Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Stanisław S. Nicieja, CHODORÓW I CHODOROWIANIE CUKROWE MIASTO I JEGO OBYWATELE

Chodorów leży na przecięciu dwóch ważnych linii kolejowych – ze Lwowa do Stanisławowa i z Tarnopola do Stryja. Ta krzyżówka szlaków komunikacyjnych dała siłę witalną miasteczku położonemu na bardzo żyznych polach pszenno-buraczanych, w zupełnie bezleśnej okolicy.
Właściciele cukrowni w Chodorowie, księstwo Róża, Eugeniusz i Stefan Lubomirscy z dziećmi i bonami na spacerze, rok 1903
Lokalizacja Chodorowa robi wrażenie: miasto jakby leżało na półwyspie, bo od wschodu i południa otaczają go rzeka Ług i rozległy staw, którego południową granicą jest grobla przecięta kilkoma przepustami. W stawie, który bronił od południa przed najeźdźcami, od wieków hodowano ryby. Stąd do dziś w herbie tego miasta jest rybak z siecią na tle wodnego rozlewiska. Według dokumentów historycznych pierwszymi właścicielami miasta byli Chodorowscy. Ostatni z tego rodu, Aleksander Chodorowski, podkomorzy lwowski (zm. 1694) rozpoczął tam budowę dużego kościoła, którą ukończył Franciszek Cetner, prawny spadkobierca tych dóbr. Później miasteczko było własnością Rzewuskich i Lanckorońskich.
Gdy upadła Rzeczpospolita, upadł też Chodorów. Zaborcy – Austriacy – ode­brali mu prawa miejskie i dopiero powstanie wspomnianego węzła kolejowego i dużej stacji przeładunkowej na początku XX wieku podniosło Chodorów z upadku. W tym czasie baron Karol de Vaux (mąż Elżbiety Lanckorońskiej) wybudował tam pałac w stylu włoskiej willi, który niestety został spalony przez wojska rosyjskie (carskie) w roku 1915. Ostatnim polskim właścicielem dóbr chodorowskich był usynowiony siostrzeniec Leona de Vaux – Eugeniusz Lubomirski de Vaux, który podczas II wojny światowej był adiutantem gen. Andersa. On to w latach 1932–1933 wybudował w Chodorowie nowy pałac w stylu art deco, który szczęśliwie dotrwał do naszych czasów. W 1939 roku Chodorów liczył 10 tys. mieszkańców, z czego połowę stanowili Żydzi. W czasie wojny wymordowali ich Niemcy.
Polscy mieszkańcy Chodorowa, którzy przeżyli wojnę, wygnani na zachód, rozproszyli się po całym świecie. Najwięcej ich osiadło na Śląsku, przeważnie w Chybiu, Raciborzu, Lewinie Brzeskim, Otmuchowie i Baborowie, bo tam były cukrownie, a przedwojenny Chodorów słynął z jednej z największych w Europie cukrowni, produkującej krystalicznie biały, rafinowany cukier w kostkach.
Jak ważny był cukier w dziejach tego miasta, świadczy fakt, że Chodorów był chyba jedynym na świecie miastem, gdzie wzniesiono pomnik... burakowi cukrowemu. Dwa barokowe putta wznoszą do góry potężnego buraka, więcej – tulą się do niego z miłością.
Chodorowianie tęsknili za swym miastem urodzenia, co znalazło odbicie w licznych wspomnieniach i wierszach, które zebrał wybitny chemik, prof. Antoni Mieczysław Dancewicz, autor dwóch świetnych książek o jego mieście rodzinnym. W jednym z cytowanych tam wierszy chodorowianka, poetka Justyna Holm pisała z nostalgią:

Szukam Chodorowa
Na półkach, na mapach, na zdjęciach...
A znajduję go w sobie
Na rozwidleniu tęskno
Pod wodospadem krain szczęśliwych (...)
Na stacji cukru i chińskich bzów

