Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Anna Modzelewska DZIENNIKARZ Z WOŁYŃSKIEGO RODU

PRZEDWOJENNE KRESY W REPORTAŻACH KSAWEREGO PRUSZYŃSKIEGO

Ksawery Pruszyński zostawił po sobie bogatą twórczość publicystyczną i literacką. Wśród niej jest wiele artykułów, opowiadań, książek, wspomnień, a także reportaży. Przez swoją zwięzłość, prostotę, precyzję pisania wyróżniał się na tle przedwojennej prasy. Pruszyński, wybitny dziennikarz i dyplomata, urodził się na Wołyniu, z czego był bardzo dumny. Bo to Kresy ukształtowały go jako człowieka i dziennikarza. Wielokrotnie podkreślał, podobnie jak Józef Piłsudski, że właśnie z terenów „obwarzanka polskiego” pochodzą najwięksi patrioci. Reporter podróżował po kraju i utrwalał obraz społeczeństwa oraz różne oblicza polskości. Jarosław Kurski zwraca uwagę w „Gazecie Wyborczej”, że czytając Pruszyńskiego, trudno nie dostrzec mieszaniny żywiołów w jego duszy: kresowej, stepowej, romantycznej, euforycznej, czupurnej.

Po latach Ryszard Kapuściński nazwał go jednym z prekursorów polskiej szkoły reportażu. Podkreślał, że to Pruszyński sprawił, iż reportaż stał się nie tylko produktem oka, ale również i umysłu. Jego dynamiczne relacje, zmysł obserwacji i plastyczne opisy do dziś oddziałują na wyobraźnię i wrażliwość czytelnika, przekazując obraz Kresów, problemy i mentalność mieszkańców oraz ich codzienne życie w sposób ciągle interesujący czytelnika.

 

Dzieciństwo na Kresach

Ksawery Pruszyński przyszedł na świat 4 grudnia 1907 roku w Wolicy Kierekieszynej, powiecie starokonstantynowskim na Wołyniu. Jego ojcem był ziemianin Edward Pruszyński, a matką Anna z Chodkiewiczów, rodu zasłużonego w wojnach, ale zubożałego. Dziennikarz wspomina swoje dzieciństwo w reportażu Na czarnym szlaku. Przedstawia prywatne przeżycia wraz z historią rodową, ukazując przy tym obraz kresowego, wielokulturowego społeczeństwa. Tworzy w ten sposób interesujący reportaż obyczajowy:

Przyszedłem na świat na rozdrożu światów i czasów, kultur i wiar, mów i ras, warstw i narodów, w grudniowy śnieżny dzień […].

Opisuje chronologię wydarzeń, historię swoich przodków, a także politykę rodową. Tłumaczy, dlaczego jego narodziny były tak bardzo oczekiwane:

Pruszyńscy byli skąpi, skąpi, skąpi, arcyskąpi. [...] Pierwsi Pruszyńscy, których skąpstwo zapisali pamiętnikarze kresowi, żyli jeszcze w w. XVlll. Dosłownie za króla Sasa. Od nich w sposób nieprzerwany ciągnęły się pokolenia wielkich skąpców, którzy ze skąpstwa zrobili metodę, system, zasadę i dewizę rodową.

Pruszyńscy dbali o to, żeby nie rozdzielać majątku rodzinnego, aby nie dostał się w niepowołane ręce. Wszystko dlatego, „by nie trwonić darów Bożych”, a także ze wskazań narodowych. Byli przeciwnikami rozdrobnienia polskich fortun, sprzedawania ziemi Moskalom i „kurczenia” stanu posiadania. Ksawery opisuje, iż wypłacanie posagu siostrom jego przodków stanowiło dla nich operację tak dotkliwą, że woleli je nakłaniać do staropanieństwa bądź pójścia do klasztoru. Jeśli już się zdarzało, że panna wychodziła za mąż, to wypłacali posag w złocie.

Przyrost naturalny w rodzinie Pruszyńskich stał się niebezpieczeństwem utraty majątku, statusu i zubożenia, któremu linia stanowczo się przeciwstawiała. W innych rodach szlacheckich nie przestrzegano takich zasad i po dwóch, trzech pokoleniach zamożność malała, a wraz z nią stopień kultury, poloru, znaczenia.

