Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

TARNOPOLANIE CHCĄ SIĘ SPOTYKAĆ

Byli mieszkańcy dawnego województwa tarnopolskiego spotkali się na swoim dorocznym, już XXVI Zjeździe. Po raz drugi w Krzeszowicach w ośrodku „Vincentinum” należącym do Księży Misjonarzy. Ośrodek ten, położony tuż obok dość zaniedbanego parku Potockich*, kontrastuje z parkiem przy Vincentinum swoim zadbanym otoczeniem, ale nic dziwnego, skoro sam ksiądz Dyrektor chwyta za kosiarkę i zajmuje się pielęgnacją roślinności, która tyle uroku dodaje samemu ośrodkowi.
Tak jak i poprzednie dwa zjazdy, również tegoroczny zorganizował Klub Tarnopolan przy TMLiKPW w Krakowie. Organizatorzy, choć w okrojonym ze względu na wiek i choroby składzie, dali z siebie wszystko, aby i ten Zjazd był udany i dobrze zapisał się w pamięci uczestników. I chyba tak było.
Uczestnicy zaczęli zjeżdżać się w sobotę 2 czerwca – ten pierwszy dzień nie obfitował w atrakcje. Trzeba było pozwolić uczestnikom wypocząć po podróży, a warto zaznaczyć, że Tarnopolanie ciągnęli do Krzeszowic z całej Polski – ze Szczecina i Torunia, z Poznania i Warszawy, z Opolszczyzny, Górnego i Dolnego Śląska, czyli ze wszystkich tych miejsc, które po wygnaniu z ziemi ojców i dziadów stały się ich nową Małą Ojczyzną.
Drugi dzień, niedziela. Rano wyruszamy do Opactwa Ojców Benedyktynów w Tyńcu.
Zaczynamy od cmentarza, gdzie uczestnik Zjazdu i kapelan Tarnopolan, ks. Józef Marfiany odnajduje grób swojego tarnopolskiego katechety – ks. Franciszka Małaczyńskiego, który po ekspatriacji wstąpił do zakonu benedyktynów i zmarł w Tyńcu w 2009 r. Uczestniczymy we mszy św. z udziałem wszystkich zakonników. Ta msza robi wrażenie, szczególnie śpiewy! Po mszy zwiedzanie krużganków i muzeum opactwa. I jeszcze jeden „palec Boży” – uczestniczka naszego Zjazdu, córka tarnopolanina, pianistka Joasia zwierza mi się, że jej kolega ze studiów w warszawskiej Akademii Muzycznej jest tutaj zakonnikiem i że chciałaby się z nim spotkać... No i co się okazuje? Ten jej kolega jest obecnie... opatem! Uwieczniam to spotkanie na zdjęciu.
 
