Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

LWÓW, NASZ PEJZAŻ CENTRALNY. Z pielgrzymką do Lwowa maj 1979

Tekst, który niżej przedstawiamy, pochodzi sprzed trzydziestu kilku lat, z późniejszego okresu drugiej okupacji sowieckiej (ostatnie lata siedemdziesiąte). Ma więc dziś charakter historyczny i wiele faktów tam opisywanych straciło na aktualności. Dlatego niczego nie aktualizowaliśmy, zachowaliśmy spostrzeżenia Autora z tamtego czasu. Tak więc należy ten tekst odbierać.

Napisał w jednym ze swych esejów zmarły niedawno w Krakowie prof. UJ Kazimierz Wyka*, że przyrodzonym dobrodziejstwem dla każdego człowieka jest miejsce jego urodzenia, z którego pochodzi i do którego wraca. Jest to pierwszy kod zapisany w pamięci ludzkiej, pejzaż centralny, który kształtuje horyzonty i możliwości człowieka na całe życie. Idąc przez życie poszerzamy jedynie linię horyzontu, jaki zakreślił dla nas pejzaż centralny.
Odczuwają tę magnetyczną siłę pejzażu centralnego, jakim jest Lwów, nie tylko urodzeni w tym mieście, lecz również wszyscy pochodzący zza Buga. Gdziekolwiek się znajdą w świecie – tęsknią i snują plany powrotu. Na ostatnią choćby w życiu wędrówkę… I nie jest to bynajmniej romantyczna mrzonka, bo tę siłę pierwotną miejsca urodzenia odczuwają w szczególny sposób przedstawiciele starych plemion i wiążą z nią możliwości życiowego przetrwania. – Np. Indianie w USA często przywożą dzieci na miejsce ich urodzenia i położywszy na ziemi toczą je w cztery strony świata. Dorośli przychodzą, aby „wytarzać się” w miejscu, gdzie stała ich kolebka urodzenia. Wierzą w to, iż cały szczep mógłby wymrzeć, gdyby go odcięto od życiodajnej gleby rodzinnej.
Wiąże nas również z mahometanami jedna analogia: tak jak oni mamy obowiązek życiowej pielgrzymki do dwóch świętych miast, miast męczenników – Lwowa i Wilna.
Przez 35 lat powojennych odraczałem termin mojej pielgrzymki. Nie chciałem bowiem nic uronić z urzekającej wizji miasta mej młodości i miłości. Ale wraz z wiekiem nadeszła pora odkrycia przed synem tej prawdy, wynikającej z każdej klęski narodowej, która ryta jest patetycznymi słowami Adama Mickiewicza na kamieniach Cmentarza Łyczakowskiego: … Walka o wolność gdy się raz zaczyna, z krwią ojca spada dziedzictwem na syna…
Odczytać ją trzeba dzisiaj inaczej niż w dniach naszej młodości, przekazać następcom w prostej, życiowej formule: – Poznaj i pokochaj to Miasto, walcz o nie wytrwale słowem oraz uczynkiem, bo to dobro zarówno Twoje, jak i ogólnonarodowe.
Jak jednak wprowadzić młodych do rodzinnego miasta i jak ze względu na konieczność ograniczenia czasu pobytu zaaplikować im Lwów w dawkach homeopatycznych tak, aby pomimo okupacji obcej odczuli jego piękno, wielkość dziejową i tę atmosferę serdecznej wspólnoty, która narodziła się we Lwowie i łączy lwowiaków całego świata?...
Niełatwo doprowadzić do skutku wyprawę do Lwowa, nawet z Kraju. Pomijając koszty podróży i dewiz, jest to możliwe tylko na zaproszenie krewnych, a gdy tych nie ma we Lwowie – z wycieczką „Orbisu” lub innego biura turystycznego w ramach wycieczek organizowanych jako wyjątkowa atrakcja turystyczna. Są więc ściśle okazyjne, kosztowne i obsadzane na zasadzie osobistych znajomości w biurach podróży, przy czym obejmują tylko 2–3-dniowy pobyt we Lwowie. To ostatnie tłumaczy się trudnościami kwaterunkowymi w mieście, które sowiecki „In­tourist” uważa za perłę w koronie radzieckich miast, przeznaczonych dla turystów zagranicznych i jako takich nieco lepiej zaopatrzonych niż pozostałe skupiska miejskie w ZSRR.
