Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Jerzy Hickiewicz, TRAGICZNY DLA POLSKIEJ NAUKI ROK 1941

LOSY STANISŁAWOWIAN W TRAKCIE I PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ

Przed wybuchem II wojny światowej Stanisławów zamieszkiwało niecałe 70 tysięcy mieszkańców, głównie Żydów (czterdzieści kilka procent) i Polaków (trzydzieści kilka procent), dopiero trzecią pod względem liczby ludność stanowili Ukraińcy (kilkanaście procent). W niewielkich ilościach mieszkańcami miasta byli również: Niemcy, Ormianie i Węgrzy. Odmienna sytuacja była w województwie stanisławowskim, które było głównie zamieszkałe przez Rusinów (nieco ponad 70 procent). Stanisławów był stolicą województwa, miał piękne centrum miasta, o oryginalnej, secesyjnej zabudowie. W mieście było: 6 kościołów,
5 cerkwi, 2 synagogi. Mieściło się tu biskupstwo greckokatolickie, przy którym było seminarium duchowne. Stanisławów posiadał też zabytkowy cmentarz katolicki założony jeszcze w 1782 roku.
Jak w każdym mieście wojewódzkim były tu różnego rodzaju instytucje, jak: urząd wojewódzki, izba skarbowa, dyrekcja lasów państwowych, banki, kasy oszczędności, 3 szpitale oraz placówki kulturalne: muzea, teatr z dobrym repertuarem, 6 kin itp. Rozwinięte też było szkolnictwo: podstawowe, średnie
i zawodowe. W mieście było około 30 różnego rodzaju szkół polskich, żydowskich i ukraińskich. Było to „trzecie miasto Galicji” po Lwowie i Krakowie. Brakowało jednak szkoły wyższej.

Warto przypomnieć, jak tragiczne były losy mieszkańców miasta podczas II wojny światowej. Początek ich, jak i na całych terenach objętych od 1939 roku okupacją sowiecką, stanowiły masowe wywózki na Sybir i do Kazachstanu, głównie pracowników administracji państwowej, sądownictwa, policji, leśnictwa
i ich rodzin. Potem był rok 1941 i z kolei akcja niemieckiego gestapo zgładzenia dalszej części inteligencji, kilku­set osób, przede wszystkim nauczycieli, a ponadto lekarzy, prawników i tych, którzy jeszcze pozostali po wywózkach. Była to starannie przygotowana akcja, celem jej było pozbawienie polskiego społeczeństwa ludzi wykształconych, a skierowana głównie przeciw nauczycielstwu.

Akcja gestapo w Stanisławowie wpisuje się w ciąg konsekwentnych działań operacji „Intelligenzaktion”, rozpoczętej jeszcze w 1939 roku na Pomorzu, Śląsku, w Poznańskiem. Działania te zostały opisane przez Marię Wardzyńską w książce Był rok 1939. Operacja niemieckiej policji bezpieczeństwa w Polsce, Intelligenzaktion, wydanej w 2009 r. przez IPN. Również w Krakowie gestapo dokonało aresztowań,
a następnie wysyłki do obozów koncentracyjnych profesorów wyższych uczelni. Wywołało to jednak międzynarodowy rozgłos. Aby zapobiec temu na przyszłość, generalny gubernator Hans Frank tak zaapelował do kierownictwa gestapo w Krakowie:

Nie da się opisać, ile mieliśmy zawracania głowy z krakowskimi profesorami. Gdybyśmy sprawę tę załatwili na miejscu, miałaby ona całkiem inny przebieg. Proszę więc Panów usilnie, by nie kierowali już Panowie nikogo więcej do obozów koncentracyjnych w Rzeszy, lecz podejmowali likwidację na miejscu…

Zgodnie z tymi wskazówkami, w lipcu 1941 roku we Lwowie gestapo przeprowadziło akcję likwidacji wielu wybitnych polskich profesorów lwowskich uczelni: Uniwersytetu Jana Kazimierza, Politechniki Lwowskiej, Akademii Handlu Zagranicznego i Akademii Medycyny Weterynaryjnej. Zbiorowego mordu 40 osób, profesorów i ich rodzin, dokonano w nocy z 3 na 4 lipca 1941 roku na stoku Wzgórz Wuleckich.

