Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Wanda Majchrzycka, ŁAGIER NOWA IWANOWKA, STACJA KOLEJOWA MARYŃSK

Zostałam aresztowana 8 lutego 1940 roku przez lwowskie NKWD za przynależność do organizacji wojskowej. Pierwsze dwa miesiące przesiedziałam w więzieniu śledczym przy Zamarstynowskiej, a po rozprawie sądowej, która odbyła się w Hotelu Krakowskim w dniach 11–12 kwietnia 1940, całą naszą grupę przeniesiono do Brygidek.
13 kwietnia nastąpiła wielka wywózka w głąb Rosji, kiedy to wywieziono moich rodziców i młodszą siostrę oraz ciotkę Izę, emerytowaną nauczycielkę, ponieważ wywożono rodziny aresztowanych, inteligencję, rodziny wojskowych, policjantów itd.
Z Brygidek olbrzymim transportem więziennym wieziono nas we wrześniu przez Charków, Czelabińsk za Ural. Podróż trwała około miesiąca. Za Nowosybirskiem, w Maryńsku, znajdował się łagier rozdzielczy, skąd rozsyłano więźniarki po okolicznych łagrach. Tam rozdzielono naszą grupę, zostałam z Olgą Banszel, którą znałam z konspiracji. Olga była studentką medycyny, we wrześniu 1939 r. miała „przydział” kontaktowania się z gen. Spiechowiczem. Generał ukrywał się w klinice. Aresztowano ją w październiku ’39. Z Maryńska ciężarówkami przewieziono nas do łagru Nowa Iwanowka, gdzie było tzw. „sielskie chaziajstwo”, czyli łagier rolniczy.
Przydzielono nas z Olgą do jednego baraku. Cały łagier nie był duży – trzy baraki i dwie ziemianki, razem około 500 kobiet; wszystkie siedziały za „kontrrewolucję”. Były też tam Polki – obywatelki sowieckie, które aresztowano w 1937 r. Przeważnie miały wyroki po 10 lat. Jak nabrały do nas zaufania, opowiadały, że w 1937 roku miała być wojna polsko-bolszewicka i Stalin kazał aresztować wszystkich Polaków.
Tam też spędziłyśmy pierwsze, ale i ostatnie – chwała Bogu – święta Bożego Narodzenia. Dzień ten nie różnił się niczym od zwykłych smutnych dni. Smutnych, bo żadna z Polek nie miała wiadomości od swoich najbliższych, nie wiedziałyśmy, co się dzieje na świecie. W tym baraku, gdzie mieszkałyśmy, było kilka Polek z naszego transportu. Składałyśmy sobie życzenia, łamiąc się czarnym, ciężkim chlebem, życząc sobie zdrowia i szybkiego powrotu na wolność, wiadomości od najbliższych. I pomimo przygnębienia i smutku nie wierzyłyśmy, że miałybyśmy odsiedzieć cały wyrok. Odwiedziłyśmy też inne Polki z naszego transportu w innych barakach. Pocieszałyśmy się nawzajem, któraś pamiętała proroctwa z Tęgoborzy, miałyśmy nadzieję, że może coś się sprawdzi. I rzeczywiście, 31 sierpnia 1941, po tzw. amnestii, wyszłyśmy na wolność.

