Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

WSCHÓD I ZACHÓD

DZIEDZICTWO POLSKIEJ ­EMIGRACJI – CO DALEJ?

 

W tygodniku „Cooltura” (z 5 I 2013) wydawanym w Anglii w języku polskim (ale wcale nie będącym pismem polskim) znalazły się dwa – jako jedyne polskie – materiały:

–    relacja z debaty o powojennych losach polskich emigrantów w Wielkiej Brytanii, zatytułowana Polska poza Polską (oprac. P. Dobroniak), oraz

–    rozmowa z prof. Tomaszem Gąsowskim z Krakowa pt. Dziedzictwo polskiej emigracji nie może przepaść.

Oto fragmenty omówienia wypowiedzi prof. Gąsowskiego:

… Na ważną rolę instytucji stworzonych przez Polaków w Wielkiej Brytanii wskazał prof. Gąsowski. Wśród nich wymienił Instytut Józefa Piłsudskiego oraz Instytut Polski i Muzeum im. gen. Sikorskiego – instytucje o charakterze opiekuńczym oraz kombatanckie. Wspomniał też, że powstawały placówki edukacyjne, w których kulturę i język polski poznawały urodzone już na Wyspach dzieci emigrantów. W Wielkiej Brytanii funkcjonowało też harcerstwo polskie. – Szacuje się, że liczba uchodźców na Wyspach Brytyjskich wynosiła ok. 140 tys., a to tylko cząstka, bo ogółem liczba emigrantów po wojnie wynosiła ponad pół miliona…

… Niektóre z emigracyjnych instytucji naukowych przetrwały do dziś, np. Biblioteka Polska w Paryżu, w Londynie zaś Polski Uniwersytet na Obczyźnie [PUNO], Instytut Józefa Piłsudskiego oraz Instytut Polski i Muzeum im. gen. Sikorskiego, z kolei w Nowym Jorku – Instytut Piłsudskiego, a w Chicago – Muzeum Polskie. Na początku lat 90. XX w. planowano sprowadzić zbiory tych instytucji do Polski. Tak się jednak nie stało. Biorąc pod uwagę nieuchronne ubywanie opiekunów i strażników tego dziedzictwa, istnieje realne zagrożenie, że może ono przepaść. Obowiązkiem obecnie żyjącego pokolenia jest zapobiec temu.

 

*  *  *

 

I tu narzuca się nasz problem. Duża, może nawet ogromna część polskich emigrantów, jaka znalazła się w Wielkiej Brytanii po II wojnie światowej, pochodziła z naszych międzywojennych, a utraconych Ziem Wschodnich. Na Zachodzie znaleźli się – upraszczając – dwiema drogami: ci, którzy po klęsce wrześniowej wyszli z Polski poprzez Rumunię i dalej – przez pola bitew we Włoszech (Monte Cassino) i północnej Afryce (Tobruk); i ci, zagarnięci przez Związek Sowiecki – jeśli nie zginęli w Katyniu (i podobnych), deportowani lub skazywani na gułagi, a po zwolnieniu – przez Bliski Wschód (Iran, Palestyna, Indie, południowa Afryka) ciągnęli do Europy. Po wojnie jedni i drudzy rozbiegli się: osiedli w Wielkiej Brytanii, wyjechali do obu Ameryk i Australii albo wrócili do kraju.

Punktem centralnym polskiej emigracji wojennej pozostał jednak Londyn, a stwierdzenie to dotyczy w pełni środowiska z Ziem Wschodnich, w tym – nam najbliższego – wschodniomałopolskiego, z lwowskim na czele. Lwowiacy (i wszyscy inni z tamtych stron) skrzyknęli się po wojnie dość szybko, zakładając Koło Lwowian. Jednak swój „Biuletyn” zaczęli wydawać dopiero w roku 1960; ileś tam lat później jego nazwę zmieniono na „Lwów i Kresy”.

W Kole Lwowian i u jego członków – zwłaszcza działaczy, autorów itp. – zostało zapewne wiele dokumentów, materiałów (tekstów, ilustracji, fotografii, pamiątek) dotyczących zarówno działalności tej organizacji, jak i redakcji Biuletynu, który ukazuje się przez ponad pięćdziesiąt lat, ale również działalności osobistej wielu osób z tego środowiska. Po jakiejś ich części zostały rodziny – żony i mężowie w wieku mocno zaawansowanym; dzieci, a tym bardziej wnuki, nie zawsze zainteresowane...

 

Wzorem niech będzie Pani Włada Majewska, która swoje bogate, historyczne pamiątki przekazała przed śmiercią w kilka miejsc, m.in. do Muzeum Niepodległości w Warszawie.


KRESOWA KREW


Prawie pięć milionów Polaków ma ­związki z Kresami

W skali całego kraju co siódmy Polak deklaruje, że ma rodzica, dziadka lub pradziadka urodzonego na dawnych Kresach lub sam urodził się na tych terenach; oznacza to, że w Polsce żyje od 4,3 mln do 4,6 mln osób powyżej osiemnastego roku życia pochodzących z dawnych Kresów – wynika z badania CBOS (publikacja z kwietnia 2012).
Zdecydowanie częściej posiadanie korzeni kresowych deklarują mieszkańcy północnej i zachodniej części kraju, co pokrywa się z kierunkiem przesiedleń Polaków ze Wschodu.
Wśród badanych mających przodków urodzonych na Kresach co czwarty (25%) to mieszkaniec woj. dolnośląskiego, a blisko co dziesiąty mieszka w woj. śląskim, lubuskim lub mazowieckim (po 9%).
Największa liczba ankietowanych deklarujących posiadanie krewnych w linii prostej urodzonych na Kresach mieszka w woj. lubuskim (51%) i dolnośląskim (47%). Posiadanie kresowych korzeni często deklarowali też mieszkańcy opolskiego (30%) i zachodniopomorskiego (25%), a także warmińsko-mazurskiego (18%) i pomorskiego (17%).
Wśród badanych mających przodków na Kresach więcej niż dwie piąte (43%) stanowią przedstawiciele pierwszego pokolenia, a więc ci, których przynajmniej jedno z rodziców urodziło się na tamtych terenach. Przodka urodzonego na pograniczu w pokoleniu dziadków miało 38% badanych, a blisko co dwudziesty (6%) to prawnuk lub prawnuczka kogoś z tych ziem. Wśród badanych deklarujących pochodzenie z Kresów 13% to osoby, które same urodziły się na tych terenach.

Badanie przeprowadzono w dniach 5–11 stycznia, 3–9 lutego i 8–14 marca na reprezentatywnych próbach losowych dorosłych mieszkańców Polski.
Łącznie zrealizowano 3072 wywiady.