Widok zabudowań cukrowni  w Chodorowie, lata międzywojenne
SŁAWNA CUKROWNIA
Stereotyp o polskich kresach sugeruje, że były to obszary rolnicze, a ludność utrzymywała się głównie z uprawy ziemi. Plony były niskie, a ziemiaństwo żyło dostatnio, budowało pałace i dwory tylko dzięki temu, że dysponowało ogromnym areałem oraz bogatymi w drewno lasami. Dochody czerpało głównie z gorzelni, tartaków i młynów.
Jak każdy stereotyp i ten zawiera uproszczenia i karykaturyzuje rzeczywistość, bowiem na kresach istniały duże zakłady produkcyjne, jak choćby największa i najnowocześniejsza swego czasu w Europie rafineria ropy naftowej „Polmin” w Drohobyczu, Fabryka Papierosów i Cygar w Zabłotowie, bekoniarnia w Złoczowie (zasypująca swymi wyrobami mięsnymi Anglię) czy wspomniana już cukrownia w Chodorowie.
Winę za wyparcie ze świadomości Polaków istnienia polskiego przemysłu na kresach ponosi polska historiografia, zajmująca się ciągle – jak mantrą – wojnami, awanturami politycznymi, martyrologią, liczeniem ofiar, blizn i urazów. Pomija się biografie budowniczych oraz kreatorów życia gospodarczego. Może kiedyś nauczymy się cenić ludzi pracy organicznej, codziennego mozolnego budowania swej pozycji materialnej i intelektualnej; pragmatyków, ludzi z wyobraźnią i odpowiedzialnością za swoje czyny, budujących warsztaty pracy oraz fabryki dla siebie i innych. Gdyby nie było takich postaci w naszej historii, naród musiałby wybrać się w całości na emigrację zarobkową.
Takim przykładem mogą być właśnie dzieje jednej z największych w Europie cukrowni w Chodorowie. Historia tego przedsiębiorstwa jest nie mniej fascynująca niż potyczka militarna czy jakiś spisek polityczny. Oto krótki rys tego przedsiębiorstwa.
W roku 1912 syn księżnej Elżbiety Lanckorońskiej oraz austriackiego marszałka de Vaux, hrabia Jan Zamoyski i inżynier Bronisław Albinowski założyli spółkę Towarzystwo Akcyjne Chodorów z zamiarem zbudowania cukrowni. Byli to ludzie z wyobraźnią, przypominający słynną trójkę z Ziemi obiecanej (Borowiecki, Baum, Welt). Pomysł przekuli błyskawicznie w czyn. Wzięli kredyt w banku lwowskim, zatrudnili na stanowisku dyrektora Towarzystwa inż. Stanisława Kremera (1876–1935) – zdolnego i doświadczonego cukrownika po studiach technologicznych w Wiedniu i praktykach w cukrowniach Czech, Moraw i Niemiec, a projekt samej cukrowni zamówili u cenionego architekta czeskiego Macieja Blacha, który miał już w swoim dorobku cukrownie wybudowane w Rumunii, Włoszech i Bułgarii.
Maciej Blach wykonał projekt w ciągu dwóch miesięcy. Tempo budowy cukrowni może jeszcze dziś imponować, bo po roku – jesienią 1913 r. – fabryka była już gotowa i przerabiała buraki z pól wokół Chodorowa na świeży, krystalicznie biały cukier. Produkcja szła bezawaryjnie, bo sprawdziły się nowoczesne maszyny zakupione w zakładach Skody w Pilźnie. Fachowość polskich inżynierów, obfite plony buraków i dobra organizacja produkcji rokowały jak najlepiej nowoczesnej cukrowni. Ale rok później wybuchła I wojna światowa.
We wrześniu 1914 roku Chodorów zajęli Rosjanie i od razu zrabowali cały zapas cukru z magazynów oraz wymontowali urządzenia fabryczne. Gdy kilka miesięcy później w połowie 1915 roku musieli z Chodorowa uciekać, wysadzili w powietrze potężny, dominujący nad miastem, 65-metrowy komin cukrowni i podpalili główne budynki fabryczne.
Mimo tych strat spółka natychmiast po wycofaniu się Rosjan przystąpiła do odbudowy cukrowni. Nie zdążono jej uruchomić, bo fabrykę zajęła armia austriacka i stacjonując tam 15 miesięcy, zamieniła budynki w koszary. Na wiosnę 1918 roku spółka przystąpiła ponownie do odbudowy cukrowni. Ale musiała przerwać prace, bo w listopadzie 1918 r. Chodorów zajęły z kolei wojska ukraińskie, wyparte jednak przez Polaków w połowie 1919 roku. Szybko uruchomiono zakład, ale rok później Chodorów zajęły wojska bolszewickie, które stacjonowały tam dwa miesiące, też grabiąc, co się dało.
Czas spokoju nastał dopiero w latach 1921–1939 i wówczas kierownictwo cukrowni pokazało w całej pełni swe talenty organizacyjne. Czy to nie jest bohaterstwo? Nie załamywać się, nie rezygnować z działania pomimo ekstremalnie trudnych warunków, niepewności jutra i grabieży majątku. Właściciele cukrowni nie zrażali się, mimo że przedsiębiorstwo było przez 6 lat niszczone przez wojska najeźdźcze niczym drzewo, któremu ciągle przycina się wierzchołek i amputuje gałęzie. Należy podziwiać, że w tych niesprzyjających okolicznościach udało się stworzyć w Chodorowie jeden z najnowocześniejszych zakładów cukrowniczych w Europie. Wzniesiono potężne zabudowania o niebanalnej architekturze, stworzono całą sieć socjalnych udogodnień dla załogi cukrowni, w tym specjalne osiedle mieszkaniowe – od nazwiska pierwszego dyrektora Stanisława Kremera – zwane „Kremerówką”. Dla pracowników stworzono klub towarzyski, salę muzyczną i teatralną, czytelnię, założono orkiestrę fabryczną. Dla dzieci i zatrudnionej młodzieży założono park sportowy z boiskiem, lodo­wiskiem, strzelnicą i kortami. Cukrownia utrzymywała 10 km własnych dróg bitych. Zakładała szkoły w okolicznych wsiach i budowała tam domy ludowe. Był to jeden z najbardziej rozwiniętych, twórczych ośrodków przemysłowych II Rzeczypospolitej.
Jednym z wybitnie zasłużonych dyrektorów dóbr cukrowni – żyznych pól buraczanych, których areał w 1929 roku liczył ponad 7 tys. hektarów – był inż. Lucjan Rydel, syn poety młodopolskiego, znanego powszechnie dzięki Weselu Wyspiańskiego.