1941 Tiki Bułak – Urdżar
Po zwolnieniu w administracji łagru dostałyśmy dokumenty, 3 kg chleba, 1 kg ryby i 60 rubli oraz bilet kolejowy docelowy.
Miałam adres rodziców, więc zdecydowałam, że do nich pojadę. Olga też prawie w ostatniej chwili dostała adres matki i sióstr. Ojciec jej, pastor Wojsk Polskich w randze kapitana, również był aresztowany, ale ślad po nim zaginął.
Jechałyśmy razem z Olgą do Semipałatyńska chyba trzy dni. Ona tam wysiadła, bo tam była jej rodzina. Ja pojechałam dalej, może dwa dni dłużej, już nie pamiętam, do stacji Ajaguz, a stamtąd na fermę Tas Bułak, gdzie byli moi rodzice i siostra. Muszę dodać, że byłam pierwszą osobą przybywającą z łagru do tego sowchozu. Jesienią wszyscy Polacy uciekali z tego sowchozu do miasteczka powiatowego – Urdżar. Tam powstała polska delegatura i czuło się jakąś opiekę polskich władz. My też tam się przenieśliśmy. Tam była nasza wigilia.
Mieszkaliśmy u Rosjanki – matki z córką Tasią, której mąż był na froncie, w jednym pokoju, bo cała ta chata – lepianka – miała tylko przedsionek, w którym było palenisko do pieca stojącego w jedynym pokoju; pokój ten był wszystkim: i kuchnią, i jadalnią, i sypialnią. Nasze gospodynie dorabiały w ten sposób, przyjmując lokatorów do swego ciasnego domu.
Przytaczam tu wspomnienia mojej siostry Ali:
Wigilia z opłatkiem, zaoszczędzonym z któregoś z listów sprzed roku, ze Lwowa… Jak strasznie dawno! Już w minionej epoce: przed wojną między naszymi ościennymi sąsiadami!
Czekał na nas stół wigilijny: autentyczny stół! Życzenia składane sobie i przesyłane myślami i sercem wszystkim naszym. Serdeczna modlitwa o przetrwanie, o życie, o powrót i spotkania, o pokój. Zadumanie: Co u nich wszystkich? Jak z nimi? Pod każdym względem… Gdzie są, z kim…? To samo o Cioci Izie, która pozostała w Tas Bułaku, samotna… Jak ciężko…
Jak szczególnie odczuwa się nostalgię i bezdenny niepokój w te rodzinne święta. Ile wspomnień! Przytłaczają i równocześnie zdają się podpierać nas swym istnieniem, wzmacniać w usilnej woli przetrwania.
Usiedliśmy przy stole (jak nigdy), bo to święto. Była ta namiastka tradycji: pierogi. I wrzątek. I ten nastrój… Zaczęłyśmy z Wandą śpiewać kolędy. Rodzice dołączyli, a chociaż mizernie to wypadło, nawet babuszka rozumiała, a i Tasia się domyślała powagi chwili: oto Polacy obchodzą Święta.

Khanaquin
W maju 1942 roku wstąpiłyśmy z siostrą do Pomocniczej Służby Kobiet w Guzar, w Uzbekistanie. W sierpniu była ewakuacja wojska do Iranu. Następnym miejscem postoju był Irak i tam zastały nas Święta Bożego Narodzenia.
Moja siostra dostała przydział do saperów w Kizyl Ribat jako świetliczanka, a ja do szefostwa Budownictwa i Kwaterunku w Khanaquin. Pracowało nas tam cztery ochotniczki – zaprowiantowane byłyśmy w kasynie oficerskim i tam byłyśmy na wigilii. Już nawet nie pamiętam menu, ale chyba był barszcz i ryba. Dzieliliśmy się opłatkiem, życząc sobie szybkiego powrotu do kraju… Najbardziej pamiętam pasterkę o północy. Na pustyni był ustawiony ołtarz polowy przybrany nie choinkami, ale palmami. Nad nami ciemne niebo, gwiazdy, a palące się na ołtarzu świece migały na wietrze. Śpiewaliśmy kolędy, ale myślami każdy był daleko. Takiej pasterki i takiego otoczenia się nie zapomina…


Wanda Majchrzycka z d. Bober (1918 Lwów – 2006 Kraków). Życiorys napisany przez jej siostrę Alicję zamieściliśmy w CL 2/07, zaś zdjęcie obu sióstr z Palestyny (po opuszczeniu Związku Sowieckiego) w CL 3/06.