Taka polityka ograniczonej rozrodczości, starokawalerstwa i staropanieństwa doprowadziła jednak do odmiennego kryzysu. Oto na początku XX wieku Pruszyńscy sta­nęli przed widmem braku męskiego potomka. Dalsza rodzina zaczęła łakomić się na majątek, tak konsekwentnie zbierany przez pokolenia, doradzać, podsuwać kandydatów do usynowienia. Perspektywa tego, że praca wielu pokoleń może pójść na korzyść krewnych innego herbu i nazwiska, spędzała Pruszyńskim sen z powiek.

Aż naraz mój ojciec, niemal już w jagiellonowym wieku [...] ożenił się – pisze Pruszyński. – W tym wieku! – próbowali stękać gotowi do skoku krewni.


Po ślubie urodził się upragniony potomek, na którego woliccy chłopi czekali z taką niecierpliwością i zainteresowaniem. Czekali też stryjowie i inni członkowie rodziny, a w tym również i ci, którzy chcieli przejąć majątek. Ku zadowoleniu bliższej rodziny, a załamaniu dalszej, urodził się zdrowy syn, któremu dano imię Ksawery. „Nie darmośmy skąpili!” – orzekła wtedy z zadowoleniem rodzina.

Autor bez ogródek opisuje społeczeństwo wraz z jego wszystkimi przywarami. Po kolei prezentuje poszczególne grupy i warstwy społeczne. Podkreśla to, że Kresy były różnorodne, wielonarodowe, ale wszyscy żyli w zgodzie i harmonii. Zaznacza, że najmniej zainteresowani ojczyzną byli chłopi.

Pruszyński zwraca uwagę, że społeczeństwo kresowe, szczególnie szlachta, nie było antysemickie w takim stopniu jak inne regiony polskie. Autor pisze:

 

Żydostwo nie dyskwalifikowało. Natomiast Żydzi nie mieli wcale tego monopolu handlowego i finansowego, jaki zdobyli w bardziej antysemickich częściach Polski.

Zaznacza też, że to właśnie Żydzi obok Polaków stanowili jedyny bardziej oświecony element społeczeństwa. Chwali także zaradność polskiej szlachty, która na Kresach nie bała się robić interesów i miała smykałkę handlową:

Owa szlachta kresowa miała poza tym cechę, o której mało się wie: oto olbrzymi, niepospolity u Polaków, zmysł handlowy. Wielkie fortuny Jaroszyńskich, Szczeniowskich. Trzeciaków, Lipkowskich już nie z królewskich nadań jak: Potockich czy Lubomirskich [...] ale właśnie na wielkich biznesach.

Autor zauważa, że rdzenna ludność została przemieszana z innymi grupami narodowymi, często brutalnie i nieskutecznie zmuszanymi do asymilacji. Była to teza rozbrajająca oficjalny mit narodowej solidarności, kultywowany przez piłsudczyków i endecję.

Pruszyński zwraca uwagę również na walkę Kościoła katolickiego o utrzymanie się na prawosławnej Ukrainie. Opisuje ojca kapucyna Cyriaka Truszkowskiego, który jako jedyny kapłan został w miejscowym klasztorze. Kapucyn z ambony wytykał ludziom ich przewinienia. W dużej mierze miało to na celu wymuszenie ich współpracy i związku z Kościołem. Duchowny czuł się bowiem zagrożony na Wołyniu przez prawosławie i przybywającą liczbę cerkwi w pobliżu katolickich świątyń. W „Kulturze” sędziwego proboszcza nazwano „rozbitkiem na tratwie otoczonej morzem Prawosławia”. To właśnie od ojca Cyriaka Ksawery od najmłodszych lat uczył się patriotyzmu. Poznawał historię w czasie kazań, jeszcze zanim nauczył się pisać. Po mszach wszyscy spieszyli na plebanię na kawę. Ksiądz nigdy nie podawał herbaty, bo uważał ją za „trunek moskiewski”. Już nawet w takim drobnym geście przejawiała się niechęć do Rosji i asymilacji.

