Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

KULTURA, NAUKA

NIEDOKOŃCZONE MSZE WOŁYŃSKIE
24 lutego 2012, w ramach czwartego już spotkania z cyklu Stanica Kresowa*, w wypełnionej po brzegi auli Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie odbyła się konferencja Niedokończone msze wołyńskie – martyrologia duchowieństwa wołyńskiego, ofiar zbrodni nacjonalistów ukraińskich podczas II wojny światowej**. Konferencja poprzedzona była mszą św. w kościele pw. Najświętszego Serca Jezusowego, odprawioną w intencji kapłanów i wiernych, pomordowanych przez OUN-UPA na Wołyniu. Mszę św. prowadził i homilię wygłosił przybyły z Łucka ordynariusz diecezji – ks. biskup Marcjan Trofimiak, który następnie w hallu Biblioteki Jagiellońskiej otworzył towarzyszącą konferencji wystawę pod tym samym tytułem.    
W swojej homilii ks. Biskup nawiązał do słów Modlitwy Pańskiej: Bądź wola Twoja i wyjaśnił, że w historii konfliktów nie była to nigdy wola Boża, ale zawsze zła wola ludzka. 11 lipca 1943 roku nastąpiła eksplozja ludzkiej nienawiści. Ginęli wtedy i wierni, i kapłani przy ołtarzach. Wiemy jednak, że miłość jest silniejsza, wiemy, że życie jest silniejsze od śmierci. ... Jednak ból pozostaje. I dlatego dzisiaj modlimy się za wszystkich. I za ofiary tamtych wydarzeń... i za tych, którzy się tych nieprawości, tej makabry dopuścili. ... Wiemy, że chrześcijaństwo to jest przede wszystkim miłość. Miłość przebacza. I w tym duchu dzisiaj stajemy przed Panem Bogiem i prosimy, aby nas nauczył przebaczać, darować, ale żeby dał również siły czynić tylko dobro, żeby nasz czyn był sprawiedliwy. Abyśmy z czystymi wargami mogli powiedzieć „Bądź wola Twoja”.
Konferencję rozpoczęli referenci księża, którzy omówili od strony teoretycznej niedokończone msze święte, przerwane przez napady i morderstwa dokonane na wiernych i kapłanach.
Współorganizacji konferencji podjęły się m.in. krakowski IPN, Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana, Sekcja Historyczna Polskiego Towarzystwa Teologicznego, a także Instytut Badań Kościelnych w Łucku. Konferencji patronował ks. bp Marcjan Trofimiak, ordynariusz łucki.
Uczestnicy konferencji mogli wysłuchać bardzo interesujących prelekcji. I tak ks. prof. dr hab. Józef Marecki z IPN w Krakowie mówił o duchownych, którzy na przestrzeni wieków zostali zamordowani podczas odprawiania nabożeństw i których uznano potem za świętych męczenników.
Ewa Siemaszko skoncentrowała się na normach moralnych w religii katolickiej i różnych kategoriach zbrodni popełnionych przez OUN-UPA na terenie nie tylko Wołynia, ale również w województwach Małopolski Wschodniej.
W swoim wystąpieniu Łukasz Gramza, prokurator krakowskiego IPN, uzasadnił dlaczego według prawa zbrodnie OUN-UPA na ludności polskiej należy uznać za ludobójstwo. Z kolei dr Leon Popek (IPN Lublin) mówił o stratach wśród duchowieństwa rzymskokatolickiego na Wołyniu, a dr hab. Andrzej Zięba z Uniwersytetu Jagiellońskiego o faktach i dokumentach, które wskazują na niejednoznaczny stosunek metropolity grekokatolickiego, arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego, do mordów OUN-UPA na ludności polskiej. Można wnosić, że autor tego wystąpienia zrewidował swoje dawniejsze, dość bezkrytyczne stanowisko wobec metropolity Szeptyckiego. Na sesję nie przybył prof. Włodzimierz Osadczy z KUL.
Wielce wzruszające było wystąpienie ks. Ludwika Kierasa z Piekar Śl., siostrzeńca bestialsko zamordowanego o. Ludwika Wrodarczyka. Prelegent dał świadectwo życia i męczeńskiej śmierci ks. Ludwika Wrodarczyka, który został zapamiętany nie tylko jako gorliwy kapłan, ale także człowiek, który leczył swoich parafian i pomagał im, jak też innym ludziom, bez względu na ich przynależność narodową czy religijną. Za tę postawę Instytut Yad Vashem uhonorował go pośmiertnie tytułem „Sprawiedliwego wśród narodów świata”.
W podsumowaniu konferencji dr Leon Popek wyraził żal, że wielu naocznych świadków tych wydarzeń odchodzi, a instytucje czy organizacje, zobowiązane do gromadzenia i opracowania tych bolesnych tematów, działają bardzo opieszale. Nawoływał też do podjęcia działań w celu upamiętnienia mogił ofiar ludobójstwa. Na samym Wołyniu było 2 tysiące miejscowości, gdzie żyli i zginęli Polacy, a tylko 130 miejsc zostało upamiętnionych. Również Adam Macedoński (uhonorowany tytułem kustosza pamięci narodowej) zaproponował, aby zaapelować do społeczeństwa polskiego, do duchownych, twórców kultury, uczonych, historyków, dziennikarzy, polityków i działaczy społecznych – o godne upamiętnienie ofiar zbrodni dokonanej przez OUN-UPA na dziesiątkach tysięcy pracowitych polskich rolników z małymi dziećmi i starcami.
Na wystawie towarzyszącej konferencji znalazło się 25 dużych plansz, przedstawiających sylwetki duchownych (w tym dwie siostry zakonne), którzy zostali zamordowani przez ukraińskich nacjonalistów z OUN-UPA. Kilku z nich zginęło podczas odprawiania mszy św., skąd tytuł i wystawy, i konferencji.
Wszystkie referaty wejdą w skład tomu, który zostanie niebawem wydany.
Anna Madej

