Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Kazimiera Jagniewska, POLSKI LWÓW – SYMBOL BOHATERSTWA

Motto:

O miasto, które mówisz:

„Pójdźcie do mnie wszyscy,

którzy Ojczyzny kochać

nie umiecie, a ja was nauczę”.

 

Obok trzech wież – ma Lwów w herbie LWA. Nie jest to bez znaczenia, że otrzymał go z Rzymu od samego papieża Sykstusa V w połowie XVI w, ale dziwniejszy jest chyba zbieg okoliczności, który połączył imię miasta i godło. Są tacy, którzy utrzymują, iż był w tym palec Boży, który naznaczył miasto jako siedzibę ludzi
o lwich sercach.

Gdybyście mogli przyjechać do Lwowa, po kilku godzinach pobytu w mieście twierdzilibyście, iż czyni ono wrażenie człowieka, który żyje dziwnym, mocnym, głębokim życiem. Zadawalibyście sobie pytanie, gdzie jest źródło tego życia? – Wieczorem, gdybyście zapatrzyli się w czarne, gotyckie, renesansowe, barokowe sylwetki wież kościelnych na złoto-purpurowym zachodzie, odczulibyście rzecz przedziwną, usłyszelibyście, jak bije serce Lwowa. W katedrze łacińskiej pogrążeni w zadumie przed ołtarzem cudownej Matki Boskiej Łaskawej ujrzelibyście, ile
z tego życia osiadło w mrokach między kolumnami, wśród posągów, łuków, załamań. Z naw i z ołtarza wyszłaby ku nam przeszłość sięgająca początków XIV wieku, pamiętająca króla założyciela Kazimierza Wielkiego*.

Założony jako gród obronny na południowo-wschodnich kresach Polski – Lwów był jak rycerz niezłomnie czuwający. Zadania grodu były niełatwe. Stał się z czasem największą twierdzą Rusi Czerwonej, nieustannie atakowanej i zagrożonej przez wrogów. W misji dziejowej, która zyskała Polsce od całego świata miano przedmurza chrześcijaństwa, Lwów ma swoją chwalebną część. Aby sobie uświadomić, jak doniosłe było znaczenie Lwowa, trzeba sobie zdać sprawę z tego, że był on grodem kresowym nie tylko dla Polski, ale całej łacińskiej Europy. Był grodem kresowym kultury zachodniochrześcijańskiej.

Lwowianie mieli poczucie tej misji, którą im wyznaczyła historia. Owa ambicja narodowa, wielka miłość do miasta, widoczna pomoc Boża wzmocniły miasto, które ostało się zawierusze wojen. Może była w tym niepojęta mądrość przeznaczenia – przeznaczenia, które zachowało miasto, aby w XX wieku wstrząsnąć cały świat jego bohaterstwem, aby nastąpiła OBRONA LWOWA. Lwie boje staczało miasto w obronie swojej polskości.

Dzieje Lwowa to dzieje nieustannych walk z wrogami. Ustąpili książęta ruscy, przyszli Węgrzy, a kiedy już stawiło czoło i zdawało się, że nastanie spokój – ruszyły hordy tatarskie. Zaś gdy wojska Rzeczypospolitej odpędziły Tatarów aż nad Morze Czarne, trzeba było znów walczyć z czernią kozacką.

Podobno podczas oblężenia Lwowa przez Chmielnickiego w 1648 r. widziano św. Jana z Dukli, jak osłaniał miasto. Takim wysławiła go wdzięczność mieszczaństwa na wysokiej kolumnie przed kościołem ojców Bernardynów.

Ciężko doświadczył Bóg miasto, ale ono z każdej próby wychodziło hartowniejsze, wytrwalsze
i radośniejsze. W ciągłym trudzie wykuwały się charaktery. Mieszczanie przekształcili się w rycerzy nie tylko z ciała, lecz i z ducha. Ta przeszłość rycerska miasta, to ciągłe wznoszenie, uszlachetnianie
i przeorywanie ducha, to ciągłe – urobiło glebę, która w 1918 roku wydała najcudowniejszy kwiat – „bohaterstwo dzieci”.