Dla turystów indywidualnych wskazana jest raczej podróż koleją. Daje przynajmniej gwarancję szybkiej odprawy celnej, rewizja zaś bagaży podróżnych odbywa się po stronie sowieckiej już w czasie ruchu pociągu. Przy indywidualnej wyprawie samochodem lub autobusem odprawa przeciąga się często ponad 6 godzin, stając się źródłem zdenerwowania i udręki podróżnych, mniej odpornych na tępe szykany sowieckiej służby celnej.

Pomnik sowiecki na Wałach Hetmańskich, z drewna i gipsu. Fot. Bogdan Czesak, wiosna 1941Obciążony mnóstwem wątpliwości, ze ściśniętym sercem jechałem autokarem do Lwowa w towarzystwie dorosłego syna, znającego w dodatku niezgorzej kraje zachodnie, w tym także Londyn, gdzie przebywał ponad rok. – Czy Lwów wytrzyma próbę czasu, czy sprawdzi się w oczach tych młodych, którzy widzą miasto nasze pierwszy raz, a fanatyczną miłość rodziców dla rodzinnego grodu uważają za nieszkodliwe hobby i po cichu mówią sobie, że Lwów nigdy już do tej polskiej Macierzy nie wróci?...
Biorąc pod uwagę tylko 2-dniowy pobyt, postanowiłem pokazać synowi możliwie dokładnie trzy najbardziej atrakcyjne oblicza Lwowa:
–    śródmieście i stare miasto z jego kościołami, polskimi zabytkami i zapleczem handlowym,
–    najpiękniejszy w maju – zielony Lwów, poczynając od Uniwersytetu, ogrodu Jezuickiego, park Stryjski i pl. Powystawowy, aż po Żelazną Wodę z jej dzielnicą willową i trzema kąpieliskami,
–    Łyczakowskie wzgórze – od parku Głowackiego, Cmentarz Łyczakowski, Obrońców Lwowa, ul. Piekarską – dzielnica zabudowań Akademii Medycznej.

Po odprawie celnej w Medyce nasz „wehikuł czasu” przesunął się w przeszłość. Cofnęliśmy się do pejzażu wytyczonego przed 40 laty. Kolejne stacje krzyżowe naszej pamięci – to Lacka Wola, Mościska, Sądowa Wisznia, Gródek Jagielloński, Bartatów, Pustomyty… Nazwy jakże bliskie każdemu lwowskiemu sercu! – Względnie czysto, nieliczne nowe domy pośród starych chat; zupełny brak nowoczesnego budownictwa typu zachodniego (płaskie dachy). Jedyne znamię postępu to anteny telewizyjne na dachach i brak chat krytych słomą, natomiast omszałe dachy z gontu trafiają się dość często!
Skromne ogródki, zabite na amen deskami kościoły i cerkwie. Liczne, natrętnie znane hasła propagandowe oraz portrety Lenina, a także pomniki wdzięczności Czerwonej Armii po obu stronach szosy.
Koło Skniłowa wzdłuż drogi potężne zwały ziemi, wykopy i maszyny, jakieś wielkie roboty drogowe (obwodnica, a może metro?); objazd przez Lewandówkę, gdzie z dala wita nas znajomy sprzed wojny stareńki Dom Ludowy TSL, obecnie „Budynok Kultury”.
Wjeżdżamy do śródmieścia ul. Janowską, Kazimierzowską, Legionów z przystankiem koło hotelu George’a. Otrzymujemy przydział do nowego hotelu „Uljanowsk”, z wyżywieniem u George’a. „Uljanowsk” wybudowany został na posesji klasztornej ss. Sakramentek, naprzeciw opuszczonego kościoła. Powstała tam ulica nowocześnie zabudowana, łącząca ul. Zieloną z Piekarską. We Lwowie zbudowano po wojnie jeszcze dwa inne hotele klasy turystycznej: „Lwiw” i „Turist”.