Spokojne dzieciństwo Ksawerego Pruszyńskiego nie trwało jednak długo. Podczas rewolucji w 1917 roku musiał razem z matką i młodszym bratem opuścić ojcowiznę. Anna wraz z Ksawerym i Mieczysławem uciekają pieszo z rodzinnego majątku przez oszalałą rewolucją Ukrainę. Najpierw chronią się w Niemirowie w domu księżnej Szczerbatów. Jednak zostają rozpoznani przez nacjonalistów ukraińskich należących do lokalnej watahy. W ostatniej chwili udaje im się zbiec pieszo w przebraniach. Właścicielka dworku nie ma takiego szczęścia, ukrywanie „Lachów’’ przypłaca życiem. Później znajdują schronienie w Żytomierzu, a następnie Krakowie.

Ksawery rozpoczyna naukę w żytomierskim gimnazjum, którą kontynuuje w gimnazjum jezuickim w Chyrowie. Po latach zaczyna studia prawnicze na UJ. W czasie studiów zostaje prezesem Akademickiego Koła Kresowego, a później prezesem krakowskiego oddziału „Myśli Mocarstwowej”.

Pruszyńskiego ciągnęło w rodzinne strony. Tęsknił za Kresami i swoją „małą ojczyzną’’. Po siedemnastu latach próbuje odnaleźć rodzinny dworek, ale mu się nie udaje. Posesja została zrównana z ziemią.

W reportażu Na czarnym szlaku tłumaczy symbolikę nazwy rodzinnej miejscowości. Pierwszy człon – podobnie jak Wola, Wólka, a na kresach Wolica – oznaczał wsie zakładane na pustkowiach, których właściciele byli przez jakiś czas zwolnieni z podatków.

Druga część – Kierkieszyna – odnosiła się do najstarszego, pamiętnego właściciela tamtych ziem – Kierkieszy, którego portret wisiał w lokalnej cerkwi. Był on Tatarem i przypominał Azję Tuhajbejowicza z opisów Henryka Sienkiewicza. Pruszyński podkreśla, że w rysach jego twarzy odnajdywał coś bliskiego:

 

Może dlatego, że nic i nikt z tej ziemi, nic, co się na jej historię złożyło, nie było mi obce. Może dlatego, że wiedziałem już wtedy, że w moich dziecinnych, nieuformowanych rysach jest już ten sam stygmat wschodni i kałmucki.

Dla Pruszyńskiego ta podwójna nazwa miała znaczenie symboliczne, oznaczała powiązanie Wschodu z Zachodem, Polski i stepu, Europy i Azji, łaciny i jarłyku, szyszaka i buńczuka.

Z dzieciństwa Pruszyński wyniósł pojmowanie Rzeczypospolitej jako wielonarodowego imperium.

Nie odraza do innych ludów, ale przeciwnie – pociąg. Nie traktowanie mniejszości narodowych jako „malum necessarium”, ale jako cennych, poszerzających moją ojczyznę, bogacących wspólny dom, składników.

Reporter tłumacząc, dlaczego spisuje wspomnienia swojego dzieciństwa, twierdził dobitnie, że takich dzieciństw jak jego bez wątpienia już nigdy nie będzie.

 

Przedwojenne Wołyń i Polesie

Ksawery Pruszyński podróżował po świecie, relacjonował i tłumaczył skomplikowane stosunkiKsawery Pruszyński, plutonowy podchorąży Brygady Podhalańskiej, Londyn, jesień 1940 r międzynarodowe. Nie zaniedbywał jednak też spraw i problemów polskich. Zwiedzał kraj metodycznie: od Śląska i Poznania, przez Łódź i Warszawę, aż po Kresy Wschodnie. Podczas tych wędrówek spostrzegł, że Polska, którą widzi, to wiele różnych krain rozdzielonych granicą dawnych rozbiorów. Zauważył, że polskość i patriotyzm w każdej części kraju ma odmienne oblicze. Pisał, że na Śląsku warstwą najmocniej związaną z ojczyzną są robotnicy, a na Kresach – ziemianie.

Jego cykl reportaży zawarty w Podróży po Polsce przedstawia przedwojenne Wołyń i Polesie. Już same tytuły mają znaczenie interpretacyjne dla tekstu: Był to niegdyś kraj bogaty..., Czarna księga niszczenia Wołynia..., Jak płonął Pińsk. Dokonania nauki, kultury, architektury zderza z beznadzieją końca lat 30., kiedy wszystko niszczeje, a ludzie zdają się nie pamiętać już o dawnej świetności narodu.