Kto nie wie, czym była kultura rycerska w rozwoju ducha polskiego, ten nie zrozumie Obrony Lwowa
w 1918 roku. Życie Polski w przeszłości tak nasiąkło kulturą rycerską, że słowo Polak stało się synonimem rycerza. Rycerzami byli woje Chrobrego, największego króla Polski Wielkiej, Jagiełłowie – zwycięzcy spod Grunwaldu, rycerzami byli husarzy Sobieskiego – zwycięzcy spod Wiednia, rycerskim duchem owiani byli żołnierze napoleońscy i powstańcy XIX w. Na rycerskiej tradycji wychowani byli żołnierze naszych czasów Hallera we Francji, Dowbora-Muśnickiego w Rosji i Piłsudskiego podczas I wojny światowej. Wcześnie, bardzo wcześnie wyrastała ideowość ducha polskiego. Przedmiotem jej stały się dwie wartości wiecznie niezmienne, najszczytniejsze: Bóg i Ojczyzna. One potrafiły wznieść ducha polskiego na niedostępne wyżyny poświęcenia, ofiary i bohaterstwa. Te cechy stały się składnikiem duszy polskiej.

Jeśli wnikniecie w historię Lwowa, to właśnie odnajdziecie w niej tego ducha polskiego. Głęboką wiarę
w Boga i płomienną miłość do Ojczyzny pro qua quis bonus dubitet oppetere**. Dlatego Lwów ma siłę przyciągającą i zniewalającą. Bohaterstwo wielbimy jak najpiękniejszy produkt ducha ludzkiego – jakżeż nie czcić i nie kochać miasta, które stało się jego ucieleśnieniem? Nie dziw, że kochali to miasto wszyscy. I królowie chętnie doń zajeżdżali. Przywiązał się do swojego Lwowa Kazimierz Wielki i poświęcił mu niemało swej królewskiej pracy. Bywał tu Jagiełło i urocza królowa Jadwiga, Jan Olbracht sam kładł kamień pod lwowski ratusz, a Batory tu szukał wypoczynku.

Jan Kazimierz w Katedrze Lwowskiej składał słynne ślubowanie. Jedynie Częstochowa i Lwów obroniły się wtedy przed zalewem szwedzkim. Jan III Sobieski wyjeżdżał stąd nie raz i nie dwa przeciw pohańcom. Jego wiktorię głosi tablica wmurowana na przedmieściu miasta.

Co krok potykasz się tu o pamiątki świetnej przeszłości dawnej chwały. Nietrudno teraz zrozumieć, że Lwów jest jak wielki człowiek o ciele kamiennym, w którym bije serce, żyje duch. Serce Lwowa goreje miłością Ojczyzny, miłością, która nie ma granic.

Serce Lwowa jest wierne – Leopolis semper fidelis – Duch Lwowa to bohaterstwo!

To wszystko, co dotychczas powiedziałam o Lwowie, jest blade i puste w porównaniu z tym, co nastąpiło w 1918 roku. Trudno jest o tym mówić. Nie dość dostojnych słów, które by oddały w sobie wszystko, co mieści OBRONA LWOWA. Może przyjdzie kiedyś poeta, co z walk o Lwów stworzy polską Iliadę. Gdyby można było, poprowadziłabym was na cmentarz Orląt. Tam bez słowa zrozumielibyście wszystko.

W nocy 31 października na 1 listopada, w ten dzień, który był początkiem państwa polskiego, Ukraińcy otoczyli Lwów. Ludzi brakło, co zdolne do noszenia broni albo poległo już na wojnie, albo walczyło na wszystkich frontach europejskich. Tymczasem Lwów się bronił. Znaleźli się obrońcy. Obok garstki żołnierzy stanęli pod bronią mali chłopcy, dziewczęta, kobiety. Na czele obrony stanął Czesław Mączyński. Stary żołnierz, ale takiego wojska nie widział nigdy w życiu. Miasta za żadną cenę nie można było oddać! W klęsce Lwowa byłaby klęska Polski. A Polska to było imię, które oni wymawiali z czcią należną imieniu świętemu.

Listopad był nie do zniesienia. Chlapał deszczem i błotem albo sypał śniegiem i dokuczał mrozem. Brak było odzieży, żywności i broni. Ci, co patrzyli z dala, ­uznali walkę za beznadziejną i szaloną. Mimo to Lwów się trzymał. Obrońców z każdym dniem przybywało, bo do komendantów odcinków zgłaszały się coraz młodsze dzieci. Ale Mączyńskiemu z każdym dniem coraz głębsze zmarszczki ryły czoło. Napływali ochotnicy z całej Polski, ale to wszystko mało. Czekali na posiłki, lecz co będzie, jeśli przyjdą za późno? Jak te dzieci zdzierżą? Musiał przyznać, że sam się dziwił ich woli i wytrwałości. Posiłki nie nadchodziły.

Z każdym dniem było coraz ciężej. Z każdym dniem rosła ilość trupów. Na ogromnym łuku triumfalnym opasującym jak tęcza cmentarz napisano po latach: mortui sunt, ut liberi vivamus. Za bohaterstwo dzieci nagrodzono miasto Krzyżem Virtuti Militari – najwyższym odznaczeniem żołnierskim. A one Antki, Jurki, Stachy przeszły do historii, pieśni, legendy pod przepiękną nazwą: Lwowskie Orlęta.