 

Krzemieniec, grób na Cmentarzu Polskim. Zdjęcie ze zbiorów K. Tomczewskiego
Byli wśród nich uczeni o światowym rozgłosie jak np. prof. Antoni Cieszyński – stomatolog, lat 59, prof. Włodzimierz Krukowski – elektryk-metrolog, lat 53, prof. Roman Longchamps de Berier – prawnik, lat 56, prof. Tadeusz Ostrowski – chirurg, lat 59, prof. Stanisław Pilat – chemik, lat 60. Następnych 5 osób zamordowano kilka dni później. Ostatni, w dniu 26 lipca 1941 roku, zamordowany został prof. Kazimierz Bartel, uczony i polityk, który w okresie międzywojennego dwudziestolecia trzykrotnie sprawował urząd premiera RP. Wszyscy ci uczeni mogli jeszcze wiele lat przyczyniać się do rozwoju światowej nauki oraz kształcić swoich następców. Działań tych nie udało się jednak przeprowadzić gestapo w pełnej tajemnicy. Całą tę akcję opisał Zygmunt Albert w książce Kaźń profesorów lwowskich ­lipiec 1941, wydanej w 1989 r. przez Uniwersytet Wrocławski. Współcześnie przedstawił to Dieter Schenk w swej ponad 400-stronicowej książce Noc morderców, opublikowanej w 2011 r. przez wydawnictwo. „Wysoki Zamek”.

Stary pomnik na Wzgórzach Wuleckich. Zdjęcie ze zbiorów K. Tomczewskiego
Utrata łącznie 25 profesorów, w większości wybitnych, w ówczesnym stanie rozwoju polskiego szkolnictwa wyższego stanowiła ogromną stratę. Nie sposób jej ocenić stosując obecne kryteria. W owym czasie
w Polsce istniało zaledwie kilkanaście wyższych uczelni akademickich, a liczba nauczy­cieli akademickich była aż kilkadziesiąt razy mniejsza w stosunku do współczesnej.

Na początku lat osiemdziesiątych ub. wieku, za zgodą władz radzieckich, na miejscu straceń rozpoczęto budowę pomnika. Pomnik stanowiła duża bryła betonowa, z której wyłaniała się grupa stłoczonych, stojących obok siebie mężczyzn. Pomnik ten nie doczekał się jednak odsłonięcia, został wcześniej wraz z fundamentem zlikwidowany. Pisał o tym prof. Stanisław Nicieja w swych esejach Moje Kresy, ilustrując tekst zdjęciem pomnika. Prof. Zygmunt Albert w swej książce również zamieszcza zdjęcie tego niezrealizowanego pomnika. Dopiero po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości, na początku lat dziewięćdziesiątych ub. wieku, na stoku Wzgórza Wuleckiego lwowscy Polacy postawili krzyż, na którego fundamencie znajduje się tablica, a na niej umieszczone są napisy w języku polskim oraz ukraińskim wraz z nazwiskami wszystkich zamordowanych.

Z kolei kontynuacją działań we Lwowie, ale wykonanych już w pełnej tajemnicy, dlatego też dziś znacznie mniej znanych, były dokonane w 1941 r. w Krzemieńcu i Stanisławowie aresztowania nauczycieli szkół średnich i podstawowych oraz lokalnej inteligencji, a następnie, zgodnie z poleceniem gubernatora Hansa Franka, ich „likwidacja na miejscu”. W Krzemieńcu przy końcu lipca 1941 r. gestapo dokonało aresztowań nauczycieli słynnego Liceum Krzemienieckiego oraz innych przedstawicieli inteligencji krzemienieckiej. Następnie 28 i 29 lipca na stokach Góry Krzyżowej rozstrzelano około 30 osób. W roku 1991 na krzemienieckim cmentarzu, zwanym Polskim, wystawiono pomnik z tablicą, na której umieszczono nazwiska 24 zamordowanych profesorów i wychowanków Liceum Krzemienieckiego wraz
z dopiskiem o 2,5 tys. mieszkańcach Krzemieńca i okolic, zamordowanych w latach 1941–44. W Krzemieńcu w kościele pod wezwaniem św. Ignacego Loyoli i św. Stanisława Kostki umieszczona jest tablica poświęcona Pamięci ofiar II wojny światowej i Liceum Krzemienieckiego. Znajduje się na niej 38 nazwisk pedagogów, pracowników, wychowanków i ich rodziców. Tablicę zdobi motto: … a kiedy trzeba iść na śmierć, idą po kolei, jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec.