Jest upalne niedzielne popołudnie, gdy wyruszamy wspólnie do śródmieścia. Wspólnie i symbolicznie z kim?... Z W. Budzyńskim, M. Hemarem, ze Szczepkiem i Tońkiem, z J. Wittlinem i z tym serdecznym bagażem wspomnień, wierszy znanych jak pacierz, porównań, żalów i skarg, nagromadzonych w sercu i na końcu języka… Młodych te żale nie obchodzą, patrzą na wspaniale rozrosłe kasztany, chłoną ich zapach, przypatrują się murom i ludziom, wsłuchują w obcy żargon, klną szpetne bruki przy ul. Piłsudskiego i Batorego, dziwią się wystającym z bruku szynom tramwajowym, które wręcz zagrażają bezpiecznej komunikacji kołowej. Lwów ma obecnie 6 linii tramwajowych, na Stryjską kursują trolejbusy, a peryferie miasta obsługują przeładowane autobusy.
Śródmieście, wybrukowane przed 40 laty naszą znakomitą kostką bazaltową, wykazuje zadziwiającą trwałość, ale nieremontowane przez tyle lat, sprawia wrażenie prowincjonalnego zaniedbania. Niszczeje nie tylko nawierzchnia uliczna Lwowa, sypią się stare mury, murszeje tradycja wieków skryta w murach kościołów zabitych deskami, zamienionych na składy i magazyny.
Ulica Akademicka jakby nam zmalała; piękne, dorodne topole, dziś wystrzyżone jak pudel w gorące lato – odbierają promenadzie charakter wielkomiejski. Gdzieś tu słychać szepty i zwierzenia, ktoś ukradkiem przemknął przez myśl jak przez ulicę, brzęknęła szabla o bruk… Nie ma Fredry i nie ma Ujejskiego – dlatego tak ludno i tak pusto.
Wraz z W. Budzyńskim dochodzimy do pomnika Mickiewicza:
…Idę przez miasto, postać Wieszcza witam
Mickiewicz głowę jeszcze wyżej wznosi,
Może o wyrok Najwyższego pyta,
Może o Polski wybawienie prosi?...
Pomnik sowiecki na pl. MariackimGdy mijamy pomnik, gdy patrzę na smukłą kolumnę i geniusza podającego Wieszczowi lirę, przypomina mi się drugi pielgrzym, kroczący ofiarnie przez świat z pastorałem papieskim. Czy nadejdzie chwila błogosławiona, gdy będziemy pytać, który z nich większy?... Mickiewicz na pewno przetrwa i doczeka, był bowiem pierwszym redaktorem „Trybuny Ludów”, a „Trybuna Ludu” dziś jest pierwszą w kraju, nadworną gazetą PZPR. Jestem – jak wszyscy lwowiacy – dziedzicznie obciążony frywolnymi myślami, bo oto przypomina mi się w tej chwili wyborny dowcip a’ propos śp. prof. S. Skowrona, znakomitego biologa, któremu się niegdyś żaliłem, że w PRL nawet pośmiać się nie ma z czego, gdyż nasz 35-milionowy kraj posiada zaledwie 2 czasopisma humorystyczne…
– Dlaczego dwa, przecież mamy ich trzy?! – replikuje profesor.
– No, warszawskie „Szpilki” i łódzka „Karuzela”…
– A o „Trybunie Ludu” pan zapomniał?!...
Niczego nie zapomniałem. Ani Matki Boskiej, królującej w aureoli świateł na pl. Mariackim, ani Sobieskiego na dziarskim bachmacie, ani Jana z Dukli, błogosławiącego miastu. Ślad po nich we Lwowie zaginął, jak po moim biurze przy ul. Kilińskiego i po kawiarni Wiedeńskiej.
