Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Stanisław S. Nicieja, STOROŻKA – DOM NAD URWISKIEM

Wacław i Maryla Wolscy
Do kilku artykułów zamieszczonych w poprzednich numerach CL (ostatnio w nrze 1/12) na temat Skolego i Storożki dodajemy jeszcze poniższy (nieco skrócony), nadesłany nam przez p. prof. S.S. Nicieję. Dziękujemy i przepraszamy!

Przy wjeździe do Skolego, na urwisku stromej góry obok czynnego kamieniołomu baronów Groedlów, młodzi małżonkowie, lwowscy artyści, Wanda z domu Monné (rzeźbiarka, niegdyś narzeczona i muza Artura Grottgera) oraz Karol (malarz) Młodniccy wznieśli w 1882 roku duży drewniany dom z ogromną, wysuniętą na stok, porosłą winem werandą.

Nazwali go Storożka, bo w zamierzchłych czasach była tam strażnica służąca do obserwacji okolicy. Rozciągał się z niej fascynujący widok na leżące w dole, otoczone wieńcami gór, przecięte zygzakiem rzeki Opór miasteczko Skole – z kościółkiem, cerkwią, synagogą i ratuszem. I od razu ten prosty w formie, ale obszerny, kryty gontem dom zaczął się wpisywać w legendę całej okolicy.
Młodniccy wybudowali swą letnią siedzibę z myślą o córce Maryli (1873–1930), chorowitej, zagrożonej gruźlicą, a w Skolem dla osób chorych na płuca było wręcz balsamiczne powietrze. I od dziewiątego roku życia do wybuchu I wojny światowej, a więc przez 32 lata, Maryla spędzała tam wszystkie letnie, a czasem i jesienne miesiące. Nazywała to miejsce „najmilszym zakątkiem świata”, który był dla niej tym, „czym dla ptaka powietrze, dla ryby woda”.
MARYLA WOLSKA
Z owej kruchej Marylki wyrosła wybitna polska poetka, która po wyjściu za mąż za inżyniera wynalazcę i bogatego przemysłowca, właściciela szybów naftowych, Wacława Wolskiego (1863–1922), pod jego nazwiskiem weszła do historii literatury polskiej. Maryla Wolska od najmłodszych lat wychowywała się w świecie artystów. Jej ojciec był przyjacielem Jana Matejki i Artura Grottgera, dwóch najwybitniejszych malarzy tej epoki. Jej rodzicami chrzestnymi i stałymi gośćmi w domu byli: świetny portrecista Henryk Rodakowski i poeta, publicysta Kornel Ujejski – romantyk, cieszący się w Galicji wyjątkową estymą, zwłaszcza po opublikowaniu poematów Chorał i Maraton. Storożka w lecie, a willa we Lwowie, gdzie Wolscy mieszkali przez pozostałe miesiące roku, bywały nie tylko salonami literackimi, ale też miejscem poetyckich spotkań awangardowej grupy „Płanetnicy”, do której należeli młodzi poeci, prozaicy i intelektualiści: Leopold Staff, Edward Porębowicz (poeta, ale też romanista, genialny tłumacz Dantego i Byrona, profesor uniwersytetu), Józef Ruffer, Antoni Stanisław Mue­ller, Jan Zahradnik, Kornel Makuszyński, Ostap Ortwin (znakomity krytyk). Tak więc życie Maryli Wolskiej upływało w klimacie wysokiej kultury artystycznej i intelektualnej. A ponieważ zbiegało się to z jej wyjątkową wrażliwością i oryginalnym talentem, musiało zaowocować znakomitymi utworami literackimi.
Najpopularniejszym dziełem Maryli Wolskiej był i jest tomik wierszy Dzbanek malin, wydany w 1929 roku, w którym w pięknych poetyckich metaforach zapisała ulotność chwil, w tym i tych dla niej najpiękniejszych, które przeżyła w Storożce. Zmarła niespodziewanie po ataku kamieni żółciowych, w chwili gdy jej talent osiągnął apogeum. Krytycy nie mogli odżałować tej nagłej, niespodziewanej straty. Przemawiający nad jej grobem na Łyczakowie prof. Kazimierz Wrończyk nazwał jej twórczość „złotą struną, którą niechcący przerwał skrzydlaty bożek snu Hypnos”. Sześćdziesiąt lat później wybitny filolog, Artur Hutnikiewicz, pisząc syntezę historii literatury polskiej, stwierdził, że twórczość Wolskiej mimo upływu lat nie traci nic ze swej świeżości uczuć i atrakcyjności.