Masowe aresztowania około 300 osób w Stanisławowie rozpoczęły się w lipcu 1941 r. Nauczycieli podstępnie zgromadzono pod pretekstem narady w związku ze zbliżającym się początkiem roku szkolnego. Następnie zostali oni uwięzieni i wraz z pozostałymi aresztowanymi zatrudnieni przy rozbudowie więzienia, a potem nagle w sierpniu 1941 r. zaginęli bez śladu. Wydarzeniami tymi kierował gestapowiec Hans Krüger, ten sam, który wcześniej brał udział w likwidacji lwowskich profesorów na Wzgórzach Wuleckich. Tym razem przeprowadził całą akcję prawie perfekcyjnie, bo sprawa przez wiele lat okryta była tajemnicą i nie była znana opinii publicznej. O tym, co stało się z aresztowanymi w 1941 r., dowiedzieli się stanisławowianie bardzo późno, bo dopiero pod koniec lat 1980. Wtedy to Adam Rubaszewski z synem Pawłem odkryli miejsce masowej kaźni w podmokłym Czarnym Lesie – doły
w których pogrzebano pomordowanych, i znaleźli nielicznych świadków zbrodni. Tam to właśnie, do Czarnego Lasu, w sierpniu 1941 r. gestapo nocami wywiozło aresztowanych i dokonało ich likwidacji. Pisze o tym w swoich wspomnieniach Karolina Lanckorońska, która w imieniu Rady Głównej Opiekuńczej interweniowała w sprawie aresztowanych u Hansa Krügera. Nieco później także ona została aresztowana, a Hans Krüger, będąc przekonany, że ona tego nie przeżyje, chełpił się przed nią tym czego dokonał, najpierw we Lwowie, a potem w Stanisławowie:

 Przecież my, gdy wkraczamy, zawsze już mamy gotowe spisy tych osób, które mają być aresztowane. Wie pani gdzie również tak było? We Lwowie, tak, tak. Profesorowie uniwersytetu to moje dzieło, moje!

Jednak Karolinie Lanckorońskiej, w związku z jej pokrewieństwem z włoską rodziną królewską, udało się uratować życie i opisać te wydarzenia w pamiętnikach (K. Lanckorońska Wspomnienia wojenne, wydawnictwo „Znak”, Kraków 2001).

W trakcie okupacji niemieckiej w Stanisławowie gestapo równie bezwzględnie obeszło się z ludnością żydowską: najpierw utworzyno getto, a potem wymordowano w okrutny sposób tysiące Żydów z miasta
i okolic. Przerażającą była akcja likwidacji getta. Poprzedzały ją poszukiwania kosztowności. Gestapowcy szukali ich również w pierzynach, w efekcie tych poszukiwań na ulice sąsiadujące z gettem spadało pierze, wyglądało to tak, jak gdyby w lecie padał śnieg, a towarzyszyły temu odgłosy rozstrzeliwań.

Na podgórskich terenach Podkarpacia często zdarzały się powodzie. Doszło do niej również w okresie okupacji niemieckiej, a następstwem powodzi były słabe zbiory i braki żywności. Okupant potrzebował żywności przede wszystkim dla wojska, nie wspomagał ludności miejskiej, wyjazdy na wieś po żywność groziły śmiercią. Ludność w Stanisławowie, jak i w sąsiednich miastach, pozostawiona sama sobie, głodowała.

Jak wielkie były straty kultury polskiej w Stanisławowie, spowodowane najpierw przez NKWD, a potem przez gestapo, najlepiej świadczy fakt, że w mieście, w którym przed 1939 r. było około dwadzieścia polsko­języcznych szkół średnich, zawodowych i powszechnych (tak się wtedy nazywało szkoły podstawowe), w 1944 r., po powtórnym objęciu władzy przez sowietów, nie sposób było znaleźć nauczycieli do jednej, jedynej, tworzonej wówczas szkoły polsko­języcznej.

Po roku 1944 sowieckie aresztowania były już nieliczne, natomiast istniały obawy, czy nie powtórzą się wywózki. Do miasta przybyła bowiem, wraz ze swymi rodzinami, duża grupa sowietów, która objęła władzę w mieście. Byli to pracownicy NKWD, aparatu partyjnego, sądownictwa, milicji, administracji itp. Stosowali oni naciski i groźby, ponieważ potrzebowali umeblowanych mieszkań, które uzyskiwali właśnie po wysiedlanych Polakach. Wysiedlenia Polaków objęły większość polskich mieszkańców miasta oraz uchodźców z okolicznych wiosek, nielicznych, którym udało się uratować przed zamordowaniem przez nacjonalistów ukraińskich i schronić w mieście. Pomimo żalu za pozostawianym mieniem, grobami najbliższych, strach przed ewentualnością wywózek na Sybir oraz mordami powodowały, że w mieście pozostali tylko nieliczni Polacy.

