Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Tadeusz Krzyżewski, ŁACINA I GREKA

Poniższy tekst autorstwa (prawdopodobnie) dr. Tadeusza Krzyżewskiego zaczerpnęliśmy z „Gazety Lwowskiej” sprzed 70 lat (15 sierpnia 1943 r.). Dziś tu wiele spraw nieaktualnych, ale to już historia, którą warto przypomnieć.

 

 

Tu i tam, wszędzie gdzie tylko lackie i ruskie plemię ze sobą się sprzęgły, gdzie obok cerkwi kościół wyrasta, na każdym kroku i we wszystkich przejawach życia pełno jest oczywistych przykładów na ich współżycie, którego najlepszym przykładem to te wspomnienia dawniejszej doby, kiedy to jednego dnia ze szkoły chodziliśmy wszyscy na Oremus, drugiego na przemian na Hospody pomyłuj. […]

 

 

Bardziej jednak ciekawią formy z dawna pozostałe. Jest np. wieś Pohorce, Rudek niedaleka, Dniestru bliska. Długie lata, bodaj ze dwa stulecia, upływały mieszkańcom tej wsi należącym do obu obrządków – łacińskiego i greckiego – na korzystanie z tego samego domu Bożego, który służył obu narodowościom wieś zamieszkującym i to w ten sposób, że raz odprawiał tam mszę świętą przynależny proboszcz „łaciński”, drugim razem przyjeżdżał znów dotyczący pleban „grecki” – jako że w samych Pohorcach dawniej żadnej parafii nie było. I tak jak w poprzednie dni w mieścinach o mieszanej ludności dzieci na odmianę chodziły na nabożeństwo raz do kościoła, to znów do cerkwi – tak tu, a także w setkach innych podobnych warunków cała ludność uczestniczyła w takim chwaleniu Boga, jakie się danej niedzieli zdarzyło. To też ową świątyńkę jedni nazywali kościołem, drudzy cerkwią. Dla równowagi cechy jej zewnętrzne (jest to budowla jednonawowa, bezkopułowa) odpowiadały formom zwyczajnym obrządkowi łacińskiemu, wnętrze raczej liturgii greckiej, choć i tu niejedno miało – i ma po dziś dzień cechy inne. Ołtarzowy barok stał się co prawda właściwością także i cerkwi, ale w Pohorcach widać na tych ołtarzach snycerskie dzieła niewątpliwie należące do prac polskich rzeźbiarzy, a krucyfiks wiszący w ścianie ikonostasu ma wybitnie cechy niebizantyjskie.

 

 

Tu też chrzczono dzieci polskie, gdy za daleko było do kościoła – zresztą nie czyniono w tym wielkiej różnicy, gdyż „u siebie” to się odbywało – a już zupełnie „u siebie” czuła się i dzisiejsza właścicielka Pohorzec hrabina z Dzieduszyckich Tarnowska, która w podhoreckiej cerkwi ślubem małżeńskim się wiązała. Dzisiaj w czasie poszukiwań metrykalnych niezbędnych dla uzyskania karty rozpoznawczej owa obojętność, czy chrzcić dziecko w cerkwi czy w kościele jest przyczyną wielu kłopotów, na jakie narażeni są proboszczowie parafii o ośrodkach mieszanych – a te są tutaj aż po Zbrucz wszędzie.

 

 

W sąsiednich Pohorcom Czatkowicach, wsi szlacheckiej, szlachta tamtejsza zagrodowa przynależy do obu obrządków, przyznaje się do obu narodowości. I teraz napływają listy z prośbami o szukanie w dawnych księgach urodzeń w urzędach parafialnych przykościelnych i przycerkiewnych.

 

 

Wracając do cerkwi – typowymi dla każdej z nich zawsze są obrazy; jest ich wiele, bardzo wiele – ikonostas z nich się składa, a prócz ołtarzowych liczne wiszą po ścianach. Tzw. bizantynizm odróżnia się od tych, jakie spotykamy po kościołach. Lecz i „kościelne” wiszą po cerkwiach, a także w niedalekim stąd Susułowie, gdzie się natrafia na szczególny przykład tej dla Rusi Czerwonej charakterystycznej symbiozy. Jest tam niewielki obrazek na drzewie malowany. Malował go obraźnik z naddniestrzańskiej Wołoszczy. Temat „łaciński”: św. Walenty, sposób malowania „grecki”; napis zaś polski wskazuje, że to jest „święty Walęty” . Autor Czajka, w podpisie „Czayka”, kędy indziej podpisuje się alfabetem cyrylicy.

 

 

Na krótko przed wojną ludność polska Pohorzec wybudowała tuż w pobliżu cerkiewki piękny kościół. W bezinteresownym wkładzie pracy w to zbożne dzieło jest też udział miejscowej ludności, dla której domem Bożym jest cerkiew.

 

 

Jedni i drudzy, gdy w tej cerkwi patrzą na obraz, gdzie grecką literą napisane Mater Theu – Matka Boga i gdy na wyjeździe ze wsi żegnają się przed kamiennym krzyżem, gdzie znów łacińskie Te Deum laudamus wielbi Pana – jedni i drudzy tak tu od wieków silnie ze sobą związani w jednym się jednoczą. W Krzyżu, który łączy, nie dzieli – krzyż ten „roku świętego” razem stawiali. Stoi on pośrodku wsi, między jasnym światłem murowanego kościoła a od starości sczerniałym drewnem wiekowej cerkiewki – i łączy.