MITYCZNY ŚWIAT STOROŻKI
Obok baronów Groedlów to właśnie Maryla Wolska, a później jej córka, Beata Ober­tyńska, odegrały największą rolę w zmitologizowaniu Skolego i wprowadzeniu go do literatury polskiej.
Dom nad urwiskiem obrósł legendą właśnie dlatego, że przez dziesięciolecia był miejscem, gdzie w lipcu i sierpniu ściągała regularnie polska bohema artystyczna i intelektualiści, głównie ze Lwowa. Któż tam nie przyjeżdżał! Czasem na dzień, czasem na tydzień, a bywało, że i na cały sezon. Wśród przyjezdnych i bywalców w Storożce przeważali krewni artystycznej rodziny Młodnickich i Wolskich, ale również liczne grono ich przyjaciół i znajomych. Wśród nich, oprócz wymienionych wyżej poetów, Jan Kasprowicz – autor hymnów i rektor Uniwersytetu Lwowskiego, Władysław Bełza, który swój znany wiersz Katechizm dziecka polskiego, zaczynający się od słów Kto ty jesteś? Polak mały… dedykował najstarszemu synowi Maryli – Ludwikowi Wolskiemu.
Akwarela Maryli Wolskiej. Wykorzystano zdjęcia z książki „Wspomnienia” M. Wolskiej i B. ObertyńskiejPrzyjeżdżali tam również rzeźbiarze i malarze, jak choćby Tomasz Dykas – autor pomników lwowskich, w tym na Łyczakowie, malarka Zofia Albinoska, która tam namalowała portret Staffa. Nie brakowało profesorów Politechniki Lwowskiej, chemików i mechaników zaprzyjaźnionych z Wacławem Wolskim, który w tym czasie prowadził wielkie wiercenia w Chodnicy i Borysławiu w poszukiwaniu ropy naftowej. Przyjeżdżał tam też Lucjan Tatomir – wybitny pedagog, publicysta, globtroter, autor poczytnej książki Ferie alpejskie. W Storożce bywał również uczeń Fryderyka Chopina, znakomity pianista, jeden z twórców polskiej szkoły pianistycznej, a zarazem kompozytor Karol Mikuli. Odwiedzał Storożkę również fotografik Arnold Penther, pierwszy narzeczony Maryli Wolskiej, i to on uwiecznił na zdjęciach ten niezwykły dom nad urwiskiem.
W Storożce Maryla Wolska urodziła córkę Beatę Obertyńską (1898–1980), również wybitną poetkę, ale też aktorkę i pisarkę, która po przejściu przez łagry Sybiru i po wyjściu stamtąd z armią Andersa zmarła na emigracji w Londynie, gdzie napisała m.in. wstrząsający pamiętnik W domu niewoli, będący jedną z pierwszych relacji o sowieckich łagrach w literaturze polskiej. Jest też w dorobku Beaty Obertyńskiej tom opowiadań Ziarnka piasku,w którym akcja dwóch z nich – Storożka i Hryń i Antonina – dzieje się w Skolem.
– Jeździliśmy tam – pisała Obertyńska – tylko na lato. Na powietrze, jak lubiły mówić służące. Rokrocznie, odkąd siebie pamiętam, stacyjki od Lwowa do Skolego – recytowaliśmy po kolei, jak inwokację Litanii Loretańskiej.
Storożka znalazła bardzo mocne odbicie w twórczości Maryli Wolskiej. W jednym z jej ostatnich wierszy, gdzie żegnała się ze światem, czytamy:

Nie wiem jaki tam będzie świat wtóry
Jakie grzesznych radości ominą
Moje niebo musi pachnieć świerczyną
W moim niebie będą lasy i góry
I rzeka tam szumieć powinna
Ta jedna jedyna, ona
Ta jak żadna inna Zielona

To Opór był tą rzeką Zieloną, ze względu na kamienie tego koloru kryjące jego dno.
W lipcowe oraz sierpniowe dnie oraz wieczory Storożka tętniła życiem i gwarem.
W wiklinowych, wyplatanych fotelach, na wygodnej, przestronnej werandzie toczyły się rozmowy, dyskusje, szkicowano land­szafty, czytano na głos wiersze i opowiadania, śpiewano pieśni frywolne i patriotyczne oraz słuchano muzyki płynącej z wniesionego tam przez tragarzy w wielkim trudzie fortepianu, na którym koncertował Karol Mikuli. Ściany pokoi zdobiły obrazy, akwarele i sztychy m.in. Henryka Rodakowskiego, Kazimierza Sichulskiego, Zofii Albinoskiej oraz gospodarzy – Wandy, Karola i Maryli Młodnickich.