Tak więc stanisławowianie, którzy osiedlili się w większości na Górnym Śląsku w Opolu, Gliwicach
i w innych miastach oraz na Dolnym Śląsku, to były w dużej mierze wdowy z dziećmi. Wśród osiedlonych niestety tylko nieliczni byli ludźmi wykształconymi, którym szczęśliwie udało się przetrwać wojnę. Nie sposób zapomnieć, że tych wszystkich wygnańców Ślązacy przygarnęli życzliwie, mimo dramatycznych przeżyć, których sami doznali w ostatnich dniach wojny, zwłaszcza na terenach położonych na zachód od dawnej granicy polsko-niemieckiej, a związanych z przejściem frontu, pożarami, gwałtami kobiet
i masowymi wywózkami mężczyzn do pracy w kopalniach Związku Sowieckiego (o czym jeszcze wtedy ludność napływowa nie wiedziała). Ślązacy nie identyfikowali tych wypadków z ludnością wysiedloną
z Kresów i mimo zrozumiałych różnic wynikających z odmiennej historii obu ziem przyjęli przybyszów raczej z wyrozumiałością dla ich losów. Czasy te, na podstawie własnych przeżyć i własnej rodziny, nie stroniąc od trudnych momentów, opisał Jan Cofałka w książce Ślązacy i kresowiacy, wydanej w 2011 roku przez wydawnictwo Scholar. Pisze tam m.in. o potomkach powstańców śląskich, o powstańcach warszawskich, synach Orląt Lwowskich, harcerzach, członkach ZMP, byłych członkach Hitlerjugend, Komsomołu, którzy siedząc często w tej samej ławce szkolnej gimnazjum w Koźlu, nie pozabijali się,
bo mieli mądrych nauczycieli. W tym czasie zawartych było wiele przyjaźni pomiędzy Ślązakami
a Kresowiakami, również i mieszanych małżeństw, które przetrwały lata.

Czasy powojenne też nie były łatwe. Prześladowania pod hasłami walki klasowej i walki z reakcją prowadzonej przez UB, którego funkcjonariuszami w wielu przypadkach byli ludzie niewykształceni, niemal półanalfabeci, dotknęły tak Ślązaków, jak i ludność napływową. Była też dyskryminacja związana z pochodzeniem innym niż robotniczo-chłopskie, dyskryminacja bezpartyjnych oraz osób posiadających krewnych za granicą. Wszelkie odstępstwa od przeciętności budziły podejrzenia funkcjonariuszy UB. Praca w okresie międzywojennym w administracji państwowej, w aparacie sprawiedliwości, w wojsku, udział w organizacjach społecznych, również w Związku Polaków w Niemczech, wszystko to mogło być powodem przesłuchań, aresztowań, a w najlepszym przypadku uniemożliwiało uzyskanie pracy na stanowisku odpowiadającym posiadanym kwalifikacjom, a dzieciom takich osób – przyjęcie na wyższe studia.

 

Doszedłem jednak do wniosku, że te straszne i niemożliwe do zapomnienia przeżycia w czasie wojny
i jeszcze po wojnie w Stanisławowie: bezprawie, aresztowania przez gestapo czy NKWD, wywózki, zbiorowe mordy, braki żywności, stałe zagrożenie egzystencji – wszystko to powodowało, że mimo niebezpieczeństw i zagrożeń, jakimi „zaskakiwała”, już po wojnie, tzw. „władza ludowa” – stanisławowianie czuli się na Śląsku bezpieczniej, bo czuli się wśród swoich. Ponadto kresowianie byli jakby już zahartowani, bo pierwszy szok zetknięcia się z władzą komunistyczną i jej mechanizmami przeżyli dużo wcześniej, bo jeszcze w 1939 r. na wschodzie. Tam na własnej skórze poznali sposoby działania tej władzy. Zrozumieli, już wtedy, jak wielkie są różnice pomiędzy utopijną ideą a gorzką rzeczywistością. Natomiast tak zwane „wyzwolenie” było dla Ślązaków wielkim szokiem, pierwszym zetknięciem się z władzą komunistyczną i jej zakłamaniem, okresem trudnym, w wielu wypadkach tragicznym. Dla Ślązaków, przyzwyczajonych do tego, że nawet najbardziej dotkliwe represje odbywają się jednak z poszanowaniem ustanowionego prawa, choćby nawet bardzo dyskryminującego, to było nie do pojęcia. Jednocześnie dla Ślązaków, zwłaszcza zamieszkałych na terenach położonych na zachód od dawnej granicy z 1939 roku, były to przerażające, a niekiedy i najtragiczniejsze wydarzenia związane
z wojną.