* Patrz CL 3/11.
**  Animatorem tego przedsięwzięcia był p. Maciej Wojciechowski.

Poezja lwowska w Krakowie
Krakowski Salon Poezji przy Teatrze im. J. Słowackiego w Krakowie – prowadzony przez grono ludzi kultury z Anną Dymną na czele – gościł w kwietniu aktorów Polskiego Teatru Ludowego ze Lwowa z programem pt. My jesteśmy z polskiej Florencji. Wystąpili: dyrektor PTL Zbigniew Chrzanowski, Julia Czubak, Jadwiga Pechaty i Jerzy Głybin oraz przy fortepianie Zbigniew Rymarz. Przypomniano utwory lwowiaków: Zbigniewa Herberta, Mariana Hemara, Tadeusza Śliwiaka, Mieczysława Opałka, Adama Zagajewskiego, a także innych, ze Lwowem związanych, np. Marii Konopnickiej.
Program spotkał się z doskonałym przyjęciem zebranych gości.

Na tę poetycką imprezę zeszło się głównie grono stałych krakowskich bywalców Salonu, których nie trzeba nawet specjalnie powiadamiać. Traf chciał, że w niedzielę 15 kwietnia do Krakowa przybyli artyści lwowscy, jednak wcześniej mało kto o tym wiedział. Najchętniej czytany w mieście „Dziennik Polski” (na który często się powołujemy) podał tę informację na dalekiej stronie w wydaniu sobotnio-niedzielnym 14–15 IV – przecież nie zawsze studiowanym od deski do deski. W efekcie tylko nieliczni (i nie najmłodsi) krakowscy lwowiacy dowiedzieli się o przybyciu artystów ze Lwowa, niestety za późno.
Mamy więc wielki żal: czy tak trudno było zatelefonować do kogoś ze znajomych z prośbą o przekazanie dalej tej wiadomości? Nie powiadomiono nawet Śródmiejskiego Ośrodka Kultury.
Dlaczego tak się stało?
Kazimierz Selda

