Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Wertując wydawnictwa

W „Rzeczpospolitej” z 12–13 V ’12 znajdujemy obszerną opowieść Generał pod pręgierzem o gen. Stanisławie Sosabowskim i udziale jego 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej w największej w czasie II wojny światowej operacji powietrzno-desantowej aliantów na terenie Holandii, pod nazwą „Market Garden”, w maju 1944 roku.

 

Autor artykułu, P. Zychowicz, rozmawia z dwoma uczestnikami tamtej operacji, Józefem Wojdyłą (sybirakiem, rodem z Biłki Szlacheckiej k. Lwowa) oraz S. Kowalczykiem-Kowalewskim, dziś już ludźmi sędziwymi. Obaj, poza dramatyczną relacją o swoich przeżyciach w czasie bitwy pod Arnhem, opowiadają o swym dowódcy, generale Sosabowskim, o jego postawie, koncepcji taktycznej, dowodzeniu i doznanych skutkach przegranej przez aliantów operacji.

 

Anglicy własne złe przygotowanie i błędy przypisali Polakom, co zresztą było praktykowane przez nich niejednokrotnie. Po wojnie więc gen. Sosabowski został obwiniony o niepowodzenia operacji, a na przełożonych Generała wymuszono jego odwołanie. Podobnie zresztą postąpiono z gen. Sosnkowskim, w obawie przed kryzysem w stosunkach z Brytyjczykami. Było to nie tylko niesprawiedliwe, ale i bezprzedmiotowe, ponieważ już wtedy było wiadome, że Polskę „sprzedano” sowietom.

 

Po demobilizacji generał Sosabowski pozostał w Anglii, pracował prywatnie, żył niezwykle skromnie, cieszył się jednak szacunkiem dawnych podwładnych. Zmarł w 1967 r., jego zwłoki sprowadzono do Kraju i pochowano na Powązkach. Obecnie trwają starania o „rehabilitację” (!) Generała, jednak Anglicy nie mają zamiaru przyznawać się do własnego braku obiektywizmu.

 

Wypada przypomnieć, że gen. Stanisław Sosabowski pochodził ze Stanisławowa (ur. 1892).

 

 

Dostaliśmy – po kilku latach – numer 39 pisma „Przeszłość i Pamięć”, wydawanego przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Redaktorem naczelnym jest prof. Andrzej K. Kunert, sekretarz generalny ROPWiM, który objął tę instytucję po śp. Andrzeju Przewoźniku.

 

Omawiane pismo powołał do życia A. Przewoźnik, jednak po pewnym czasie przestało się ono ukazywać (pisaliśmy o nim w CL). Podjęte na nowo w obecnym układzie doszło już do nru 39. Otrzymany obecnie zeszyt robi bardzo dobre wrażenie: dużego formatu (A4), o ponad 250 stronach, kolorowe, z wieloma zdjęciami. Porusza tematy historii zarówno współczesnej, jak i dawnej. Są to wspomnienia o wydarzeniach i ludziach oraz informacje o sprawach aktualnych: uroczystościach, rocznicach, spotkaniach i imprezach, o ludziach zaangażowanych w utrzymanie pamięci i świadomości narodowej.

 

W omawianym numerze zwróciliśmy uwagę przede wszystkim na bogato ilustrowaną relację z opisem uroczystości odsłonięcia w Warszawie tablicy pamiątkowej ku czci Jadwigi Zarugiewiczowej (1878– –1968), symbolicznej Matki Nieznanego Żołnierza, który zginął w 1920 r. pod Zadwórzem w obronie Lwowa przed bolszewikami, a w 1925 r. został złożony w Grobie pod kolumnadą na placu Saskim (Piłsudskiego) w Warszawie. Pisaliśmy o tym w CL 1/12 i niniejszym – jako erratę do poprzedniego.

 

 Nie znaliśmy dotychczas czasopisma wydawanego przez Studenckie Koło Historyków Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, którego nry 13 i 14 z XI’11 i III’12 dotarły do nas ostatnio. Pismo nazywa się „Wehikuł Czasu”, a wymienione dwa numery zostały opracowane pod opieką dra Huberta Chudzi przez Centrum Zsyłek, Wypędzeń i Przesiedleń, o którym pisaliśmy w poprzednim numerze CL (3/12).

W obu ww. numerach pisze się zarówno o wyprawach studenckich organizowanych przez Centrum ZWiP, jak i ludziach, którzy w odwiedzanych krajach znaleźli się głównie na skutek zsyłek do republik sowieckich, a po zwolnieniu – osiadłych we wszystkich częściach świata, poczynając od Europy (głównie w W. Brytanii), aż po Australię i Oceanię. Tam przez dziesięciolecia – jeśli nie wrócili do powojennej Polski – biegnie (lub biegło) ich życie, tam działali i tworzyli. I tu można się bardzo wiele dowiedzieć o wywiezionych ze Lwowa i Małopolski Wschodniej (oczywiście także z innych regionów naszych Ziem Wschodnich).