Stanisławów, Czarny Las, pierwszy pomnik
W końcu lat 80. nieliczna polska społeczność Iwano-Frankiwska (bo tak od 1962 roku nazywa się Stanisławów), wspomagana przez Koło Stanisławowian krakowskiego oddziału Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, przy wydatnej pomocy „Energopolu” i finansowego wsparcia przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, wzniosła pomnik (i jego replikę w parku), kamienny kopiec-kurhan, w Czarnym Lesie. Na pomniku, co prawda, jest umieszczona tablica z mottem Jeśli zapomnę o nich, Ty Boże na niebie zapomnij o mnie i objaśnieniem, że jest on poświęcony pamięci mieszkańców Stanisławowa i okolic zamordowanych w 1941 r. przez gestapo, brak jednak było nazwisk ofiar. Tylko część dołów, gdzie spoczywają pomordowani, została uporządkowana. Jednak cały teren nie został ogrodzony i co najgorsze, nie miał uprawnień cmentarza. W 1941 r. Czarny Las był oddalony od miasta. Współczesne miasto Iwano-Frankiwsk rozwija się, ma już ponad 250 tys. mieszkańców, do Czarnego Lasu zbliżyły się tereny giełdy samochodowej. Budziło to obawy, czy nie zagrozi ona prowizorycznemu cmentarzowi, zwłaszcza że teren ten nie miał zabezpieczeń formalno-prawnych.

 

STANISŁAWÓW – 70 LAT PÓŹNIEJ

W roku 2011 minęło 70 lat od tragicznych wydarzeń z 1941 roku. Uczestniczyłem w rocznicowych uroczystościach zarówno we Lwowie, jak i Stanisławowie.



Uroczystości we Lwowie, połączone z odsłonięciem pomnika, odbyły się w niedzielę 3 lipca 2011 r. Rozpoczęły się mszą świętą w kościele św. Marii Magdaleny i były kontynuowane na Wzgórzach Wuleckich, w miejscu dokonania mordu. Gospodarzem miejsca był rektor tamtejszej politechniki, prof. Jurij Bobalo, który przyczynił się do odsłonięcia pomnika w planowanym rocznicowym terminie.
W uroczystościach uczestniczyli: przedstawiciele władz Lwowa i Wrocławia, rektorzy i profesorowie uczelni lwowskich i wrocławskich, ambasador Polski na Ukrainie, wysocy przedstawiciele episkopatu ukraińskiego i polskiego, dzieci i wnuki zamordowanych. Na dwóch poziomach otoczenia pomnika zgromadziło się około tysiąca uczestników.



Został on wybudowany ze składek społecznych przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka Jeziorańskiego we Wrocławiu. Pomnik przypomina bramę zbudowaną z dziesięciu bloków, każdy
z numerem jednego z Dziesięciu Przykazań. Wysunięty blok z cyfrą V symbolicznie pokazuje, że złamanie V przykazania Nie zabijaj to złamanie wszystkich dziesięciu. Na monumencie nie ma jednak żadnego napisu, były kontrowersje co do jego treści, ale jest obietnica, że napis będzie. Na tylnej ścianie pomnika jest dużo miejsca na umieszczenie stosownego napisu. Uroczystości trwały krótko, nie zostały odegrane hymny państwowe.

Po takich przeżyciach we Lwowie, z wycieczką zorganizowaną przez stanisławowską grupę Krakowskiego Oddziału Towarzystwa Miłośników Lwowa i KPW, a prowadzoną jak zwykle przez niezawodną Krystynę Stafińską, pojechałem w sierpniu 2011 roku do Stanisławowa, czyli do Iwano-Frankiwska. Tu jednak było zupełnie inaczej niż we Lwowie, spotkała nas wielka niespodzianka. Przede wszystkim zastaliśmy nowy pomnik z napisem w języku polskim i ukraińskim Pamięci przedstawicieli polskiej inteligencji ze Stanisławowa i okolic zamordowanych przez hitlerowców w sierpniu 1941 roku. Pomnik otoczony jest granitowym okręgiem, o średnicy ok. 5 metrów, do którego przytwierdzone są kamienne tablice, na których, co najważniejsze, wypisane są po polsku nazwiska zamordowanych.

Stanisławów, Czarny Las, początek prac przy budowie cmentarza (14 V 2011), ze zbiorów I. i W. Czaszczinów