RAJ ZBIERACZY RUNA LEŚNEGO
Storożkę otaczał „istny ocean zieleni”, wszędzie pachniała żywica świerkowa, a na nasłonecznionych wzgórzach okalających Skole czuło się aromat macierzanki, poziomek i górskiej gencjany. Był tam prawdziwy raj dla zbieraczy ziół i leśnego runa. W gorące letnie wieczory w Storożce, podobnie jak i w innych rozsianych wokół Skolego domach i willach w powietrzu unosiły się zapachy soków z malin, ostrężnic i jagód, które wyciskały gospodynie smażąc równocześnie dżemy, konfitury i różnego rodzaju owocowe wiktuały.
Ostatnie zdjęcie Maryli Wolskiej na tle panoramy Lwowa, Zaświecie 1930Z miedzianych rondli, żeliwnych i glinianych garnców unosił się rajski aromat klarujących się musów jagodowych i malinowych wywarów. Wszystkie te wakacyjne kulinarne poczynania trafiały później do literackich opisów i do lirycznych wierszy, podobnie jak grzybobrania w Storożce, które były tam szczególną atrakcją dla licznego towarzystwa.
Okolice Skolego zadziwiały bowiem urodzajem rydzów, maślaków, prawdziwków, czerwonych kozaków, podpieńków i gołąbków. Chłopki z sąsiednich wsi w barwnych wyszywanych koszulach przeczesywały te lasy, zbierając grzyby do szerokich chust, i znosiły na targ do Skolego. Był tam jeden z największych targów grzybowych w całej Galicji. Zdarzało się, że sprzedawano na nim grzyby giganty, szczególnie czerwone kozaki i kasztanowe prawdziwki, które osiągały czasem kilogramową wagę. W pociętych jarami lasach skolskich spotkać można było grzybiarzy-turystów, którzy ściągali tam ze Lwowa, Stanisławowa, Stryja, Sambora, a wśród nich nie brakowało bywalców Storożki.
We wspomnieniach Beaty Obertyńskiej znajdujemy wiele literackich opisów grzybobrań. – Na grzyby szło się do dnia, kiedy las był siwy i kapał, a gałęzie z nocy powiązane jeszcze pajęczyną. Ze sobą – ani kosza, ani torby, żeby grzybów nie spłoszyć.
Najwyżej z dużą kolorową chustą, do której zbierano grzyby. Bo grzyb to bardzo tajemnicza istota! Zwłaszcza prawdziwek. Jednych lubi, innych unika. Kto nie ma szczęścia do grzybów, może cały dzień wałęsać się po lesie i prawdziwka nie zobaczyć! (…) Powrót z lasu z grzybami bywał osobnym przeżyciem dla Storożki. Mimo porannej godziny kto żyw wylegał przed dom koło kuchni. Zaczynało się od selekcji: te do suszenia, te na marynatę, te na kolację.
Grzybobrania i wędrówki po lesie zapamiętał też ze Skolego prof. Kazimierz Żygulski – wybitny socjolog, później minister kultury, który z bratem Zdzisławem, historykiem sztuki, spędzał tam wakacje. I szczególnie utkwiły mu w pamięci wielkie, piękne motyle i ruchliwe salamandry przemykające między kamieniami.
Inną atrakcją dla letników w Skolem były kąpiele w Oporze, tej „Zielonej rzece”, którą szczególnie ukochała Maryla Wolska. Jej córka Beata wspominała: Rzeka szła szerokim korytem, po kamienistym dnie, była miejscami płytka, miejscami głęboka, czasami rozlewała się płytko między niskimi brzegami, to znów spadała wodospadem. Każdy więc mógł wybrać, jaką kąpiel woli: czy taką z pływaniem z prądem i pod prąd, czy w huczącym ukropie wspienionych wodospadów, gdzie nie słyszało się własnych słów…

DOBOSIEWICZOWIE – OPIEKUNOWIE STOROŻKI
Storożka tętniła życiem w lecie. W zimie wyludniała się zupełnie. Czasami zostawała tam któraś z ciotek Młodnickich. I wtedy opiekę domu nad urwiskiem sprawował Andrzej Dobosiewicz, wspomagany przez żonę Teklę. Przyjaźń Młodnickich z Dobosiewiczami zaczęła się od nieszczęścia. W nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek roku 1888 wybuchł w Skolem potężny pożar, który od rana strawił prawie połowę miasteczka. Płomienie gnane wiatrem zapędziły się aż do sąsiedniej wsi Dębina, gdzie później domek letniskowy wybudowała rodzina poety Stanisława Gottfrieda. W Skolem domy straciło ponad 200 rodzin, w tym Dobosiewiczowie, których znali Młodniccy, bowiem Andrzej, z zawodu szewc, nie tylko robił świetne buty, ale jako człowiek uczynny pomagał właścicielom Storożki przy różnych okazjach, m.in. przy zakupie ziemi. Gdy więc Dobosiewiczom pożar strawił dach nad głową, Młodniccy zaproponowali im, aby na czas odbudowy zamieszkali w części gospodarczej Storożki. Wtedy to Andrzej i Tekla sprowadzili się do Storożki z synkiem Stasiem. I dało to – jak napisała w swoich wspomnieniach Beata Obertyńska – początek już nie znajomości, ale do trzeciego pokolenia trwającej przyjaźni z tymi najzacniejszymi, szanowanymi ludźmi, od których Storożka na przestrzeni półwiecza doświadczyła niezliczonych dowodów sąsiedzkiej życzliwości i oddania. […]