 

 

Podróże grup studenckich zaczynają się od stron najbliższych. W nr. 13 czytamy o wyjeździe do Przemyśla i Lwowa. Młodzi ludzie poznali tam miasta, ich obiekty i zabytki, które wywiezieni musieli opuścić przed siedmioma dziesiątkami lat – sami ich przecież znać nie mogli. Poznanie tych miejsc stało się na pewno szczególną wartością w dalszym poszukiwaniu rozproszonych Rodaków.

 

 

Tym samym torem biegnie nr 14. Tu znajdujemy dwa opracowania historyczne: Przejęcie lotnisk Hureczko i Lewandówka w 1918 r. (K. Stasiak), Obrona Lwowa 1939 (M. Mroczek), Wielka wojna w Przemyślu czyli I oblężenie Przemyśla (K. Śmigielski) oraz Ślady przeszłości (K. Odrzywołek – o pozostałościach żydowskich).

 

 

W CL 4/12 (w analogicznym dziale, s. 55) zapropagowaliśmy miesięcznik „Historia”, związany ze znakomitym (wtedy) tygodnikiem „Uważam Rze”. Niestety do kultury wmieszała się polityka. W listopadzie ’12 usunięto naczelnego redaktora obu pism Pawła Lisickiego (wcześniej redaktora nacz. dziennika „Rzeczpospolita, również stamtąd usuniętego), a za nim samorzutnie odeszli publicyści, dzięki którym tygodnik zyskał rangę czołowego pisma społeczno-kulturalno-historycznego w naszym Kraju.

W tej sytuacji prosimy Czytelników o niebranie pod uwagę naszych wcześniejszych zachęt. Przepraszamy!

 

Świetny prezent dla wnuków: pani Anna Kubajak, która prowadzi własne wydawnictwo w Krzeszowicach k. Krakowa, przyniosła nam swoją najnowszą pozycję, a mianowicie książeczkę-albumik zatytułowaną: Malowanki lwowskie – jako pierwszą z zamierzonego cyklu. Przyznajemy się szczerze, że byliśmy tym zachwyceni, i to potrójnie: pomysłem, rysunkami do kolorowania, a przede wszystkim tekstami, które objaśniają te rysunki. Rysunki wykonała p. Joanna Dzierzbicka, teksty napisała sama pani Anna Kubajak. Oto próbka tekstów – najpierw tych dla rodziców:

 

 

Lwów to miasto bardzo ważne w historii Polski i zgodnie z hasłem SEMPER FIDELIS zawsze wierne. Pamięć o Lwowie należy kultywować i przekazywać następnym pokoleniom. Taki cel mają „Malowanki lwowskie”, dlatego też skierowane są do naszych najmłodszych.

 

„Malowanki lwowskie” bawią, a zarazem uczą. Pozwalają dziecku poznać miasto Lwów i jego okolice – zabytki, historię, stroje ludowe, zwyczaje. Zamieszczony w książce wiersz Władysława Bełzy „Katechizm polskiego dziecka” pomaga w budzeniu jego patriotyzmu.

 

 

Dzięki malowankom dziecko poznaje Lwów jako miasto piękne, ciekawe i sympatyczne – miasto, które warto polubić, zwiedzać i o którym trzeba pamiętać.

 

I objaśnienia do rysunków:

 

Dawno, dawno temu, kiedy Twój pradziadek i prababcia byli jeszcze dziećmi, Lwów był pięknym polskim miastem, w którym ludzie lubili żartować i śmiać się…

 

 

Rynek otoczony jest wokół pięknymi kamienicami. Na obrazku pokazane są niektóre z nich. Z pewnością widzisz, że mają one różne kolory. Pokoloruj według wzoru na rysunku. Zobaczysz, że będą wyglądać wtedy jeszcze piękniej.

 

 

Dwaj chłopcy, których widzisz na rysunku to lwowskie batiary – takie wesołe rozrabiaki, spryciarze. Przeskakując z nutki na nutkę poznasz imiona dwóch najsławniejszych batiarów. Występowali oni w radiu w „Wesołej Lwowskiej Fali”.

 

 

 

Chłopcy z wioski w rejonie Lwowa w opończach, nazywanych też świtą. Był to piękny, tradycyjny wiejski strój. Pokoloruj wizerunek pierwszego chłopca według kolorów pokazanych na drugim.

 

 

Takich tekstów o niewątpliwej wartości edukacyjnej jest dużo więcej.

 

 

Omawianą książeczkę można nabyć na zamówienie pod adresem: WYDAWNICTWO KUBAJAK, pl. F. Kulczyckiego 2, 32-065 Krzeszowice, tel. 12 282 62 65. Cena 1 egzemplarza wynosi 5,50 zł + koszt przesyłki.