W reportażu o Kisielinie pisze, że w szesnastym i siedemnastym wieku mieszkali tam uczeni, którzy kontaktowali się z ośrodkami kulturowymi na zachodzie Europy. W małym miasteczku Kisielin funkcjonowała wyższa uczelnia. Wołyński szlachcic w XVII wieku, imć Ostafi Kisiel, tłumaczył na język grecki dzieła Tomasza z Kempis. Swoje prace słał później do Frankfurtu. Na Wołyniu drukarnia istniała już w XVI wieku. Z czasem rozkwitło też liceum w Krzemieńcu, w rzeczywistości uczelnia uniwersytecka, jedyna na ówczesnej Ukrainie, zlikwidowana po powstaniu listopadowym.

Jaki Wołyń ujrzał Ksawery Pruszyński w 1938 roku? Po dawnej potędze nie pozostało śladu. Nie ma już też dawnego uniwersytetu, drukarni i szkół. Dowiaduje się z broszury lokalnego polityka, że jeszcze 40 proc. dzieci wołyńskich nie jest ogarniętych szkołą. Wołyń, który przed paru wiekami dorównywał prawie Normandii, w 1938 roku był bliższy Abisynii.

Ostatnie ślady dawnej świetności niszczeją bezpowrotnie. Mury zamku Lubarta służą za podporę do ćwiczebnej instalacji straży pożarnej, na grobach dawnych kniaziów Wołynia i namiestników litewskich rosną fasola, buraki i pietruszka, które uprawiają żony komendantów. W zwierciadlanej sali jednej z najpiękniejszych rezydencji polskich Wiśniowca zrobiono kino, a w innej części kompleksu zamkowego urządzono umywalnię. Siedziba Wiśniowieckich i Mniszków nazywana była kiedyś Puławami Kresów. W 1938 r. w hallu stoją młockarnie, sieczkarnie, panuje nieład, a nad rokokowymi plafonami urządzono „ubikacje łaziebne”, niszcząc lewe skrzydło obiektu.

Podobnie jest też w innych miastach. Pruszyński odwiedził w czasie swojej wędrówki po Polesiu i Wołyniu takie miasta jak Porzecze, Korzec, Kisielin, Dawidgródek, Pińsk, Krzemieniec. W każdym dokumentował biedę, beznadzieję i niszczenie dawnych symboli świetności. Ówczesny budżet na renowację zabytków województwa wołyńskiego, które posiada szereg zamków, grodzisk, kościołów, klasztorów, przeważnie bardzo zniszczonych w czasie niewoli i wojny, wynosił 4500 zł. Na konserwację zamku Lubarta w Łucku, olbrzymiej twierdzy o doniosłym znaczeniu architektonicznym budownictwa krzyżackiego tamtych ziem, przeznaczono 200 zł. Na tym samym zamku magistrat utrzymuje szopy i instalacje straży ogniowej, wydatkując na to 250 zł. Dla porównania, Pruszyński za ręcznie robione buty zapłacił 20 zł.

To, co zobaczył na Wołyniu i Polesiu, porównuje do upadku cywilizacji Khmerów w Kambodży. Cywilizacja ta wyrosła niespodziewanie pośród puszczy azjatyckiej, daleko od jakichkolwiek innych cywilizacji. Później nagle tak samo szybko i tajemniczo jak się pojawiła, tak zniknęła. W ciągu kilkudziesięciu lat miasta i pałace zarosły dżunglą. Tak samo nagle odeszła kultura, przemysł i życie Polesia. Ci, którzy zawładnęli tym krajem, nie potrafili już jednak nowej cywilizacji wznieść, ani starej wskrzesić.

 

„Kresy są wszędzie takie same”

Pruszyński w reportażu W Belwederze wspomina swoje spotkanie z marszałkiem Józefem Piłsudskim. Miało ono miejsce podczas obchodów rocznicy nocy listopadowej w 1931 r. Ksawery zdaje relację ze spotkania, którą przeplata opisami wrażenia, jakie na nim sprawiał Marszałek – ma polską twarz, jest to też twarz szlachecko-sarmacka, o czystym kresowym typie. Zauważa również jego charakterystyczny, litewski, kresowy akcent. W trakcie spotkania Marszałek pyta Pruszyńskiego, skąd pochodzi. Na to dziennikarz odpowiada: – Z Ukrainy, Panie Marszałku. Byłem, gdy Pan Marszałek szedł na Kijów, mój kraj wyzwalać.