Rynek niedzielny, cichy i opuszczony. Szczerbate lwiska tandetnie pobielone, studnie na narożach rynkowych osowiałe i bez wdzięku, jakiego im zawsze dodawały tryskające z lwich pyszczków bicze wodne, roje szczebioczących wróbli i przekupki rynkowe, moczące pietruszkę w krystalicznej wodzie. Napić się tej wody – dobrostańskiej, najlepszej w świecie – oto marzenie! Ale i dobrostańskiej już nie ma. Lwowskie wodociągi dostarczają obecnie wody pitnej, pochodzącej z ujęcia wodnego pod Brzuchowicami.
W milczeniu przechodzimy przed wyprężonymi na baczność kamienicami rynkowymi. Pełnią karnie swą historyczną wartę – i Czarna, i Królewska, i Bandinellich… Zmierzamy do kościoła Dominikanów, do osławionego już Muzeum Ateizmu i Historii Religii. Ostentacyjnie klękamy wraz z synem na stopniach dawnego ołtarza głównego, by pomodlić się krótko i gorąco… Nie o przebaczenie, lecz o sprawiedliwość. Barbarzyńcy bowiem dobrze wiedzą, co czynią. Z każdego kąta pięknie odnowionych krużganków konwentu oo. Dominikanów szczerzą zęby nienawiść i obłuda. Małpoludami i neandertalczykami zaludniono miejsca naszych modlitw i humanistycznych kontemplacji; z historii mozolnych poszukiwań ducha i zbawienia wiecznego wybrano mord, koszmary inkwizycji, rasputinowskie wynaturzenia i przejawy harców złośliwego, wielkoruskiego biesa, którego pomiot dziejowy ucieleśnił się ostatecznie w postaci wychowanka ich seminariów duchowych – Stalina i jego niebotycznego pod względem ilości ofiar, inkwizycyjnego reżymu.

Siostry i Bracia – wszyscy Semperfidelisi – kto w Boga wierzy!…
Wołamy do Was słowami naszego Papieża: – Nie lękajcie się, włos Wam z głowy nie spadnie jako „inostrancom”… Obowiązkiem Waszym jest odbyć tę życiową pielgrzymkę bez względu na trudności! To Wy winniście klęknąć w świetlistym kręgu posadzki Dominikańskiego kościoła i głośno, manifestacyjnie błagać Stwórcę o pomstę nad ciemnym, syberyjskim biesem! Nad barbarzyńcą, który udając naukowość przybiera szatę arbitra, znającego tajemnice doczesności i wieczności. Karła umysłowego, którego poczynaniom daje inspirację krętek blady, zrodzony z sojuszu Nienawiści i Ciemnoty!
Waszym obowiązkiem jest protestować bez przerwy, krzyczeć głośno przed światem, alarmować polskiego Papieża, że ciągle, od dawna i bez przerwy gwałci się we Lwowie wolność, moralność i ludzkie obyczaje… Że niezgodnie z deklaracją helsińską i nową konstytucją sowiecką szerzy się fałsz i nienawiść na tle religijnym. Art. 52 konstytucji stanowi wyraźnie: … rozbudzanie wrogości i nienawiści w związku z wierzeniami religijnymi jest zakazane.
Macie obowiązek protestować, informować wszystkich, że utrzymywanie muzeów bezbożnictwa w kościołach katolickich Lwowa, Wilna czy gdziekolwiek na świecie jest taką samą profanacją uczuć Polaków jak np. zamiana wzorcowej szkoły komsomolskiej na dom publiczny! Bez takiego uzasadnienia troglodyta azjatycki nie zrozumie, nie pojmie w „czom dieło”!...