O KONCERCIE JUBILEUSZOWYM, ROMIE I PROMYKACH KRAKOWA
Roma (która nie ma rodzinnych koneksji z Kresami) i jakże uzdolnione „Promyki Krakowa” zapadły głęboko w serca naszemu krakowskiemu środowisku Kresowian. Podczas rozmowy zamieszczonej w CL 3/06 parę lat wstecz Roma opowiada o tym, jak pokochała nasze tamte strony i jak przekazywała swoje zainteresowanie Kresami młodzieży ze swego zespołu. Teraz przy każdej możliwej okazji jeżdżą tam wszyscy razem, aby chronić to, co zostało jeszcze z polskości, poprzez repertuar narodowy – polski, polskie stroje ludowe, uświetniać ważne uroczystości, a czasem zwyczajnie pobyć, pograć i pośpiewać. Zaangażowanie zespołu z Romą na czele jest imponujące, a słuchacze zawsze są.
Te wspólne tęsknoty sprawiły, że zżyliśmy się; Promyki przychodzą do nas, sprawiają nam tym wiele radości. Zaprzyjaźniliśmy się, a jak przyjaźń, to i radość, i uczestniczenie w organizowanych przez Romę koncertach. Zatem byliśmy!
W sobotę 14 kwietnia w Nowohuckim Centrum Kultury w Krakowie odbyła się piękna uroczystość – Jubileuszowy Koncert z okazji 25-lecia istnienia zespołu „Promyki Krakowa” i 45-lecia pracy twórczej Romy Doniec-Krzemień, założycielki zespołu, kierownika, opiekuna i aranżera, ale przede wszystkim Osoby o niezwykłej charyzmie, fantazji, zaangażowaniu i umiejętności przekazywania idei patriotyzmu, hierarchii wartości tej wspaniałej młodzieży. Koncert był piękny – na scenie pojawiła się Roma i wkrótce z różnych stron zaczęli wchodzić grający na instrumentach członkowie zespołu, od sześciolatków „w górę”, ubrani w piękne kolorowe ludowe stroje. Po powitaniu nastąpiła lekcja historii Polski w piosence, którą rozpoczęła Rota – publiczność wstała i śpiewaliśmy wszyscy; wzruszenie nie do opisania! Po wielu piosenkach w tej „lekcji” na ekranie pojawiali się kolejni członkowie zespołu i mówili o swojej drodze, o przeżyciach, podróżach (szczególnie o Kresach, gdzie chcą jak najczęściej wracać) i o Pani Romie, jakże ciepło, z wdzięcznością i z wielkim uznaniem dla Jej starań. Słowa, które płynęły, świadczyły także o tym, jak bardzo jest im bliska. I dalej – podróże – kolejne miejsca w Polsce i w Europie, ilustrowane muzyką – zachwycały solistki i soliści, a także cały zespół. W tej części był też – jak Roma to określiła – Kącik Lwowski, dla nas szczególnie wzruszający. Na koniec, specjalnie dla publiczności, utwór aranżowany na motywach muzyki Fryderyka Chopina.
I wreszcie nastąpił czas pięknych życzeń, gratulacji, słów uznania i wdzięczności. Nie miał końca „korowód”, rozpoczęty przez pana dyrektora Stanisława Dziedzica, który odczytał list gratulacyjny od prezydenta Majchrowskiego, a także podarował od niego wielki klucz do wszystkich zamków w mieście (tu komentarz Romy: „nie wie, co zrobił”). Podziękowania i bukiety kwiatów płynęły od wszystkich, a piękne było to, że to, co zdarzyło się na tej scenie, było prawdziwe, szczere i serdeczne. Na koniec owacje, oczywiście na stojąco, i STO LAT; śpiewała cała sala. Uroczystość była piękna, wzruszająca, ale równocześnie zobaczyliśmy, ile można osiągnąć, gdy podaruje się innym swój TALENT i czas i porwie się za sobą dzieci i młodzież, a do współpracy – różnych Ludzi Dobrej Woli (m.in. ze Stowarzyszenia Przyjaciół Zespołu Promyki Krakowa).
Na tak piękny Jubileusz trzeba sobie zasłużyć, a Roma niewątpliwie oddała swój wielki Talent, a także Czas i Serce dla Wielkiej Sprawy – niepowtarzalnego zespołu „Promyki Krakowa”.
Z podziwem i wzruszeniem
Anna Stengl