Po 22 dniach przyszła pomoc. Wroga odparto. Na ratuszu załopotała biało-czerwona chorągiew narodowa. Lwów był wolny. Marszałek Foch powiedział później: W chwili kiedy wykreślano granice Europy, biedząc się nad pytaniem, jakie są granice Polski, Lwów odpowiedział: – Polska jest tutaj!

Cmentarz chłopiąt jest dla nas miejscem świętym. Krzyże i napisy to symbole idei.

Idzie od nich moc, która napełnia duszę dumą, radością, zapałem i żądzą czynu. Rokrocznie drużyny lwowskie składają przyrzeczenie na cmentarzu Orląt. Nad grobem poległych harcerzy śpiewają pieśni. Czuje się nieodpartą potrzebę powiedzenia tym braciom i siostrom, którzy pełnią wartę po tamtej stronie, że my czuwamy wytrwale jak oni. Że żyje w nas ta sama gotowość i żarliwe umiłowanie idei.
Że jeśli trzeba będzie, powtórzymy listopad 1918 r. Oto stało się to, co w Przedświcie powiedział Zygmunt Krasiński, jeden z największych poetów polskich: Kto w poświęceń zmarł godzinie, Ten się przelał w drugich tylko!

Duch Orląt żyje w nas. Czyn Orląt przyniósł nie tylko wolność miastu, ale wskazał młodemu pokoleniu Polski nowej – drogę, którą ma iść.

Nie mieli niczego nad drobne dziecinne ręce i serca płonące umiłowaniem Polski. Mieli jeszcze skarb bezcenny – życie, które nie do nich należało. Przysięgli je Ojczyźnie! Jak wyznanie wiary śpiewali przecież: Wszystko co nasze, Polsce oddamy. Gdy przyszła stosowna chwila – oddali. Dziecięce piersi ozdobiono krzyżem Virtuti Militari. Pochowali chłopca w ziemi i postawili krzyż z napisem Poległ w walce za Ojczyznę, Poległ śmiercią bohaterską.

Matka królów Sobieskich na grobie dziadów bohaterów uczyła dzieci miłości Ojczyzny.

Tak teraz będą uczyć matki Polki. Będą śpiewać dzieciom nie kołysankę, lecz piosenkę o Jurku Bitschanie, zamiast bajki opowiedzą historię o Antku, który bronił Lwowa. Czym były dla starożytnych Termopile, dla średniowiecza śmierć Rolanda i pieśni o dobrym rycerzu Parsewalu, tym dla XX w. stała się Obrona Lwowa. W dziejach świata ma równą, jedną tylko… krucjatę dziecięcą.

W katakumbach na białych tablicach złocą się napisy: Polegli listopad 1918. Odsiecz i oddziały na pomoc spieszące. Lotnik, uczeń, student, robotnik, krawczyni, urzędnik, lekarz, inżynier.

Lat 14, 17, 20, 40, Odznaka Odcinka, Krzyż Walecznych. Krzyż Zasługi, Krzyż Obrony Lwowa, Order Virtuti Militari.

Antek Pietrykiewicz miał lat 13. Był uczniem II klasy. Jest kawalerem orderu Virtuti Militari, ma trzy Krzyże Walecznych, odznakę Rycerzy Śmierci, Krzyż Obrony Lwowa, Odznaka III Odcinka, Orlęta. Jurek ­Bitschan i Tadek Jabłoński mieli lat 14, Witek Haluza 15 lat. Ludwik Pyzik, Kazik Konopka po 16. Staszek Mech, Stefa Kozłowska 17. Inni po 18, 19, 20 i więcej.

Jurek, jak wielu innych, uciekł z domu, musiał – bo matka nie chciała go puścić, mały był i słaby i nie mógł udźwignąć karabinu. Zostawił kartkę z pożegnaniem i uciekł. Udźwignął karabin (może się zdawało, że słaby) gwiżdżąc przez zęby celował i strzelał. I jeszcze jak strzelał! Wszyscy wi­dzieli. Choć pierwszy raz! Sam komendant go pochwalił! O Boże!