Natomiast dobrze rozumieją swoją robotę bracia Ukraińcy, gdy niszczą pracowicie i przemyślnie ostatnie ślady 600-letniej polskości Lwowa! – Oto pod pozorem remontu starego Arsenału Miejskiego przy ul. Wałowej zdarto, wyrwano żywcem z muru ostatnie już chyba rzeźbione i pięknie zachowane pod daszkiem herby Jabłonowskich, Sobieskich i miasta. Fotografię ich zamieszczono w naszym Biuletynie nr 32/1977 s. 56. – Ale czy należało je pokazywać i przypominać naszym braciom Ukraińcom na emigracji, którzy tak uważnie śledzą zewnętrzny zanik polskości we Lwowie?!…
Zanim udamy się na mszę św. do katedry, próbujemy pobieżnie prześledzić na przykładzie śródmieścia stan zagospodarowania miasta i logikę sowieckiego handlu (w niedzielę większość sklepów jest otwarta). Ruch samochodowy niewielki, nieliczne wozy osobowe wyłącznie radzieckiej produkcji, hałaśliwe ciężarówki przypominają epokę wojny ojczyźnianej. Sklepy prymitywne, zaopatrywane sporadycznie. Żywności na ogół nie brak, są trudności z gatunkowym mięsem, mleko do zdobycia tylko we wczesnych godzinach rannych.
W najbardziej ruchliwym punkcie miasta najdroższy lokal na parterze dawnej kawiarni „De la Paix” zajmuje salon gier zręcznościowych dla wyrostków pod firmą „Nowosti dnia” im. Łesi Ukrainki!... Przy ul. Szajnochy (boczna Kopernika) zauważyliśmy 9 lokali zamurowanych całkowicie starożytnymi roletami!... Sprawdzaliśmy w dniu następnym, iż nie są użytkowane. Wiele sklepów w bocznych ulicach zamieniono na mieszkania, podobnie zresztą jak w polskich miastach.
O 19. wieczorem msza św. w Katedrze. Jakże pamiętne, dostojne wnętrze gotyckie; prawa nawa w remoncie, zabudowana rusztowaniem. Przeciskamy się z trudem przez tłumy wiernych. Polacy i Ukraińcy pospólnie modlą się po polsku. Chylą się chorągwie, wszyscy śpiewają z żarliwym przejęciem. Potem kazanie od ołtarza głównego. Młody ksiądz mówi wolno, ma trudności z językiem polskim.
Konspiracyjnym szeptem powierzają nam starsi współuczestnicy nabożeństwa informacje o swoich duszpasterzach. – Przy Katedrze pracuje 3 kapłanów. Proboszczem jest franciszkanin – ks. Rafał Kiernicki. Do Lwowa otrzymał również skierowanie młody ks. Kamiński, z rodziny polskiej, deportowanej w 1940 r. do Kazachstanu. Jest dobrym księdzem i Polakiem, choć ma trudności z językiem polskim. Trzecim, skierowanym na b. obszary polskie, jest młody ksiądz pochodzenia ukraińskiego, podobno życzliwy i dobry duchowny. Opiekuje się pięcioma parafiami, odległymi o 100 do 300 km (w tym Krzemieniec i Złoczów). Wszyscy trzej kapłani są przepracowani i w okresach świątecznych nie mają czasu na sen.

W drugim dniu zwiedzamy autokarem odleglejsze obszary Lwowa. Przewodniczka, mówiąca zresztą pięknie po polsku z wschodnim akcentem, podaje następujący skład narodowościowy Lwowa, liczącego obecnie 700 000 mieszkańców (w r. 1984 –730 000): 60% Ukraińcy, 25% Rosjanie, 5% Polacy, reszta inne narodowości. Słychać zresztą niemal wyłącznie język rosyjski, ale kto potrafi – chętnie odpowiada nam po polsku.
W mieście wychodzą 3 dzienniki (podobnie jak w analogicznym co do wielkości Krakowie), oczywiście z wyłączeniem języka polskiego. Dla porównania – we Lwowie przedwojennym, liczącym 350 000 mieszkańców, ukazywało się 8 dzienników, w tym 2 ukraińskie. Wręczony uczestnikom wycieczki prospekt turystyczny „Intourista” pt. Lwów na stronie 9 informuje z głupia frant, iż do 1939 roku 70% dorosłej ludności miasta stanowili analfabeci. Kto też czytał przed wojną w naszym kochanym Lwowie tych 8 dzienników wraz z całym wachlarzem różnych czasopism fachowych, z których ilością nie śmie się nawet przyrównać ruch wydawniczy obecnej stolicy Ukrainy Zachodniej?! Na własną rękę ruszamy w kierunku zielonych, najbardziej atrakcyjnych obszarów Lwowa – w stronę Parku Stryjskiego i Żelaznej Wody. Tam chcę przekazać synowi symbolicznie jego iluzoryczne dziedzictwo w postaci 5-pokojowej wilii rodzinnej, pozostawionej we Lwowie.
