Hemar –
To widzę wielkoluda.

To widzę, jak bajecznie
Polskie się słowo mieni –
Jak skrzy się i jaśnieje,
Musuje, szumi, pieni…

Zawsze czytając Pana
Wrażenie takiem miała,
Że się przed Panem kolia
Perłowa rozsypała;

Pan nie przechował skarbu,
Jakby to zrobił sknera –
Każdemu oddał gestem
Hojnego milionera.

Ja tylko małe
Życzenie złożę w darze:
Może tak kiedyś w Adrii
Spotkamy się przy barze,

Może Pan będzie właśnie
Obchodził imieniny
W ten jasny dzień powrotu
Do ojczystej krainy…

Bo wrócimy, ja wierzę,
O tym jednym wciąż marzę.
Tylko trochę poczekać,
Drogi Panie Hemarze!

1966, USA