W niedzielne popołudnie następna atrakcja Zjazdu. Występ filharmoników z Tarnopola. Wśród nich wicedyrektor tarnopolskiej Filharmonii, mający polskie korzenie i należący do Polskiego Towarzystwa Kulturalno-Oświatowego, Wasyl Irmijczuk. Przedstawia swoich artystów bardzo ciepło. O jednym z nich mówi, że to najlepszy tenor Ukrainy i rzeczywiście młody Ihor Hawryluk zachwyca wszystkich swoim głosem. Wspaniały to był występ, prawdziwa uczta dla oczu i uszu. Niedzielny wieczór zakończyliśmy wspólnym śpiewaniem (już bez udziału filharmoników) przy akompaniamencie naszej Joasi.
Poniedziałek jest dniem oficjalnie rozpoczynającym nasz Zjazd. Z Tarnopola dociera do nas ks. Andrzej Malig i razem z ks. Józefem w kaplicy Vincentinum koncelebrują dla nas mszę św. Jak co roku modlimy się w intencji tych Tarnopolan, którzy od ostatniego naszego spotkania od nas odeszli, a jest ich ponad dziesięcioro, wśród nich zmarła tuż przed naszym Zjazdem druhna Jolanta Kowalenko, która w Tarnopolu prowadziła harcerstwo, a która jeszcze dwa lata temu była naszym gościem na zjeździe w Dobczycach. Co teraz będzie z osieroconymi harcerzami w Tarnopolu?
Po obiedzie część oficjalna Zjazdu. Ponieważ patronatu honorowego udzielił nam marszałek województwa małopolskiego – pan Marek Sowa, zaszczyca nas swoją obecnością jego przedstawiciel – kierownik Zespołu Współpracy Międzynarodowej, pan Rafał Kocot, z którym nasz tarnopolski gość, prezes PTKO pan Piotr Friz długo rozmawia. Mamy nadzieję, że ta rozmowa przyniesie efekty w postaci konkretnej współpracy.
Drugim naszym patronem honorowym jest burmistrz Krzeszowic, bardzo nam przyjazny pan Czesław Bartl. W krótkiej prezentacji przedstawia nam najnowsze osiągnięcia gminy. Dużo tutaj zrobiono od poprzedniej naszej bytności. My szczególnie podziwialiśmy (wycieczka przed obiadem) nowo, tuż przed naszym Zjazdem otwarty, zrewitalizowany Rynek w Krzeszowicach.
Następują dalsze wystąpienia. Słuchamy z ciekawością wypowiedzi ks. Andrzeja o tym, co słychać w parafii w Tarnopolu, i cieszymy się, że otoczenie konsekrowanego w 2008 r. kościoła parafialnego pięknieje dzięki stawianemu obecnie ogrodzeniu, że w kościele odbywają się też msze św. w języku angielskim (głównie studenci z Czarnego Lądu), że nastąpiło zacieśnienie współpracy między parafią a Towarzystwem Kultury Polskiej. Potwierdza to następny nasz gość, prezes Towarzystwa – Piotr Friz. Mówi też o bolączkach Towarzystwa, a mianowicie zbyt małym lokalu, w którym Towarzystwu przyszło funkcjonować. Dobrą stroną jest fakt, że siedziba jest w samym centrum miasta, ale to przecież nie wszystko. Jeśli uda się otrzymać większy lokal, to z pewnością będzie to dalej od centrum. Cieszy fakt, że nauka języka polskiego ma miejsce, ale jest to tylko nauka języka (uczy go miejscowa Ukrainka), natomiast nie ma nacisku na historię czy kulturę polską. Może gdyby przyjechała nauczycielka z Polski...?
Na koniec zabierają głos przedstawiciele różnych środowisk tarnopolskich w Polsce. Niestety formalnie istnieją tylko cztery Kluby Tarnopolan działające w ramach TMLiKPW – Opole, Żary (niestety nikt z Żar nie przyjechał, a wiemy, że tam działają bardzo prężnie), Warszawa – Klub Podolan, i Kraków. Z wypowiedzi wynika, że nigdzie nie jest dobrze, naturalną koleją rzeczy zaczyna brakować sił i zdrowia, a młodsi się nie angażują. Dlatego też spotkania często przeradzają się w już tylko spotkania towarzyskie.
W poniedziałkowy wieczór następna atrakcja. Tym razem bardzo budująca! Zaprosiliśmy na nasz Zjazd dra Huberta Chudzię i jego zespół z Centrum Dokumentacji Zsyłek, Wypędzeń i Przesiedleń przy Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Oficjalnie Centrum zostało powołane w styczniu 2011 r., ale jego wcześniejsze dokonania są wspaniałe i napawają nadzieją, że dzięki zaangażowaniu tych młodych ludzi zdołamy jeszcze uratować od zapomnienia wiele dokumentów i wspomnień z tragicznych losów tułaczy naszego narodu, a co ważniejsze, że zdołamy tę wiedzę przekazać młodym. Jak można przeczytać na stronie internetowej Centrum: Celem Centrum jest ochrona przed zapomnieniem losów mieszkańców Rzeczypospolitej (w jej obecnych i byłych granicach) poddanych zsyłkom, wypędzeniom i przesiedleniom. Zadaniem, które sobie stawiamy, jest rozpowszechnianie wiedzy na ten temat wśród młodzieży szkolnej, studentów, społeczności lokalnych. Cele te będą realizowane poprzez projekty naukowe i edukacyjne oraz kształcenie. Na początku swojej działalności chcemy zebrać jak najwięcej relacji wspomnieniowych od świadków historii, szczególnie sybiraków oraz przymusowo wysiedlonych ze swych domów przez niemieckiego okupanta w czasach II wojny światowej. Docelowo swymi badaniami chcemy objąć okres przymusowych migracji – od konfederacji barskiej po czasy represji komunistycznych.
Podczas spotkania młodzi ludzie nie tylko mówili o swoich dokonaniach, ale też zaprezentowali nam dwa filmy doskonale ilustrujące ich zaangażowanie w to, co robią.