Park Stryjski w pełnym rozkwicie i zapachu. Zawsze najpiękniejszy park w środkowej Europie. Królestwo Roehringa** pełne barw, uroczych wzgórz i dolinek jest jakby miniaturą Lwowa – posiada przecież analogiczne wzgórza dookoła i cudowną kotlinkę na dnie. Siadamy na ławkach, chłoniemy balsamiczne powietrze i wspominamy. Mój syn „rozkrochmalił” się nareszcie i całkowicie. Z zadumą spoglądamy na nietknięty dotychczas pomnik Kilińskiego w konfederatce i z szablą w dłoni: … Podburzył on Warszawę, sprawił Moskaliskom weselisko krwawe… Bis, bis!... wtóruje mi towarzystwo pielgrzymów!
Oto na dwóch krańcach miasta ciągle trzyma straż dwóch przedstawicieli polskiego patriotyzmu i demokracji – chłop Bartosz Głowacki w Parku Łyczakowskim i mieszczanin szewc Kiliński w parku swego imienia.
Obrzeżem parku i placu powystawowego docieramy do Żelaznej Wody, maszerujemy ulicami św. Zofii, Dwernickiego, obok dawnego VIII Gimnazjum i wielkiego, krytego basenu pływackiego, który został wzniesiony na fundamentach niedokończonego kościoła naprzeciw Szkoły Technicznej. Wizytujemy willę rodzinną. Trochę się przeciągnęła mina synowi, gdy dowiedział się, że w pięciu pokojach rodzinnego domu mieszczą się aż 4 rodziny ruskie… Jest to model wzorcowy sowieckiej sytuacji mieszkaniowej! Wielu tu się porodziło, wielu młodych tu założyło już nowe rodziny. Problem, który właśnie będą musieli ci młodzi w przyszłości rozstrzygnąć. Historia dostarcza nam przykładów i na takie rozwiązania!...
Piękny i zielony to odcinek Lwowa – park Żelazna Woda u góry, kąpielisko otwarte u dołu (dziś zarządza nim klub „Dynamo”) z basenem krytym opodal oraz letnim basenem prywatnym, zwanym przed wojną „Zielone Oczko”. – Nie można się dziwić, że także i sportowcy radzieccy złakomili się na Lwów. W ubiegłym roku udzielił polskiej prasie wywiadu ukraiński pięcioboista Ledniew, który uzasadnia w ten sposób rozwój pięcioboju we Lwowie: … Duże znaczenie miały pływackie baseny we Lwowie. Było ich sześć (z okresu przedwojennego!), podczas gdy w znacznie większym Kijowie tylko dwa…
Pod wieczór ruszamy z wyprawą na Wysoki Zamek. Widok z pierwszego tarasu – jedyny na świecie. Nie widać stąd, kto rządzi tym miastem, w oddali rysuje się na tle zieleni najpiękniejsze na świecie skupienie wież Lwowa, dookoła nas kwitnące kasztany i bzy. Pachną jeszcze mocniej niż za czasów naszej młodości…
Kopiec Unii w remoncie, obsypał się groźnie w dwóch miejscach. Trwają prace konserwacyjne. Mozolnie, skrótami wspinamy się na szczyt, by jeszcze raz w życiu ujrzeć widok jedyny na świecie… – Co tu dużo gadać, kiedy nima o czym mówić – rzekłby pewnie Szczepku na tym miejscu – Kocham czegóś ten Lwów, że niech go cholera weźmi…

Późnym wieczorem wstępujemy do poznanej przygodnie rodziny polskiej. Gospodyni przezornie otwiera radio, aby zagłuszyć nasze ożywione rozmowy. – Odcięci od świata zachodniego chciwie słuchają prawdziwych nowinek z Kraju i Zachodu, przy czym nieustającym tematem wszystkich rozważań jest polski Papież. Rodzina jest typowa – mąż i żona pracują, zarabiają po 120 rubli (w Polsce kurs oficjalny 1 rubel = 27 zł), co ledwie wystarczy na utrzymanie, jedyna córka studiuje WF i należy przymusowo do komsomołu. – Źródłem ich informacji jest radio warszawskie i bardzo źle słyszalne Radio Wolna Europa. Można także odbierać polski program telewizyjny, ale to wymaga specjalnej anteny i zwraca uwagę. Ludzie ciągle się boją.