Teren (ok. 1,8 ha) został odwodniony, ogrodzony i uporządkowany w taki sposób, aby spełniał wszelkie wymogi cmentarza. Tę niespodziankę przygotowało Towarzystwo Kultury Polskiej „Przyjaźń” z panią prezes Lucyną Kubicką i małżeństwem Ireną i Witoldem Czaszczin oraz Janem Grabowskim. Należy podkreślić, że w wykonywanej przez nich ogromnej pracy budowy cmentarza, przede wszystkim w nadaniu mu prawnego statusu cmentarza ofiar wojny, otrzymali wsparcie od gubernatora obwodu Iwano-Frankiwskiego Mychajło Wyszywaniuka. W tworzeniu tego pomnika i cmentarza również pomagali bezinteresownie miejscowi mieszkańcy, pracownicy lasu, w dużej części Ukraińcy. Poświęcali swój czas, pomagali swoją pracą, a nawet i środkami materialnymi, choć leśnicy to nie są ludzie bogaci. Pomimo ogromnego zaangażowania członków Towarzystwa Kultury Polskiej „Przyjaźń” i współpracujących z nim osób nie było łatwo zdążyć z zakończeniem budowy nowego pomnika przed terminem planowanych uroczystości rocznicowych. Niełatwe było pokonanie trudności formalno-prawnych, a także materialnych. Aż nie sposób uwierzyć, że budowa pomnika i całego cmentarza rozpoczęła się dopiero w maju 2011 r., a zakończyła w przeddzień uroczystości. Prace trwały tylko niespełna trzy miesiące. Tym większe zatem wyrazy wdzięczności i uznania należą się tym wszystkim, którzy nie szczędzili swoich sił, a często
i własnych środków materialnych, a przede wszystkim wymienionym inicjatorom. Została w ten sposób trwale uczczona pamięć straconych tu przed laty Polaków przede wszystkim dlatego, że byli ludźmi wykształconymi. Ofiary straceń wreszcie, po 70 latach, doczekały się wprawdzie symbolicznego, ale już nie anonimowego grobu, no i co bardzo ważne – cmentarz ten stanowi teraz memento dla następnych pokoleń: oby podobna zbrodnia, wobec żadnego narodu, nigdy już się nie powtórzyła.

Stanisławów, Czarny Las, początek uroczystości: przemawia gub. Mychajło Wyszywaniuk,  ze zbiorów I. i W. Czaszczinów

Uroczystości rocznicowe odbyły się 7 sierpnia 2011 r. Rozpoczęły się uroczystą mszą świętą
w rzymskokatolickim kościele Chrystusa Króla, celebrowaną przez proboszcza ks. Bazylego Pawełkę. Następnie kontynuowane były na cmentarzu w Czarnym Lesie i stanowiły symboliczny pogrzeb. Złożono wieńce, zapalono znicze i zabrzmiały hymny obu państw. Jako pierwszy przemawiał gubernator
M. Wyszywaniuk, który rozpoczął od słów: Na pogrzebie nie wygłasza się przemówień, tylko się modli, ale jesteśmy na wyjątkowym pogrzebie. Tu przed 70 laty zamordowano przedstawicieli polskiej inteligencji. Potem było przemówienie sekretarza generalnego Rady Ochrony Pamięci, Walk i Męczeństwa RP Andrzeja Kunerta, dalsze wypowiedzi, poświęcenie pomnika i symboliczne ekumeniczne uroczystości pogrzebowe.

 

Na uroczystości przybyli Polacy, Ukraińcy i Rosjanie. Z zagranicy przybyli też polscy Ormianie i grupa Polaków z Wielkiej Brytanii, ale przede wszystkim przyjechały dzieci i wnuki tych, którym w tym miejscu odebrano życie. Niektórzy z nich przyjechali z bardzo daleka, niektórzy, co było niezmiernie wzruszające, nawet o kulach, aby uczcić pamięć swych najbliższych. Zastali wspaniałą niespodziankę, piękny symboliczny pomnik, na prawdziwym cmentarzu. W uroczystościach brali też udział: konsul RP Andrzej Drozd, mer miasta Iwano-Frankiwska Wiktor Andruszkiewiczius, wicemarszałek województwa opolskiego Antoni Konopka, przedstawiciel Rządu RP ds. Kombatantów Jacek Polański, przedstawiciel Stowarzyszenia Wspólnota Polska Michał Dworczyk, przedstawiciele województw opolskiego
i koszalińskiego, współpracujących z obwodem iwano-frankiwskim, a przede wszystkim liczni przedstawiciele episkopatów trzech obrządków, którzy nadali uroczystościom podniosły, duchowy
i ekumeniczny charakter. Relacje z uroczystości przeprowadziły ukraińska telewizja i rozgłośnie radiowe. Reportaże z 70. rocznicy tragedii polskiej inteligencji znalazły się też w ukraińskich gazetach. Polską prasę reprezentował jedynie „Kurier Galicyjski”.

Stanisławów, Czarny Las, nowy pomnik po uroczystościach

Po uroczystościach rocznicowych Andrzej Kunert, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa odznaczył Złotymi Medalami tej organizacji zasłużonych w stworzeniu cmentarza i budowie nowego pomnika: gubernatora Mychajło Wyszywaniuka oraz prezes PTK „Przyjaźń” Lucynę Kubicką, wiceprezesa Irenę Czaszczinę i Witalija Czaszczina oraz Jana Grabowskiego, wyrażając w ten sposób uznanie za ich bezinteresowne zasługi i poświęcenie.