Janka błogosławiła matka na drogę, miał 18 lat. Ojciec zginął na wojnie, po nim dwaj bracia starsi, on został ostatni, więc żegnała go ze łzami w oczach. Kiedy padł, gładziła białymi palcami zlepione krwią włosy, płakała i uśmiechała się…

Dziad, ojciec i mąż, bracia, synowie i ty. Tak trzeba było. Dla Polski. Tamten był z daleka. Też uciekł
z domu. Lwów w niebezpieczeństwie. Trzeba iść z pomocą. Zebrał paczkę kolegów ze swej klasy.
I chowając się pod ławkami wagonów, szczęśliwie dojechali do Lwowa. W wolniejszej chwili napisał do domu, żeby się nie martwili, bo żyje i bije się o Lwów. A jeśli nie wróci, to też niech się nie martwią.



Od Pomnika Chwały pada wielki cień na rzędy grobów. Wiosną i latem kwitną bratki, konwalie, irysy, bzy i jaśmin, któryś krzyż oplątała polna róża. Akacja sypie białym kwieciem. Lipa pachnie miodem.
Tak samo kwitła na wsi koło chaty tego chłopca, co opodal leży. Marmurowa tablica głosi: Zwłoki zabrano 29 X 1925 r. i uroczyście przewieziono do Warszawy, gdzie pochowano w mogile na pl. Marszałka Piłsudskiego jako zwłoki Nieznanego Żołnierza.

W jednym grobie spoczywają Ewa Trzcińska, harcerka, niewinna ofiara rzezi hajdamackiej, zastrzelona
w 20. wiośnie życia i jej młodszy brat Kazik. Na tamtym pomniku napis: Dulce et decorum est pro patria mori – Zofia Holewianka lat 19, zginęła śmiercią męczeńską. Dla Ciebie Polsko! Leon… lat 17, zastępowy V Drużyny Harcerskiej ORLĄT. Walerian Manowarda 15 lat, uczeń V klasy, wziętego do niewoli zamordowano w Dawidowie. Leonard Labędź-Rajewski, drużynowy I Drużyny Harcerskiej. Mieczysława Karpowowa, nauczycielka, najlepsza córka, żona i matka, ciężko raniona pociskiem armatnim przy spełnianiu posług samarytańskich padła… lat 29. Staś Dec lat 14 – poległ śmiercią bohaterską.

W jasnej mogile: anissimo Michał – ojciec i anissimo Oswald – dziecko. Stefan Klamut, nauczyciel ludowy, drużynowy VII drużyny harcerskiej, poległ śmiercią bohaterską.

Na tym krzyżu znowu lat 14. Może to ten malec pisał w zeszycie meldunek: Pozycja-Sygniówka. Dowódca Witek. Melduję, że nieprzyjaciel naciera. Sprowadził w nocy nową kompanię. Potrzebujemy znacznej pomocy, co najmniej 5 ludzi. Jak nas będzie dwunastu, damy radę na pewno.

W jednej mogile ojciec i syn. Miasto, w którym w jednym grobie leży dziad, ojciec i wnuk.

Stasio Łabędź-Słobodziński, uczeń gimnazjum, poległ za Ojczyznę w 15. wiośnie życia. Adam Nestorowski lat 17, dostawszy się do niewoli był całą noc męczony, następnego dnia w bestialski sposób rozstrzelany. Felicja Sulimirska, kurierka, zginęła od kuli 21 listopada, w przeddzień zwycięstwa.

Na czarnym granicie nazwisko chłopca, który przypomina szarżę dziadów pod Somosierrą – Józef Mazanowski, student praw, porucznik WP, lat 20, śmiertelnie raniony na Persenkówce. Krzyż Zasługi, Krzyż Obrony Lwowa, Orlęta, Odznaka Góry Stracenia, Odznaka III Odcinka, Krzyż Walecznych, Virtuti Militari. U dołu napis:

 

 Na wiosny idącej gody

Ująwszy twardy swój młot

Wykuję jeden dzień młody

I jeden najwyższy lot.

 

Na wielu tablicach Żołnierz nieznany. Za nazwisko – Krzyż Zasługi. Starczą im trzy słowa: Poległ śmiercią bohaterską.

Miasto, które rodzisz dzieci na śmierć w Polsce zakochane…

 

Przed chwilą odeszła z cmentarz grupka dzieci. W katakumbach przed tablicą wiązka bławatków. Chciałoby się ucałować rączki, które rzuciły kwiaty – skromniutki wyraz uczuć dziecięcych.

 

*    Chodzi oczywiście o Lwów kazimierzowski, a nie Lwów w ogóle.

**  … za którą któż zawahałby się ponieść śmierć (wg Cycerona).

 

Do powyższego tekstu dołączamy kopię ankiety, dotyczącej osoby, życia i śmierci Kazimiery Jagniewskiej.

Dziękujemy serdecznie Pani Annie Pawlak (Toruń) za nadesłanie nam tych materiałów, które na pewno zainteresują naszych Czytelników.