Opowiadają nam, że wiadomość o wyborze kardynała Wojtyły na ojca św. przyjęta została we Lwowie z entuzjazmem, wśród Ukraińców zrazu z niedowierzaniem, które ustąpiło całkowicie na wiadomość o oddaniu hołdu Janowi Pawłowi II przez kardynała Slipyja. Przypominane są również słowa papieża, wypowiedziane w języku ukraińskim. Popularność naszego papieża wzrasta, każda rodzina pragnie posiadać jego wizerunek; cena kolorowej pocztówki z jego fotografią dochodzi w nielegalnej sprzedaży do 50 rubli.
Jeżeli chodzi o społeczeństwo rosyjskie, przeżywa ono ideową i gospodarczą depresję. Już i partyjni zdają sobie sprawę z tego, że komunizm nie daje ani zadowolenia moralnego, ani dobrobytu gospodarczego. Ludzie radzieccy powracają do wypróbowanych ideałów, znajdują je w kościele i wierze ojców. Młodzi z musu należą do komsomołu, ale i oni coraz częściej organizują tajne zebrania religijne, noszą krzyżyki na szyi. Modne są znów dawne stroje i romantyczny sposób życia. Na ulicy widzi się dużo dziewcząt z długimi warkoczami.
Także i wśród wierzących Rosjan, szczególnie zaś wśród Gruzinów, papież polski staje się popularny. Spodziewają się po nim wiele. Wierzą, że zna komunizm i cieszą się z jego ostrożnych posunięć dyplomatycznych. – Takich rodzin, jak informatorzy, jest w mieście tysiące i one są nadzieją polskiego Lwowa.

Trzeciego dnia rozpoczynamy pożegnalną wędrówkę od górnego Łyczakowa. Poprzez park Głowackiego kierujemy się zielonymi ścieżkami wzdłuż dawnego boiska-stadionu „Sokoła” ku cmentarzowi Łyczakowskiemu.
Pierwsze zetknięcie się z naszym Campo Santo jest przygnębiające. Na pozór cały cmentarz pokryty jest grobami sowieckimi, aż dziw, że tyle ich umiera. – Ale to tylko potiomkinowska fasada, założona wzdłuż głównych alei. Szczególnie charakterystyczne są ustawione na sztorc płyty marmurowe, z wyrytymi na nich portretami zmarłych, z ich „własnoręcznymi” podpisami!
Idzie się więc taką aleją, a z obu stron straszą gęby sowieckie; niektóre groby ogrodzone kratą lub otoczone siatką. Tu i ówdzie, jak krwawe plamy na tle zieleni, świecą budki zbite z desek, polakierowane na czerwono, z gwiazdą u góry, często otoczone drewnianymi parkanami w kolorze jaskrawej czerwieni. Poganie…
Pomnik sowiecki przed Teatrem WielkimDużo polskich grobowców zostało zaanektowanych przez sowieckich nieboszczyków, gdzieniegdzie pozostały nawet krzyże lub plakietki z Matką Boską na marmurze, jako dowód pochodzenia polskiego.