W pobliżu naszego cmentarza znajduje się jeszcze jeden pomnik, symboliczny cmentarz, upamiętniający zagładę kilkudziesięciu tysięcy Żydów ze Stanisławowa i okolic. W innej części miasta znajduje się trzeci cmentarz, ukraiński – Demianow Łaz, na którym pochowanych jest kilka tysięcy bezimiennych ofiar NKWD, prawdopodobnie w większości Ukraińców. Iwano-Frankiwsk szanuje pamięć zmarłych wszelkich narodowości. To miasto ma serce, to ośrodek, który dba i pamięta o tych, którzy kiedyś tu żyli. Ale że tak jest – to nie przypadek. Tu pracują i działają Andruchowycz, Prohaśko, salon poetów ukraińskich, świetna filharmonia, kilka wyższych uczelni. Nowo wybrany rektor Uniwersytetu Przykarpackiego prof. Ihor Cependa jest inicjatorem współpracy studentów polskich i ukraińskich
w tworzonym dla tego celu polsko-ukraińskiego Centrum Spotkań Młodzieży Akademickiej w Mikuliczynie, w Karpatach, oraz odbudowywanym obserwatorium astronomicznym na górze Pop Iwan.

W tydzień po uroczystościach nieznani wandale podpalili wieńce i szarfy złożone wokół pomnika na dołach-grobach, wzniecili pożar na cmentarzu, ale miejscowi pracownicy lasu, Ukraińcy, przegonili ich, wezwali straż pożarną, która ugasiła pożar. Pomnik nie został uszkodzony.

W listopadzie, w Dzień Zaduszek, miejscowi Polacy i członkowie TKP „Przyjażń” złożyli kwiaty przy pomniku w Czarnym Lesie i uczcili pamięć tragicznie zmarłych. A potem w dniu 11 listopada, polskiego święta narodowego, z okazji rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości odbyła się w Iwano-Frankiwsku uroczysta akademia przy pełnej widowni.

Warto przypomnieć, że pierwszy raz po roku 1938, a więc po 72-letniej przerwie, taka akademia miała miejsce w Iwano-Frankiwsku 13 listopada 2010 r. Uroczystości Dnia Niepodległości odbyły się w największym teatrze, przy szczelnie wypełnionej widowni, Brali w niej udział przedstawiciele tutejszych władz państwowych i samorządowych, hierarchowie duchowieństwa kilku wyznań oraz przedstawiciele konsulatu RP, goście z Polski oraz miejscowi Polacy i Ukraińcy. W trakcie początkowych przemówień przewodniczący Rady Obwodowej Ihor Olijnyk przypomniał zebranym słowa Józefa Piłsudskiego: Bez wolnej Ukrainy nie ma niepodległej Polski, a bez niepodległej Polski nie ma wolnej Ukrainy. W części artystycznej wystąpił Zespół Pieśni i Tańca Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. W teatrze eksponowana była wystawa Za naszą i waszą wolność. Sojusz Piłsudski-Petlura. 1920 rok, przygotowana przez redakcję „Kuriera Galicyjskiego”.

2 maja 2012 roku po mszy św. w kościele Chrystusa Króla w Iwano-Frankiwsku w Parafialnym Domu Polskim Towarzystwo Kultury Polskiej im. Franciszka Karpińskiego zorganizowało prezentację I części książki Olgi Ciwkacz Literackie krajoznawstwo. Polska literatura Przykarpacia. W książce na 270 stronach przedstawione są biografie polskich kronikarzy, pisarzy, dramaturgów, poetów i działaczy kultury, którzy urodzili się i pracowali na ziemi stanisławowskiej. W przygotowaniu są II i III część wydania, w których będą przedstawione szkice z dziejów polskiej kultury w Stanisławowie: historia polskiego teatru amatorskiego i zawodowego (1867–1939), polskiej opery amatorskiej (1904–1939), Towarzystwa muzycznego im. Stanisława Moniuszki, Muzeum Pokuckiego, biblioteki miejskiej im. Wincentego Nowiny-Smagłowskiego oraz biografie i podobizny 70 naukowców, pedagogów, śpiewaków, malarzy, aktorów i działaczy politycznych byłego województwa stanisławowskiego.