CHODOROWSKI SCHINDLER
Dyrektorem cukrowni w Chodorowie w latach 30. XX wieku, który doprowadził ją do rozkwitu, był Adam Korwin-Piotrowski – wizjoner o zadziwiających zdolnościach organizacyjnych i wielkich kompetencjach. On to m.in. wybudował rurociąg o długości 31 km, którym popłynął gaz ziemny z Daszawy do Chodorowa, dzięki czemu przestawił produkcję cukrowni z opału węglowego na gazowe, chroniąc środowisko naturalne miasta. Jego biografia jest fascynująca, a jego fachowość uszanowali nawet bolszewicy, którzy zajęli cukrownię we wrześniu 1939 r., a później Niemcy, którzy po usunięciu bolszewików wykorzystywali produkcję cukrowni dla swoich potrzeb.
Nawet podczas tych obu okupacji, gdy wokół szalał terror i niszczono wszystko co polskie i żydowskie, Piotrowski był dyrektorem. Ochraniał polską młodzież przed wywózką na przymusowe roboty do Niemiec. Częstokroć zdarzało się, że ratował też Żydów, wydając świadectwa „niezbędności dla cukrowni”. Spełniał rolę podobną jak Oskar Schindler w Krakowie, spopularyzowany w słynnym filmie Stevena Spielberga. A gdy Niemcy, przeczuwając, że zostaną usunięci przez Armię Czerwoną z Chodorowa, zaczęli w 1944 roku rozmontowywać maszyny z linii produkcyjnej, by wywieźć je na zachód, Piotrowski spowodował, że najcenniejsze elementy, w tym wieże rektyfikacyjne, przetransportowano nie do Niemiec, a w okolice Kazimierzy Wielkiej na przechowanie. Później, gdy na mocy traktatu poczdamskiego Polska uzyskała Racibórz, spowodował, że maszyny te zawieziono do tamtejszej, ogołoconej przez Sowietów poniemieckiej fabryki Huckla i ruszono z produkcją cukru dla Polski. Wieże rektyfikacyjne instalowano w Raciborzu pod osobistym nadzorem dyrektora Piotrowskiego i jego bliskiego współpracownika, dra Jana Kovacsa – szefa produkcji „Butanolu” w Chodorowie. Piotrowski spowodował też, że liczni inżynierowie i pracownicy z Chodorowa osiedli w Raciborzu i tam kontynuowali swą pracę.
Adam Piotrowski na krótko objął też w roku 1946 funkcję dyrektora Zjednoczenia Przemysłu Cukrowniczego i czuwał nad odbudową cukrowni w Chybiu, Otmuchowie, Lewinie Brzeskim, Baborowie oraz Pszennie pod Świdnicą. Niestety w okresie stalinizmu władze PRL oskarżyły go o szpiegostwo i nie biorąc pod uwagę jego zasług i kompetencji, wtrąciły do więzienia, po wyjściu z którego, złamany psychicznie, nie wrócił już do pracy. Zmarł w zapomnieniu w 1960 roku. […]
Powyższy tekst, tu nieco skrócony, wejdzie – podobnie jak tekst o Jaremczu, Worochcie i Storożce w poprzednich numerach CL – w skład nowej książki, którą przygotowuje prof. Stanisław S. Nicieja. Książka ukaże się niebawem, a tymczasem Autor nadesłał nam kilka rozdziałów z zezwoleniem na ich wykorzystanie w naszym kwartalniku. Bardzo dziękujemy!
 
 Kościół po przebudowie przez sowietów
Kościół po przebudowie przez sowietów
 
Kościół parafialny w Chodorowie