Za tą fasadą, z tyłu – nieprzeliczone zastępy polskich mogił i krzyży. – Dobrze utrzymane są grobowce Konopnickiej, Zapolskiej, Bełzy; zaniedbany pomnik Ordona, groby powstańców. W grobowcu z czarnego marmuru rodziny Riedlów pochowano w 1945 r. najznakomitszego matematyka polskiego prof. Stefana Banacha. Staruszka, polska strażniczka tych grobów twierdzi uparcie, że w grobowcu tym złożone zostały także doczesne szczątki Boya-Żeleńskiego i innych profesorów pomordowanych w 1941 r. na Wzgórzach Wuleckich, a następnie wykopane i przewiezione na cmentarz. Zapowiada również w proroczym, przesadnym uniesieniu, że Lwów będzie polski już w przyszłym roku. Czekamy…
Na Cmentarzu Obrońców dziwny ruch – słychać pracę piły i szlifierek, jeżdżą samochody. W katakumby wbudowano piętrowy budynek przez całą długość tego Pola Chwały. Jest to warsztat kamieniarski, gdzie wykonuje się nagrobki, przerabia polskie na sowieckie. Za budynkiem, na górze, kaplica w dawnym kształcie, ale jakież funkcje przeznaczyli jej profanatorzy?!… Zachowały się trzy elementy kolumnady Chwały: Stoi łuk-brama z napisem: „Mortui sunt ut liberi vivamus”… oraz końcowe filary. Reszta cmentarza jest już tylko wzgórzem, porośniętym trawą, ubogimi kwiatkami i nielicznymi krzakami bzu. Cmentarza nie zaorano, spoczywają tam dalej nasi chłopcy, choć ciągle jeszcze nie w pokoju…
Pobraliśmy świętą ziemię do woreczków. Niech to będzie obyczajem lwowiaków po wieczne czasy… By lżejszym był mogilny głaz, sposóbmy do ciężarów serce…
Raz jeszcze w przypływie bezradności i wewnętrznej prostracji siadam u stóp Pomnika Chwały, by okiem ogarnąć rozmiar klęski, rozważyć złośliwość profanacji i „miłości słowiańskiej”…
– Czy należy modlić się, czy przeklinać? – Prosić o pomstę czy o przebaczenie dla tych, „którzy dobrze wiedzą, co czynią”?...
– O Boże ojców i dziadów naszych, jak długo jeszcze z pielgrzymką do rodzinnego miasta jeździć mamy na ziemię pogańską, gdzie prawda i moralność, wiara i religia oraz wszystkie wartości duchowe poddane są materialistycznej doktrynie negacji?
– Czy długo jeszcze czekać mamy na spełnienie się wszystkich proroctw, historycznych konieczności i naukowych prognoz?
– Czy nie nadszedł jeszcze czas upragniony, który przewidział w Księgach narodu i Pielgrzymstwa Polskiego Adam Mickiewicz wieszcząc: A Polak mówi Francuzom i Anglikom: jeśli wy dzieci wolności nie pójdziecie za mną, tedy Bóg odrzuci plemię wasze, a wzbudzi obrońców wolności z kamieni, to jest z Moskali i Azjatów.
Zmusiłeś, Wszechmocny Panie, Moskali do obrony wolności świata w latach 1941–1945, czy w miłosierdziu Twoim dopuścisz spełnienia się tego wszystkiego, co zostało napisane? – Niech spełnienie będzie tak całkowite, jak niespodziewane powołanie wymarzonego przez J. Słowackiego słowiańskiego Papieża na stolicę Piotrową. Prosimy Cię o to Boże, w imię tych Młodzianków, śmiercią pobitych w obronie Jedynego Miasta.

*  *  *
Już w drodze powrotnej, w autobusie, pytam syna o pierwsze wrażenia. … Nie do wiary, że takie zielone, radosne miasto, tak bardzo zachodnie, oddano w ręce takich… Nie ma obawy, wrócimy, wszystko zrobimy, aby powrócić.
Powracamy do kraju, aby godnie powitać naszego Papieża. W Nim nasza nadzieja.

Pisane w czasie pobytu Papieża w Kraju 2–10.6.1979 r.


* Prof. Kazimierz Wyka zmarł w 1975 r.
** Ogrodnik Roehring był twórcą Parku Stryjskiego (Kilińskiego) w XIX w. Na jego cześć nazwano we Lwowie jedną z bocznic ulicy Stryjskiej.