Stanisławów, Czarny Las, odznaczeni Złotymi Medalami Rady Ochrony Pamięci WiM przez min. A. Kunerta. Od prawej: A. Kunert, W. Czaszczin, I. Czaszczin, L. Kubicka. Ze zbiorów I. i W. CzaszczinówStanisławów, Czarny Las, odznaczeni Złotymi Medalami Rady Ochrony Pamięci WiM przez min. A. Kunerta. Od prawej: A. Kunert, W. Czaszczin, I. Czaszczin, L. Kubicka. Ze zbiorów I. i W. Czaszczinów

W dniach 4–6 maja 2012 r. Stanisławów, obecny Iwano-Frankiwsk, obchodził jubileusz 350-lecia założenia miasta. W uroczystościach uczestniczyły liczne, zaproszone, delegacje z Polski, a konsul generalny RP we Lwowie Jarosław Drozd był honorowym gościem święta.

17 lipca w Iwano-Frankiwsku uroczyście podpisano Deklarację w sprawie powstania Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego, tworząc w ten sposób podstawy formalne utworzenia pierwszego w tym regionie „Domu Polskiego”. Jednocześnie Rada Miasta jednogłośnie zadecydowała o przydzieleniu na ten cel pomieszczenia o powierzchni 300 m2 w centrum miasta na okres 49 lat,.

 We Lwowie w lipcu 2012 r. uroczystości 71 rocznicy śmierci polskich profesorów zorganizowali lwowscy Polacy. Odbyły się one jednak przy starym pomniku. Na nowym pomniku nadal nie było żadnych napisów. W przeddzień uroczystości ustawiono jednak – w połowie drogi pomiędzy starym a nowym pomnikiem – kamienną tablicę, na której umieszczony jest napis w języku ukraińskim, a poniżej
w polskim i angielskim. Napis brzmi Pomnik profesorów lwowskich zamordowanych przez nazistów w 1941 roku.

W Iwano-Frankiwsku w sierpniu 2012 r. uroczyście uczczono pamięć polskich stanisławowian straconych 71 lat temu w Czarnym Lesie. W sierpniu 2013 r. Krystyna Stafińska, przewodnicząca krakowskiego Koła Stanisławowian, zorganizowała kolejną (trudno już się doliczyć którą) wycieczkę kresowym szlakiem.
8 sierpnia uczestnicy wycieczki wzięli udział w uroczystościach w Czarnym Lesie bolesnej rocznicy mordu Polskiej Inteligencji, połączonych z modlitwą poprowadzoną przez ks. proboszcza Bazylego Pawełkę.

 

BIBLIOGRAFIA

 

1   Albert Z., Kaźń profesorów lwowskich, lipiec 1941, Wrocław 1989

2   Cofałka J., Ślązacy i kresowiacy, wydawnictwo Scholar, Warszawa 2011

3   Nicieja S., Moje Kresy, cykl artykułów w „Nowej Trybunie Opolskiej”

4   „Kurier Galicyjski”, listopad 2010, lipiec, sierpień 2011, listopad 2011, lipiec, sierpień 2012

5   Lanckorońska K., Wspomnienia wojenne, wydawnictwo „Znak”, Kraków 2001

6   Olszański T., Kresy kresów. Stanisławów, wydawnictwo „Iskry”, Warszawa 2008

7   Rubaszewski A., Martyrologia Polaków miasta Stanisławowa i ziemi stanisławowskiej w okresie II wojny światowej, maszynopis, Warszawa 1991

8   Schenk D., Noc morderców. Kaźń polskich profesorów we Lwowie i holokaust w Galicji Wschodniej, wydawnictwo „Wysoki Zamek”, Wrocław 2011

9   Wardzyńska M., Był rok 1939, operacja niemieckiej policji bezpieczeństwa w Polsce. Intelligenz­aktion, wydawnictwo IPN, Warszawa 2009

10 Zdjęcia z prywatnego zbioru Jerzego Hickiewicza

11 Zdjęcia z prywatnego zbioru Krzysztofa Tomczewskiego

12 Zdjęcia z prywatnego zbioru Witalija Czaszczina

13 Zdjęcie tablicy z Kościoła pw. św. Ignacego Loyoli i Stanisława Kostki w Krzemieńcu

14 Jerzy Hickiewicz, przeżycia i spostrzeżenia własne

 

JERZY HICKIEWICZ (ur. 1932 w Stanisławowie) ukończył Wydział Elektryczny Politechniki Śląskiej. Od kilkunastu lat zajmuje się historią polskiej elektryki. Redaktor i współautor monografii Polacy zasłużeni dla elektryki (2009), Kazimierz Szpotański (2012). Autor wielu artykułów o pionierach polskiej elektryki, w tym o profesorach Politechniki Lwowskiej: R. Dzieślewskim, W. Krukowskim, T. Zagajewskim i In.