Dalej dialog toczy się tak:

 

Marszałek patrzy. Marszałek zrozumiał.

– Bo ja tak patrzę na Pana – ciągnie – i Pan ma twarz człowieka z moich stron... [...] Ale dla mnie Litwa czy Ukraina to kresy.

Mówię więc:

– Kresy są wszędzie takie same, Panie Marszałku.

– Tak i jest – przytakuje. – A śmiali się ze mnie ludzie, gdy mówiłem im, że Polska to taki obwarzanek; jej wszystko to po brzegach.

Tekst ten świadczy o wielkiej miłości i szacunku do Kresów, ale też o docenieniu zasług ludzi, którzy wywodzą się z tamtych ziem. Pruszyński czuje się dumny ze swojej przynależności i małej ojczyzny.

Dzieciństwo na Kresach odcisnęło piętno na dalszym życiu reportera, kształtując jego tożsamość i światopogląd. Sam Pruszyński wielokrotnie akcentował, że poglądy są kształtowane przez miejsce i atmosferę wychowania.

 

Podsumowanie

Często krytycy podkreślali związek Pruszyńskiego z Kresami i polskim patriotyzmem. Andrzej Kijowski pisał o nim „kresowy szlachcic”. Gotfryd Pyka i Janusz Roszko nazywali go „publicystą z ukraińskim piórem”, a Krzysztof Masłoń „pisarzem arcypolskim”.

 

Pruszyński był produktem kresowej kultury szlacheckiej, utożsamianej niegdyś z polskością. Z tego szlacheckiego wychowania wyniósł pamięć o współdziałaniu narodów i kultur w ramach jednej Rzeczypospolitej.

Godfryd Pyka, powołując się na Melchiora Wańkowicza i Jana Bielatowicza, pisał, że Pruszyński przynależał do „szkoły kresowej”, do której zaliczyć można trzech braci Bocheńskich oraz samego Wańkowicza. Podkreśla, że „szkoła kresowa” miała wiele zasług w polskim dziennikarstwie. Wydała wybitnych publicystów, pisarzy i działaczy politycznych, których wyróżniało poczucie własnej odrębności, wartości i poczucie misji. Dużą rolę w ich twórczości odegrała wrażliwość, która kształtowała się właśnie w młodzieńczych latach ich życia na Kresach.

Ksawery Pruszyński w swojej twórczości wiele miejsca poświęcał skomplikowanym sprawom Kresów. W 1939 r. napisał nawet książkę na ten temat i proponował ją wydawnictwom w Polsce. Nie zachowała się do naszych czasów, bo maszynopis zaginął gdzieś podczas wojny. Pruszyński kochał podróże. Wędrówki po nowej Polsce odbywał z podobną pasją jak po przedwojennej. Powracał też w rodzinne strony, na ojcowiznę. Jakaś wewnętrzna siła ciągnęła go na Kresy, które całe życie nosił w sercu.

Cóż za fantastyczny, cóż za niezwykły film biograficzny – napisał o nim Kazimierz Wyka. – Jak żył, wciąż niespokojny, ciekawy, niecierpliwy świata, tak też i zginął. Swoją ostatnią podróż odbył 13 czerwca 1950 roku. Prowadzony przez niego samochód wpadł pod ciężarówkę w okolicach Hamm w RFN. Dziennikarz zmarł w drodze do szpitala. Został pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie w pobliżu Bronisława Pruszyńskiego, ostatniego marszałka szlachty guberni wołyńskiej, któremu rządy carskie odebrały po powstaniu styczniowym ostatni wybieralny urząd szlachecki.

 

 

Anna Modzelewska, magister dziennikarstwa UJ, doktorantka w Instytucie Kultury Uniwersytetu Jagiellońskiego, dziennikarka, od czterech lat publikuje w „Gazecie Krakowskiej” oraz tygodniku „Polityka”.

 

 

Bibliografia podmiotowa:

K. Pruszyński, Wspomnienia, reportaże, artykuły, Warszawa 2000.

K. Pruszyński, Wybór pism, Warszawa 1989.

K. Pruszyński, Podróż po Polsce, [w:] Wybór pism publicystycznych, Kraków 1966.