Na jednym z filmów zarejestrowano ich wyprawę do Afryki Wschodniej, gdzie w ciągu trzech tygodni nie tylko wykonali dokumentację fotograficzną, filmową i kartograficzną, ale też wyremontowali trzy polskie cmentarze tych, którzy po tragedii Sybiru czy Kazachstanu i wyjściu z nieludzkiej ziemi znaleźli spoczynek wieczny w ziemi afrykańskiej. Drugi film to wspomnienia sybiraków, którzy swoją tułaczkę zakończyli w Leicester (Anglia). Gdyby wyciszyć głos, mogłoby się wydawać, że ci uśmiechnięci, dobrze ubrani ludzie wspominają swoje dobre dzieciństwo i młodość. Niestety wszystkie ich wspomnienia wstrząsają swoim tragizmem.
To spotkanie na pewno głęboko poruszyło i wzruszyło uczestników Zjazdu. Dziękujemy więc serdecznie panu drowi Chudzi i jego młodym zapaleńcom, a jednocześnie apelujemy do tych z państwa, których udziałem były podobne losy, aby nawiązali kontakt z Centrum (31-005 Kraków, ul. Bracka 13/113 lub Fort Skotniki, 30-397 Kraków, ul. Kozienicka 24, tel. kom. 512 861 280, 512 243 463) i przekazali swoje wspomnienia lub dokumenty.
Wtorek to dzień wycieczek. O jednej z nich nie trzeba się rozpisywać. Po prostu pojechaliśmy do Krakowa. Atrakcją z pewnością było zwiedzenie Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego, potem był czas wolny i każdy mógł go wypełnić jak chciał. Po obiedzie natomiast pojechaliśmy do pobliskich Radwanowic, żeby zobaczyć i zapoznać się z działalnością Fundacji im. Brata Alberta. Pod nieobecność ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego po schronisku oprowadziła nas pani Barbara Latała. Opowiedziała o historii Fundacji, o budowie poszczególnych domów, o warsztatach terapii zajęciowej, o problemach, które musi pokonywać Fundacja. Największe wrażenie zrobiły na uczestnikach warsztaty terapii zajęciowej, gdzie z podziwem obejrzeliśmy to wszystko, co wykonali podopieczni. Niektóre z tych prac zadziwiały pomysłami, kolorami i niewątpliwie talentem artystycznym. Myślę, że ta wycieczka była równie wzruszająca i pouczająca, jak ważne w naszym życiu jest,  by być dobrym jak chleb.
Wtorkowy wieczór wypełnił nam krótki występ muzyczny młodzieży z krzeszowickiego Liceum im. Tadeusza Kościuszki. Miło było zobaczyć, że w małych ośrodkach nie brakuje talentów i młodzieży mającej różnorodne zainteresowania i chcącej się nimi pochwalić. Po tym wesołym preludium nastąpił czas trudny dla „zjazdowiczów”. Należało wybrać organizatorów następnego zjazdu. U tarnopolan krakowskich wystąpiło, używając terminologii inżynierskiej, „zmęczenie materiału” (organizowaliśmy trzy ostatnie zjazdy). Dyskusja była długa, ale jej konkluzją było to, że tarnopolanie dalej chcą się spotykać. Dla samego bycia razem! I dlatego postanowiliśmy, że następny zjazd będzie znowu w Vincentinum (przetarte szlaki są ważne!), bez atrakcji artystycznych czy wycieczkowych. PO PROSTU BĘDZIEMY ZNOWU RAZEM.
Anna Madej

* Toczy się proces o odzyskanie pałacu i parku przez rodzinę Potockich. Z rezydencji krzeszowickiej pod Krakowem wywodził się Andrzej Potocki (1861–1908), namiestnik Galicji we Lwowie, zamordowany przez Ukraińca M. Siczyńskiego.